Patrząc wyłącznie na statystyki można dojść do wniosku, że Katar powinien ten mecz przegrać.

Szwajcarzy oddali ponad trzy razy więcej strzałów, częściej utrzymywali się przy piłce i przez większość spotkania kontrolowali wydarzenia na boisku. Katarczycy zagrali dokładnie tak, jak wielu spodziewało się po drużynie Julena Lopeteguiego. Niski blok, cierpliwa obrona i szukanie pojedynczych okazji do kontrataków.

Największa gwiazda zespołu, Akram Afif, długo była praktycznie niewidoczna. Manuel Akanji i spółka bardzo dobrze odrobili pracę domową. Gdy tylko Katar przejmował piłkę, szwajcarscy defensorzy natychmiast odcinali najgroźniejszą broń rywala. Afif często miał przy sobie dwóch przeciwników, a podania w jego kierunku były przechwytywane jeszcze zanim zdążył rozpędzić swoją charakterystyczną kontrę.

A jednak to właśnie przez jego nogi przeszła akcja, która zmieniła historię katarskiego futbolu.

W doliczonym czasie gry Afif zachował zimną krew, uruchomił akcję na skrzydle i zaliczył asystę drugiego stopnia. Chwilę później Homam Ahmed posłał w pole karne idealne dośrodkowanie. Takie, jakie kibice śledzący azjatycką piłkę oglądają od lat.

Przez lata europejscy obserwatorzy z lekkim uśmiechem patrzyli na statystyki Homama. Najwięcej dośrodkowań, najwięcej wykreowanych sytuacji po wrzutkach, ogromna liczba podań w pole karne. Łatwo było wzruszyć ramionami i uznać, że to liczby napompowane w azjatyckich eliminacjach.

Problem polegał na tym, że Homam naprawdę potrafi dośrodkowywać.

Tym razem nie potrzebował kilkunastu prób. Wystarczyło jedno zagranie. Jedno niemal beckhamowskie dośrodkowanie.

I jeden człowiek w polu karnym.

Boualem Khoukhi.

35-letni stoper wyskoczył najwyżej i pokonał szwajcarskiego bramkarza. Katar zdobył pierwszą bramkę i pierwszy punkt w historii swoich występów na mistrzostwach świata.

Paradoksalnie bohaterami wieczoru nie zostali jednak ofensywni artyści.

Po końcowym gwizdku cały Katar mówił o bramkarzu i środkowym obrońcy.

Palestyński chłopak z Dohy

Jeszcze w 17. minucie Mahmud Abunada wydawał się głównym winowajcą porażki.

Katarski bramkarz sprokurował rzut karny, po którym Breel Embolo wyprowadził Szwajcarię na prowadzenie. Inna sprawa, iż mocno kontrowersyjna była decyzja o przyznaniu rzutu karnego. Realizatorzy w ogóle nie pokazali dlaczego uznano, że nie było spalonego w akcji po której podyktowano rzut karny. W tamtym momencie wielu kibiców mogło przypuszczać, że właśnie zaczyna się kolejny mundialowy koszmar Kataru.

Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego.

Abunada nie rozsypał się psychicznie.

Wręcz przeciwnie.

Z każdą kolejną minutą rósł. Bronił strzały z dystansu, wyłapywał dośrodkowania i utrzymywał swój zespół przy życiu. Gdyby nie on, Szwajcaria zamknęłaby ten mecz znacznie wcześniej. Zaliczył 7 obron w swoim debiucie na wielkiej mundialowej scenie.

To historia tym ciekawsza, że Abunada nigdy nie należał do najbardziej medialnych postaci katarskiej piłki.

Urodził się w Dosze w rodzinie palestyńskich emigrantów pochodzących ze Strefy Gazy. Nie jest gwiazdą wielkich kampanii marketingowych. Nie był twarzą projektu Aspire. Przez lata funkcjonował raczej w cieniu bardziej rozpoznawalnych nazwisk.

Palestyna nie zagrała na mundialu.

Ale kiedy katarscy kibice skandowali nazwisko Abunady po końcowym gwizdku, trudno było nie pomyśleć, że także Palestyńczycy otrzymali swojego bohatera tego turnieju.

Jeszcze kilka miesięcy temu wielu ekspertów zakładało, że numerem jeden będzie Meshaal Barsham.

Barsham jest bardziej efektowny. Bardziej widowiskowy. Potrafi wyciągnąć piłkę, po której kibice przecierają oczy ze zdumienia.

Ale zdarzały mu się również mecze, w których po genialnej interwencji przychodził kompletnie niepotrzebny błąd.

Julen Lopetegui sam był przecież bramkarzem. Być może właśnie dlatego postawił na bardziej spokojnego i przewidywalnego Abunadę.

Po meczu ze Szwajcarią trudno powiedzieć, że był to zły wybór.

Człowiek, z którego śmiali się Europejczycy

Równie ciekawa jest historia strzelca gola.

Boualem Khoukhi urodził się w Algierii. Do Kataru trafił jako młody zawodnik i z czasem stał się jednym z symboli reprezentacji.

To człowiek, który uczestniczył praktycznie we wszystkich największych sukcesach katarskiego futbolu.

Puchar Azji 2019, Puchar Azji 2023.

A teraz pierwszy punkt w historii mundiali.

Patrząc na Khoukhiego europejski kibic często nie rozumie całego fenomenu.

183 centymetry wzrostu.

Żadnych imponujących parametrów fizycznych.

Żaden Van Dijk, żaden Rüdiger.

A mimo to od ponad dekady trenerzy reprezentacji Kataru powtarzają jedno: to jeden z najlepszych zawodników w grze głową, jakich posiadają.

Powód jest prosty.

Khoukhi nie wygrywa pojedynków dzięki centymetrom.

Wygrywa je dzięki ustawieniu, wyczuciu czasu i umiejętności czytania gry.

I właśnie te cechy zobaczył cały świat w doliczonym czasie gry.

Przez lata wielu ludzi powtarzało, że azjatyccy piłkarze dobrze wyglądają tylko we własnym środowisku. Że statystyki z eliminacji AFC kończą się tam, gdzie zaczyna się mundial.

Katar przeciwko Szwajcarii przypomniał jednak coś bardzo ważnego.

Coraz częściej problem nie polega na tym, że azjatyckie drużyny są przeceniane.

Problem polega na tym, że wciąż bywają niedoceniane.

Bo gdy po meczu bohaterami zostają nie Afif i nie Almoez Ali, lecz palestyński chłopak wychowany w Dosze oraz 35-letni stoper urodzony w Algierii, oznacza to jedno.

Katar nie zdobył pierwszego punktu na mundialu dzięki szczęściu.

Katar zdobył go dzięki ludziom, których światowy futbol zbyt długo nie traktował wystarczająco poważnie.

Wyświetleń: 17

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej