Korea Południowa w sobotę brała udział w ćwierćfinałowym starciu z Meksykiem w olimpijskim turnieju piłki nożnej mężczyzn w Tokio. Zawodnicy przyjechali do Jokohamy po zdobyciu 10 bramek w dwóch ostatnich meczach grupy B, które wysłały ich do fazy pucharowej. Niestety, pobudka z pięknego snu przy pomocy Meksykańskich piłkarzy bardziej brutalna być nie mogła.

Korea Południowa przegrała 6:3! Tak, dobrze czytacie 6:3 – padło 9 bramek w jednym meczu!
Ich walka przypominała słynny pojedynek MMA – Dona Frye vs Yoshihiro Takayamą 

Wynik, jednak, nie odzwierciedlał tak naprawdę różnicy, w jakości między tymi piłkarskimi nacjami.

Przede wszystkim nigdzie nie można było odnaleźć defensywy Korei Południowej na stadionie międzynarodowym Yokohama. Dwóch środkowych obrońców oraz boczni, zaliczyli zdecydowanie najgorszy mecz w życiu. Meksyk zasługuje na uznanie za zademonstrowanie doskonałych umiejętności, ale Korea Południowa uczyniła tę prezentację zbyt łatwą dla swoich przeciwników.

Poza rzutem karnym wykonanym przez Sebastiana Cordovę w 39 minucie, większości bramek Meksyku można było zapobiec. Powróciły koszmary prawego obrońca Seol Young-woo z klubowych mistrzostw świata 2020, kiedy to był najsłabszym ogniwem Ulsan Hyundai w starciu z… meksykańskim klubem Tigres. Dziś przeżywał katorgę z Alexisem Vega na lewym skrzydle. Środkowi obrońcy Jeong Tae-wook i Park Ji-su byli konsekwentnie przepychani przez meksykańskich napastników w strefie zagrożenia i znając tych piłkarzy od pierwszego kopnięcia w zawodowej piłce ani ja, ani nikt w Korei nie pamięta by kiedykolwiek zagrali tak fatalnie. Nawet w sytuacjach stykowych piłka jak uczulona na obrońców zawsze ich mijała – dla tych chłopaków było to z pewnością traumatyczne przeżycie.

Park Ji-Soo w tym traumatycznym spotkaniu zawsze o ułamki sekund za późno. Mógł tylko oglądać jak piłka trzepotała w siatce

Koreańczycy znani są, jako jedna z najagresywniej grających drużyn piłkarskich. Dziś w ogóle nie było tego widać. Przy zbyt wielu okazjach, by liczyć, południowokoreańscy obrońcy stali w pobliżu, obserwując, jak meksykańscy gracze atakują bez opamiętania. Czasami wydawali się zbyt szanować meksykańskich graczy.

Trudno było uwierzyć, że to ta sama drużyna, która pokonała Rumunię 4:0, a następnie Honduras 6:0, kończąc fazę grupową. Nawet biorąc pod uwagę rozbieżność, w jakości przeciwników, przemiana w stylu Jekyll & Hyde była wstrząsająca. Można się zastanawiać, czy te łatwe zwycięstwa przeciwko dwóm wspomnianym zespołom, posłużyły, jako odpowiednie przygotowanie Korei Południowej do fazy pucharowej.

Nie chodzi o to, że nie byliśmy przygotowani na ten mecz” – powiedział kapitan który zaliczył asystę przy bramce na 3-6 – Jeong Tae-Wook, tłumiąc łzy. „Meksykańscy piłkarze byli po prostu lepsi, niż my. Wszyscy to akceptujemy. Gdybyśmy nie popełnili błędów, zagralibyśmy lepszy mecz.

Kapitan Tae-Wook próbował motywować drużynę i kleić obronę lecz bezradność rosła z każdą minutą

Trener, Kim Hak-bum powiedział, że jego plan gry polegał na próbie odpowiadania bramką na bramkę Meksyku, a nie angażowaniu zawodników w walkę defensywną. Wynik go oszołomił.

Nie skupiałem się na defensywie, ponieważ myślałem, że mogę wystarczająco skontrować Meksyk. Sprawy jednak nie poszły zgodnie z planem”. Trener następnie dodał „Mogłem wcześniej przygotować się na taki obrót spraw, niestety odpowiedzialność trenera jest ogromna”.

Tym samym trener, który wygrał, choćby ostatnie Igrzyska Azjatyckie, czy Asia Cup U23 po części przyznał się do błędu. Chcąc za wszelką cenę wygrać posłał beztrosko drużynę do ataku, nie kalkulując, że obrona zostaje na pastwie ofensywnych monstrów.  Próba szybkiego odrobienia strat i niedocenienie meksykańskiego ataku tylko zwiększyła deficyt.

Nadal nie mogę uwierzyć, że pozwoliliśmy na sześć goli – powiedział Kim. – Przygotowywaliśmy się do tego meczu tak mocno, jak tylko mogliśmy, ale przypuszczam, że nie wykonaliśmy tam wystarczająco dobrej pracy. Trudno mi zaakceptować, że podarowaliśmy sześć bramek, ale teraz nie mam innego wyjścia. ”.

Słowem duma i honor trenera plus jego zła ocena sytuacji kosztowała Koreańczyków przegraną rekordowo wysokim wynikiem w olimpijskim ćwierćfinale. Nie będę tutaj opisywać zdobytych bramek, czy przebiegu gry, bo przy wspomnianym wyniku napisałbym niechcący książkę.

W skrócie zapodam jednak wnioski po tym meczu, oraz pobawimy się w tak kochaną przez Polaków grę w „GDYBY”.

Jak już wspomnieliśmy, poziom Azjatów i Meksykanów nie definiuje ten jeden nieudany mecz. Świetnie to obrazuje poniższa statystyka, z której wynika, że Koreańczycy byli nawet aktywniejsi w ofensywie, niż zwycięski zespół. Oddali więcej strzałów celnych oraz poza światło bramki, bramkarz 8 krotnie ratował skórę swoim kolegom, a posiadanie piłki również stało po stronie Taegeuk Warriors.

Wniosek – skuteczność dnia zadecydowała. Była ona oczywiście mocno podyktowana odsłonięciem defensywy przez trenera, co oczywiście zespół o takim poziomie talentu, co Meksyk skrzętnie wykorzystał. Wiedząc, że Seol Yang-Woo nieradzi sobie kompletnie z Vegą, a trener zdjął lewego obrońcę, a wsadził ofensywnego skrzydłowego. W ten oto sposób uzyskaliśmy dwa nieprawidłowo funkcjonujące w destrukcji skrzydła. Trenera można usprawiedliwić tym, że gonił za wynikiem i przy stanie 3-1 mógł liczyć na inny obrót spraw. Zaasekurował chłopaków defensywnym pomocnikiem Won Du-Jae, który niestety ledwie 4 minuty po wejściu dostał żółtą kartkę, przez co musiał obchodzić się jak ze szklanką z każdym kolejnym rywalem, by nie osłabić zespołu.

Wpuszczenie środkowego obrońcę, Kim Jae-Woo za innego środkowego, (który fakt, faktem grał najgorszy mecz w karierze) w 81 minucie był zmianą zbędną. Wysoki mierzący 190 cm Jae-Woo z przeszłością w piłce europejskiej powinien wejść dużo wcześniej na pozycję defensywnego pomocnika by móc wspomóc Won Du-Jae łatać dziury na skrzydłach.

Na koniec wisienka na torcie.

Wpuścić superszybkiego skrzydłowego Um Won-Songa w 45 minucie, po czym wpuszczenie za niego MVP Mistrzostwa Świata U20 Lee Kang-Ina w 73 było równie mocno upokarzające dla obu i potwierdzające fakt, że zasłużonego trenera przerosła sytuacja.

Wiemy, że Lee Kang-In z Valencii wracał po kontuzji, lecz, grając ledwie 120 minut w turnieju zaliczył 3 bramki. Jego poziom wyszkolenia technicznego oraz doświadczenie z Hiszpańskich boisk biło na głowę zawodników obu zespołów. W meczu o życie trzymać takiego asa na ostatnie 18 minut meczu (gdy już było 5-2) to kryminał.

Skrót meczu z Meksykiem:

Co by było gdyby?

  1. Chińczycy nieokazali się psem ogrodnika „Sam nie korzysta, drugiemu nie da” i puścili najlepszego środkowego obrońcę Korei Południowej na olimpiadę?
    Mowa tu oczywiście, o Kim Min-JAE, którego nie puszczono ze względu na igrzyska, ponieważ jego klub Beijing Guoan stwierdził, że jeżeli europejskie kluby nie mają obowiązku zwalniać swoich piłkarzy na turniej to oni również nie muszą tego robić. Zasłaniali się potrzebą obecności 24-latka w walce o mistrzostwo CSL. Fakty są takie, że Minjae nie wystąpił nawet w jednym z trzech rozegranych w tym czasie meczu Pekińczyków. Prawdziwym powodem, jest chęć zarobienia pieniędzy na transferze do europejskiego klubu Koreańczyka. Potencjalna kontuzja, czy uczestnictwo w nieudanym spotkaniu kadry U23 obniżyłoby jego cenę.
    W tym wszystkim najbardziej pokrzywdzona okazała się kadra, która z Minjae na pokładzie raczej, by nie przeżyła takiego horroru, jak z Meksykiem.
  1. Nie rozbito koncepcji funkcjonowania zespołu przed samym turniejem?
    Parę dni przed turniejem pozbyto się kapitana zespołu – środkowego obrońcy Lee Sang-Mina (uczestnika poprzednich IO) głównego napędu drużyny Jeong Woo-Yeonga (Freiburg – Niemcy) oraz podstawowego napastnika, który niedawno wygrał srebro na MŚU20 w Polsce – wieżowca Oh Se-Huna. Cała trójka była kluczowa do wygrania Pucharu Azji U23 kwalifikującego Koreę na Olimpiadę w Tokyo. Przez wiele miesięcy, również podczas spotkań towarzyskich byli to starterzy drużyny. Zwłaszcza z mierzącym 194 cm Oh Se-Hunem grało się inaczej, niż z osamotnionym lisem pola karnego Hwang Ui-Jo. Oh to wieża z solidnym panowaniem nad piłką, grając tyłem do bramki świetnie zastawiał rywali, a zagrania na tzw. ścianę z nim napędzały ofensywne akcje Korei.
  1. Gdyby trener na drugą połowę nie wyszedł ultra ofensywnie? W pierwszej połowie Meksyk wygrywał 3-1. Jednak Korea zakończyła ją, mając nawet więcej okazji podbramkowych i oddanych strzałów. Można było może w wolniejszym tempie, bardzie kunktatorsko podejść do sprawy, nie narażając się na takie strzały bez gardy.

Czy z potężnym Minjae o którego bija się europejskie kluby Korea przegrałaby z Meksykiem?

Plusy po turnieju:

LEE DONG-GYEONG – dziwiono się, dlaczego otrzymał numer, 10, kiedy ma się w drużynie Lee Kang-Ina. Jednak mecz z Meksykiem i dwie przepiękne bramki wszystko wyjaśniają. Całe spotkanie był przeładowany energią i jako jeden z niewielu mimo uciekającego wyniku nie przestraszył się rywala i dawał z siebie wszystko. Ogromny talent piłkarza zwycięscy ostatniej edycji Ligi Mistrzów Ulsan Hyundai powinien dać mu szansę w niedalekiej przyszłości na grę w Europie.

Hwagn Ui-Jo – nasz sympatyczny „Udzio” z Bordoux zaliczył 4 trafienia w turnieju. Dostępny na każde zawołanie dawna gwiazda Gamba Osaka zaliczyła we wszystkich kategoriach wiekowych (U23 i dorosłej kadrze) od 2015 już 27 bramek. Olimpiada potwierdziła, że jest to najlepszy obok Son Heung-Mina koreański piłkarz.

LEE Kang-In – tak niewiele mógł, a tak dużo dał. 20-latek dochodził do siebie po kontuzji podczas turnieju i nie był w pełni sił. Nie przeszkadzało mu to zaliczyć świetne mecz, jak, choćby z Rumunią, gdzie w 11 minut zaliczył 2 bramki. Jeśli Valencia w końcu da mu pograć i się rozwinąć za parę lat będzie rządził dorosłą kadrą Korei Południowej.

Brawa dla Korei za walkę do końca.  Żal pozostaje przeogromny, ponieważ były szanse na powtórkę olimpiady z Londynu, podczas której Korea wygrała brąz.
Świat się jednak nie kończy i wiemy, że południowokoreańska piłka jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Do tego czasu Korea Hwaiting!

Autor tekstu: Adam Błoński

Wyświetleń: 338

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze