Jeszcze nie tak dawno, w J.League pod względem frekwencji udane pojedynki z Urawą Reds toczyła ekipa Albirexu Niigata. „Królewskie Łabedzie(Albi/Rex)” będąc jeszcze klubem drugoligowym przerażali rywali liczebnością fanów nie tylko na swoim stadionie, ale i podczas meczów wyjazdowych. Piękny stadion, ogromna baza kibicowska, piłkarskie talenty –  klub miał wszystko. Co poszło, więc nie tak, iż w roku 2019 klub tuła się z „garstką fanów” w drugiej lidze Japońskiej?

Cóż, jeśli pewna sytuacja powtarza się w nieskończoność, aż do tragedii to nawet najtrwalsi kibice potrafili obrócić się na pięcie. Poniżej wcale nie krótka historia klubu – pod tytułem – „ILEŻ MOŻNA.”

Kibice na stadionie Albirexu.jpg

Korzenie klubu Albirex Niigata są bardzo głębokie jak na standardy japońskie.  Klub rozpoczyna swoją historię w 1955 roku, jako twór o nazwie „Nigata Eleven Soccer Club” uczestnicząc w wielu lokalnych jak i ogólnokrajowych zawodach (wiadomo, iż nie było wtedy zawodowej ligi) takich jak „Emperors CUP (Puchar Cesarza) przez dziesiątki lat.
W 1986 roku wraz z powstaniem  „regionalnej północnej ligi „Jo-eatsu” klub stał się lokalną potęgą sięgając, co chwila po mistrzostwa w latach 1986 – 1994.
Niestety te mocno regionalne sukcesy były niewystarczające,   aby dać klubowi miejsce w zawodowej lidze, tak, więc rozpoczęto działania, aby stworzyć pełni profesjonalną instytucje zwaną – klubem J.league.

Niigata jest położona  daleko  na północnym wybrzeżu Japonii, z dala od jakiegokolwiek następnego większego miasta tak więc jest to dość wyizolowane miejsce .
Co niespodziewanie stało się atutem klubu ,  ponieważ w mieście niema drużyny baseballowej (sport nr 1 w Japonii) ani żadnej innej drużyny z innych sportów zespołowych,  z którymi  byłaby potrzeba rywalizowania o popularność wśród mieszkańców(jest zespół koszykarski, jednak jak na 800 tysięczne miasto 4 liter nie urywa).
W rezultacie klub stał się z miejsca posiadaczem jednej z najlepszych frekwencji kibiców w historii Japońskiej piłki. Dochodziło do paradoksalnych sytuacji, kiedy to będąc jeszcze zespołem J2 klub przewyższał pod względem frekwencji kibiców jak i założonych grup fanowskich większość drużyn J1.

Od momentu awansu do J1 tylko Urawa Reds Daimonds może realnie konkurować w statystykach średniej liczby kibiców. W pierwszych 2 latach od awansu (2004-2005) do J.League przewyższali dwukrotnych mistrzów Azji z średnią 40 tysięcy widzów na spotkanie. Piosenka „Take my hand” lub jak kto woli „I Can’t Help Falling in Love With You”  którą fani śpiewali przed każdym spotkaniem szybko stała się hitem boiskowych przyśpiewek w Japonii.

Wracając jednak do historii klubu – 1994 rok po powstaniu J.League (1993) i reorganizacji lig regionalnych „Nigata Eleven Soccer Club” zmienił swoją nazwę na „Albireo Niigata Football Club”. Nazwa powstała z kombinacji słów „Albi”(biały) oraz „Reo”(król), co miało nawiązywać do tego,  że jest jednym  z najbardziej śnieżnych regionów kraju. Albireo to również nazwa śnieżno- białej gęsi, która służyła jak maskotka drużyny.
W 1998 roku będąc wybranym do nowo powstałej J2 drużyna zmieniła nazwę na „Albirex”,  która miała być łatwiejsza do wypowiadania dla Japończyków niż „Albireo” , a znaczenia oryginału zachowało.

W 2001 roku mocne wsparcie od lokalnych firm oraz ogromna widownia dała wystarczające finansowe wyniki, aby móc rozpocząć kolekcjonowanie „12” „13” zawodników klubów J1 jak i wysokiej, jakości Brazylijczyków.

Dzięki temu łabędzie w sezonach 2001 i 2002 były dwukrotnie blisko awansu do J1 zawodząc dosłownie w ostatnich minutach decydujących potyczek.  Pomimo tych bolesnych porażek, dobre występy drużyny oraz nowo wybudowany stadion „Big Swan” („wielki łabędź” wybudowany na MŚ 2002) zapewniły klubowi na tyle duży zastrzyk gotówki,  iż drużyna wzmocniła już i tak silny skład.
Z początkiem roku 2003 mający 3- letnią ciągłość proces dodawania utalentowanych weteranów udoskonalił zespół na tyle,  że w końcu udało się wygrać mistrzostwo J2. Wymarzony bezpośredni awans do J.League stał się faktem. Magnesem na kibiców wówczas był legendarny już dziś bramkarz Yusuke Nozawa którego ekwilibrystyczne rozgrzewki oraz heroiczne interwencje podczas których ryzykował niejednokrotnie zdrowiem dały mu status lokalnego bohatera.

 

Od tamtego czasu Albirex Niigata (2004 pierwszy sezon J1) wyrobił sobie opinie drużyny balansującej pomiędzy środkiem tabeli,  a jej drugą połową. Zespół do 2012 roku nigdy nie był blisko spadku , nigdy nie był też blisko jakiegokolwiek podium w pucharach czy J.League.
Fantastyczne wsparcie fanów jak też stabilne finanse pozwoliły stworzyć zespół, który skutecznie utrzymywał się w J1 jednak selekcja zawodników do składu nigdy nie była przemyślana czy pokierowana jakąś koncepcją drużyny.
Albirex przez wszystkie lata w J1 zatrudniał doświadczonych „wędrownych grajków” (jaki czort nie ma w polskim odpowiednika słowa Journeyman players : >),  którzy wykazali się w innych drużynach i oferowali j już określony poziom umiejętności gotowych do spożytkowania od zaraz , lecz bez perspektyw na to,  że ich talent  się jeszcze rozwinie.
Polityka ta spowodowała,  że drużyna się nie rozwijała a jej potencjał stał na równym niczym linijka poziomie.  Taką politykę kadrową trudno wytłumaczyć biorąc pod uwagę to, jaki potencjał finansowy drużyna posiada. Choć trzeba przyznać iż łapali nawet neutralsów za serce, od czasu do czasu rozgrywając tak heroiczne mecze jak ten poniżej.

Z małymi tylko wyjątkami kuleje również system szkolenia młodzieży w Albirexie Niigata,  który nie produkuje dobrej jakości zawodników na poziomie J1. O ile klub posiada pieniądze aby zakupić dobrych zawodników J.League do składu, o tyle sam nie potrafi takowych wyprodukować. Dosyć powiedzieć , że w latach 2005 oraz 2006 w  kadrze potężnych łabędzi nie znalazł się choćby jeden wychowanek.
W późniejszym okresie sezonu 2006 pojawili się dwaj młodzieżowcy, lecz będący nabytkami z drużyn uniwersyteckich Atomu Tanaka (dziś Cerezo Osaka) i Kazuhisa Kawahara (Ehime FC) . Jednak do roku 2009 tylko dwóch zawodników w składzie było produktem szkółki młodzieżowej Albirexu Niigata – żaden nie wystąpił nawet raz w J1!!!

Zespół mocno związany z lokalną społecznością, okazuje się nie potrafi wykorzystać ludzkiego potencjału własnej „ziemi.”
Kibice już wtedy grzmieli niezadowoleni: „Albirex jako organizacja musi poprawić swój system szkolenia młodzieży jeśli chce osiągnąć wyższy poziom.”
Zalążkiem poprawy w tym aspekcie było pojawienie się Gotoku Sakaiego, który po zaledwie 74 występach w latach 2008-2011 zdążył już wyjechać do Europy. Na starym kontynencie przez 8 lat grywał w Stuttgarcie oraz HSV gdzie został nawet kapitanem Niemieckiej drużyny.  42 krotny reprezentant Japonii (uczestnik MŚ 2018 jest obecnie najsławniejszym wychowankiem klubu. Jego brat Noriyoshi Sakai, który również jest „dziełem” szkolenia Niigaty został zarejestrowany do składu na rok 2013. Obecnie walczy już w koszulce Omiyi Ardija o awans do J.League.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Albirex z drugiej strony dzięki kontaktom w Singapurze i odpowiedniemu wyczuciu czasu (Nigata miasto portowe powiązane interesami z Singapurem) – zostało zaproszone w 2003 roku do utworzenia drużyny w lidze Singapurskiej.
Twór o nazwie Albirex Nigata Singapore nie tylko daje szanse ogrania się młodym zawodnikom z Japonii w meczach o stawkę, podarował także kolejne rzesze wiernych fanów z Singapuru,  którzy zapełniają sakwę łabędziom.
Interesującym faktem jest jednak to,  że zawodnicy ogrywający się w Albirex Singapore, którzy byli zakontraktowani z klubami J.league trafiali do innych klubów niż Albirex.
Wyjątkiem tutaj od reguły jest Atomu Tanaka , który spędził wiele miesięcy w Singapurze zanim podpisał profesjonalny kontrakt.
Swoją drogą Atomu „Astro Boy” Tanaka to kolejna żywa legenda Albirexu. Jak samo imię mówi ten drobny piłkarz ciskał wielokrotnie atomowymi uderzeniami lub racząc niewybredną techniką podnosił 40 tysięcy widzów na Big Swan Stadium. W Nigacie spędził 10 sezonów po czym wyjechał zdobywać mistrzostwa do Finlandii, aktualnie mimo, że jest piłkarzem Cerezo Osaka każdy i tak kojarzy go z występów w pomarańczowej koszulce. Zabójca Urawy (z powodu licznych zwycięskich bramek przeciwko Urawa Reds) znany jest również z oryginalnej cieszynki, przypominającej lot Astro Boya.

W 2007 roku – trzęsienie ziemi u wybrzeży Chuetsu  (region Nigaty) zdewastowało cały region, który Albirex zwykł nazywać domem , z powodu stresu i traumatycznych przeżyć jakie mieszkańcy oraz zawodnicy klubu przeżyli jeden mecz został przełożony , a następny , który miał się odbyć na własnym stadionie został odbyty setki kilometrów od domu. Wydarzenie to miało ogromny wpływ na dyspozycje zespołu i drużyna przegrała 4 mecze z rzędu tracąc szanse na podium. Mimo to zespół zdobył najwyższe
w dotychczasowej historii 6 miejsce.

Nigata-Chuetsu 

Mimo utraty szansy na podium, trzęsienie ziemi Niigata-Chuetsu  było następnym punktem zwrotnym w historii klubu.  Albirex już wtedy znany był z tego,  że potrafił uzbierać na stadionie publiczność bliską 40 tysięczną. Jednak po tych tragicznych wydarzeniach członkowie drużyny podróżowali po zniszczonym regionie udzielając się fizycznie jak i finansowo przy odbudowie regionu.
Odwiedzali szkoły, uniwersytety , aby jakoś ubarwić ten szary i przykry okres w historii miasta.
Każdy pojedynczy zawodnik pierwszej i młodzieżowej drużyny, oraz członkowie sztabu byli wolontariuszami pomagającymi mieszkańcom dotkniętym przez kataklizm.
Swoją postawą trafili do serc już nie tylko swoich dotychczasowych fanów, lecz ich dzieci, rodziców i dziadków. Grono fanów paradoksalnie w tym ciężkim okresie zwiększyło się , a liczba zarejestrowanych w różnego rodzaju fanklubach podwoiła się .
Na koniec sezonu Królewskie Łabędzie z „zwykłego” klubu sportowego stały się symbolem Niigaty.
Stali się pociechą i symbolem dla całego regionu, wspólnym mianownikiem,  który jednoczył mieszkańców w tym trudnym okresie. Sami zawodnicy cieszą się do dziś popularnością i rozpoznawalnością godną hollywoodzkich gwiazd.
Stworzono, nierozerwalną więź klubu z mieszkańcami miasta co jest czymś niesamowitym na skalę światową (Jak się okazuje Vegalta Sendai nie była pierwsza).
Mieszkańcy spłacają swój dług wdzięczności, co tydzień zapełniając licznie stadion, dzięki czemu klub dysponuje co roku gotówką godną  pozazdroszczenia przez bardziej renomowane zespoły J.League. 

Tak można było powiedzieć, przynajmniej do 2014 roku – do czego wrócimy na końcu artykułu.

Po dziś dzień drużyna sportowo nie osiągnęła w Japonii żadnego sukcesu.
Nigdy nie będąc nawet blisko podium lub nawet nie przejawiała predyspozycji do tego, aby na początku sezonu być traktowanym, jako kandydaci do zajęcia wysokich miejsc.
Prócz kulejącego systemu szkolenia młodzieży trzeba dodać do tego słabe zarządzanie oraz „coaching” w drużynie na przełomie lat spędzonych w J.league.  Wiele decyzji było niezrozumiałych np.  kupowanie weteranów,  którzy nie zdążali spłacić pieniędzy wydanych na swoje transfery,  a z drugiej strony sprzedawanie najbardziej uzdolnionych zawodników.  Drużyna z roku na rok wyglądała jakby robiła dwa kroki do tyłu a jeden do przodu.  Ponieważ jak można wytłumaczyć sprzedanie Mitsuru Nagaty do Urawy (mistrz Azji z 2011 roku) czy Daisuke Suzukiego (uczestnik Olimpiady w Londynie gdzie Samurajowie zajęli 4 miejsce)do Kashiwy Reysol wiedząc o swoich problemach w defensywie.
Takie czy inne decyzje personalne często powodowały, że klub na starcie sezonu zaczynał wszystko od początku. Albirex mając potężne zasoby finansowe trzyma portfel zamknięty, kontraktując zazwyczaj wolnych agentów lub niechcianych zawodników, którzy „kiedyś coś znaczyli”.

W 2012 roku podpisałem swoje materiały dot. Albirexu Niagata do Eurosportu 2 poniższym zdaniem.

„Klub musi albo w końcu kupić 2 -3 klasowych zawodników, albo będzie musiał zweryfikować swoją politykę parę lat na zapleczu ligi.”
Broń Panie Boże, nie chciałem aby te słowa stały się prorocze.  Jednak nieuniknione przy takiej polityce przyszło w 2017 roku. Spadli do J2. mimo rewelacyjnej końcówki (W 6 spotkaniach 1 remis 5 zwycięstw) zajmując przedostatnie miejsce. A kibice, zirytowani polityką klubu, zmniejszyli prawie o połowę swoją liczebność do 22 tysięcy widzów na mecz.

Jedyną rzeczą,  którą można bezsprzecznie  przyznać, jest fakt iż Albirex jest specjalistą od zagranicznego scautingu.
Przez lata Albirex raczy nas zawodnikami,  którzy umiejętnościami i wpływem na ligę pozytywnie się wyróżniają na tle przeciętnej drużyny. Zaczynając od Fabinho (Fabio Dos Santos) w latach 2004 -07  drużyna ściągała co roku młodych zawodników z kraju kawy , którzy rozwijali się do poziomu gwiazdy ligi.
Problem w tym,  że kiedy dany zawodnik „wystrzeliwał” to zaraz stawał się nabytkiem innego klubu J.league.  Tak stało się z Edmilsonem,  który strzelał bramki na zawołanie dla Urawy Reds (133 gole w J.League) , Pedro Juniorem (63 gole w J.League), czy w końcu Marcio Richardesem klasyczną „10” z instynktem snajpera (69 goli w J.League).
Ostatnie czasy to również dwójka niesamowitych Sillvów – Rafael i Leo. Pierwszy to bohater finału Azjatyckiej Ligi Mistrzów z 2017 roku dający Urawie Reds zwycięskie bramki. Drugi to lider Kashimy Antlers która wygrała tą ACL w roku ubiegłym.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Największe jednak niepotrzebne uszczuplenie składu to rok 2012. Skrzydłowy z  Korei Cho Young Chol,  który był postrachem każdego obrońcy w lidze dzięki swoim przebojowym dryblingom strzelił 18 bramek w 3 sezony, będąc motorem napędowym całej drużyny.  Koreańczyka stracono po tym jak lepszy kontrakt zaoferowali mu włodarze klubu z Omiyi Ardija klubu , który nawet w połowie nie posiada takiego zaplecza finansowego czy infrastruktury jak Albirex. Przypadek ten pokazuje jak klub mimo posiadanych środków finansowych woli zarobić na zawodnikach, niż ich kupować czy podwyższać im gaże, nawet gdy na to zasługują.

