Tydzień temu pisałem o przegranej walce FC Tokyo o Mistrzostwo Japonii. Matematyczne szanse oczywiście istniały, bowiem w przypadku aż czterobramkowego zwycięstwa na Nissan Stadium, to Tokyo świętowałoby triumf. Nie można było jednak oczekiwać, że „gazownicy” prowadzeni przez Kente Hasegawe będą w stanie w ogóle to spotkanie wygrać, a co dopiero tak wyraźną różnicą bramek. Oczywiście do gry wrócił Kensuke Nagai, który miał pauzować z powodu kontuzji, ale to nadal nie było to. No i co najważniejsze… Trener Hasegawa musiał wypełnić lukę po Diego Oliveirze. Do wyboru miał kilka opcji. Mógł zmienić ustawienie i przesunąć Takahagiego do przodu jak w spotkaniu z Kobe. Mógł też zostawić Takahagiego z tyłu i wystawić Na Sang-ho, bądź Tagawę w miejsce Brazylijczyka, i tak dalej. Opcji było kilka. Co zrobił doświadczony w przegrywaniu mistrzowskich tytułów Hasegawa? A no to:

ELJrNdRUcAAEf_q
@fctokyoofficial

Tak, dobrze widzicie. Hasegawa wystawił od początku Arthura, który ostatni raz na boisko wybiegł w październiku i który rozegrał w barwach pierwszego zespołu aż 135 minut w lidze. Wystawił go akurat w finale ligi. Przeciwko mocnej Yokohamie F. Marinos. W międzyczasie na ławce pozostawał strzelec naszego ostatniego gola w tym sezonie, czyli Tagawa, był także Omori oraz Mita. Akurat gdy Hasegawa został zmuszony do zmian, zdecydował się na tę najgorszą, co też pokazał przebieg meczu. Brazylijczyk był niewidoczny, mało pewny w swojej grze i wyraźny był jego brak ogrania.

Pomimo kilku niezłych sytuacji jakie mieliśmy w tym spotkaniu, to Yokohama była lepszą ekipą i postawiła „kropkę nad i” pokonując nas aż 3-0. Utraty tych goli zdecydowanie można było uniknąć, co było niejakim podsumowaniem końcówki sezonu w naszym wykonaniu.

Nie należy się też oszukiwać. Ten tytuł został przegrany znacznie wcześniej niż dzisiaj, o czym wspominałem w ostatnim „Quo Vadis”. Spójrzmy też jednak na pozytywy (!) tego sezonu. Zabrakło nam niewielkiego kroku do mistrzostwa, zagramy w przyszłorocznej Azjatyckiej Lidze Mistrzów i pobiliśmy nasz rekord frekwencji na Ajinomoto. Zostając przy kibicach, to należy wyróżnić ich absolutnie genialną postawę na wyjazdach. Zapełnione sektory gości były w tym sezonie rzeczą normalną i to wielkie wsparcie pomogło zespołowi dojść do miejsca, w którym się znalazł.

1
Bardzo liczna delegacja kibiców Tokyo na Nissan Stadium

 

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM