Na tę serię gier czekaliśmy nie tylko, żeby zobaczyć nową fryzurę Hulka (choć trzeba przyznać, że trzeba będzie się przyzwyczaić do takiego wyglądu Brazylijczyka. Najważniejsza była odpowiedź na pytanie, jak poradzą sobie zespoły Shanghai SIPG i Guangzhou Evergrande, który w środku tygodnia grały swoje mecze w Japonii w ramach Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Nie obyło się bez dużych niespodzianek, dzięki którym ostatnie kolejki Chinese Super League mogą być jeszcze bardziej emocjonujące. Nie ma na co dłużej czekać, zapraszam na przegląd!

Chongqing Dangdai (10.) 1:2 Jiangsu Suning (5.)

0:1 Ivan Santini 55’

0:2 Xie Pengfei 63’

1:2 Jiang Zhe 81’

Chyba trzeba sobie już ostatecznie powiedzieć, że Chongqing Dangdai nie wróci już do formy, którą prezentował w pierwszej części sezonu. Adrian Mierzejewski i spółka notują 6 kolejny mecz bez zwycięstwa. Co prawda mieli okazje do zdobycia bramki, chociażby w 45 minucie Ying Congyao nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Gu Chao. W 55 minucie swojego debiutanckiego gola w CSL zdobył były zawodnik Realu Madryt, Gareth Bale były zawodnik Anderlechtu Bruksela, Ivan Santini. Po jego strzale głową piłka została złapana przez Sui Weijie, jednak stało się to już za linią bramkową. W 62 minucie wyrównał Alan Kardec, jednak sędzia liniowy nie zawahał się podnieść chorągiewki, co okazało się prawidłowe – Brazylijczyk był w momencie dośrodkowania na pozycji spalonej. Już minutę później kibice Chongqing doznali jeszcze większego rozczarowania, ponieważ na 2:0 dla Jiangsu podwyższył pięknym strzałem Xie Pengfei. W 81 minucie gola honorowego zdobył Jiang Zhe, ale raczej było to dla niego zaskoczenie, ponieważ całą pracę wykonał bramkarz Jiangsu Gu Chao, który po prostu puścił „babola” lub „Cabaja” (pozdrowienia dla byłego golkipera Cracovii).

Dalian Yifang (7.) 2:1 Shenzhen (14.)

1:0 Zhang Long 38’

2:0 Dong Yanfeng 79’

Po remisie i dwóch porażkach ekipa Rafy Beniteza wreszcie zwyciężyła. Przeciwnik co prawda nie był wymagający, ponieważ był nim walczący o utrzymanie Shenzhen FC, jednak w poprzedniej kolejce Bykom udało się urwać punkt drużynie Beijing Guo’an. W 38 minucie Salomon Rondon skupił na sobie uwagę stoperów w polu karnym, dlatego piłka trafiła do niepilnowanego Zhang Longa, który pewnym strzałem głową pokonał bramkarza Guo Wei’a. W drugiej połowie zwycięską bramkę dla Dalian zdobył Dong Yanfeng, który wykorzystał przytomne zachowanie Wang Yaopenga, który zamiast uderzać na bramkę, dostrzegł lepiej ustawionego kolegę. Sytuacja Shenzhen w lidze wciąż jest nieciekawa.

Shandong Luneng (4.) 2:2 Shanghai Shenhua (13.)

0:1 Zhang Chi (sam.) 7’

0:2 Cao Yunding 11’

1:2 Liu Binbin 19’

2:2 Marouane Fellaini 58’

Niech ten fatalny sezon dla Kwiatu Szanghaju już się skończy. Miało być lepiej, przyszedł nowy trener, sprowadzono kilku zawodników, Kim Shin-Wook w pierwszych 5 meczach zdobył 8 bramek – zapowiadało się nieźle, a rozczarowanie przyszło szybciej, niż się spodziewano. Shanghai Shenhua nie wygrał od 4 spotkań. Mecz z Luneng zaczął się naprawdę dobrze. Najpierw pięknego swojaka zdobył Zhang Chi (koniecznie włączcie skrót), a 4 minuty później było już 0:2 po naprawdę dobrym strzale z rzutu wolnego Cao Yundinga. Niestety dla klubu z Szanghaju, meczu nie udało się wygrać. W 17 minucie gola strzelił Liu Binbin, który w sytuacji sam na sam okazał się lepszy od Li Shuai’a. Wyrównał w 58 minucie Marouane Fellaini strzałem ze „szczupaka”. Kibice Shenhua muszą wytrzymać jeszcze 5 kolejek.

Hebei CFFC (12.) 2:1 Tianjin TEDA (8.)

1:0 Fernandinho 23’

1:1 Sandro Wagner 32’

2:1 Marcao 77’

W ostatnim sobotnim meczu Hebei China Fortune podejmował Tianjin TEDA. Tym razem Ezequiel Lavezzi nawet nie powąchał murawy, a jego miejsce w ataku zajął Marcao. W 23 minucie wynik otworzył Fernandinho Conceicao, który dobił piłkę po bardzo dobrze wykonanym rzucie rożnym przez… Javiera Mascherano. W Europie byłby to raczej rzadki widok, w Chinach to chleb powszedni. 3 minuty przed przerwą samozwańczy najlepszy napastnik Niemiec, Sandro Wagner, zdobył gola precyzyjnym strzałem głową. Ze zwycięstwa ostatecznie cieszyli się jednak kibice gospodarzy. W 77 minucie wspominany wcześniej Marcao uderzył piłkę w taki sposób, że Du Jia nie miał szans jej obronić.

Tianjin Tianhai (15.) 0:3 Beijing Guo’an (2.)

0:1 Hou Yongyong 4’

0:2 Zhang Yuning 28’

0:3 Renato Augusto 90’

Po ostatniej wpadce w meczu z Shenzhen FC, podopieczni Bruno Genesio musieli wygrać spotkanie z Tianjin Tianhai. Tak też się stało. Od samego początku Zielona Armia prowadziła grę, już w 2 minucie Zhang Xizhe nie trafił na pustą bramkę. Na szczęście 2 minuty później gola na 1:0 zdobył Norweg z chińskim paszportem, Hou Yongyong, który w genialny sposób ograł bramkarza przeciwników. Było to premierowe trafienie w CSL byłego zawodnika Rosenborga Trondheim. W 28 minucie Zhang Yuning również zabawił się w polu karnym i dorzucił drugie trafienie. Wynik ustalił w doliczonym czasie gry pięknym, technicznym strzałem zza pola karnego Brazylijczyk Renato Augusto. Beijing Guo’an wykonał swoje zadanie, a jak poszło pozostałym drużynom walczącym o mistrzostwo Chin?

Shanghai SIPG (3.) 2:1 Henan Jianye (9.)

1:0 Oscar 43’

1:1 Fernando Karanga 48’

2:1 Li Shenglong 90’

Portowcy nie bez problemów pokonali Henan Jianye. Po odpadnięciu z Azjatyckiej Ligi Mistrzów we wtorek, pozostało im skupienie się na walce o mistrzostwo Chin. Przystępowali do tego meczu z sześcioma punktami straty do Guangzhou Evergrande. Pierwsza bramka padła dopiero w 43 minucie, a jej autorem był najdroższy piłkarz w CSL, Oscar. Brazylijczyk strzelił pięknego gola z rzutu wolnego. Kibicom SIPG zrzedła mina w 47 minucie, kiedy to wyrównał Fernando Karanga. Druga połowa była nerwowa i dopiero w 90 minucie podopieczni Vitora Pereiry zdobyli zwycięską bramkę. Jej autorem był Li Shenglong. Wygrana z Henan okazała się bardzo cenna, biorąc pod uwagę wynik meczu Guangzhou EvergrandeWuhan Zall. Ale jak mówi Bogusław Wołoszański: „Nie wyprzedzajmy faktów”.

Guangzhou Evergrande 0:1 Wuhan Zall

0:1 Liu Yun 60’

Z jednej strony Kantończycy awansowali do półfinału Azjatyckiej Ligi Mistrzów, z drugiej w lidze nie wygrali od dwóch meczów. Dlatego spotkanie z Wuhan Zall u siebie miało być pokazem siły największej drużyny piłkarskiej w Chinach. I rzeczywiście, wszystkie statystyki przemawiały za Guangzhou Evergrande, oprócz jednej. Tego jedynego gola w meczu zdobyli zawodnicy trenera Li Tie. W 68 minucie Liu Yun przytomnie wykorzystał sytuację w polu karnym, która wcale nie była łatwa, jednak udało mu się strzelić bramkę, która uciszyła trybuny Tianhe Stadium. Jak się okazało, ekipa Fabio Cannavaro nie zdołała nawet wyrównać. Wygląda to tak, jakby Guangzhou Evergrande nie chciało zdobyć tego mistrzostwa. Jeszcze 3 kolejki temu mieli 8 punktów przewagi, teraz zostało to zniwelowane do 1 „oczka”. Ale my, kibice Chinese Super League, możemy się cieszyć – liga jest wciąż otwarta i w tej grze o tron wciąż walczą trzy drużyny!

UWAGA: Kolejna ligowa kolejka zacznie się dopiero 13 października. Wcześniej zostanie rozegrane tylko jedno zaległe spotkanie, 26 września o 13:35 Shanghai Shenhua zagra z Shenzhen FC.

 

Autor tekstu: Maciej Łoś