Kolejną kultową już postacią był Kengo Kawamata. Kwintesencja Japońskiego Super Hero – czyli od zera do bohatera, bez talentu czy predyspozycji fizycznych przekazanych od losu – wielkim serduchem wyrobił sobie pozycje w klubie z niechcianego beztalencia bo idola strzelającego 23 gole w sezonie 2013.  Rok później włodarze klubu woleli pożegnać się z snajperem, wolną ręką oddając go do Nagoyi Grampus.

Wspomnieć trzeba również o świetnych bramkarzach takich jak obecny reprezentant Japonii Masaaki Higashiguchi czy legendarny Takeshi Kitano.  Z kolei środkowi obrońcy Mitsuru Chiyotanda jak Kazuhiko Chiba moment po odejściu z klubu zdobywali mistrzostwo ligi.

Taką postawą powodują, że kibice powoli tracili cierpliwość, w sezonie 2012 drużyna pierwszy raz od kiedy trafiła do J.league była blisko spadku!
Widać,  że polityka klubu do niczego dobrego nie prowadziła. W roku 2005 Albirex był pierwszym klubem w J.league,  który miał średnią frekwencję przekraczającą 40 000 osób na mecz.
W roku 2012 było to już około 29 000, co pokazywało niezadowolenie fanów z postawy ekipy zarządzającą Albirexem Niigata. W sezonie 2019 już podczas kampanii drugoligowej średnia frekwencja to zaledwie 14 tysięcy, co jest z jednej strony najlepszym wynikiem w J2 ale i najgorszym w historii klubu.

Solidna organizacja jaką udało się utworzyć w Nigacie posiada wystarczające środki finansowe jak i infrastrukturę aby być potęgą w J.league , jednak demonstracja braku ambicji i pomyślunku jak wykorzystać gotówkę powodują , że drużyna może stracić „kreatorów” tego sukcesu czyli kibiców.  Exodus fanów, którzy wolą wyjechać poza miasto, niż kibicować drużynie bez ambicji zaczął się już parę lat temu.
Czego więcej potrzebują włodarze, aby zmienić swoje błędne nastawienie. Dziś jest już dawno musztarda po obiedzie. Jednak ogromny potencjał jaki drzemie w tym klubie i kibicach którzy czekają tylko na gest dobrej woli aby wrócić na stadion jest ogromny.

PS.

Ciekawostka:  drużyna miała maskotkę, łabędzia Albi Kuna, w 2002 roku dołączyła do niego żona Swan-Chan, a w 2008 roku para doczekała się trojaczków: A-kun, Lu-chan oraz Bi-kun(jedyny czarny).
Jak widać maskotki  rozwijają się lepiej niż wyniki drużyny.

Mascots.jpg

Władcy frekwencji z klubu którego poziom sportowy nigdy nie dorównał miłości lokalsów ugrzęźli w drugiej lidze. Jednak sami powiedźcie widząc poniższy obrazek, czy pasuje on do J2 ?

Albirex Nigata ! Wracajcie na swoje miejsce!

 

Autor tekstu: Adam Błoński