Rewanż za półfinał poprzedniej edycji Puchar Azji, gdzie Japonia rozbiła Iran aż 3-0. Tym razem Iran zemścił się sportowo na podopiecznych Moriyasu i to on zameldował się w kolejnej rundzie.

Oba zespoły rozpoczęły mecz w następujących składach:

Pierwsze minuty były bardzo intensywne i bardzo agresywne. Głównie po stronie Iranu, który nie oszczędzał Japończyków i dopuszczał się stempli, ataków na nogi i faulów taktycznych. Arbiter natomiast oszczędzał kartek i przykładowo nie ukarał Azmouna za 3 agresywne faule w ciągu kilku pierwszych minut. Z powodu tak agresywnej gry niewiele było składnej gry i strzałów na bramkę, gdyż i jednym i drugim trudno było zawiązać akcję.

W 28. minucie impas został przełamany. A konkretniej przełamał go Hidemasa Morita, który na chwilę zmienił się w Rodrygo Goesa i po spektakularnej indywidualnej akcji wyprowadził Japonię na prowadzenie. Pomocnik Sportingu miał też trochę szczęścia, bo sam jego strzał pozostawał wiele do życzenia, ale akcja która pozwoliła ograć całą defensywę Iranu będzie z pewnością pokazywana w kompilacjach z tego turnieju.

Po zmianie stron gra znacznie bardziej się otworzyła. Iran zaczął częściej atakować i Japonia miała 2 dogodne okazje do zdobycia gola. Najpierw uderzał Ueda, a potem Kubo. Ale to Iran uderzył skuteczniej. W 54. minucie Mohebi doprowadził do wyrównania po ładnym i precyzyjnym strzale.

Gdy obie ekipy szykowały się już do dogrywki, Ko Itakura popełnił drugi w tym meczu błąd i doprowadził do rzutu karnego dla Iranu. Ostatnie kopnięcie w tym meczu z 11 metrów posłało Jahanbakhsha na listę strzelców, Iran do półfinału, a Japonię do domu. Klątwa Pucharu Azji trwa dla Japonii i Japonia może mieć pretensje tylko do siebie. Mogła wygrać ten mecz, gdyby wykorzystała swoje sytuacje, których miała w tym meczu kilka. Ale tego nie zrobiła, a Moriyasu nie zmienił koszmarnego od pierwszych minut Itakury. Gracz Borussii M’Gladbach odpowiada za utratę obu goli i trudno po takim występie powiedzieć o nim choć jedno pozytywne słowo.

Iran natomiast wykorzystał swoje atuty oraz słabości Japonii. Wiedział, że Itakura jest dziś najsłabszym ogniwem i większość akcji kierowana była w jego rejony. Podopieczni Ghalenoeia awansują do półfinału drugi turniej z rzędu.

Wyświetleń: 441

Autor tekstu: Kamil Gala

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej