Wyobrażacie sobie, jak to jest być jedynym na półtora miliarda? Pionierem swojego kraju, trzymającym palmę pierwszeństwa, za którym mają ruszyć kolejni? Jakbyście się czuli ze świadomością, że każdy wasz ruch na boisku śledziłyby w telewizji dziesiątki milionów rodaków?
Co byście myśleli, jeśli mielibyście być liderem swojej złaknionej sukcesów ojczyzny? O to wszystko trzeba by spytać Wu Lei’a.

Urodzony w 1991 roku w  Nankinie napastnik nie jest pierwszym Chińczykiem, który grał w jednej z topowych ligach europejskich. Przed nim byli między innymi Sun Jihai, który zagrał 130 meczów w Manchesterze City (oczywiście w erze przed przejęciem klubu przez szejków), Zheng Zhi, obecnie gracz Guanghzou Evergrande, który w przeszłości grał w Charltonie Athletic (i spotkał się na boisku z Sun Jihai’em). Nie można zapominać także o Fanie Zhiyi, który zagrał 88 meczów dla Crystal Palace oraz Li Tie, którego karierę w Evertonie zahamowały kontuzje. Jednym z największych talentów, z którym Chińczycy wiązali spore nadzieje, był Dong Fangzhuo, który jako pierwszy w historii zawodnik z Azji Wschodniej został zawodnikiem Manchesteru United. Jego losy potoczyły się jednak tak źle, że wylądował później nawet w Legii Warszawa, dla której zagrał zaledwie 2 mecze ligowe. Można by wymienić jeszcze kilku zawodników z Państwa Środka, którzy zaliczyli epizod w jednej z silnych europejskich lig.  Dlaczego zatem Wu Lei jest taki wyjątkowy?

333.png
Dong Fangzhuo vs John Terry. Szkoda, że kariera Chińczyka w Anglii okazała się w ostatecznym rozrachunku nieudana.

Wszyscy wspomniani wyżej zawodnicy grali w Europie przed erą wielkich pieniędzy pompowanych przez Chińczyków w futbol. Przez kilka ostatnich lat, gdy kluby Chinese Super League kupowały za dziesiątki milionów zawodników z drużyn ze Starego Kontynentu (chociażby sam Shanghai SIPG wydał w ciągu 3 lat 140 milionów na trio Hulk + Oscar + Arnautović), Państwo Środka nie miało żadnego reprezentanta w topowych ligach Starego Kontynentu. Ostatnim takim zawodnikiem, który rzeczywiście grał, a nie tylko figurował na liście płac klubu z rozgrywek top 5, był Hao Junmin. Skrzydłowy wystąpił wtedy w 14 spotkaniach dla Schalke 04 w sezonie 2010/2011. Nie liczę Zhang Chengonga, który zagrał 1 spotkanie dla Rayo Vallecano w La Liga 5 grudnia 2015 roku przeciwko Atletico, ponieważ była to tylko jednorazowa sytuacja. Tak naprawdę Chińczycy czekali 8 lat na piłkarza, który nie będzie tylko statystą w Europie. Był to bolesny czas, w którym najludniejsze państwo świata, zakochujące się w futbolu i wydające setki milionów juanów na sprowadzanie gwiazd i rozwój młodych zawodników, musiało z zazdrością patrzeć na świetnie radzących sobie w Europie Japończyków i Koreańczyków. Brakowało piłkarza, który wskazałby drogę swoim rodakom. Kogoś, dla którego naród chiński zarywałby noce, by oglądać jego mecze. Był tylko jeden możliwy kandydat na taką gwiazdę – Wu Lei.

Już od samego początku jego kariery juniorskiej było wiadomo, że ma się do czynienia z dużym talentem. Nankijczyk zaczął jak wielu znakomitych piłkarzy, na których nie poznano się za młodu – nie został przyjęty do akademii Jiangsu Sainty, ponieważ był za niski. Został dostrzeżony jednak przez byłego piłkarza Li Hongbinga, który napisał list rekomendacyjny i wręczył go rodzicom Lei’a z poleceniem, by wysłali go do Genbao Football Base, akademii piłkarskiej założonej przez byłego reprezentanta Chin Xu Genbao. Jest to jedna z najbardziej znanych „fabryk” talentów w Chinach, oprócz bohatera tego artykułu, wychowankami Genbao są reprezentanci kraju, min. Jiang Zhipeng, Zhang Lipeng, Yan Junling czy Cai Huikang. W grudniu 2005 roku duża część wychowanków akademii uformowało nowy klub – Shanghai Dongya, obecnie znany jako Shanghai SIPG. Wracając do Wu Lei’a, dołączył on do Genbao w 2003 roku. Mimo swojego bardzo młodego wieku, napastnik stał się jednym z pierwszych piłkarzy nowo utworzonej drużyny, która miała wystartować w trzeciej lidze w sezonie 2006. Udało mu się zadebiutować 2 września w przegranym 2:3 meczu Yunnan Lijiang Dongba. Wu został wtedy najmłodszym w historii piłkarzem, który wystąpił w oficjalnym meczu profesjonalnej ligi w Chinach – dokonał tego mając 14 lat i 287 dni, do dziś nikomu nie udało się pobić tego rekordu.

444.png
W 2006 roku 14-letni Wu Lei (na dole) pojechał na MŚ do Niemiec jako jedno z dzieci trzymających flagi. 3 miesiące później grał już dla pierwszej drużyny Shanghai Dongya.

Gra w klubie przełożyła się na powołania do młodzieżowych reprezentacji kraju.
W kadrze u-17 pierwszy raz zagrał w wieku 14 lat i 299 dni. Jego bilans w tej sekcji jest świetny – 8 meczów i 7 strzelonych goli. Jeszcze lepiej szło mu w reprezentacji u19. Zadebiutował w wieku 16 lat i 203 dni i w sumie zdobył 11 goli w 9 meczach. Nie ma co się dziwić, że kibice zaczęli widzieć w nim przyszłą gwiazdę. Bardzo szybko dostał też szansę zagrania w pierwszej drużynie Smoków – stało się to 14 lutego 2010 roku w meczu przeciwko Hong Kongowi, miał wtedy 18 lat i 86 dni.

Shanghai Dongya w 2008 roku awansował do Chinese League One, a młodziutki Lei był już wtedy podstawowym zawodnikiem drużyny. Co prawda w pierwszych dwóch sezonach w drugiej lidze napastnikowi brakowało liczb, ponieważ strzelił odpowiednio 4 i 6 goli, jednak w trzecim sezonie na zapleczu CSL zdobył już 10 goli – od tego roku zawsze zdobywał już dwucyfrową liczbę bramek w lidze. W 2013 roku, po awansie do elity, klub został przejęty przez Shanghai International Port Group, spółkę kontrolującą największy na świecie port przeładunkowy. Z tak bogatym sponsorem zespół mógł liczyć na głośnie transfery. Nie pomyślano jednak ani przez chwilę o kupnie zawodnika na pozycję Wu Lei’a – on był nietykalny. Nie ma co się dziwić, przez wszystkie 6 sezonów w CSL napastnik szanghajskiego klubu był najlepszym chińskim strzelcem ligi. W sumie zebrało się tych goli tak dużo, że dość szybko przegonił najlepszego strzelca w historii CSL, Li Jinyu (73 trafienia). Na koniec sezonu 2018, kiedy to zdobył największą w karierze liczbę bramek (27), jego ogólny dorobek zatrzymał się na 102 golach.

555.png
Najlepszy w historii piłkarz chińskiej ligi?

Ostatni sezon w Chinach był najlepszym w karierze napastnika. Shanghai SIPG w dużej mierze dzięki jego golom zakończył siedmioletnią hegemonię Guangzhou Evergrande i został mistrzem kraju. Wu Lei został królem strzelców ligi, choć rywali miał zacnych Odion Ighalo, Graziano Pelle, Hulk, Alex Teixeira, Elkeson i przede wszystkim Eran Zahavi. Mimo posiadania w swojej drużynie wspomnianych Brazylijczków, Hulka i Elkesona, oraz ich rodaka Oscara, także tytuł MVP ligi powędrował w ręce Chińczyka. To był ten moment, na który dużo jego rodaków czekało od wielu lat- nadszedł czas na transfer do Europy. Od lat nie było takiego dobrego kandydata.

666.png
Wu Lei świętuje mistrzostwo Chin ze swoją żoną Zhong Jiabei i dwójką swoich dzieci

Przed wyjazdem do Europy miał miejsce jeszcze Puchar Azji, na który Chińczycy jechali z dużymi nadziejami. Największą z nich był oczywiście superstrzelec Wu. Smoki trafiły do grupy z Kirgistanem, Filipinami i Koreą Południową. W pierwszym meczu napastnik doznał złamania kości obojczyka. Początkowe doniesienia były bardzo złe – mówiło się o konieczności poddania się operacji, po której czekałaby 2-3 miesięczna rekonwalescencja. Okazało się jednak inaczej – już 3 dni później Wu Lei zagrał z Filipinami i zdobył dublet, z wystającym obojczykiem! MVP sezonu 2018 zagrał jeszcze w 3 meczach na azjatyckim czempionacie, a jego drużyna odpadła w ćwierćfinale po przegranej 0:3 z Iranem.

562000000743001.JPEG

28 stycznia 2019 roku nastąpiło to, na co wszystko czekali – Wu Lei został zawodnikiem Espanyolu! Dlaczego trafił akurat tam? Odpowiedź jest bardzo prosta, właścicielem klubu z Barcelony jest chińska firma Rastar, która produkuje zabawkowe samochody. Prezydent „Papużek” Chen Yansheng chciał sprowadzić do zespołu swojego rodaka, który mógłby jednocześnie okazać się wartościowym zawodnikiem i pomóc awansować do Ligi Europy. Pierwszym problemem był obojczyk Wu Lei’a, który wciąż nie został zoperowany. Po konsultacji z lekarzami Chińczyk podjął decyzję o odłożeniu zabiegu w czasie, ponieważ został zapewniony, że da radę dograć do końca sezonu bez większego ryzyka. Jeśli spojrzycie na pierwsze zdjęcie w tym artykule to możecie dojrzeć, że lewy obojczyk nienaturalnie „wystaje”. Jest to jednak fotografia z maja, co dowodzi, że decyzja o odwleczeniu w czasie operacji była słuszna.

Wu Lei zadebiutował już 3 lutego w starciu przeciwko Villarealowi. Pojawił się na boisku w 77 minucie, wystarczyło kilkanaście minut, żeby Chiny zwariowały.
W Hiszpanii mieszka obecnie 47 milionów ludzi, a pierwszy mecz Chińczyka w Espanyolu obejrzało 40 milionów jego rodaków. Nie robi to wrażenia? Gdyby przenieść te liczby do Stanów Zjednoczonych, byłoby to trzecie najliczniej oglądane wydarzenie 2019 roku! Większą widownię miało jedynie jedno z przemówień Donalda Trumpa (46 mln) i finał Super Bowl (96 mln). Cały piłkarski świat zrozumiał wtedy, jak wielki potencjał drzemie w chińskich kibicach. A to był dopiero początek.

777.png

Na swoją pierwszą bramkę czekał do 2 marca, wtedy to pokonał bramkarza Realu Valladoid i stał się pierwszym Chińczykiem, który strzelił gola w La Lidze. W sumie w sezonie 2018/2019 zdobył jeszcze dwie bramki, z czego jedna była niezwykle ważna dla fanów Espanyolu – zapewniła bowiem awans do europejskich pucharów, po 10 latach posuchy. Wu Lei był już nie tylko bohaterem chińskich kibiców, stał się także bohaterem drużyny z Barcelony. Nie wykręcił co prawda tak dobrych liczb jak w ostatnim sezonie gry dla Shanghai SIPG, jednak zewsząd płynęły pochwały. A trzeba podkreślić, że nie było mu łatwo. Dołączył do zespołu z innej ligi, ba, nawet z innego kontynentu, w trakcie trwania rozgrywek. Musiał wejść z marszu do gry i na bieżąco uczyć się nie tylko hiszpańskiej piłki, ale także poznawać lokalną kulturę i język. Napastnik od samego początku zaczął uczyć się mówić po kastylijsku i jestem pewien, że umie powiedzieć więcej niż mieszkający od 6 lat w Madrycie Gareth Bale.

Jak na razie Wu przynosi Espanyolowi duże korzyści finansowe. Jego popularność w ojczyźnie jest tak duża, że kibice z Państwa Środka coraz częściej przyjeżdżają do Barcelony oglądać na żywo mecze swojego idola, kupują też tysiące koszulek z jego nazwiskiem. Także chińscy biznesmeni zaczęli interesować się „Papużkami”, ponieważ dostrzegli w napastniku dużą wartość marketingową.
5 sierpnia umowę sponsorską z Espanyolem podpisał iFLYTEK, jeden z liderów rynku nowoczesnych systemów tłumaczeniowych. Ambasadorem firmy został oczywiście Wu Lei, który na prezentacji powiedział, że tego typu technologie będą bardzo pomocne dla Chińczyków, którzy zdecydują się wyemigrować tak jak on do Europy. Kilkanaście dni później klub z Katalonii podpisał kolejną umowę, tym razem z chińską spółką LD Sports, której logo znajduje się teraz na koszulkach drużyny. „Papużki” będą za to otrzymywać 8 milionów euro rocznie, jest to duża różnica w porównaniu z umową z Rivera Maya, w ramach której Meksykanie płacili „jedynie” 2,2 miliona euro za rok.

888.png
Dla kibiców Espanyolu Wu Lei jest już bohaterem, który zapewnił drużynie awans do europejskich pucharów

Kwestie finansowe związane z transferem Wu Lei’a okazały się dla Espanyolu bardzo korzystne. Hiszpanie zapłacili za napastnika „tylko” 2 miliony euro. Pierwsze pół roku było dla niego również udane, szczególnie dzięki zdobyciu niezwykle ważnego gola w starciu z Realem Sociedad. Teraz jednak trzeba wykonać kolejny krok do przodu. Zawodnik przeszedł wreszcie operacje kontuzjowanego barku, wykorzystał przerwę w rozgrywkach na rehabilitację, następnie przystąpił z drużyną z Katalonii do presezonu. Widać, że jego aklimatyzacja na nowym kontynencie też przebiega prawidłowo. Dlatego ten sezon musi być jeszcze lepszy od poprzedniego. Jest to ważne nie tylko dla samego Wu, ale i dla całego narodu. Jako ambasador chińskiej piłki napastnik musi pokazać się z jak najlepszej strony. Niestety początek rozgrywek nie okazał się wymarzony zarówno dla niego jaki i Espanyolu. Co prawda udało się przejść eliminacje do Ligi Europy i awansować do fazy grupowej (Chińczyk zdobył bramkę w meczu przeciwko FC Luzern), jednak pierwsze mecze w La Lidze okazały się totalną klapą. W 3 meczach podopieczni trenera Gallego nie strzelili jeszcze ani jednego gola. Wu Lei jako nowy numer 7 w kadrze Katalończyków będzie musiał mieć znacznie większy wpływ na grę drużyny.

Kolejnym celem dla pochodzącego z Nankinu napastnika będzie awans z reprezentacją Chin na Mistrzostwa Świata 2022. Już we wrześniu Smoki rozpoczynają walkę o bilety do Kataru meczem z Malediwami. Wu Lei jako największa gwiazda drużyny będzie musiał wziąć na swoje barki bardzo dużą presję, ponieważ nikt w Państwie Środka nie bierze pod uwagę kolejnej wpadki. 20 lat bez mundialu to zdecydowanie zbyt wiele, nie tylko dla kibiców, ale i polityków z Xi Jinpingiem na czele. Na szczęście Wu nie będzie w tych eliminacjach osamotniony – chińskie obywatelstwo otrzymał niedawno Brazylijczyk Elkeson, czyli obecnie najlepszy strzelec w historii Chinese Super League. Zna się dobrze z napastnikiem Espanyolu, ponieważ występowali razem w Shanghai SIPG w mistrzowskim sezonie.

999.png

Wu Lei ma los w swoich rękach. Może zostać legendą chińskiego futbolu, jednak presja jaka na nim ciąży, jest ogromna. Już teraz jest na 55 miejscu najbardziej rozpoznawalnych ludzi w swojej ojczyźnie. Pojawił się w niezwykle ważnym dla Państwa Środka momencie – kiedy rząd i lokalni miliarderzy zaczęli wydawać obrzydliwie duże pieniądze na rozwój tego sportu, w kraju nie było do tej pory nikogo, kto mógłby stać się liderem piłkarskiej rewolucji. Kibice od wielu lat z utęsknieniem czekali na gwiazdę z prawdziwego zdarzenia, kogoś, dzięki komu będą mogli zakochać się w futbolu. Napastnik z Nankinu od początku kariery był przygotowywany do bycia najlepszym. Podjął bardzo dobrą decyzję, by zaczekać z wyjazdem do Europy, by nie przepaść jak wielu jego poprzedników. Przyjął od narodu rolę wybrańca, który będzie z dumą reprezentował Chiny na Starym Kontynencie. Teraz nadszedł czas dalej realizować marzenia.

Autor tekstu: Maciek Łoś