Są bohaterzy z którymi ludzie się identyfikują, tacy których uważamy za idoli lub niedoścignięty wzór do naśladowania. Rzadkością jest sytuacja w której to ludzie nie chcą  przyznać się do swojego rodaka.  Patrzą jak obywatele innej narodowości cieszą się z nim, jednak aż głupio im się podłączyć pod tą euforie pamiętając lata szydery z jego osoby. Szydery niezasłużonej, spowodowanej jedną minutą z 11 lat kariery.

Mówimy tu o Kim Kee-Hee z Seattle Sounders FC.

Kim KeeHee.jpgW roku 2019 słysząc o MLS – ludzie zero-jedynkowo kojarzyli: Zlatan, Vella, Nani etc.
Dziś jednak w cieniu tych gwiazd trofeum za wygranie mistrzostwa MLS podniósł piłkarz, który cicho i bez rozgłosu wykonuje swój zawód.
Bez bajerów, fajerwerków, lecz pragmatycznie i skutecznie 30 letni Koreańczyk Kim Kee-Hee dopisał do CV swoje 6 trofeum.
Wcześniej zdobywał 2x mistrzostwo K League, Chiński Puchar Ligi,  Brązowy medal na olimpiadzie w Londynie oraz Puchar Azji Wschodniej.
Na kontynencie z którego pochodzi, obrońcy zazwyczaj mają być równie skuteczni w ofensywie co i defensywie – stąd w Japonii, Korei Południowej czy Chinach popularna była pozycja środkowego ofensywnego obrońcy – w Polsce przykładowo, jest to kompletna abstrakcja (po odejściu Marcina Wasilewskiego z Lecha Poznań nie było piłkarza o podobnej charakterystyce). Kim choć potrafi grywać zarówno na prawej obronie, środku czy defensywnym pomocniku, to był jednak zawsze typem skutecznego „obrońcy” marki „obrońca” niż „Lucio style.”
Z powyższych powodów, Kim nigdy nie był ulubieńcem ani fanów, ani selekcjonerów Korei Południowej.

Kim.jpg
Choć uzbierał 23 spotkania w kadrze, to zawsze był on piątym kołem u wozu, branym w razie „w.” Do jedenastki wpuszczano go dopiero jak kolega, kolegi i jego zastępca zostali kontuzjowani, wykartkowani lub inne licho ich porwało. Jako najmniej komercyjny z grona środkowych, zawsze mu się obrywało, choćby gdy w eliminacjach do mistrzostw świata 2018 na 6 spotkań Koreańczycy z nim w składzie wygrali 5 – i tak krytykę za mizerną grę w defensywie w social mediach zbierał Kim.

Dlaczego ?

Od początku jego kariery, Kim spotykał się z ogromna niechęcią neutralnych fanów. Większość „złej aury” zebrał podczas, jednego z największych świąt w historii Koreańskiej piłki nożnej – IO w Londynie. Rosły wówczas 22 latek zagrał dosłownie minutę na tym historycznym dla kraju turnieju. Większość social dzbanów (czyt. hejterów) wylało i wylewa na niego pomyje myśląc, iż wówczas trener Hong Myung-Bo wpuścił obrońcę tylko, po to aby mógł uciec od służby wojskowej.
Była to tak samo mądra krytyka, jak żuli z pod sklepu mówiąca o tym, że Polacy słabo grają w reprezentacji bo się już „nachapali kasy zagranicą.”
Jako członek „brązowej” drużyny, według zasad Koreańskiej federacji niezależnie od tego czy Kim by zagrał, czy nie – zostałby zwolniony z obowiązkowej służby mundurowej (choć znajdziecie źródła które powtarzają co innego).
Tak było choćby, z piłkarzami rezerwowymi którzy nawet nie powąchali murawy na MŚ 2002 czy grajkami z Igrzysk Azjatyckich.  Jednak latami, ciągnęła się za nim opinia oportunisty, który się nie narobił a zarobił zwolnienie o którym 99.9% Koreańczyków marzy.

111.jpg
Seria memów po IO w Londynie ogarnęła Koreański internet – nic przyjemnego dla Kima

Bycie Enfant terrible po igrzyskach w londynie na tyle go zmęczyło, iż szybko powędrował do Katarskiego beniaminka Al-Sailiya SC byle tylko uwolnić się od wszędobylskiej krytyki. Gdy powrócił do Koreańskiej ligi, to już jako zmężniały obrońca doświadczony bojami z podstarzałymi, lecz jednak – gwiazdami grającymi na co dzień w QSL. Powrót był wymarzony, ponieważ wprost w objęcia najlepszej drużyny dekady w K League – Jeonbuk Motors (jak widać kocha kolor zielony) i z miejsca zdobył 2 tytuły mistrzowskie.  W tym samym czasie wygrał z kadrą Puchar Azji Wschodniej, gdzie utarł choćby nosa Japończykom czy Chińczykom.

Tak dobrymi występami zasłuży sobie na miano najdroższego transferu w historii ligi Koreańskiej. 6 milionów dolarów wystarczyło aby zyskać ten tytuł a klubem wykładającym zielone na stół był Shanghai Shenhua.

Po przejściu do Shanghai Shenhua szybko stał się starterem i wywalczył zwycięstwo w Pucharze Ligi.  Widząc, jednak że znika z radarów selekcjonerów reprezentacji Korei Południowej zdecydował się na zmianę klimatu Państwa Środka na amerykański sen.
Po przyjeździe do Seattle Sounders FC szybko stworzył świetny duet z weteranem Chadem Marshalem. Przy 35 latku Kim mógł zawsze bardziej pobrykać z piłką i popisywać się swoim dobrym panowaniem nad piłką czy przeglądem pola, jednak kiedy parterami byli Roman Torres czy Xavier Arreaga forma Koreańczyka także trzymała równy poziom. Już w pierwszym sezonie 2018 Kim stał się częścią drugiej najlepszej defensywy ligi występując w 31. meczach MLS. Jego ofensywne zapędy pomogły wygrać Seattle Cascadia Cup, kiedy to pohasał z piłka pod pole karne rywali wymuszając samobója w meczu przeciwko Portland Timbers.

W drugim roku już jako uznana marka Kim podniósł poziom wraz z całą drużyną i mówiąc potocznie wymiatał. Ponad 34 mecze (tylko 2 nie w pełnym wymiarze czasowym) dla zespołu który w ciągu ostatnich 4 lat 3 razy grał w finale ligi MLS i 2 razy wyszedł zwycięsko z tych potyczek. Zdobycie już w drugim sezonie w Seattle mistrzostwa i wpisanie się złotymi głoskami w historie klubu nie powinno być zbagatelizowana przez rodaków.

Jeśli popatrzymy na poprzednich Koreańskich piłkarzy występujących w USA to były to same legendy, piłkarze z pierwszej piątki (jeśli nie trójki) najwybitniejszych futbolowych talentów tego kraju – Lee Young Pyo oraz Hong Myung Bo.
Kim Kee-Hee więc trafił do elitarnego grona i choć Koreańczycy tego nie dopuszczają do świadomości, jegomość z Seattle osiągnął największy sukces w USA do którego poprzednicy się nawet nie zbliżyli!

Mając na względzie mocno zakorzenioną w mediach niechęć za słynną minutę z Olimpijskiego meczu, Koreańczykom wypowiedzieć „jesteśmy dumni z Kee-Hee” prawdopodobnie wybiłoby im zęby od środka. Przez cały rok w Koreańskich mediach pompowało się balonik z osobą 23 letniego Hwang In-Beoma choć jego Vancouver Whitecaps zajęli 23 miejsce w lidze (na 26 możliwych). Do ludzi nie docierała potrzeba obiektywnej oceny 30 latka nawet kiedy ten pokazał swoją wyższość w bezpośrednim spotkaniu Seattle z Vancouver (filmik poniżej).

Wiadomo, Hwang to playmayker mający większą możliwość popisywania się swoim kunsztem. Kim to z kolei kwintesencja praktyczności będącej zawsze w cieniu efektownych wydarzeń – łatwiej zrobić kompilacje bramek i asyst niż wybić piłki z pod nóg rywali.

Jego egzystencje w MLS najlepiej podsumowują dwa tweety Katarzyny Przepiórki – największego speca od Amerykańskiej piłki jaki stąpa po Polskiej ziemi.

Pierwszy pokazuje bajery Alejandro Pozuelo – ochy achy, a na koniec Kim czyści sytuacje.
Kto z meczu zapamięta Pozuelo a kto Kima sami sobie możecie odpowiedzieć.

W drugim Kasia stwierdza realną wartość Koreańczyka

Mam nadzieje, iż po tak wielkim sukcesie odbiór osoby Kim Kee-Hee w Korei Południowej zmieni się diametralnie. Ileż lat można słuchać docinki, obelgi z powodu ludzkiej zawiści czy zazdrości. Słynna minuta, nie powinna zaważać na karierze środkowego który zdobywa trofea z kolejną topową(zieloną) drużyną,
Paulo Bento -portugalski selekcjoner Korei który ostatnio naprawdę nie ma co rozwodzić się nad środkiem obrony Taegeuk Warriors i również mógłby w końcu dać szansę weteranowi.  Sukces w MLS wyraźnie pokazuje, że o ile piłkarz nie pomoże w planach Portugalczyka to z pewnością też i im nie zaszkodzi.

 

Autor tekstu: Adam Błoński