Na papierze wygląda to fatalnie. Dziewięć reprezentacji z Azji wywalczyło awans na mistrzostwa świata, ale tylko dwie z nich – Japonia i Iran – zdołały przebić się do fazy pucharowej. Reszta zakończyła turniej już po fazie grupowej, co dla wielu stało się dowodem na to, że azjatycki futbol zatrzymał się w miejscu lub wręcz zrobił krok wstecz.
To jednak bardzo powierzchowna ocena. Jeśli spojrzymy wyłącznie na końcową tabelę, rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Kiedy jednak przeanalizujemy przebieg spotkań, decyzje trenerów, indywidualne błędy oraz okoliczności, w jakich poszczególne reprezentacje odpadały z turnieju, obraz staje się znacznie bardziej złożony. Paradoksalnie wiele azjatyckich drużyn było bliżej sukcesu niż kiedykolwiek wcześniej, ale zabrakło im czegoś, czego nie da się wypracować w kilka miesięcy – doświadczenia w rozgrywaniu meczów o najwyższą stawkę.
Pierwszym i chyba najważniejszym czynnikiem była właśnie niewielka liczba zespołów, które wiedziały, jak funkcjonować na mundialu. Jordania i Uzbekistan debiutowały w mistrzostwach świata, Irak wrócił na turniej po czterdziestu latach, Katar dopiero po raz drugi występował na mundialu, a Arabia Saudyjska przechodziła przebudowę kadry. W praktyce jedynie Japonia, Iran i Korea Południowa mogły opierać się na zawodnikach regularnie występujących na tej scenie. Sam talent czy dobre eliminacje nie zastąpią jednak doświadczenia zdobywanego w starciach z najlepszymi reprezentacjami świata.
To było widać szczególnie w momentach, gdy mecze zaczynały wymykać się spod kontroli. Najlepsze drużyny świata potrafią przetrwać kilka trudnych minut, przeczekać napór rywala i wrócić do realizacji swojego planu. Większość azjatyckich reprezentacji po pierwszym poważnym ciosie traciła natomiast pewność siebie. Jeden błąd bardzo często urastał do rangi wydarzenia, które zmieniało przebieg całego spotkania.

Najbardziej widoczne było to w przypadku Jordanii. Debiutanci pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie, zdobywali bramki w każdym z trzech spotkań i pokazali, że nie przyjechali na mundial wyłącznie po naukę. Jednocześnie w każdym meczu płacili wysoką cenę za momenty dekoncentracji, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry. Właśnie one wielokrotnie odbierały im szansę na korzystny wynik i pokazały, jak cienka jest granica pomiędzy ambitnym występem a zdobyciem pierwszych punktów w historii mundialu.
Podobny scenariusz można było dostrzec w przypadku Uzbekistanu. O ile pierwsze połowy spotkań często były zachowawcze, o tyle po przerwie drużyna Fabio Cannavaro potrafiła grać odważniej i stwarzać problemy znacznie wyżej notowanym rywalom. Problem polegał na tym, że na mistrzostwach świata trudno odrabia się straty po słabym początku. Kilka minut zawahania przeciwko Kolumbii wystarczyło, by późniejszy dobry fragment gry nie miał już większego znaczenia.
Jeszcze bardziej brutalnie z mistrzostwami świata obeszły się losy Iraku. Trudno oprzeć się wrażeniu, że od pierwszego meczu wszystko układało się przeciwko tej reprezentacji. Już w spotkaniu z Norwegią kontuzji doznał Ali Jasim – najlepszy asystent i główny kreator gry. W kolejnym meczu, już w 18. minucie, urazu nabawił się Aymen Hussein, napastnik, wokół którego przez ostatnie cztery lata budowano ofensywę reprezentacji. Kiedy wydawało się, że gorzej być nie może, w trzecim spotkaniu Irak otrzymał czerwoną kartkę już na początku meczu, praktycznie przekreślając swoje szanse na korzystny wynik. Zespół, który przyjechał na mundial z ambicją sprawienia kilku niespodzianek, zamiast realizować własny plan, przez cały turniej zmuszony był reagować na kolejne problemy. W takich okolicznościach trudno mówić o budowaniu pewności siebie, stabilności czy spokojnym rozwijaniu swojej gry.

