Polaków grających zawodowo w krajach zrzeszonych pod flagą Azjatyckiej Federacji Piłkarskiej – AFC zawsze było tyle „co kot napłakał,” tym mocniej odczuwa się każde doniesienia ich dotyczące.

Poniżej najistotniejsze „Ins & Outs” dotyczące Polskich piłkarzy

Adrian Mierzejewski – Chongqing Dangdai Lifan F.C.

Mierzeju

33 letni MR Azja przedłużył kontrakt do 2021 roku z zespołem w którym znalazł się na początku roku 2019.  Drużyna Mierzejewskiego zakończyła rozgrywki na dziesiątym miejscu. Polak zdobył dla niej cztery bramki i zapisał sześć asyst (trzeci wynik).
Mierzejewski opuścił Polskę w połowie 2011 roku. Od tamtego momentu zdążył zaliczyć sześć klubów z pięciu krajów w tym większości znajdujących się pod batutą Azjatyckiej Federacji.Grał między innymi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej (gdzie wygrał mistrzostwo ligi 2014/15), Australijskim Sydney FC (MVP sezonu) oraz Chińskim Chanchun Yatai  gdzie siał postrach jako super duo z Odinem Ighalo.
Biorąc pod uwagę jakim motorem napędowym dla Chongqinq Lifan był Adrian i jak Chińscy fani przyzwyczaili się do jego doskonałych podań, dziwne by było gdyby finałem tej przygody miało by być coś innego niż przedłużenie kontraktu.
Tak, więc póki co Adrian Mierzejewski nadal zostaje naszym piłkarskim ambasadorem w Chinach.

Łukasz Gikiewicz Al-Faisaly

Łukasz

Popularny „Giki” wrócił tam gdzie jego miejsc i nie jest to żaden przekąs czy sarkazm.
32 letni napastnik podpisał roczny kontrakt z Al-Faisaly w którym święcił w latach 2017-2018 największe sukcesy. Podczas tego owocnego półtora roku, „Geek” zdążył zdobyć mistrzostwo kraju, puchar, superpuchar oraz koronę króla strzelców.
Późniejsze transfery do klubów Arabii Saudyjskiej – Al-Batin oraz Hajer były takim samy niewypałem jak i ostatnia, europejska przygoda Łukasza z BCSB Bukareszt (dawna Steaua) gdzie z powodu konfliktu z działaczami i trenerem musiał rozwiązać kontrakt pomimo dobrego startu (2 asysty w 4 meczach).

Gikiewicz zwiedził jako piłkarz sporo świata. Był też zawodnikiem cypryjskich Omonii Nikozja i AEL Limassol, bułgarskiego Lewskiego Sofia, kazachskiego Tobołu Kostanaj, oraz Ratchaburi FC, BEC Tero Sasana z Tajlandii.

Nikt jednak nie ma wątpliwości, że jego miejsce jest w Jordanii gdzie kochający go kibice dosłownie i w przenośni nosili go na rękach.

Krzysztof Kamiński – Jubilo Iwata 

Kamiński

Dobiegła końca trwająca 5 lat piękna historia Krzyśka Kamińskiego w Japońskim Jubilo Iwata. Przez ten czas Polak był nawet rozważany do 11 sezonu, co nie udało się bardziej znanym gwiazdom światowego futbolu jak Fernando Torres, Diego Forlan czy Lukas Podolski. W zespole z Shizuoki Kamiński złapał czasową klamrą idealnie ułamek historii 3 krotnego mistrza Japonii. Przychodząc do Jubilo trafił do drugiej ligi Japońskiej, wywalczył awans do J.League a swoją karierę w tym kraju kończy spadkiem zespołu do J2.  Przyjście w połowie sezonu trenera Fernando Jubero ekscentrycznego Hiszpana sprawiło, że popularny Kamyk po paru niefortunnych interwencjach stracił się swoje zdawać by się było niepodważalne miejsce w składzie, co tylko utwierdziło Polaka o swojej decyzji.

Na stronie klubowej pojawiło się oświadczenie naszego rodaka:
Dziękuję wszystkim za te 5 lat. Jestem dumny z bycia częścią tego zespołu. Bez względu na to, gdzie się wybiorę, wspomnienia o Jubilo będą zawsze w moim sercu. Bardzo dziękuję kibicom, którzy zawsze mnie dopingowali i wspierali zespół”

W trakcie swojego pobytu w Jubilo Iwata Kamiński rozegrał 154 mecze. W 50 z tych spotkań Polak zachował czyste konto, broniąc między innym strzały piłkarzy takich jak Iniesta, Podolski, Forlan, Jo czy Cacau.
Życzymy Kamykowi podobnych wrażeń i sukcesów gdziekolwiek się nie znajdzie.

Lukas Podolski – Vissel Kobe

Poldi

Nie ma, co się dziwić Poldim w tym zestawieniu dopóki chłopak ma podwójne obywatelstwo, dopóty w takich zestawieniach będzie się znajdował. Mistrz świata, 130 krotny reprezentant Niemiec skończył trwająca 2,5 roku przygodę z Japońską ligą.  W liczbach przedstawiała się tak przygoda nie najgorzej, ponieważ 17 goli oraz 12 asyst w 60 spotkaniach, nie jest wynikiem, za który trzeba się wstydzić, choć w gwoli ścisłości, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w tych 17 bramkach mamy jeden hat-trick i 3 dublety to zdamy sobie sprawę z ogromnej nie regularności chłopaka z Gliwic.
Wielu jednak odczuwa ogromną ulgę, ponieważ Poldi był, co tu dużo gadać „prawdziwym wrzodem na „d” każdego miłośnika J.League, który śledził tą ligę nie tylko, kiedy słychać było o głośnych transferach.
Łukasz zdążył zasłynąć z takich zacnych incydentów jak bojka z piłkarzami drużyny przeciwnych, własnej drużyny, zdobycia kapitańskiej opaski w biurze prezesa, schowaniu się w szatni, kiedy żegnano własnych kibiców, przeklinaniem w stronę chłopaka od podawania piłki, wiecznym machaniem rękoma do wszystkich i wielu wielu innych karygodnych zachowań, o których można byłoby napisać elaborat. Zawodnik sam sobie strzelał w stopę, znikając jak kamfora w różnych niewyjaśnionych sytuacjach z drużyny, jak choćby jego słynna kontuzja, podczas której nakręcał reklamę firmy odzieżowej. Vissel Kobe bez jego osoby nie grało może lepiej, ale z pewnością nie gorzej a nowe twarze jak Furuhashi czy Fujimoto udowodniły prezesowi klubu, że obecność grubo opłacanego gwiazdora jest zbędna.
Tym bardziej cieszy, fakt, iż Poldi zakończył swoją karierę w Japonii strzelając przepiękna bramkę w finale Pucharu Cesarza, który był pierwszym i jak się okazuje ostatnim trofeum Niemca w kraju kwitnącej wiśni.  W taki sposób chcielibyśmy zapamiętać Era Poldiego w Vissel Kobe.

Autor tekstu: Adam Błoński

Wyświetleń: 197

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze