Wreszcie nadszedł ten długo oczekiwany moment, po prawie miesiącu przerwy do gry wrócili zawodnicy najwyższej klasy rozgrywkowej w Chinach. Od razu na „dzień dobry” w piątek zagrali pretendenci do zdobycia mistrza w sezonie 2019. Nie obyło się bez niespodzianek. Jakich? Przekonacie się już zaraz. Zaczynamy!

 

Shenzhen FC 1:1 Beijing Guo’an

1:0 Gan Chao 15’

1:1 Cedric Bakambu 74’

Kolejkę rozpoczęły trzy równolegle rozgrywane mecze o godzinie 13:35 czasu polskiego, jednym z nich był pojedynek beniaminka ze zdobywcą Pucharu Chin 2018. Podopieczni Bruno Genesio teoretycznie trafili na łatwego rywala, który jednak sprawił im sporo problemów. Byki, które wygrały tylko jeden mecz w ciągu ostatnich 4 miesięcy, wyszły na prowadzenie w 15 minucie za sprawą Gana Chao, który przeprowadził świetną dwójkową akcję z Dyego Souzą. W 47 minucie Pekińczycy wyrównali, jednak po interwencji VAR-u bramka została nieuznana, ponieważ w trakcie akcji piłka opuściła boisko. Podobna sytuacja miała miejsce w 62 minucie, Bakambu zdobył gola, ale w powtórkach okazało się, że dogrywający mu Zhang Yuning znajdował się na pozycji spalonej. Do 3 razy sztuka, można powiedzieć, ponieważ w 74 minucie ta sama dwójka przeprowadziła akcję, po której wreszcie wpadła prawidłowa bramka. Niestety dla Zielonej Armii więcej goli w tym meczu nie oglądaliśmy.

 

Shandong Luneng 3:1 Shanghai SIPG

1:0 Liu Binbin 18’

2:0 Zhang Chi 30’

3:0 Graziano Pelle 31’

3:1 Hulk 33’

Mistrz Chin przyjechał do Jinanu z dużymi nadziejami, które zostały bardzo szybko zniszczone przez zawodników prowadzonych przez Li Xiaopenga. Już w 18 minucie fenomenalnego gola w stylu Sadio Mane zdobył Liu Binbin. Grad bramek miał miejsce od 30 do 33 minuty. Był to szok dla Portowców. Najpierw świetny rajd wykonał Zhang Chi, który pewnie pokonał Yan Junlinga, a minute później swoją bramkę dołożył Graziano Pelle, wykorzystując piękne dośrodkowanie Liu Binbina. Honorowego gola chwilę potem strzelił Hulk, który odebrał piłkę ostatniemu obrońcy Shandong Luneng i  wykorzystał sytuację 1 na 1 z bramkarzem. Więcej bramek już nie zobaczyliśmy – Shanghai SIPG traci kolejne punkty!

Jiangsu Suning 3:1 Guangzhou Evergrande

1:0 Eder 37’

1:1 Miranda (sam.) 61’

2:1 Teixeira 69’

3:1 Wang Song 90’

Guangzhou Evergrande, które jest już coraz bliżej odzyskania utraconego mistrzostwa, także zaliczyło wpadkę. W 37 minucie z obrońcami Kantończyków zatańczył Alex Teixeira, który wystawił piłkę do Edera, a ten zdobył gola na 1:0. W 61 minucie w pole karne Jiangsu po ziemi dośrodkował Yang Liyu, a futbolówka niefortunnie trafiła w Joao Mirandę, który strzelił samobója. Wynik remisowy trwał tylko 7 minut, ponieważ znów w akcji pokazał się duet Eder-Teixeira. Tym razem jednak obydwaj piłkarze zamienili się rolami i gola zdobył Brazylijczyk. W 8 minucie doliczonego czasu mecz zamknął rezerwowy Wang Song. Dzięki porażce Evergrande liga wciąż nie jest rozstrzygnięta.

Guangzhou R&F 2:1 Tianjin Tianhai

ssss-1.png

0:1 Yang Xu 18’

1:1 Eran Zahavi 42’

2:1 Eran Zahavi 90’

Po raz kolejny będziemy powtarzać pytanie: „Gdzie byłoby R&F bez Erana Zahavi’ego? Niesamowity Izraelczyk dał w tym meczu popis, który odbił się szerokim echem w piłkarskim świecie. Ale po kolei. Pierwszy na prowadzenie wyszedł Tianjin Tianhai, oczywiście po dwóch fatalnych błędach obrony gospodarzy. W 27 minucie Dia Saba dał wyrównanie, jednak sędziowie VAR uznali, że znalazł się na pozycji spalonej. W 42 minucie strzelanie rozpoczął Zahavi, który wyskoczył najwyżej w polu karnym Tianhai i zdobył bramkę głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Lu Lina. Remis utrzymywał się aż do 90 minuty, kiedy to nasz ulubiony Izraelczyk strzelił gola, który spokojnie może kandydować do miana najlepszej bramki roku. Tang Miao zagrał piłkę po ziemi w pole karne, Zahavi ją przyjął, obrócił się, jednak zamiast uderzać futbolówkę lewą nogą, postanowił zrobić to krzyżakiem. Efekt przepiękny, Mona Lisa wśród goli.

 

Henan Jianye 4:1 Hebei CFFC

1:0 Chow Tim 11’

2:0 Wang Shangyuan 20’

3:0 Feng Zhouyi 56’

4:0 Cristian Bassogog 58’

4:1 Jiang Zhipeng 84’

Mecz z największą ilością goli w całej kolejce. Strzelanie rozpoczął Chow Tim, który wykorzystał pechowy dla Hebei rykoszet. 9 minut później bramkę głową dołożył Wang Shangyuan. W 56 minucie Feng Zhouyi podwyższył na 3:0, uderzając piłkę po dośrodkowaniu Chow Tima. 2 minuty potem świetny rajd wykonał Fernando Karanga i wyłożył futbolówkę na pustą bramkę Bassogogowi. Gdyby wynik nie był tak fatalny dla Hebei, to Jiang Zhipeng cieszyłby się zdecydowanie bardziej ze swojego gola, był on bowiem przedniej urody. Chiński pomocnik potężnym uderzeniem z 25 metrów nie dał szans  Wu Yanowi.

Shanghai Shenhua 0:3 Tianjin TEDA

0:1 Frank Acheampong 12’

0:2 Sandro Wagner 21’

0:3 Zheng Kaimu 51’

Kolejna z niespodzianek minionego weekendu. Wydawało się, że Choi Kang-hee poukładał już drużynę na tyle, że nie będzie dochodziło do takich porażek. Jednak goście dość szybko ułożyli sobie to spotkanie. W 12 minucie Acheampong wyszedł sam na sam z Chen Zhao i nie dał mu najmniejszych szans, strzelając technicznie w lewy róg. 8 minut później samozwańczy najlepszy niemiecki napastnik, Sandro Wagner, zdobył gola głową po dośrodkowaniu Mirahmetjana Muzeppera z rzutu rożnego. W 51 minucie błąd popełniony przez Chen Zhao wykorzystał Zheng Kaimu. Pod koniec meczu Odion Ighalo mógł zmniejszyć straty, lecz zmarnował rzut karny.

 

Wuhan Zall 1:0 Dalian Yifang

1:0 Leo Baptistao 66’

Wuhan Zall jest w tym sezonie jedną z rewelacji rozgrywek. Mecz z Dalian Yifang był pojedynkiem drużyn zajmujących sąsiednie miejsca w tabeli. Beniaminek okazał się zwycięzcą tego spotkania i wskoczył już na 6 miejsce ze stratą tylko 3 punktów do Jiangsu Suning. W 66 minucie błąd obrony Dalian wykorzystał Liu Yun, który wycofał przytomnie piłkę do Leo Baptistao. Brazylijczyk z impetem wbiegł w pole karne i zdobył gola, jak się okazało jedynego w tym starciu. W 91 minucie Li Jianbin sfaulował Jeana Kouassiego, a gdy sędzia odgwizdał przewinienie, zdenerwowany kopnął mocno piłkę trafiając w stojącego obok  Li Hanga. Arbiter za to niesportowe zachowanie ukarał go czerwoną kartką.

 

Autor tekstu: Maciek Łoś