Nieprzypadkowo wiele problemów azjatyckich reprezentacji pojawiało się przy stałych fragmentach gry. W nowoczesnym futbolu to właśnie one coraz częściej decydują o losach wyrównanych spotkań, a różnice między najlepszymi zespołami świata a drużynami z drugiego szeregu ujawniają się właśnie w organizacji, koncentracji
i odpowiednim ustawieniu. W kilku przypadkach to nie otwarta gra przesądzała o porażkach reprezentacji z Azji, lecz właśnie pojedyncze dośrodkowanie, źle ustawiony blok defensywny czy przegrany pojedynek w powietrzu.
Nie można również pominąć aspektu mentalnego. Mundial to turniej, na którym każdy błąd jest natychmiast wyolbrzymiany przez media i kibiców. Widać było, że niektórzy zawodnicy bardzo mocno przeżywali własne pomyłki. Przykładem może być Abdukodir Khusanov, którego turniej pokazał zarówno ogromny potencjał, jak i to, jak trudno młodemu piłkarzowi udźwignąć presję wielkiej imprezy. Podobnych historii było znacznie więcej. W kilku reprezentacjach jeden nieudany moment wpływał na postawę całego zespołu.
Na tym tle szczególnie wyróżniały się Japonia i Iran. Obie drużyny również popełniały błędy, ale ani razu nie sprawiały wrażenia, jakby traciły kontrolę nad własnymi emocjami. Nawet w trudnych momentach potrafiły konsekwentnie realizować założenia taktyczne i nie zmieniały swojego stylu gry pod wpływem pojedynczego niepowodzenia. To właśnie doświadczenie, a nie wyłącznie umiejętności piłkarskie, okazało się jedną z największych różnic między nimi a pozostałymi reprezentacjami Azji.
Osobnym tematem pozostają decyzje selekcjonerów. Mundial po raz kolejny pokazał, że trener jest rozliczany przede wszystkim z detali. W Korei Południowej ogromną dyskusję wywołały wybory personalne Hong Myung-bo, w Uzbekistanie krytykowano niektóre decyzje Fabio Cannavaro, a wokół innych reprezentacji również nie brakowało pytań o sposób przygotowania do turnieju. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że Japonia i Iran od lat konsekwentnie rozwijają swoje projekty, nie podejmując nerwowych ruchów po każdym słabszym wyniku. Stabilizacja okazała się wartością, której nie widać w tabeli, ale która ma ogromny wpływ na wyniki.
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko. Azjatyckie reprezentacje przestały być egzotycznymi rywalami. Jeszcze kilkanaście lat temu wiele europejskich czy południowoamerykańskich drużyn wychodziło na takie mecze z przekonaniem, że indywidualna jakość wystarczy do zwycięstwa. Stąd choćby porażka Argentyny z Arabią Saudyjską. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sztaby szkoleniowe analizują Japonię, Iran, Arabię Saudyjską czy Uzbekistan z taką samą dokładnością, jak każdego innego przeciwnika. Rywale wiedzą, jakie są ich najmocniejsze strony i przygotowują konkretne rozwiązania, by je zneutralizować. To paradoksalnie najlepszy dowód na rozwój azjatyckiego futbolu.
Czy zatem wynik dwóch awansów na dziewięć reprezentacji jest rozczarowaniem?
Z pewnością tak. Czy oznacza, że Azja zrobiła krok w tył? Niekoniecznie. Ten mundial pokazał przede wszystkim, że dystans do światowej czołówki coraz częściej nie wynika z różnicy umiejętności, lecz z doświadczenia, odporności psychicznej i jakości podejmowanych decyzji w kluczowych momentach spotkań.
To elementy, których nie da się zbudować z dnia na dzień, ale które można wypracować poprzez kolejne występy na największych turniejach.
Jeżeli za cztery lata Jordania, Uzbekistan czy Irak ponownie pojawią się na mundialu, ich największym kapitałem nie będą wyłącznie lepsi piłkarze. Będzie nim pamięć o błędach popełnionych podczas tego turnieju. A właśnie z takich doświadczeń bardzo często rodzą się reprezentacje zdolne do przekraczania kolejnych granic.
Wyświetleń: 204