Piłkarska Azja przyzwyczaiła swoich kibiców do przeżywania wiecznych niespodzianek a historia o Davidzie i  Goliacie jest tuż tak wyświechtana, że wyszła już z frazeologii tamtejszych dziennikarzy.
W ćwierćfinałach Mistrzostwa Azji U23 największą niespodzianką był brak niespodzianki. Turniej przyzwyczaił do „undergog wins (Wszystkie mecze Japonii, Chin, Wietnam etc.) do tego stopnia, że kiedy w 4 meczach ćwierćfinałowych wygrali faworyci to czuliśmy wręcz oszukani.

Inna sprawa, że każde z spotkań było na styku, w żadnym meczu nie było widać jakiejś zdecydowanej miażdżącej przewagi. Najbardziej, żałować można Syryjczyków oraz Jordańczyków którzy świetnie realizowali swój plan i z najcięższymi rywalami długo stawiali opór.
Z kolei najmniej żal a wręcz złości postawa gospodarzy, Tajlandia która pod wodzą Akira Nishino zagrała kunktatorsko ewidentnie nastawiając się na dogrywkę (a kto wie i karne) przez co kiedy Saudyjczycy późno strzelili bramkę, zabrakło już czasu i argumentów aby osiągnąć historyczny wynik
Widzieliśmy łzy radości ale i większe rozpaczy, ciężko przejść obok koło losów Syryjczyków czy Jordańczyków którzy musieli swoim zaangażowaniem nadrobić 3-4 półki poziomu jakości w stosunku do rywali.  Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, ponieważ ciężko sobie wyobrazić co  mieliby zaprezentować na Igrzyskach Olimpijskich piłkarze tych drużyn, biorąc pod uwagę fakt, że arsenał wykończył się już na Azjatyckim czempionacie.

Bez tytułu

Gospodarze – Tajlandia-  prowadzeni przez ex selekcjonera Japonii Akira Nishino zaczęli wprost proporcjonalnie dobrze co beznadziejnie skończyli. W pierwszych 10 minutach wydawało się, że pozamiatają Saudyjczyków z łatwością godną paru efektownych kompilacji. Niestety dobre, złego początki i z każdą przemijającą minutą „zieloni” przejmowali inicjatywę. „Waleczne Słonie” związane ewidentnym planem Nishino mającym za zadanie dotrwanie do dogrywki irytowały oddaniem pola zwłaszcza, że w pierwszych minutach meczu pokazały, że Sokoły nie są poza ich zasięgiem.
Plan się pruł jak stare prześcieradło ponieważ Arabia Saudyjska miała więcej okazji na strzelenie bramki niż prawdopodobnie zakładał Japończyk, a w 78 minucie Tajowie stracili bramkę po najlepiej strzelonym rzucie karnym w turnieju autorstwa ABDULLAH’A  ALHAMDDAN’A – napastnika który w wieku 20 lat zdążył już grywać w dorosłej reprezentacji „Zielonych Sokołów.”
Inna sprawa, że rzut karny mimo asysty VAR’U był mocno naciągany, z kolei parę minut później przy ewidentnym fulu w polu karnym zarówno sędzie jak i operatorzy VARU nie interweniowali. Nishino tak samo jak z Japonią na Mistrzostwach Świata 2018 tak samo i z Tajlandią U23 nie potrafi zrobić kroku dalej niż wyjście z grupy.
Mimo porażki która była swoistą karą za kunktatorstwo i nadmierne kalkulacje Japończyka, osiągnął on i tak historyczny wynik, jakim było pierwsze wyjście Tajów z grupy w dziejach Mistrzostwa Azji U23 (choć przy tak krótkim stażu tego turnieju, słowo „historia,” czy „dzieje” – wydają się przegięciem).
Saudyjczycy z kolei, wydając miliony na poprzednich zagranicznych trenerów, tym razem nie zawiedli się na enigmatycznym acz skutecznym rodzimy selekcjonerze – młodziutkim  Saad Al Shehriim (40 lat). Jego znakiem charakterystycznym jest „przekucanie” większości spotkań, ofensywny futbol na tak z zachowaniem równowagi pomiędzy defensywą a ofensywą. Szczerze, ciężko sobie przypomnieć lepiej grających Saudyjczyków w tej kategorii wiekowej.

Australia vs Syria

Australia po raz kolejny pokonuje przeciwnika w stylu legendarnej walki Muhammad AliGeorge Foreman. 
„Olyroos” wytrzymali ciężkie ciosy od walecznych Syryjczyków, po których padały już takie firmy jak Japonia czy Katar a kiedy już rywal opadł z sił, to w samej dogrywce  (tak potrzebna była tutaj dogrywka do rozstrzygnięcia tej bitwy) zadali nokautujący cios.
Podobny „myk” ekipa Grahama Arnolda wykonała w meczu z Tajlandią, dzięki któremu oglądaliśmy ich w ćwierćfinałach. Strzelcem bramki, zmiennik Alhassan Toure z Adelaide United, który wystartował do prostopadłej piłki niczym Ato Boldon w Atenach 97 roku. Przyznać jednak trzeba, że walnie pomógł mu doskonale interweniujący w pozostałej części meczu Mohammed Ourabi, który przedwcześnie opuścił linię bramkową nie doceniając przewagi szybkościowej Australijczyka.
Syryjczycy którzy zawsze byli niewygodnym rywalem dla każdej drużyny w Azji niezależnie od przewagi rywala w rankingu FIFA będziemy wspominali bardzo dobrze.
Każdy kto oglądał mecz z Australijczykami stwierdzi, że choćby postać taka jak Mohammed Kamel Koaeh („potocznie ten z dziesiątka”) zasługuje na wpisanie do notesów piłkarskich skautów. Jego panowanie nad piłką, technika użytkowa i wizja gry może nie jest widoczna w pomeczowych skrótach, ale kiedy się ogląda tego piłkarza przez pełne 90 minut (i więcej) to jego postawę można skwitować tylko słowami …”WOW”
Australijczycy póki co wychodzą na największych mądrali turnieju i wydaje się, że oglądając kolejny ich mecz denerwują się wszyscy ich fani, dziennikarze i komentatorzy ale nie oni sami. Słupki, poprzeczki, interwencje Toma Glovera…co tam, spokojnie robimy swoje a pozytywny wynik przyjdzie.
Ich pewność siebie w realizacji celu pozbawiona jest pychy, a nasycona zdroworozsądkowym profesjonalizmem. Zobaczymy czy w półfinałach również zafundują Mohammada Aliego Korei Południowej – zapowiada się niezła batalia.

Korea Południowa vs Jordan

Korea Południowa odniosła już 4 zwycięstwo z rzędu – choć tym razem nabawili się nie małej nerwicy.
Na ich drodze stanęli piłkarze z Jordanii, którzy mimo ogromnej przewagi potencjału ludzkiego (oraz każdej możliwej statystyki tego mecz prócz obron bramkarskich) Koreańczyków stawiali twardy opór.
W pierwszej połowię bramkę strzelił rosły napastnik Anyang, (choć już od marca Jeonbuk Motors) Cho Kyu-Sung, dla którego było to już drugie trafienie w turnieju.
Koreańczycy rzekomo kontrolowali mecz, co rusz stwarzając groźną sytuacje, jednak nieskuteczność poparta dobrymi interwencjami Abdallaha Alfakhoriego oraz nieuwaga w obronie doprowadziła do niespodziewanego remisu w 75 minucie.  Wykorzystując zaskakujące podanie Mahammada Bani Atieh, (który po prawdzie, chyba bardziej nieudolnie strzelał niż podawał) rezerwowy napastnik Yazan Anaimat nie dał najmniejszych szans Song Bum-Keun’owi.
Na ratunek Koreańczykom przyszedł Lee Dong-Gyeong, całkowicie anonimowy w Europie talent, o którym w przeciągu paru przyszłych lat możemy niejednokrotnie usłyszeć. 22 letni piłkarz Ulsan Hyundai, który był pierwszy wynalazkiem Paulo Bento w jego bezpłciowej karierze selekcjonera Korei Południowej w ostatniej sekundzie meczu strzelił bramkę na 2-1.  Zrobił to po klasycznym „Nakamurze” z rzutu wolnego, przez co neutralni obserwatorzy mogli być równie bardzo ucieszeni z tak cudacznego zakończenia, co zawiedzeni losem Jordańczyków. Po meczu płakali zarówno pokonani jak wygrani mający świadomość, co by zrobiła z nimi opinia publiczna gdyby przerwali trwającą od 1992 roku serię występów na Igrzyskach Olimpijskich.

(może nie najlepsza jakość ale świetny komentarz)

UAE vs Uzbekistan

Nie zobaczymy Macieja Skorży na Olimpiadzie w Tokio. Polski trener ZEA odpadł z kretesem z broniącym mistrzostwa Azji U23  Uzbekistanem. Ktoś, kto myślał, że obrońca tytułu wychodząc ledwo z 4 punktami z grupy śmierci nie jest poważnym rywalem do sięgnięcia po złoto grubo się pomylił.
Weźmy poprawkę na to, że Uzbecy wyszli z mega ciężkiej grupy, w której mimo bronienia tytuły każdy patrzył jak na ubogiego kuzyna. Przecież rywalami byli Chińczycy, Iran oraz Korea Południowa.

Były trener choćby Wisły Kraków czy Legi Warszawa trafił w turniejowej drabicne jak kulą w płot.
„Białe wilki”  zagrały to, czym przerażały 2 lata temu, czyli najprostsze wręcz prymitywne środki wykonywane z wręcz idiotycznie skuteczną powtarzalnością. Ich gra przypomina zabawę dziecka na konsoli w Pro Evolution Soccer na najłatwiejszym poziomie. Czyli 2-3 podania do przodu, do linii bocznej, dośrodkowanie – strzał, piłka na 40-30 metrze strzał, bliżej strzał, drybling i…strzał. Idiotyczny to opis, jednak tak rzeczywiście grając mistrzowie AFC U23.
Nie ma tu żadnej filozofii czy fizyki atomowej, roztrzaskali tak wyrafinowaną Japonię 4-0 dwa lata temu, pokonali w ten sam sposób twardych Koreańczyków, czemuż miałoby być inaczej z radosną i techniczną piłką Arabską.

Mecz Uzbeków z ZEĄ wyglądał jak pojedynek na ringu bokserskim Kasparowa z nabuzowanym Kibolem.  To była konfrontacja teoretyka (Skorży) wiedzącego, dlaczego coś działa, ale nie wiedział jak to wykonać – z praktykiem (Drulović), który wiedział jak to zrobić, ale nie wiedział, dlaczego to działa.
Na koniec meczu, Skorży nic nie działało i nie wiedział dlaczego.

Zjednoczone Emiraty Arabskie już w pierwszych minutach pokazały swój kunszt techniczny i boiskową inteligencję strzelając, jako pierwsi bramkę na 1-0.  ZAYED AL AMERI po raz trzeci zapisał się na listę strzelców na boiskach Tajlandi pokazując, że ma już papiery na granie w dorosłej kadrze Emiratczyków.

„Dobre złego początki,” ponieważ jeszcze w pierwszej połowie ekipa polskiego trenera schodziła przegrywając 3-1 a finalnie zostali rozbici 5-1. Co śmieszne, bramkarz Mohammed Al Shamsi pomimo takiego wyniku zaliczył mecz życia a 2 jego interwencje z tego spotkania kandydują do miana obrony turnieju, co pokazuje tylko, jak skuteczni byli Uzbecy.

5 bramek Uzbeków i 5 różnych strzelców ukazuje również z jak wielu stron stwarzali zagrożenia, przez co powiedzmy sobie szczerze 19 stycznia 2019 nasz rodak nie mógł wygrać tej nierównej walki. Niektóre z strzelonych bramek były nie tylko piękne, lecz i wręcz niemożliwe do wybronienia. Ekipa Ljubinko Drulovića z pewnością takim wynikiem nabawiła niezłego pietra Arabii Saudujskiej.

Już jutro czekają nas następując półfinały.

Pół

Serdecznie zapraszamy do śledzenia ostatnie prostej w Mistrzostwach Azji U23. Powyższe dwie pary wiedzą jak się zabawić by zrobić dobre show.

Autor tekstu: Adam Błoński 

Wyświetleń: 67

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze