Japonia przegrywa towarzyskie spotkanie z Brazylią 1-0. Decydującą bramkę zdobył Neymar, który wykorzystał rzut karny.

Japonia nie ma szczęścia do reprezentacji Canarinhos. Ich bezpośrednie pojedynki kończyły się w ostatnich latach wysokimi wygranymi ekipy z Ameryki Południowej, na którą Samurajowie nie mieli żadnego sposobu. Niestety i tym razem Japonia nie była w stanie pokonać Brazylii, ale tym razem Japonia stoczyła z nią dość równą walkę. Oba zespoły przystąpiły do tego meczu w dość optymalnych składach. To co zobaczyliśmy w ekipie Hajime Moriyasu było prawdopodobnie tym, co można nazwać „pierwszą jedenastką” Samurai Blue.

Na największą pochwałę zasługuje po tym meczu Shuichi Gonda. Japoński bramkarz był w naprawdę dobrej formie i kilkukrotnie zatrzymywał Neymara, któremu bardzo zależało na trafieniu w tym meczu do siatki. Na pochwałę zasługuje też cała formacja defensywna, która mierzyła się z Neymarem, Viniciusem, czy Raphinhą, a przez większość meczu była szczelna i skutecznie odpierała ataki rywala. Brazylia największe zagrożenie stwarzała po szybkich atakach biorących się często z indywidualnych błędów Japończyków, co w tym sezonie jest niestety sporą zmorą ekipy Hajime Moriyasu.

Jeżeli chodzi o ofensywę to najwięcej zasług należy przypisać Furuhashiemu i Ito, a potem po przerwie Daizenowi Maedzie. Napastnik Celticu, z przeszłością w Visselu Kobe oddał dwa groźne strzały na bramkę Alissona. Junya Ito stwarzał dużo problemów Aranie, który niekiedy nie mógł za Japończykiem nadążyć, a „japoński Mbappe” Maeda wymuszał po swoim wejściu dużo błędów w defensywie Brazylii. I tutaj można wskazać pierwszy błąd Moriyasu w doborze składu na dzisiejszy mecz. Szybki i przebojowy Maeda, który potrafi biegać 90 minut w pressingu i idealnie nadaje się do kontr i szybkich ataków, powinien był zagrać od pierwszej minuty. Potencjał Kyogo nie był w tym meczu w pełni wykorzystany, bo Japonia raczej oddawała rywalowi inicjatywę i czekała na kontry. Kontry, do których idealny jest Daizen Maeda. Po wejściu na boisko były gracz Yokohamy F. Marinos sprawiał Brazylii multum problemów i był nawet bliski odebrania piłki Alissonowi.

Brazylia była lepsza i zasługiwała na wygraną, ale Japonia na pewno nie ma się czego wstydzić. Oczywiście jest wiele do poprawy (np. trener do zmiany), ale Japonia się postawiła i w odróżnieniu do poprzednich starć z Canarinhos zagrała solidny mecz, który przy odrobinie szczęścia mógł zakończyć się lepiej. Po stracie bramki podopieczni Moriyasu zamykali Brazylię w jej polu karnym i intensywnie szukali wyrównania. To niestety nie przyszło, ale publiczność zgromadzona na stadionie olimpijskim w Tokio doceniła występ Samurajów.

Teraz Japonię czeka starcie z reprezentacją Ghany, które odbędzie się już 10. czerwca.

Wyświetleń: 107

Autor tekstu: Kamil Gala

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze