Po 3 meczach grupowych solidarnie skończyła się przygoda dla Azjatyckich drużyn w COPA America. Mistrz oraz wicemistrz Azji przyjechały z odmiennymi celami na turniej lecz jednakowo skutecznie wdrażały je w życie.
Katar – wygrał Puchar Azji – tak więc przygotowując się na MŚ 2022 nie chce tracić czasu na ścieranie się z przeciwnikami gorszymi lub równymi sobie poziomem. Chcą podnosić swoje umiejętności i know-how poprzez starcia z rywalami o parę półek lepszymi od siebie. W końcu na mundialu spotkają się tylko ze światowym topem a na samym turnieju za późno będzie na pobieranie nauk.
Japonia – wicemistrz Azji – przyjechał do Ameryki Południowej z zamiarem…przygotowania drużyny Olimpijskiej 2020. które odbędzie się na ich ziemi. Niesmaczny problem polegał na tym, iż na papierze wyglądało to tak, jakby selekcjoner Hajime Moriyasu postanowił z dzieci zrobić kamikadze.
Przypomnę tylko, iż ci sami zawodnicy, którzy dostali powołania na COPA zostali ośmieszeni na turnieju U23 Asia Championship gdzie przegrali z kretesem w ćwierćfinale 4-0 z Uzbekistanem. Na domiar złego ta sama grupa chłopaków przegrała z Koreą Południową w finale Igrzysk Azjatyckich 2018 (a po drodze przegrali z Wietnamem 1-0).
Jak więc można było oczekiwać od tych dzieciaków, że dadzą radę najlepszym zespołom Ameryki Południowej?
Moriyasu udowodnił w trakcie turnieju, że z tej mąki będzie jeszcze chleb – na razie wyszedł zakalec, ale do 2020 czasu jeszcze trochę zostało.
Ale po kolei…

Kolejka numer 1

Tort bez wisienki
Katar 2-2 Paragwaj

Katarczycy zaczęli nieśmiało, niczym dziecko pierwszy raz wchodzące na śnieg testowali na co mogą sobie pozwolić z takim weteranem Mistrzostwa Świata jak Paragwaj.
Pierwszą połowę Katar odwrotnie do swojego stylu kończył z ogromną przewagą posiadania piłki ale z deficytem jednej bramki.
Zanim „wymacali” teren i przeciwnika w 56 minucie meczu przegrywali już 2-0 mimo iż wcześniej zmarnowali z 2-3 sytuacje na strzelenie bramki.
Po drugie bramce ujrzeliśmy Katar jakiego nie znaliśmy od czasów wyjścia z grupy Pucharu Azji 2019 – nastawiony ofensywnie, grający piłkę z polotem ładną dla oka.
2 bramki dla Kataru to stadiony świata, pierwsza to indywidualny kunszt strzelecki najlepszego snajpera w historii Pucharu Azji – Almoeza Aliego.
Druga bramka to z kolei pokaz tiki taki z najlepszych lat Hiszpanii, paręnaście podań w szybkim tempie zakończone wypuszczeniem w pole karne defensywnego pomocnika Boualem Khoukhi’ego.
Po 77 minutach zespół Felixa Sancheza remisował i to na dodatek, w stylu który przypadł do gustu zarówno kibicom jak i komentującym mecz komentatorom z całego świata.
Do końca spotkania Katarczycy dusili Paragwaj i wydawało się, że zwycięska bramka będzie kwestią czasu, jednakże jego akurat zabrakło.
Po spotkaniu, z jednej strony zadowolenie oraz duma z Mistrza Azji ,któremu przewidywano cięgi na turnieju,a  z drugiej strony ogromny niedosyt, ponieważ po tak pięknej grze zespół z Zatoki Perskiej zasługiwał na 3 punkty. Punkty, które patrząc na kolejnych przeciwników były niezbędne.

 

Pieprznęli aż dzieciom kredki z plecaków powypadały.
Japonia 0 Chile 4

Przed turniejem sami Japończycy czuli w kościach, iż Japonia „C’ lub Samujae U23 jakkolwiek by ich nie zwał mogą być sprawcami rozdzierania serca każdego z dobrze życzących im kibiców.
W końcu nikt w kraju kwitnącej wiśni nie transmitował meczów Azjatów na Copa prócz płatnego DAZN działającego mocno na nerwach tamtejszym telewidzom.
Jest to dobra platforma do śledzenia J.league, zdecydowanie tragiczna dla fanów reprezentacji co obnażyło podejście JFA do turnieju.
W wywiadach poprzedzających mecz z najsilniejszym zespołem w grupie C trener Hajime Moriyasu mówił, że najważniejszą sprawą jest przetestowanie nowych twarzy dla reprezentacji, a celem numero duo to przygotowania gruntu pod Olimpiadę 2020.
W praktyce wyglądało to jak rzucenie osób nie umiejących pływać do basenu na konkurs pływacki.
Parę osób poszło na dno pomimo heroicznych starań w walce z żywiołem.

Najlepszym przykładem był napastnik Ayase Ueda – prócz „ochów i achów” na temat tego, iż jest to pierwszy piłkarz z Uniwersytetu (i pierwszy od 9 lat w kadrze po Kensuke Nagai) w reprezentacji Japonii to zaliczył występ, po którym powinien dać sobie na parę lat spokój z dorosłą reprezentacją Nipponu.
Zmarnował on 4 setki, na które jego koledzy z drużyny harowali – przodownikiem w tego typu akcjach był najlepszy na boisku wśród Japończyków – Gaku Shibasaki.

Ayase Ueda.jpg

Przynajmniej dwie z nich wykorzystałby np. Shinji Okazaki gdy miał na to szanse…NIE z najsilniejszym rywalem w grupie Moriyasu chciał sprawdzić 20- letniego studenta.

Nawet jeden z najszybszych piłkarzy J.League Daizen Maeda został kompletnie zmarnowany poprzez wyrzucenie go na skrzydło. Znany z tego, że porusza się  z prędkością Shinkansena w linii prostej lecz bez wybitnego dryblingu stracił swój urok i skuteczność musząc krążyć przy linii bocznej.
No ale cóż – ważne, że student zaliczył debiut.

Trener zaliczył parę przestrzelonych decyzji jak choćby ustawienie Teruki Hary na prawej obronie. Świetny zawodnik do gry trójką obrońców, ale widać było, iż nie jest to jego naturalna pozycja.
Hara to środkowy obrońca lub defensywny pomocnik, na boku obrony zaczął grać dopiero od tego sezonu w Sagan Tosu – rezultat tego eksperymentu to 13 straconych bramek w 9 meczach (1 wygrana, 1 remis, 7 porażek).

Kolejny przestrzał to Yuto Nakayama na pozycji DMC – najlepszy debiutant roku 2017 tworzył niegdyś świetną parę stoperów z Tomiyasu zarówno na MŚ U20 2017 jak i Mistrzostwach Azji U19 w 2016.  Na pozycji volante może grać gościnnie, ale wygląda to pokracznie jak gra Pazdana na tej pozycji – czyli poprawnie na ligę, ale broń Panie Boże na kadrę.
W teorii miała odciążyć Gaku Shibasakiego w środku pola w destrukcji, w praktyce to zmęczony życiem weteran musiał asekurować stremowanego Nakayamę.
Na dobitkę biedaka przy pierwszej bramce, zapomniał z tego wszystkiego wyskoczyć do strzelającego główką przeciwnika.

Obsadzenie bramki przed turniejem było również tematem rozmów z gatunku programu „Uwaga” czy „nie do wiary.” Do wyboru był nie grający od roku czasu weteran Eiji Kawashima (jego wtopy z mundialu są raczej każdemu znane) Ryosuke Kojima weteran młodzieżówki, ale nie grający w Oicie Trinita lub Keisuke Osako mogący poszczycić się 14 meczami w zawodowej karierze jednak zawodzącym na poziome reprezentacyjnym. Przypomnę tylko, że bramkarz Sanfrecce puścił 4 piękne bramki z Polską w niedawnym meczu towarzyskim kadr U20.
Moriyasu postawił na Osako i tradycji stało się zadość, debiutant puścił 4 bramki znów stawiając pod znakiem zapytania jego przydatność zarówno do dorosłej kadry jak olimpijskiej.

Gorzko słodki zaliczył również występ Takefusa Kubo – 18 -latka którego transfer do Realu Madryt był tematem numero uno ostatnich tygodni.  Prócz tekstów, po których człowiek rzyga różową tęczą, każdy kto śledzi od początku jego karierę ma świadomość jego ogromnych braków w grze na seniorskim poziomie. Chilijczycy obnażyli je co do jednego.
Dopóki Real Madryt nie będzie w stanie nauczyć go jak skutecznie rywalizować w defensywie z „dorosłymi” dopóty każda drużyna z nim w składzie będzie się czuła jakby w ataku grali w 12 ale w obronie w 10,5.
Miał przebłyski geniuszu, lecz nadal brakuje mu siły fizycznej, zmysłu gry obronnej, oraz mentalności lidera i zabójcy aby móc sprostać światowej klasy rywalom.
Prócz myków, przy których można się rozpływać przy licznych kompilacjach Kubo z tego meczu – zaliczył multum strat po których Chilijczycy ruszali do kontry, nieprzemyślanych podań wprost do rywala czy w powietrze.  Zanim postawi się mu pomnik przed dwudziestką, lepiej polać chłopakowi kubeł zimnej wody – ponieważ trenerzy Madryckiej młodzieżówki już zacierają ręce do roboty w celu przygotowania go do gry na najwyższym światowym poziomie. Na całe szczęście w jego wieku i z wsparciem trenerów reprezentacji i Realu – z czasem będzie coraz lepszy.

Jak wyglądał sam mecz ?

Lepsza gra niż wynik – Japonia atakowała, grała odważnie pokazując swój samurajski charakter miała gdzieś, że przed nimi stają „Vidale, Medele i inne gwiazdy.
Jednak cały mecz można było skwitować określeniem dzieci skakały fikały, a jak dorośli strzelili plaskacza to aż kredki z tornistrów wyleciały.
Azjaci mieli momenty, przebłyski jednak doświadczenie, skuteczność i łaska grania ze sobą latami dała Chilijczykom wyraźne zwycięstwo 4-0.
Wynik mocno zakłamujący przebieg gry, ponieważ uczciwym rezultatem tutaj byłoby 2-1 dla ekipy Le Roja.  Kubo choć utylizowany skutecznie przez większość meczu, to miał parę akcji które powinny przynieść bramkę. Sam zmarnował jedną, jednak to raczej typ Omara Abulrahmann czyli mistrza asyst niż killera a’la Griezmann. Otoczony lepszym towarzystwem mógłby zakończyć spotkanie przynajmniej z jedną asystą a on sam odnalazłby dla siebie więcej swobody.

W drugiej połowie wprowadzenie Abe, Miyoshiegi oraz Okazakiego polepszyło jakość ofensywnych poczynań – jednak 0 zostawało nadal na koncie Samurai Blue a El equipo de todos co pewien czas zabijali mecz sadystyczną skutecznością.

Po meczu widzowie czuli się jak na kacu – niby oglądało się Japońską młodzież grającą ładnie dla oka co rusz pokazując doświadczonym rywalom, że mogą robić z nimi co chcą, ale wynik, idący w świat pokazał ich miejsce w szeregu.
Dość powiedzieć, że Japonia oddała tylko jeden strzał mniej w światło bramki niż Chile – byli również tylko o 2% gorsi w posiadaniu piłki (49 do 51).

Była to jednak lekcja którą Japończycy wykorzystają w kolejnej potyczce.

 

Co by było gdyby ? Czyli Katar w świecie alternatywnym.
Katar 0 – Kolumbia 1

W komiksowym świecie Marvela od 1977 roku wydawana jest seria „What If?” czyli traktujące o alternatywnej historii wydarzeń lub zmieniające rolę bohaterów w czołowych historiach.
Udziałem takiej serii stali się piłkarze Kataru.

Pamiętacie jak reprezentacja z Zatoki Perskiej potrafiła oddając 2 strzały wygrać np. z Koreą Południową wytrzymując ich huraganowe ataki ? Jak wygrali finał Pucharu Azji barykadując we własnym polu karnym przed Japonią a sami trafiali wszystko co tylko wypluwali w stronę bramki samurajów ?

A co by było gdyby tą świetną obronę arabów pozbawić szczęścia i wbrew doskonałej dyscyplinie taktycznej coś wleciało do siatki? Co by było gdyby wypracowane akcje nie kończyły się tak skutecznie jak w szczęśliwym Pucharze Azji ?

Na te pytania można sobie odpowiedzieć podczas meczu Kataru z Kolumbią.
Przez 99% czasu gry Katar grał w swoim stylu (odwrotnie do tego co widzieliśmy z Paragwajem) czyli szczelna obrona, asekuracja w każdym miejsc 2-3 zawodników, jeśli Kolumbia oddawała jakieś strzały to tylko z niewygodnych pozycji, które wyłapywał bezproblemowo najlepszy bramkarz Pucharu Azji Saad Al Sheeb.
Prócz doskonale dysponowanego golkipera niezastąpiony w przeszkadzaniu, zwalnianiu i po prostu w wkur….. przeciwnika był Katarski Makelele czyli Assim Madipo.
Kiedy wydawało się, że Kolumbia może się wić jak węgorz ale nic tu nie zdziała,  piłkarze z Ameryki Południowej zapodali śmiercionośny cios w 86 minucie meczu.
James Rodriguez, który przez cały mecz był skutecznie eliminowany przez koalicję defensywnych pomocników i bocznych obrońców Kataru puścił piłkę gdzie 3 napastników Kolumbii spotkało się z „zaledwie” 3 obrońcami. Chwila zawahania, kto ma kogo przejąć i „JEB z dzidy” całe Doha w szoku po główce Zapaty.
15536049w.1000x600.jpg

To co nie udało się drużynom, które gnębiły ostatnio Kolumbię czyli Korei Południowej i Japonii podziałało przeciwko ich pogromcy.

Katar miał w końcówce jeszcze parę dobrych okazji do wyrównania ale „wyżarli już całą paczkę ze szczęściem i fuksami” w Emiratach Arabskich podczas Pucharu Azji.

Szkoda, ponieważ wbrew pozorom mówię to jako analityk taktyczny, była to wielka przyjemność oglądać tak dobrze poukładaną drużynę przez piłkarskiego Kasparowa – Felixa Sancheza.
Mając zespół o dwie półki gorszy jakościowo – przegrał nieznacznie – a był bliski kolejnemu gigantowi wyrwać punkty.

 

Duch Samuraja 
Japonia 2-2 Urugwaj

Przed spotkaniem większość osób mówiło o sromotnej porażce Japonii sugerując się pierwszą kolejką, w której to Urugwaj zdewastował Ekwador, a goście z Azji sami zostali zmasakrowani przez Chilijczyków.
Jednak jak wcześniej pisałem wynik z „czerwonymi” był wielkim przekłamaniem, 4-0 to rezultat, który poszedł w świat, ale nieśmiało stawiający pierwsze kroki w dorosłej piłce Japończycy grali ładnie dla oka, odważnie, lecz nieskutecznie w finałowych etapach akcji.

Więc…

Hajime Moriyasu wymienił 6 zawodników w porównaniu z pierwszym spotkaniem eliminując skutecznie zarówno braki defensywne jak i ofensywne.
Na placu pojawili się Okazaki, Kawashima, Abe, Miyoshi, Iwata, Itakura.

Okazaki Miyoshi.jpg

Shinji Okazaki oraz Eiji Kawashima.
Weterani bez formy byli zdecydowanie lepsi niż młodzi bez umiejętności – Osako oraz Ueda.
Oka-Chan to trzeci najlepszy strzelec Japonii w historii, od 9 lat gra z sukcesami w Europie, był współautorem pierwszego mistrzostwa Leicester City oraz uczestnikiem 3 MŚ.
Nawet po najgorszym sezonie w swojej zawodowej karierze wciąga nosem konkurencje do napadu we własnym kraju.
To jak się porusza bez piłki, ile miejsca kreuje swoim kolegom tworząc wieczne zamieszanie w obronie rywali non-stop napierając na nich – to rzeczy, które są nie osiągalne przez resztę Japońskiego peletonu. Wielokrotnie odbierał piłkę doświadczonym gwiazdom Urugwajskiej obrony, i jego słynna w Anglii gra na „wabika” przyczyniła się do strzelenia obydwu bramek dla Nipponu.
Mnóstwo małych i dużych smaczków, które pomogły osiągnąć pozytywny wynik.

Kawashima to bramkarz już bardziej zasłużony napinający pierś po medale za poprzednie „wojny” niż potrzebny obecnej kadrze. Na mundialu 2018 tyle samo razy uratował kadrę od utraty bramki co sam ją sprokurował.
86 spotkań w kadrze oraz 9 lat w Europie obnażyły przepaść pomiędzy nim a bramkarzem Osako z poprzedniego meczu.
Cała linia obrony funkcjonowała duuuuużo lepiej z tak doświadczonym generałem za plecami. Eijiemu „hapa” się nie zamykała dając młodzianom cały czas cenne instrukcje.
Co stało się tradycją zaliczył jedną wtopę w rozegraniu, ale też wybronił parę strzałów,po których komentatorzy krzyczeli już przedwcześnie „Gol!”

2. Ko Itakura – rosły mierzący 184 cm defensywny pomocnik (zazwyczaj środkowy obrońca ale Moriyasu miał inny pomysł), którego latami brakowało w kadrze. KO albo racze K.O – znokautował parokrotnie swoich rywali zaznaczając obecność siły fizycznej wśród samurajów. Nie był efektowny, lecz efektywny, wielokrotnie przerywał akcję Urugwajczyków zarówno na ziemi jak i w powietrzu.
Dzięki niemu, więcej swobody w rozgrywaniu miał drugi z defensywnych pomocników Gaku Shibasaki asystent przy bramce numer jeden.

Ko Itakura.jpg

3. Abe & Miyoshi – dwa obunożne przecinaki mogące grać po obu stronach boiska, wspierających Nakajimę w tworzeniu chaosu. Obaj z przeszłością na innych pozycjach pokazali to czego niestety brakuje nadal Kubo. Czucie stref, positioning oraz harówa na całej długości boiska. Miyoshi tzw. wieczny reprezentant od U16 przez U23 po dzisiejszą dorosłą kadrę zaliczył dublet. Nie dzięki bajecznej technice a swojemu niesamowitemu IQ. Szykowany niegdyś na następcę Kengo Nakamury piłkarz grywał na każdej pozycji w drugiej linii i ataku – to czucie każdego skrawka murawy przydało się w ustrzeleniu dubletu.

Japonia pozbawiona dziewiczych błędów poprzedniego spotkania  dwukrotnie obejmowała prowadzenie i dwukrotnie je traciła. Co potwierdza tezę, iż Japończycy potrafią atakować i utrzymywać tempo gry jednak obrona wyniku to ich pięta Achillesowa (Belgia 3-2 Japonia).
Nie będę opisywał wydarzeń boiskowych, mecz był piłkarskim świętem – 23 strzały obu zespołów mnóstwo indywidualnych popisów.
Proponuje nawet neutralnym miłośnikom piłki nożnej pooglądać w całości to spotkanie.

Moriyasu przy odrobinie dobrej woli mógł mecz wygrać, jednak za podmęczonego Abe zamiast wprowadzić atletów jak Daizen Maeda czy Taishi Matsumoto wpuścił studenta Hayase Uede oraz Takafuso Kubo.
Ueda pokazał kolejny raz, że zabawa w dorosły futbol to jeszcze nie ten czas, Kubo z kolei przez 13 minut swojego pobytu na boisku zaliczył „AŻ” jeden kontakt z piłką i to zakończony stratą.
Jedyna sensowna zmiana to wprowadzenie Tatsuty mierzącego 189 cm, prawego obrońcy pomagającemu odeprzeć powietrzne ataki Urusów.

Resztę, proponuje zobaczyć na wideo.
Jednym słowem – Japońska młodzieżówka wzmocniona 3-4 weteranami zremisowała z potęgą Ameryki Południowej.

Cały mecz – naprawdę warto pooglądać:

 

Przewaga talentu nad taktyką.
Katar 0-2 Argentyna

Hiszpański trener Kataru to prawdziwy mistrz jeżeli chodzi o niwelowanie wad własnego zespołu kosztem rywala. Dzięki zrobieniu czegoś niewykonalnego czyli nauczeniu Arabskich piłkarzy dyscypliny taktycznej sięgnął po Puchar Azji.
Wygrywał mecz żelazną obroną i skutecznością swoich piłkarzy którzy na  „3 oddane strzały potrafili strzelić 4 bramki.”
Niefortunnie w ostatniej kolejce przyszło mu się zmierzyć z mega wpienioną Argentyną, która mając zaledwie punkt po 2 kolejkach musiała tutaj jechać 90 minut na 3 biegu aby mieć szansę na awans.

Mając w swoim składzie takich „Anonimów jak Messi, Aguero, Dybala i cała reszta X-Manów, Katar miał za dużo zawodników mogących zrobić coś nieszablonowego, jedynego w swoim rodzaju czego nie można się nauczyć w szkółce Aspire Academy.

W swoim standardzie pokazali solidną obronę nawet przeciwko Argentynie, tyle że cały czas musieli wszystkie swoje siły poświęcać na destrukcję cofając się nawet w 10- tkę aby któryś z magików nie przedarł się akcją indywidualną.
Na domiar złego brakowało lidera obrony  Abdelkarim Hassana – lewego obrońcy, który w poprzednich dwóch meczach zachwycał obserwatorów.

201962492955_Arg-Copa_thumb.JPG

Katar odgryzał się mając klasycznie dla nich – 3-4 sytuacje strzeleckie, które przy odrobinie szczęścia mogły zakończyć się bramką.  Obydwie bramki Argentyny to po prostu indywidualne popisy ogromnych talentów forsujące tezę, że żelazną dyscypliną taktyczną przezwyciężysz wszystko.
Zasłużone zwycięstwo Argentyny i najsłabszy mecz Kataru w turnieju.

 

Bez instynktu zabójcy, bez lidera, bez wyjścia z grupy.
Japonia 1-1 Ekwador

Mówi się nie zmieniaj zwycięskiego składu – widocznie Hajime Moriyasu wziął to hasło dosłownie i nie brał pod uwagę efektownego remisu z Urugwajem wracając do ustawienia z Takafuso Kubo.

Fakt, faktem był to najlepszy mecz 18- latka w kadrze i widać, że z spotkania na spotkanie nabiera odpowiedniej pewności siebie.

Jednak dobrze funkcjonujące tryby z poprzedniej potyczki zostały rozregulowane.
Kubo zaliczał znów mnóstwo strat, ale taka rola rozgrywającego chcącego odważnymi podaniami napędzić zespół. Klepaniem piłki do kolegi oddalonego metr od Ciebie nie zwyciężysz.
Podania lub dryblingi, które mu wychodziły były przydatne dla teamu, jednak nie dość, że koledzy (czytaj. Ueda qrna MAĆ ! oraz Maeda) nie potrafili wykorzystać starań byłego już zawodnika FC Tokyo to jeszcze doszedł fakt, że w defensywie Kubo to nie Dirk Kuijt,  Wayne Rooney czy Gylfi Sigurdsson czyli ofensywny zawodnik z dobrym odbiorem.

Jeśli chcesz pograć Kubo już dziś na poziomie reprezentacyjnym to musisz liczyć się z dodatkowym zawodnikiem do walki wręcz w środku pola.

Ta równowaga została zachwiana, ale to już nie wina samego zawodnika.

W pierwszej połowie Japonia grała naprawdę dobrze, wydawało się, że wygrana będzie tutaj tylko kwestią czasu.  Shinji Okazaki świetnie współpracował z trójką śmigaczy Kubo, Nakajima, Miyoshi i znów robił grom mało widocznej, lecz przydatnej roboty.
Nawet bramka na 1-0 dla Japonii autorstwa Nakajimy to również w dużej mierze jego zasługa.

Dobre złego początki.

Po bramce na 1-1 dla Ekwadoru, przy której Japończycy popełnili wszelkie możliwe „fuckupy” (złe ustawienie, odpuszczenie pressingu przedniej formacji, zła asekuracja etc.)  Ekwador nabrał wiatru w żagle, a Azjaci grali jakby wszystko mieli pod kontrolą. Nie mieli!

Hajime Moriyasu wpierw strzelił sobie w stopę i zdjął Okazakiego jedynego napastnika w kadrze na Copa, który wykonywał coś pożytecznego dla drużyny i wpuścił…AYASE UEDE!
Tak chłopaka, którego trema zjada do tego stopnia, że nie może w całym turnieju pomimo starań całej drużyny oddać jednego celnego strzału w światło bramki.

Wiedząc, że potrzebują 3 punktów by wyjść z grupy Moriyasu zdjął trzeciego najlepszego strzelca w historii reprezentacji, strzelca 110 bramek w Europie i J.League, 50 w kadrze (przeciwko np. Kolumbii, Włochom, Danii, Belgi etc.) już w 66 minucie zastępując piłkarzem Uniwersyteckim, któremu trema wiązała na tym turnieju nogi.
W gwoli wyjaśnienia , nie umniejszam lidze Uniwersyteckiej w Japonii, która obok Koreańskiej oraz Amerykańskiej jest najlepsza na świecie i jest dźwignią rozwoju piłkarzy w Japonii.  Zdroworozsądkowo jednak trzeba pomyśleć, co się dzieje w mózgownicy studenta przeskakującego z poziomu piłki Uniwersyteckiej wprost na decydujący o awansie z grupy mecz.

Kolejnym zbawcą miał być Daizen Maeda, piłkarz, który w 8 spotkania reprezentacji U23 strzelił grając, jako napastnik …jedną bramkę w meczu z Pakistanem.  W obecnym sezonie J.League zaliczył 1 trafienie w 15 kolejkach.

Obaj panowie w końcówce meczu spartolili podania Kubo w tak piękny sposób, że zostaną one wpisane do podręczników dla młodych adeptów futbolu.
Nic więc dziwnego, że jeśli podania umożliwiające spotkanie się 1 na 1 z bramkarzem nie dały rezultatu, to Kubo i Nakajima próbowali w końcówce już samemu coś zdziałać bez angażowania dwóch pseudo napastników.

Skończyło się na nieuznanym golu po metrowym spalonym Takefusy Kubo, którego „Pan VAR” szybko anulował.

Kubo 1.jpg

Najbardziej kontrowersyjny i martwiący był fakt, że w drugich 45 minutach nie było lidera w drużynie, który by krzyknął jak za dawnych czasów Hide Nakata, Tsuneyasu Miyamoto, Tulio Tanaka, Keisuke Honda czy Shunsuke Nakamura – DO ATAKU!
Nie było gościa, który by podskakiwał z wściekłością wołając o piłkę.
Zachowania przejawiane np. przez Ritsu Doana na MŚ U20 w 2017 roku, co daje nadzieję na Olimpiadzie w 2020 ponieważ wiemy już od 3 lat, że popularny „Rysiu” szykowany jest do roli lidera tej drużyny.

Wszystko było od 45 do 95 minuty rozgrywane w tempie jednostajnie spokojnym, cały czas mówiącym widzom – „nie martwcie się zaraz wykombinujemy gola”.
Ten, nadmierny spokój był wręcz irytujący, ponieważ Ekwador był ewidentnie w zasięgu Japonii.  Nawet kadra „C” Nipponu była na tym samy poziomie, jak i nie wyższym, co można było wykorzystać i spokojnie przejść do dalszej fazy turnieju.
Przypomniały się najgorsze piłkarskie koszmary Japonii, (jak Belgia – Japonia z MŚ 2018, Japonia – Paragwaj 2010 czy Cerezo Osaka 2018 w LM), kiedy to samurajowie na własne życzenie wykonywali sepuku swoimi błędnymi decyzjami.

Anemiczne 1-1 po heroicznym 2-2 z Urugwajem – to jak wyjść z kina gdzie oglądało się film Oscarowy i pooglądać odcinek Klanu.  Japonia odpadła z turnieju pozostawiając kibiców w poczuciu niesmaku i rozczarowania.  Ale o tym w podsumowaniu.

Podsumowanie „Azjatyckiego COPA”

Oba zespoły przyjechały na lekcję przetestować swoich chłopaków w starciu z tytanami Południowo-Amerykańskiego futbolu.
Problem polegał jednak na tym, że wraz z pokazaniem już od pierwszej kolejki, że diabeł nie jest taki straszny – rozochocili swoich fanów.

Obie kadry miały realną szansę wyjść z grupy do ostatniej kolejki.  Mimo odpadnięcia z turnieju, nikt nie powie, że odstawali poziomem od reszty wesołej gromadki.
Felix Sanchez po raz kolejny pokazał, że jest wstanie wymodzić coś w swojej łepetynie na każdego rywala, a cienka granica pomiędzy szczęściem a pechem dzieli go od tego czy będą z tego punkty.
Z pewnością brakuje im tego samego, co młodzieżówce, która była w Polsce – klasycznej dziewiątki.
Choć mają super duet Almoez Ali, Akram Afif najlepszy na Pucharze Azji bez dwóch zdań, to jednak są to idealni piłkarze na kontry, kiedy Katar gra defensywnie.
Kiedy przegrywasz w 85 minucie a rywal stoi w polu karnym w dziewięciu, to ma w czterech literach twoich super szybkich śmigaczy.
Poza tym mankamentem, to widzimy, że jest to zespół mogący rywalizować z najlepszymi i śmiało mogę powiedzieć, że dołączył już do Azjatyckiej czołówki.
Parę korekt, kontynuować bez załamywania się potyczki z lepszymi od siebie i wyjście z grupy na MŚ 2022 będzie osiągalne.

Japonia zrobiła wszystkim na złość i wręcz bawiła się z opinią publiczną.
Wpierw zapowiedzieli, że chcą tylko przyjechać uformować kadrę U23 i rozpocząć selekcję nowego pokolenia Samurajów.
Każdy spodziewał się sromotnych batów biorąc pod uwagę obecność  17 debiutantów !

Po meczu z Chile niby tego zaznaliśmy, jednak wiedzieliśmy, że gra była dużo lepsza od wyniku, co potwierdził fantastyczny mecz z 15 krotnym mistrzem Copa America.
Dali uwierzyć wszystkim, że głębia młodzieży Japońskiej jest tak ogromną, że utopi jeszcze nie jednego rywala.  Jednak na własne życzenie, na luzie i bez emocji spuścili z tonu w ostatnim meczu.

Wiemy jednak parę rzeczy po tych 3 meczach – kadra niebieskich samurajów będzie przygotowana perfekcyjnie na Japońską Olimpiadę.
Zawodnicy tacy jak Takefusa Kubo, Koji Miyoshi, Hiroki Abe, Daiki Sugioka czy Ko Itakura będą jeszcze bohaterami nie jednego ekscytującego spotkania.

Nawet chłopcy, na których dziś psioczę jak Hayase Ueda czy Daizen Maeda powinni okrzepnąć i do czasu Olimpiady, a ich umiejętności wzrosną parokrotnie.
Ueda nie ma co się dziś załamywać, ostatni zawodnik, który zagrał w kadrze będąc piłkarzem Uniwersyteckim był między innymi Kensuke Nagai chłopak który po swoim debiucie w 2010 roku zniknął całkowicie z radarów nawet Japońskich dziennikarzy, aby powrócić w wielkim stylu zamiatając Hiszpanię na Olimpiadzie w 2012 roku (1-0 dla Nipponu) i zdobywając 4 miejsce w turnieju.

Federacja Japońska zafundowała im szkoleniowy camp, o którym młodzieńcy z drużyn przeciwnych mogą sobie tylko pomarzyć.
Ilu 18-latków ma szansę w ciągu tygodnia zagrać przeciwko Vidalovi, Suarezowi i Antonio Valencii?
Japonia również puściła sygnał do całego świata mówiący o ich doskonałym szkoleniu młodzieży,  wzięli paczkę młodzików, którzy nie radzili sobie nawet w Azji zbyt dobrze,  odpowiednio ustawili, zmotywowali i przeciwko „dorosłym” stają w szranki jak równy z równym.
To prawdziwie budujące dla każdego młodego adepta piłki nożnej w Azji.

Teraz tylko obserwować jak ta utalentowana młodzież będzie tylko lepsza i lepsza.
Azja Gola mocno w to wierzy i wie, że to, co najlepsze w ich wydaniu jeszcze przed nami.
Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski