Vegalta Sendai wpadła w bardzo poważne problemy finansowe. Klub, który występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej nieprzerwanie od 2010 roku spodziewa się strat w wysokości aż $6 milionów za rok 2020, co oznacza poważny krok w stronę niewypłacalności klubu z prefektury Miyagi.

Kłopoty Vegalty Sendai mają oczywiście pewien związek z szalejącym koronawirusem, ale główny problem leży zupełnie gdzie indziej. Otóż klub, który w najwyższej klasie rozgrywkowej gra od dekady, nie jest w stanie podpisać żadnej znaczącej umowy sponsorskiej. W rankingu przychodów sponsorskich za rok 2019, Vegalta zajęła odległe 19 miejsce w lidze. A zaznaczmy, że J1.League liczy 18 zespołów. Bardzo słabe wyniki sportowe także nie pomagają ekipie Sendai. Kibice zaczynają mieć dość tułania się po dolnej części tabeli i w 2019 roku średnia frekwencja spadła z około 17 tysięcy widzów do ponad 14 tysięcy. Obecnie, w obliczu pandemii liczba miejsc została przez ligę ograniczona do 5000 miejsc. Władze klubu z Sendai ustanowiły jednak limit na… 3400. Pomimo tego, klub nie jest w stanie wypełnić nawet tak śmiesznie niskiej frekwencji i żadna frekwencja w „erze COVIDowej” nie przekroczyła 2900 widzów.

Tragicznie piękna historia związana z tsunami i heroiczną walką Vegalty Sendai w J.League, która przyniosła drugie miejsce rok po tragedii, wydaje się być już tylko historią. Kibice są wściekli i żądają zmian w klubie. Czarę goryczy przelała porażka z Cerezo Osaką, która odwróciła wynik i wygrała po dwóch bramkach zdobytych w samej końcówce meczu. Na stadionie pojawiły się banery skierowane w kierownictwo klubu, które miały doprowadzić do spotkania kibiców z prezydentem Vegalty. A więc coś na wzór spotkania kibiców z Mikitanim, albo w Tosu, gdzie kibice także domagali się zmian.

Vegalta próbowała ratować się crowdfundingiem, ale z zakładanych ¥30 milionów zebrano do tej pory zaledwie ¥7 milionów. W porównaniu do Kashimy i Urawy Reds, które zebrały po ¥125 milionów, kwota zebrana przez Vegaltę wydaje się śmieszna i oddaje katastrofalne relacje klubu z kibicami z Sendai.

Klub powołał już specjalną komisję, która ma za zadanie uporać się z kryzysem i wyciągnąć klub z jego niewypłacalności. Jednymi z rozwiązań mają być negocjacje z miastem w sprawie obniżenia kosztów wynajmu stadionu, wypełnienie koszulek nazwami sponsorów, czy zmiany w cenach biletów.

Wydaje się, że problem Vegalty Sendai jest znacznie poważniejszy i swoje źródło z pewnością ma dużo głębiej niż pandemia koronawirusa. Nieudolne zarządzanie, nieumiejętność zdobycia sponsorów oraz bardzo kiepskie wyniki sportowe, to coś czego kibice w Sendai mają już dość i powoli odwracają się od swojego ukochanego zespołu. Czy władze klubu zdołają odzyskać zaufanie fanów i wyciągną klub z kryzysu? Zobaczymy w ciągu najbliższych „trzech, lub czterech lat”, bowiem tyle daje sobie Vegalta Sendai na wyjście z niewypłacalności.

Wyświetleń: 134

Autor tekstu: Kamil Gala

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze