SZCZERZE? TRUDNO SIĘ TEMU DZIWIĆ.

Według doniesień z Korei Południowej reprezentacja zdecydowała się praktycznie odciąć od rodzimych mediów po wycieku nagrania audio, na którym kilku dziennikarzy drwiło z kapitana drużyny, Son Heung-mina.

Po meczu z Czechami Son nie zatrzymał się ani na jedno pytanie w strefie mieszanej, odwołano wcześniej zaplanowane wywiady indywidualne, a sytuacja urosła do takich rozmiarów, że Koreańska Federacja Piłkarska została zmuszona do publicznego upomnienia dziennikarzy wysłanych na mundial. Mało tego – szef prasowy delegacji złożył rezygnację, biorąc odpowiedzialność za całą sytuację.

I choć oczywiście każda historia ma dwie strony, to trudno nie odnieść wrażenia, że Korea Południowa jest jednym z najbardziej niewdzięcznych krajów świata, jeśli chodzi o bycie piłkarskim bohaterem narodowym.

Bo naprawdę trzeba zadać sobie pytanie: co jeszcze musi zrobić Son Heung-min?

Mówimy o zawodniku, który przez lata był twarzą koreańskiego futbolu. O piłkarzu, który zbudował swoją pozycję ciężką pracą, a nie marketingiem. O człowieku, który regularnie rywalizował z najlepszymi zawodnikami Premier League, reprezentował swój kraj na największych turniejach świata i wielokrotnie brał na siebie odpowiedzialność za wyniki reprezentacji.

A mimo to regularnie staje się celem krytyki, szyderstw i internetowego hejtu.

To nie jest zresztą nowa historia.

Przypomnijmy sobie mundial w Rosji. Koreańczycy sensacyjnie pokonali Niemców 2:0 i wyrzucili aktualnych mistrzów świata z turnieju. Dla wielu krajów byłby to jeden z największych sukcesów w historii futbolu. Można by się spodziewać owacji, wielkiego powitania i narodowej dumy.

Tymczasem po powrocie do kraju piłkarze zostali na lotnisku obrzuceni jajkami.

Tak wyglądała nagroda za jedno z największych zwycięstw w historii koreańskiej piłki.

Jeszcze wcześniej podobne sceny oglądaliśmy po mundialu w Brazylii. Drużyna wróciła do kraju po słabym występie, a kibice rzucali w zawodników cukierkami. W koreańskiej kulturze jest to forma okazania pogardy i rozczarowania.

I właśnie dlatego trudno dziwić się piłkarzom, że w pewnym momencie mają dość.

Najbardziej uderzająca jest jednak hipokryzja całej sytuacji.

Kiedy wyciekło nagranie, wielu kibiców zaczęło pytać, kim byli dziennikarze, którzy drwili z Son Heung-mina. Kto dokładnie wypowiadał te słowa? Kto był odpowiedzialny za nagranie?

I nagle pojawiła się cisza.

Nazwisk nie podano.

Nie chciano ujawnić autorów wypowiedzi.

Nie chciano wskazać osób odpowiedzialnych.

Powód? Obawa przed hejtem.

Trudno nie zauważyć paradoksu. Ludzie, którzy przez lata oceniali, krytykowali i nieraz bezlitośnie rozliczali piłkarzy, sami nie chcą zostać wystawieni na identyczne traktowanie.

Co więcej, według dostępnych informacji nie pojawiły się również publiczne przeprosiny skierowane do Son Heung-mina. Nie przeprosili go także sami autorzy nagrania.

I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie.

Jeżeli obawiacie się konsekwencji własnych słów, to dlaczego oczekujecie od zawodników, że będą spokojnie znosić podobne zachowania przez lata?

Son Heung-min nie jest przecież człowiekiem, który zawdzięcza wszystko talentowi.

To zawodnik, który przez lata poświęcał dla reprezentacji ogromną część swojego życia.

Wystarczy przypomnieć historię jego służby wojskowej.

Zwolnienie nie spadło mu z nieba.

Wywalczył je na boisku, zdobywając złoty medal Igrzysk Azjatyckich z reprezentacją Korei Południowej.

Później wielokrotnie uczestniczył w obowiązkowych szkoleniach wojskowych, a osoby śledzące temat dobrze wiedzą, że nie ograniczał się wyłącznie do słynnego trzytygodniowego kursu. Regularnie pojawiał się na kolejnych zajęciach i szkoleniach, wykorzystując wolny czas na realizowanie swoich obowiązków wobec państwa.

Nie dlatego, że musiał.

Dlatego, że uważał to za swój obowiązek.

Dlatego obecna sytuacja może być dla wielu koreańskich piłkarzy szczególnie bolesna.

Pojawia się również pytanie sportowe.

Czy ta wojna z mediami nie wpłynie na reprezentację podczas mundialu?

Korea Południowa jest jednym z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów świata. To państwo żyjące mediami społecznościowymi, internetem i nieustannym przepływem informacji. W takich warunkach całkowite odcięcie się od mediów staje się ogromnym wydarzeniem.

Piłkarze mogą mówić, że koncentrują się wyłącznie na futbolu.

Mogą zapewniać, że nie czytają komentarzy.

Ale są tylko ludźmi.

I trudno uwierzyć, że taka sytuacja nie pozostawi śladu przed kolejnym spotkaniem z Meksykiem.

Paradoksalnie może jednak wydarzyć się coś odwrotnego.

Ta sytuacja może jeszcze bardziej zjednoczyć szatnię.

Bo jeśli jest coś, co przez lata charakteryzowało koreańskie reprezentacje, to właśnie umiejętność mobilizowania się wtedy, gdy wszyscy zaczynają w nie wątpić.

Jedno jest natomiast pewne.

Niezależnie od tego, jak zakończy się mundial, kolejny raz dostajemy przypomnienie, że bycie piłkarskim bohaterem w Korei Południowej bywa znacznie trudniejsze niż samo granie w piłkę.

Wyświetleń: 105

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej