Reprezentacja Iraku wróciła na mistrzostwa świata po 40 latach przerwy.
Debiutanci z Azji przegrali w Bostonie z Norwegią 1:4, jednak sam wynik nie oddaje tego, co przez długie fragmenty działo się na boisku.
Przed meczem wielu ekspertów spodziewało się dominacji Norwegów. W końcu po jednej stronie stanęli Erling Haaland, Martin Ødegaard i drużyna pełna piłkarzy z czołowych lig Europy. Tymczasem przez większość pierwszej połowy to Irak wyglądał jak zespół bardziej odważny, agresywny i lepiej przygotowany na intensywność spotkania. Wielu obserwatorów po meczu podkreślało wręcz, że do około 60. minuty Irak był co najmniej równorzędnym rywalem dla jednej z najmocniejszych reprezentacji Europy.

Aymen jak zawsze w powietrzu dominuje
Norwegowie objęli prowadzenie po trafieniu Erlinga Haalanda, ale Irak nie zamierzał się poddawać. Historyczny moment dla całego kraju nastąpił po świetnej akcji Ali Jasima i Amira Al-Ammariego. Pomocnik Cracovii zaliczył asystę przy bramce, która przejdzie do historii irackiego futbolu. Dośrodkowanie trafiło pod nogi Al-Hamadiego, a następnie w pole karne, gdzie Aymen Hussein wygrał pojedynek powietrzny z norweskimi obrońcami i zdobył gola na 1:1.
Był to dopiero drugi gol Iraku w historii mistrzostw świata. Pierwszego w 1986 roku zdobył legendarny Ahmed Radhi. Teraz do historii przeszedł również Aymen Hussein, który w eliminacjach strzelił aż 12 bramek – ponad dwa razy więcej niż jakikolwiek inny zawodnik irackiej kadry.
Ta bramka miała również wymiar symboliczny. Jeszcze kilka dni przed rozpoczęciem turnieju Aymen Hussein znalazł się w centrum medialnej burzy po problemach podczas wjazdu do Stanów Zjednoczonych. Napastnik był dodatkowo kontrolowany
i przez pewien czas przetrzymywany przez służby graniczne. Dla wielu Irakijczyków było to szczególnie bolesne, ponieważ Hussein jest człowiekiem, którego życie naznaczyła wojna. W dzieciństwie stracił część rodziny w wyniku działań Państwa Islamskiego. Mimo tych doświadczeń napastnik po raz kolejny pokazał niezwykły charakter i odpowiedział w najlepszy możliwy sposób – zdobywając historycznego gola na mistrzostwach świata.
Warto również zwrócić uwagę na sam sposób, w jaki Hussein zdobył bramkę.
Przez lata można było usłyszeć opinie, że jego imponujące statystyki w pojedynkach powietrznych są efektem gry przeciwko azjatyckim rywalom, którzy nie należą do najwyższych na świecie. Mecz z Norwegią był idealną odpowiedzią na takie zarzuty. Napastnik Iraku regularnie wygrywał walkę o górne piłki z potężnymi skandynawskimi defensorami. Norwegowie, mimo znakomitych warunków fizycznych, mieli ogromne problemy z jego grą głową. Przy trafieniu na 1:1 dosłownie zdominował strefę powietrzną. Można więc śmiało powiedzieć, że Aymen Hussein rządzi i króluje w pojedynkach główkowych niezależnie od tego, czy mierzy się z rywalami z Azji, czy z
Europy.
Bardzo dobrze zaprezentowali się również zawodnicy znani z polskich boisk. Amir Al-Ammari zanotował asystę i należał do najaktywniejszych zawodników drugiej linii. Aymen Hussein z kolei przez długie fragmenty spotkania skutecznie pojedynkował się z obrońcami na co dzień występującymi w czołowych europejskich ligach. To kolejny dowód na to, że piłkarze związani z Ekstraklasą nie mają się czego wstydzić nawet na największej scenie światowego futbolu.
Niestety dla drużyny Grahama Arnolda kluczowym momentem meczu okazały się błędy w defensywie. Tuż przed przerwą Norwegowie ponownie wyszli na prowadzenie po nieporozumieniu irackiej obrony i bramkarza. W drugiej połowie Irak nadal próbował atakować, jednak z biegiem czasu zaczęło być widać różnicę w doświadczeniu i jakości obu zespołów.
Norwegowie dołożyli kolejne dwa trafienia i ostatecznie zwyciężyli 4:1. Wynik jest wysoki, ale wielu obserwatorów zgodnie podkreślało po spotkaniu, że nie oddaje on przebiegu meczu. Irak przez około godzinę gry był równorzędnym rywalem dla jednej z najbardziej utalentowanych europejskich reprezentacji.
Dla Norwegii był to wyjątkowy wieczór. Skandynawowie wrócili na mundial po 28 latach przerwy i od razu odnieśli zwycięstwo. Co więcej, po raz pierwszy w historii swoich występów na mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy zdobyli w jednym meczu aż cztery bramki.
Bohaterem spotkania został oczywiście Erling Haaland. Napastnik zdobył dwa gole i został pierwszym piłkarzem w historii Norwegii, który strzelił więcej niż jedną bramkę w meczu mistrzostw świata. Był to również jego jedenasty kolejny mecz o stawkę z trafieniem dla reprezentacji.
Choć Irak pozostaje bez zwycięstwa w historii mundiali, a wszystkie cztery występy zakończyły się porażkami, kibice Al-Asud mogą znaleźć sporo powodów do optymizmu. Przez długie fragmenty spotkania ich drużyna nie przestraszyła się gwiazd Premier League i pokazała, że nie przyjechała do Stanów Zjednoczonych wyłącznie po naukę.
Dlatego mimo porażki 1:4 trudno mówić wyłącznie o rozczarowaniu. Irak pokazał charakter, odwagę i momentami grał jak równy z równym z drużyną pełną gwiazd europejskiego futbolu. A kibice śledzący Ekstraklasę również mogą być dumni – Amir Al-Ammari i Aymen Hussein udowodnili, że są w stanie rywalizować z piłkarzami światowego formatu.
Amir Al-Ammari pokazał dziś dokładnie to, czego zabrakło Martinowi Ødegaardowi. Świetnie operował między formacjami, doskonale wybierał momenty wyjścia do gry bez piłki i nieustannie dawał kolegom opcję podania. Do tego pokazał bardzo dobrą jakość techniczną oraz uderzenie, gdy pojawiała się okazja do zagrożenia bramce rywali.
W liczbach wyglądało to jeszcze bardzo dobrze:
Wynik boli, ale występ Iraku daje powody wierzyć, że Lwy Mezopotamii nie powiedziały jeszcze na tym mundialu ostatniego słowa.
Niezależnie od tego, jak zakończy się dla nich ten turniej, już teraz zaprezentowali się znacznie lepiej niż reprezentacja Iraku podczas Pucharu Konfederacji w 2009 roku. Wówczas Irakijczycy byli krytykowani zarówno przez kibiców, jak i media za skrajnie defensywny styl gry. Przez większość spotkań ograniczali się do ustawienia głębokiego bloku i wybijania piłki na oślep, co wywoływało frustrację nawet wśród własnych rodaków.
Tym razem obraz był zupełnie inny. Drużyna Grahama Arnolda nie bała się grać w piłkę, pressować i podejmować ryzyka przeciwko znacznie wyżej notowanemu rywalowi. Przez długie fragmenty meczu z Norwegią Irak wyglądał jak zespół, który chce wygrać, a nie jedynie przetrwać.
Jeżeli utrzymają ten kierunek rozwoju, podczas najbliższego Pucharu Azji nikt nie będzie mógł pozwolić sobie na lekceważenie Iraku.
Wyświetleń: 28