11 czerwca 2019 roku w Lublinie została napisana najpiękniejsza karta w historii Południowokoreańskiej piłki.
Korea Południowa awansowała do finału Mistrzostw Świata U20.
Żadna męska ekipa niezależnie od kategorii wiekowej nigdy nie awansowała do finału turnieju organizowanego z pod szyldu FIFA.

Yep, Koreańczycy zawsze kojarzyli Polskę z szczęściem w piłce nożnej – dla nich „Poland” – równa się pierwsze zwycięstwo na mistrzostwach świata początkujące szał na piłkę w tym kraju.
Większość historii piłkarskich fanów w Korei zaczyna się od wspomnienia meczu z 2002 roku, po którym zaczęto Polskę traktować niczym szczęśliwy talizman.
Do końca nieszczęśliwego turnieju Koreańczycy kibicowali z całego serducha Polaków i znane są historie chłopaków, którzy do dziś śledzą losy piłkarzy z orzełkiem, „bo są dla nas szczególni.”

Wiecie co ? Opłaciło się czarować rzeczywistość i wierzyć w szczęśliwy jinx.

Polska ziemia, Polski mundial i znów nasz kraj będzie szczególny dla każdego fana piłki kopanej w tym sympatycznym kraju.

Miałem szczęście uczestniczyć w tym szczęśliwym dniu, przeżyć historię i poczuć pozytywną energię z niej płynącą.

Zapraszam.

Na mecz pojechałem dzięki pomocy Adama Kotleszki , za co serdecznie dziękuje.
W EuroTrip zakończony Azjatycko – południowoamerykańsk potyczką wyruszyliśmy ekipą 3 osobową. Prócz mojej słoniowatej osoby, obecność zgłosili niebiesko krwiści miłośnicy nieobecnych już samurai blue – Vlad Terentiev piłkarz Polonii Przemyśl a prywatnie przyjaciel oraz redaktor Azja Gola Kamil Gala – nasz rubaszny i krnąbrny acz poczciwy i sympatyczny redaktor.

Już po przyjeździe do Lublina na samym parkingu spotkaliśmy przesympatyczną Koreańską rodzinę.
Uśmiechnięty dziadzio z babciusią ora synem łamiąc po raz kolejny stereotyp zamkniętych w sobie Azjatów szybko znaleźli z nami wspólny język.
Na wieść o tym, że kojarzę coś więcej niż tylko Lee Kang In’a plus wspominki o Yoon Bit Garamie czy Cho Jae-Jinie pierwsze lody szybko się przełamały.
64373493_450048919127810_6970865834193321984_n.jpg

Rodzinka towarzyszyła nam całą drogę na stadion umilając czas spaceru.

To, co było dla mnie nowością na ćwierćfinale stało się już standardem, czyli malowanie twarzy na barwy bojowe oraz stanowisko z szalikami były łatwo dostępne.
Sęk w tym, iż były to darmowe okolicznościowe szaliki firmy Hyundai – sponsora młodzieżowego mundiualu.  Fajny gest organizatorów – a co do szalika jak i rodzinki, z którą musieliśmy się rozdzielić z powodu inny sektorów na biletach jeszcze wrócimy.

Po wejściu na Arena Lublin przeszła nas gęsia skórka, wiedzieliśmy, że Korea nigdy nie doszła do finału – oczekiwaliśmy nieoczekiwanego.
Widząc, tylu przyjaznych i uśmiechniętych przybyszy z Azji, nie mieliśmy ochoty oglądać ich rozczarowania.  Obiektywnie patrząc mocna ekipa Ekwadoru zasłużyła w takiej samej mierze na szczęście, co i Korea – jednak w tamtym dniu wybaczcie – byliśmy po prostu kibicami „czerwonych diabłów.”

Zarówno przed jak i na samym stadionie okazało się oczywiście, iż nie jedynymi.

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Mecz z Ekwadorem zaczęliśmy w towarzystwie naszych poczciwych Polskich piwoszy, nasłuchując ciekawych rozmów o tym, że już u 3 mechaników nie można zrobić w dogodnej cenie rozrządu w golfie, „szwagier będzie wyjeżdżał za granice, bo tu dziadostwo” itd.
Chcąc w trakcie piłkarskiego święta czuć jego atmosferę postanowiliśmy z Vladem i Kamilem poszukać miejsca gdzie ludzie są zainteresowani meczem.

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Stadion wydawał się pełny więc ciężko było znaleźć coś dla siebie bliżej fanów jednej czy drugiej drużyny. Na ratunek przyszli „nie kontaktowi Azjaci.” /

Na korytarzach stadionowego baru spotkaliśmy Koreańczyka z towarzyszącej nam wcześniej pociesznej rodzinki.  Z poprawną angielszczyzną widząc nas krzyknął „Oh, here you are, we were looking after you. Come to us!

Nawet nie wiedział, jak się ucieszyliśmy za tak nie wymuszoną pomoc.
Ulokowani byli tuż nad ławką rezerwową obu drużyn, dzięki czemu  mogliśmy bawić się widokiem trenera Jeong Jeong-yonga.
Poczciwa babciusia ucieszyła się na nasz widok przebiła nam piętkę i zaczęliśmy czuć mecz na nowo w rytm Koreańskich przyśpiewek.

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


Sam półfinał był rozgrywany w szybkim tempie, neutralsi nie mogli narzekać na brak emocji.
Koreańczycy przeważali taktyczną dyscypliną, ich 5-3-2 wyśrubowane już do granic doskonałości sprawdzało się idealnie na utalentowanych technicznie Ekwadorczyków.
Mecz rozstrzygnęła jedna bramka piłkarza amator – studenta  Choi Juna z Yonsei University.
Lewy obrońca strzelił bramkę po przebłysku geniuszu Lee Kang-Ina rozgrywającego po raz 3 z rzędu genialne zawody.
Na wyróżnienie zasłużyli przede wszystkim Oh Se-Hun oraz bramkarz Lee Gwang-Gyeon.
Pierwszy z nich – „Zlatan” dla biednych wykonał tytaniczną pracę którą nie ujrzycie w meczowych skrótach.
Wygrał multum piłek na ziemi jak i w powietrzu, zastawiał piłkę na tyle długo iż reszta ekipy mogła doczłapać się do ataku, wywalczył wiele faulów na swojej zacnej personie oraz inicjował kontry.
Świetny występ zarówno w ataku jak i w obronie – jednak bez braku strzałów na bramkę dla większości Januszy był bezbroduktywny – wielki „g” prawda. Dla mnie MVP meczu.
Drugi wojownik to Lee Gwang-Gyeon – miłośnik kulturystyki i dawny prawy obrońca dziś święci sukcesy między słupkami Korei.
Przed turniejem narzekano, iż to najmniejszy bramkarz młodzieżówki od lat („ledwie” 184 cm) obecnie jest noszony na rękach zarówno przez sztab szkoleniowy jak i przez kibiców.  W końcówce spotkania zaliczył 3 interwencje ratujące awans do finału,  a o poprzednich wyczynach nawet się nie rozpisuje (rzuty karne, parady meczu etc.).

Co cieszy prócz indywidualnych laurek zespół powinien dostać nagrodę za całokształt, jako kolektyw, jeden dobrze zorganizowany organizm.
To nie zespól Lee Kang In jak to niektórzy próbują kreować, to nie ekipa

Skrót meczu poniżej.

 

W trakcie jak i po meczu byliśmy częścią wspaniałego dopingu Koreańczyków. Zabawne i budujące było oglądanie naszej pociesznej „babciusi” tańczącej i zdzierającej gardło wraz z młodzieżą. To jedna z wielu wspólnych cech dopingu Japończyków i Koreańczyków – nie zależnie od wieku – piłkarski mecz to wręcz festyn na którym wszyscy mają się bawić niezależnie od wieku i płci.
Jako że wielu Koreańczyków było rozdzielonych po różnych sektorach, to wzięli się na sposób i przy odśpiewaniu choćby Arirang (wpisanego jako niematerialne dziedzictwo UNESCO) padła komenda „fleshu” dzięki czemu setki przychylnych Taeguk Wariors fanów było wstanie pokazać swoją solidarność z drużyną.
Trzeba tam było być by poczuć to uczucie pozytywnej energii i wsparcia.

 

 

 

 


Po końcowy gwizdku, „szał pał.”
Dzika radość którą wielu zakończyło łzami radości i spływającego stresu.
Pierwszy raz od kiedy jestem na meczach Koreańczyków, chłopaki nie byli wstanie znaleść sobie miejsca by z kibicami po obcować (podpisać koszulki, porobić sobie selfie, etc.) Nie odmówili sobie jednak wspólnego tańca radości z kibicami oraz oblania dosłownie i w przenośni sukcesu swojego trenera Chung Jung-Yonga.

 

 

 

 

Po meczu zamieniliśmy parę słów z kreatorami kanału „Shoot for love” posiadającym ponad milion subskrybentów.  Chłopaki dzielnie podróżują za ekipą młodzików po całej Polsce – co łączy ich z Azja Gola.
Chłopaki bardzo szybko działają a ich relacja z meczu który odbył się na Arenie Lublin idealnie przedstawia emocje jakie nam towarzyszyły.
Pamiętacie darmowy szalik Hyundaia ? Jeden z kibiców Korei Południowej uznał że oryginalnych fantów z swojego kraju ma pod dostatkiem, więc sam zaproponował naszemu redaktorowi Kamilowi wymianę na szalik „Red Devils (pseudonim Korei).”

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po tym jak rozmawialiśmy z wieloma ciekawymi postaciami (jak choćby dziennikarz sportowy Koreańskiego tabloidu) niespodziankę zrobił nam…Adam Kotleszka – patron wszystkich X-Menów lubujących się w ligach i reprezentacjach z poza TOP 5.
Twórcę MLE oraz komentatora tegoż historycznego meczu zadzwonił z pytaniem czy przeżyliśmy ten iście zawałowy mecz.

fbtmdn
Nasza ekipa z Adamem Kotleszką

Sympatyczne gadu, gadu pod stadionem z Adamem i ledwo się pożegnaliśmy a już za winkla wyszedł nam kolejny Koreańczyk z Deague wersja 2.0. którego już wcześniej spotkaliśmy na stadionie.
Naprawdę trzeba będzie puścić totka – ponieważ drugi mecz z rzędu i drugi raz spotykamy ultrasa „błękitnych” na Polskiej ziemi to trzeba mieć szczęście.
Błyskotliwy student z Warszawy który tak jak nasz już zaprzyjaźniony Daegu Freak był bardzo rozmowny został przez nas odeskortowany w okolice jego noclegu.
Plan był taki aby podtrzymać tradycję z poprzedniej eskapady Azja Gola kiedy zagorzałego fana Daegu FC odwieźliśmy na lotnisko, jednak po 20 minutowym spacerze okazało się że…trasa się skończyła i po ptokach.

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nic jednak straconego, z obydwoma Panami z Daegu widzimy się w finale (już jesteśmy omówieni) tak samo jak i z czytelnikami Azja Gola.
Uświadczyliśmy historycznego wydarzenia – pierwsza Koreańska drużyna zaszła do finału turnieju FIFA. Czy będzie dublet i po raz pierwszy Koreańczycy wygrają jakiś finał w męskiej kopaninie?

Zobaczymy ?
Azja Gola zaprasza do trzymania kciuków.

Hwaiting Korea!