Nie było cudu w postaci urwania chmury, loterii w rzutach karnych czy innych wspaniałości piłki nożnej, które mogły zredukować przewagę talentu rywali trzecioligowca Daejeon Korail FC w finale FA CUP przeciwko Suwon Bluewings.

Już, kiedy wygrywali z wojskowymi Sangju Sangmu w półfinałach pucharu mówiłem, że to przypadek w stylu „pies ogrodnika, sam nie zje, drugiemu nie da.”  Ich awans tyleż cudowny, co bezcelowy, ponieważ wynikał bardziej z tragicznej aury niwelującej przewagę piłkarską Sangju oraz paru cudaśnych wydarzeń jak „słupki, poprzeczki etc. mundurowych, strzały życia Korail + wygrane karne.”

Jestem ogromnym fanem historii, w których „malutcy dają lekcje pokory wielkim” ale tutaj drugi bohater tego artykułu Suwon Bluewings nie pozwolił być tłem dla ckliwych opowiastek.

MECZ numer 1

Serducho vs Talent i doświadczenie (bo przecież nikt nie odbiera zaangażowania Suwon Bluewings)
W meczu na Daejeon Hanbat Stadium (Daejeon) gospodarze mimo, że zostali zahukani przez przyjezdnych kibiców to i tak odczuwali dobrobyt własnego boiska. Przewaga 4 krotnego mistrza K League była nie podważalna. Jednak trzecioligowcy zaliczyli również parę akcji, po których śmiało mogli wyjść na prowadzenie. Mecz zakończył się 0-0 i z tego wyniku mogli być oczywiście bardziej zadowoleni gospodarze, dla kibiców Suwonu, którzy 4 krotnie wygrywali Puchar Ligi – wynik był kompletną kompromitacją.

MECZ numer 2

Było miło ale się skończyło :<

Kibice Suwon Bluewings na swoim stadionie zrobili prawdziwy kocioł. Chociaż to finał krajowego pucharu, a większość opinii publicznej było za kopciuszkiem z 3 ligi – to ciężko było usłyszeć choćby jednego miłośnika przyjezdnych.
Mecz miał przebiegać z planem Korail FC identycznie jak pierwszy, czyli twarda defensywa, kontry i czekamy na złotą bramkę lub karne.
Każdy z sławnych piłkarzy Suwonu pokryty był na każdym milimetrze boiska – Adam Taggar, Yeom Ki Hyun, Kim Min-Woo… plany pokrzyżował „no name” Ko Seung-Beom – niespodziewany MVP finału.

Pierwsza bramka padła po TIKI TACE godną najlepszych Hiszpańskich zespołów – akcją na 1-0 można było rozbroić nie tylko obronę zaledwie 4 zespołu 3 Koreańskiej ligi. Zawodnikiem finalizującym akcję był 25 letni pomocnik Ko Seung-Beom, dla którego była to pierwsza bramka w sezonie 2019.
Piłkarze Korail dzielnie się odgryzali zmasowanym atakom gospodarzy, ba – w 54 minucie meczu nawet zremisowali po stałym fragmencie gry, jednak po długiej weryfikacji VAR odebrano kopciuszkowi bramkę.
W 68 minucie jak to ładnie powiadają amerykanie nastąpił „Game Killer”, czyli bramka zabijająca mecz.
Wspomniany wcześniej Ko Seung-Beom huknął z przed pola karnego niczym pociskiem artyleryjskim nie dając szans Lim Hyung-Geunowi.  Trzeba tutaj powiedzieć otwarcie, iż o ile Seung-Beom będąc do tej pory piłkarzem anonimowym i po dzisiejszym meczu będzie się go wymieniało w kartach historii złotymi głoskami o tyle 30 letni bramkarz Korail chciałby jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu.

Cały plan Korail FC legł w gruzach, bronienie się i liczenie na rzuty karne przestało wchodzić w grę.
Zespół mający na każdej pozycji słabszych piłkarzy mógł liczyć na zwycięską taktykę, po 68 minucie trzeba było ruszyć do odrabiania strat.  Kiedy 3 ligowiec się odsłonił Suwon mogło pokazać pełni swoich umiejętności.  Weterani mający w swoich CV nie jeden triumf oraz mundiale, jak Kim Min-Woo oraz Yeom Ki-Hun pokazali młokosom z Korail FC, dlaczego należą do wielu lat to ścisłej czołówki najlepszych piłkarzy z Korei Południowej.
Warta uwagi była bramka na 4-0 będąca kolejnym popisem Tiki Taki zwieńczona golem króla strzelców obecnej edycji Korean FA CUP – 36 letniego Yeom Ki-Huna.

Przykro było patrzeć na te, męczarnie walecznych zawodników Korail FC, którzy dali z serducha i wątroby wszystko, co mieli.  Niestety, nie będzie kolejnej pięknej historii o kopciuszku, którą byśmy opowiadali latami. Trzeba oddać królowi, co królewskie i pogratulować im samej obecności w finale.
Nie było speca w Korei czy poza nią, który by wytypował ich do gry w finale, słowo niespodzianka turnieju jest zdecydowanie dla nich za słabe. Będąc niespodzianką Pucharu polegli również od niespodzianki, ponieważ nawet w Korei mało kto kojarzy MVP dzisiejszego meczu – Ko Seung-Beom
Cóż, „nosił wilk razy kilka, nosiło i wilka.”

Suwon z kolei wykonało plan rezerwowy. Jeśli zawiedziemy w lidze, spróbujemy wejść do Azjatyckiej Ligi Mistrzów i uzyskać zacny zastrzyk gotówki poprzez wygranie Pucharu Ligi. Dziś fani śpiewali triumfalne pieśni lecz błękitna fala ultrasów w Korei należy do najostrzejszej w kraju. Gdyby powinęła im się noga w finale z 3 ligowcem, bylibyśmy światkami zamieszek, jakich jeszcze nie widziano w tym kraju.
Teraz włodarze klubu już wiedzą, że muszą zbroić klub na Azjatycką Ligę Mistrzów, ponieważ z tym składem Błękitni jak widać po dwumeczu oraz pozycji w K League nie są wstanie zagwarantować dobrych wyników.

 

Autor tekstu: Adam Błoński