Od kilku dobrych lat miliarderzy z Państwa Środka pompują ogromne pieniądze w piłkę nożną w Europie. Coraz więcej klubów zostało przejętych przez chińskich właścicieli, na koszulkach zespołów z topowych lig pojawiają się nazwy firm z ojczyzny Konfucjusza, co roku wiele ekip przez zobowiązania sponsorskie udaje się do Azji na towarzyskie turnieje. Przykładów jest mnóstwo – tylko w latach 2015-2017 Chińczycy zainwestowali 2,5 miliarda dolarów w futbol poza granicami swojego kraju. Skala tych przedsięwzięć jest tak ogromna, że nie można przejść obok nich obojętnie.

13.jpg

Lai Guochuan, właściciel West Bromwich Albion

Już dawno Chiny przestały być postrzegane w świecie jedynie jako producent tandetnych urządzeń czy plastikowych zabawek wykonywanych tanim kosztem. Obecnie ten najludniejszy kraj świata przoduje w wielu dziedzinach innowacyjnych technologii czy wielkich budowlanych projektach na niespotykaną w innych częściach świata skalę. Według raportu szwajcarskiego banku UBS, w 2018 roku co dwa tygodnie w Chinach pojawiał się nowy miliarder. Jeszcze 12 lat temu mieszkało tam zaledwie 12 takich bogaczy, obecnie jest ich ponad 370, co stanowi prawie 1/5 liczby wszystkich miliarderów na świecie. Co robić z tak dużą ilością pieniędzy? Można inwestować w piłkę nożną.

To, że Chińczycy pompują miliardy yuanów w rozwój futbolu we własnym kraju, nikogo już nie dziwi, jest to temat na inne rozważania. Nie każdy jednak wie o „projektach” zagranicznych, w szczególności a może nawet przede wszystkim tych czynionych w najsilniejszych ligach europejskich. Na początku spójrzmy na Anglię.

Premier League jest przez wielu uważana za najlepszą ligę świata – jest to subiektywna opinia kibiców. Faktem jest, że są to najbogatsze rozgrywki piłkarskie. Kluby zarabiają ogromne pieniądze dzięki kontraktom telewizyjnym, do budżetu wpływają także niemałe kwoty za udostępnianie miejsca na koszulkach sponsorom. W tym aspekcie bardzo dobrze widać wpływ azjatyckich, a przede wszystkim chińskich inwestorów.
Aż 8 z 20 klubów PL na swoich koszulkach prezentuje loga firm, którymi właścicielami lub współudziałowcami są Chińczycy. Zdecydowana większość to internetowe serwisy hazardowo-bukmacherskie z siedzibą na Filipinach, jednak duża część ich kapitału jest pochodzenia chińskiego. Trykoty z nazwami tych firm noszą piłkarze Aston Villi (W88), Bournemouth (Mansion88), Burnley (LoveBet), Crystal Palace (ManBetX), Newcastle United (Fun88) i Wolverhampton (ManBetX). Już samo powtarzanie się liczby 88 (cyfra 8 jest w Chinach szczęśliwa), może świadczyć o powiązaniu z kulturą Państwa Środka. Tottenham od kilku sezonów ma podpisaną umowę z AIA, założoną w 1919 roku w Szanghaju jedną z największych firm ubezpieczeniowych w Azji. Jest jeszcze Southampton FC, którego zawodnicy grają w koszulkach z logiem LD Sports, którego właścicielem jest chiński biznesmen z amerykańskim paszportem, Daniel Knox. Licząc sponsorów Arsenalu (Fly Emirates z ZEA), Chelsea (Yokohama Tyres z Japonii), Leicester (King Power z Tajlandii), Manchesteru City (Etihad Airways z ZEA) i Norwich (Dafabet z Filipin), aż 13 drużyn w sezonie 2019/20 pieniądze za udostępnienie miejsca na koszulkach otrzymuje od Azjatów.

Gao Jisheng, właściciel Southampton FC

Gao Jisheng, właściciel Southampton FC

W Premier League są trzy zespoły, których właścicielami lub współwłaścicielami są Chińczycy: Aston Villa, Southampton i Wolverhapton. Pierwszy z nich został kupiony w 2016 roku za 76 milionów funtów przez Tony’ego Xia, założyciela grupy Recon. Urodzony w Quzhou absolwent Harwardu w 2018 roku miał majątek wyceniany na miliard funtów. Rok temu odsprzedał pakiet większościowy akcji Aston Villi Egipcjaninowi Nasserowi Sawirisowi oraz Amerykaninowi Wesley’owi Adamsowi, jednak wciąż pozostaje aktywnym wiceprezesem klubu.

Southampton z kolei w 80% należy do Gao Jishenga, który w 2017 roku kupił swój pakiet większościowy za 210 milionów funtów. Miliarder jest właścicielem grupy Lander Sports. Jak sam powiedział w wywiadzie, nie chce pompować wielkich pieniędzy w zespół, jedynie wspomóc klub finansowo i wprowadzić go na odpowiednie tory, by ten sam na siebie zarabiał.

Wolverhampton w 2016 roku za kwotę 45 milionów funtów zostało kupione przez spółkę Fosun International. Jej założycielami są chińscy miliarderzy: Guo Guangchang z majątkiem 5 miliardów funtów, oraz Wang Qunbin z majątkiem wycenianym na miliard funtów. Fosun jest sklasyfikowane na 416 miejscu najbogatszych firm na świecie w rankingu Forbesa.

Guo Guangchang

Guo Guangchang spoglądający na swoje „Wilki”

Chińczycy inwestują w kluby nie tylko na poziomie Premier League. Występujący
w Championship Birmingham FC od 2007 roku jest w rękach chińskich inwestorów.
W tamtym roku rezydujący w Hong Kongu Carson Yueng kupił 29% akcji klubu, a dwa lata później za kwotę 81 milinów funtów został właścicielem zespołu. W 2011 roku został jednak oskarżony o pranie brudnych pieniędzy – ponieważ proces trwał do 2015 roku, Carson pozostawał na stanowisku prezydenta klubu. Dopiero w 2016 roku jego spółka została przejęta przez Trilion Trophy Asia Ltd. Głównym jej udziałowcem jest 57-letni Paul Suen, chiński inwestor, którego majątek jest szacowany na 420 milionów funtów. W 2017 roku zmienił nazwę swojej spółki na Birmingham Sports Holdings.

Z kolei Barnley FC jest własnością 6 udziałowców, z których dwoje to Chińczycy. Pani Grace Hung jest jednym z dyrektorów Pacific Media Group, a pan Chien Lee to właściciel takich firm jak NewCity Capital czy 7 Days Inn. Do niego należy pakiet większościowy zarówno w Barnley FC, a także francuskim Nice. Jego majątek jest wyceniany na 6,9 miliarda funtów.

Reading FC w 2017 roku zostało przejęte przez Renhe Commercial Holdings Company Limited, na którego czele stoi rodzeństwo Dai – Yongge i Xiuli. Yongge jest dyrektorem wykonawczym spółki, z kolei jego siostra, która również zasiada w radzie nadzorczej Renhe, to multimilionerka z majątkiem wycenianym na 700 milionów funtów. Są oni także właścicielami klubu CSL, Beijing Renhe. W 2016 roku za kwotę 130 milionów funtów próbowali przejąć Hull City, jednak do transakcji ostatecznie nie doszło.

Dai Yongge.jpg

Xiuli & Yongge Dai na meczu Reading FC

Także West Bromwich Albion jest w rękach chińskiego miliardera. Pochodzący z Kantonu Lai Guochuan w 2016 roku kupił klub za kwotę około 150-200 milionów funtów od Jeremy’ego Peace’a. Lai jest właścicielem firmy Yunyi Guokai Sports Development Limited, a jego majątek według danych wynosi 2,8 miliarda funtów. Przez 20 lat był dyrektorem generalnym w Palm Eco-Town Development Company Limited, a w 2014 roku zrezygnował z tej funkcji by wypromować swoją własną firmę.

W listopadzie 2018 roku International Entertainment Corporation kupiła za 22 miliony funtów od Dave’a Whelana klub Wigan Athletic. IEC to spółka z siedzibą w Hong Kongu, której głównym obszarem działania jest branża hotelowa. Na jej czele stoją Choi Chou Fai oraz Yan Mingzhang, biznesmeni z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem.

Anglia to miejsce, gdzie najlepiej widać chińskie pieniądze. Jednak Premier League
i Championship to nie jedyne ligi w Europie, gdzie miliarderzy z Państwa Środka kupują kluby. Obecność Wu Lei’a w Espanyolu Barcelona nie jest przypadkowa. Kataloński klub od 2016 roku jest w rękach Rastar Group (firma produkująca zabawkowe samochody), której właścicielem jest miliarder Chen Yansheng. 49-latek na swojej prezentacji powiedział, że jest kibicem Papużek od 20 lat i jego celem jest awans klubu do rozgrywek Ligi Mistrzów. Na razie wykonuje swój plan krok po kroku, ponieważ w tym sezonie Espanyol po raz pierwszy od 10 lat zagra w Lidze Europy.

22.png

Chen Yansheng, właściciel Espanyolu Barcelona

Kiedy Atletico Madryt przenosiło się z Estadio Vicente Calderon na nowy stadion, wielu kibicom nie podobała się nazwa Wanda Metropolitano. Czym jest ta nieszczęsna Wanda?
Jest to wielobranżowa firma z siedzibą w chińskim mieście Dalian, która jest wyceniana na 28 miliardów euro. Zatrudnia obecnie 130 tysięcy osób. Jest także właścicielem występującego w Chinese Super League klubu Dalian Yifang, a w 2015 roku za 45 milionów euro kupiła 20% akcji Atletico Madryt. Inwestycje tego wielkiego koncernu w obydwa kluby można połączyć z transferami Yannicka Carrasco i Nico Gaitana, którzy w lutym 2018 roku za łączną kwotę 50 milionów euro przenieśli się z Madrytu do Dalian.

Los Perricos i los Rojiblancos nie są jedynymi drużynami w La Lidze z chińskim kapitałem. Wracająca obecnie po rocznej przerwie do najwyższej klasy rozgrywkowej Granada w 2016 roku została kupiona za 37 milionów euro przez miliardera Jiang Lizhanga. Biznesmen jest jednym z najaktywniejszych Chińczyków na rynku sportowym, oprócz bycia prezydentem Granady, jest on także większościowym udziałowcem we włoskiej Parmie (60%) oraz rodzimym Chongqing Dangdai (90%), za 45 milionów euro kupił także 5% akcji występującej w NBA Minnesoty Timberwolves.

Jiang Lizhanga..jpg

Jiang Lizhanga z piłkarzami Granady

 Przenieśmy się teraz na Półwysep Apeniński. Tak jak napisałem wyżej, także Parma znalazła się w rękach Jiang Lizhanga, który w 2017 roku kupił pakiet 60% akcji. Za jego kadencji zasłużony zespół wrócił do włoskiej elity i zdołał utrzymać się w pierwszym sezonie po awansie do Serie A. Jednak Chińczycy upodobali sobie w Italii szczególnie jedno miasto – Mediolan. W sierpniu 2016 roku tajemniczy biznesmen Li Yonghong w imieniu firmy Sino-Europe Sports podpisał umowę, według której miał kupić słynny AC Milan za zawrotną kwotę 740 milionów euro. Na początku przelał na konto kwotę 100 milionów euro, a całość miał zapłacić do końca 2016 roku. Już wtedy pojawiały się niepokojące sygnały, że tak naprawdę nic nie wiadomo o miliarderze, nie jest nawet potwierdzone, że ma majątek wystarczający na kupno Rossonierich. Jak się okazało, wątpliwości nie okazały się bezpodstawne. Sino-Europe Sports w grudniu 2016 roku wpłaciło tylko kolejne 100 milionów euro. Wtedy na światło dzienne wyszedł fakt, że firma musiała pożyczyć te pieniądze od kolejnej nieznanej spółki Willy Shine International Holding Limited. Została ustalona nowa data przelania całości kwoty – koniec marca 2017 roku. Sino-Europe Sports nie znalazła środków na dokończenie transakcji, dlatego Milan został kupiony przez Rossoneri Sport Investment Luxemburg… także nalażące do Li Yonghonga. Sprawa była tak zawiła, że duża część kibiców ekipy z Mediolanu zaczęła poważnie martwić się o los klubu. Mimo wszystko, Li w kwietniu 2017 roku objął stanowisko prezydenta Milanu. Po pewnym czasie wyszło,
że nowy właściciel nie ma obiecanych 60 milionów euro, które miał wpłacić na konto klubu. Co więcej, według raportu dziennikarzy „The New York Times”, biznesmen w ogóle nie był znany w swoim kraju i na pewno nie był „królem kopalń”, jak przedstawił się Włochom podczas negocjacji w sprawie przejęcia Milanu. Jak można sobie wyobrazić, sytuacja finansowa klubu nie poprawiała się, a UEFA zaczęła grozić sankcjami za złamanie Finansowego Fair-Play. Ostatecznie w czerwcu zeszłego roku amerykański fundusz hedgingowy Elliott Management przejął długi i aktywa Li Yonghonga, jednocześnie stając się nowym właścicielem Milanu, kończąc ten chaotyczny okres.

Li Yonghong,.jpg

Li Yonghong najdziwniejszy właściciel Milanu w historii.

Zdecydowanie szczęśliwsi są kibice Interu Mediolan. Klub jest w tak dobrej sytuacji finansowej, że może pozwolić sobie na kupno choćby Romelu Lukaku za 80 milionów euro, nie obawiając się złamania FFP. Kto jest zatem właścicielem zespołu? Chińskie konsorcjum Suning Group, które oczywiście posiada także występujące w CSL Jiangsu Suning. W czerwcu 2016 roku prowadzona przez Zhang Jindonga spółka kupiła 70% akcji Interu za około 525 milionów euro. Chiński biznesmen, którego majątek wyceniany jest na 3,5 miliarda euro, został prezydentem klubu. Suning Group to firma założona w 1996 roku i swoją działalność koncentruje w dziedzinie elektroniki (20% rynku w Chinach). Firma zatrudnia 13 tysięcy pracowników i ma 1600 sklepów w ponad 700 miastach z Chin i Japonii o łącznej wartości 16,2 miliarda dolarów. Domena suning.com została założona w 2009 roku i szybko stała się jedną z najbardziej popularnych w Chinach. Latem 2015 roku, inny chiński gigant, Alibaba zakupiła 19,99% udziałów Suning Group za 4,63 miliarda dolarów.

Także we Francji znajdują się dwa kluby, w które inwestują Chińczycy. Chodzi o występujące w Ligue 1 OGC Nice oraz drugoligowe AJ Auxerre. Tak jak zostało wspomniane przy okazji Barnsley FC, współwłaścicielem klubu z Nicei jest Chien Lee. Miliarder kupił udziały w 2016 roku. Drugim z Chińczyków inwestujących w Nice jest założyciel sieci hotelowej Plateno Group, Alex Zheng. Podobnie jak w przypadku Lee, Zheng ma udziały także w innym piłkarskim klubie, a konkretnie amerykańskim Phoenix Rising (tam karierę skończył słynny Didier Drogba). Auxerre jest z kolei w rękach ORG Packaging, chińskiej firmy produkującej pojemniki na żywność. Prezydentem klubu jest właściciel ORG, James Chow.

Chien Lee.jpg

Chien Lee współwłaściciel OGC Nice

           Podsumowując, obecnie chińskie pieniądze mają duży wpływ na europejski futbol. Nie byłoby transferu Romelu Lukaku do Interu bez pieniędzy Suning Group, nie byłoby Aston Villi czy Wolverhampton w Premier League, a Parma mogłaby nie wrócić do Serie A. Mam nadzieję, że miliarderzy z Państwa Środka na tym nie poprzestaną.
Jako kibic Chinese Super League liczę na to, że tak jak Chen Yansheng sprowadził Wu Lei’a, tak i inni chińscy właściciele europejskich klubów zaczną ściągać na Stary Kontynent swoich rodaków, a ci udowodnią, że warto stawiać na piłkarzy z Państwa Środka. Może te projekty to dopiero początek chińskiej rewolucji w obszarze piłki nożnej?

Autor tekstu:

Maciek Łoś 

Wyświetleń: 179

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze