Zapraszamy na przegląd 12. kolejki J.League!  

 

Sanfrecce Hiroshima – Sagan Tosu

Big Arch Stadium, Hiroshima

Wszystko wskazuje na to, że trener Kim jest lekarstwem dla Saganu Tosu. Drugie zwycięstwo z rzędu i zdobycie Big Arch Stadium to z pewnością coś, co da piłkarzom z Kiusiu motywacyjny zastrzyk energii i wiarę w swoje możliwości. Nad Hiroshimą nie ma już sensu się pastwić. Podopieczni Hiroshiego Jofuku przegrali kolejny już mecz z rzędu i powoli tracą kontakt z czołówką.
Podsumowaniem dotychczasowego sezonu Hiroshimy jest decydująca bramka dla Saganu Tosu, którą w 86. minucie strzelił zawodnik Sanfrecce Salomonsson. Jak widać na podstawie dwóch ostatnich meczów, ekipie Tosu lepiej gra się bez Torresa na placu gry. Hiszpan pojawił się dziś na murawie, ale wszedł dopiero w doliczonym czasie.

Sanfrecce – Osako; Araki, Yoshino, Nogami; Shimizu (72′ Salomonsson), Matsumoto, Kawabe, Kashiwa; Notsuda (60′ Watari), Shibasaki (80′ Rhayner); Douglas Vieira

Tosu – Takaoka; Mitsumaru, Takahashi, Takahashi, Kobayashi; Cuenca, Harakawa, Fukuta, Matsuoka (70′ Anzai); Toyoda (90′ Torres), Jo (61′ Kanazaki)

 

Kawasaki Frontale – Nagoya Grampus

Kawasaki Todoroki Stadium.jpg

„Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Tym trzecim jest w tym przypadku FC Tokyo, które najwięcej korzysta na potknięciu obu swoich najgroźniejszych rywali.
Tuż przed przerwą Nagoya objęła zasłużone prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Mateus, który pokonał Junga fantastycznym strzałem z powietrza. Gospodarze długo nie potrafili odpowiedzieć na to trafienie, aż w końcu w 69. minucie wyrównał Damiao. Spotkanie było bardzo wyrównane i można spokojnie stwierdzić, iż remis jest wynikiem sprawiedliwym.

Frontale – Jung; Noborizato, Taniguchi, Jesiel, Mawatari; Tanaka (55′ Damiao), Oshima, Hasegawa, Nakamura (80′ Wakizaka), Abe (60′ Saito); Chinen

Nagoya – Langerak; Yoshida, Maruyama, Nakatani, Miyahara (81′ Soma); Schmidt, Yonemoto, Mateus (56′ Izumi), Hasegawa (84′ Maeda), Xavier; Jo

 

Urawa Red Diamonds – Shonan Bellmare

Stadion w Saitamie

Wielki mecz pod znakiem sędziowskiego skandalu. Shonan dokonało heroicznej remontady na jednym z najgorętszych stadionów w Japonii, ale zostało także w absurdalny sposób okradzione z ewidentnego gola.

Tak, w tej sytuacji arbiter nie dostrzegł gola i nakazał grać dalej. Pozostawimy to bez dalszego komentarza. Jednak tym, którzy zaraz będą snuć teorię o ustawionej lidze, przypominamy, że ostatecznie ten absurdalny błąd nie wpłynął na wynik spotkania, a arbiter prowadzący to spotkanie nie należy do najlepszych na świecie w swoim fachu. Urawa szybko objęła dwubramkowe prowadzenie, a do siatki trafiali Nagasawa Nabbout, dla którego było to pierwsze trafienie w barwach Reds. Shonan podrażnione i poirytowane niesprawiedliwością jaka je spotkała, postanowiło wykorzystać swoją złość i odwrócić wynik meczu. W 47. minucie bramkę kontaktową zdobył Kikuchi, który wykorzystał asystę Sugioki. W 79. minucie Kikuchi uderzył ponownie i gromadząc dublet doprowadził do wyrównania. W 94. minucie meczu, tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra, zwycięską bramkę dla Shonan Bellmare zdobył Yamane. Potężny wybuch radości zawodników, sztabu i kibiców Shonan to najlepsze czego mogliśmy doświadczyć po kradzieży jaka spotkała gości z Hiratsuki w pierwszej połowie.

Urawa – Nishikawa; Ogiwara, Suzuki, Abe, Iwanami, Ugajin; Kashiwagi, Shibato, Nagasawa (86′ Yuruki); Martinus (76′ Yamada), Nabbout (40′ Fabricio)

Shonan – Akimoto; Ono (46′ Kikuchi), Freire, Saka; Sugioka, Matsuda, Akino (63′ Noda), Yamane; Umesaki, Nakagawa (74′ Kobayashi); Yamasaki

 

FC Tokyo – Hokkaido Consadole Sapporo 

Ajinomoto Stadium Tokyo

Ależ wielkie jest FC Tokyo. Piąty z rzędu mecz z czystym kontem, 12. już mecz bez porażki i lider tabeli z sześcioma punktami przewagi nad drugim zespołem. FC Tokyo ma wszystko, aby przerwać ligową dominacją Kawasaki Frontale.
Tokyo już w pierwszej połowie powinno załatwić sprawę, ale było nieskuteczne i do przerwy nie oglądaliśmy bramek. Po przerwie gospodarze poważniej wzięli się za poszukiwania bramek i w 59. minucie wyszli na prowadzenie. Do siatki trafił młody obrońca Tokyo, Ryoya Ogawa, dla którego był to pierwszy ligowy gol w barwach Tokyo. Po bramce, „Gazownicy” oddali piłkę gościom i nastawili się na kontry. Była to bardzo trafiona decyzja, co pokazała bramka Takefusy Kubo z 69. minuty. 17-latek wykorzystał dobre podanie Diego Oliveiry i wpakował piłkę do siatki ustalając wynik tego meczu. Dla obserwowanego przez Real, Barce i PSG zawodnika był to drugi mecz z rzędu z golem. Piękny moment można było zaobserwować po meczu, kiedy to zawodnicy wraz z kibicami odśpiewali „You’ll never walk alone”.

Tokyo – Hayashi; Ogawa, Morishige, Jang, Muroya; Higashi, Hashimoto, Takahagi, Kubo (80′ Okazaki); Nagai (57′ Na Sang-ho), Diego Oliveira (90+1′ Yajima)

Sapporo – Gu; Fukumori, Kim, Shindo; Suga (75′ Nakano), Fukai, Miyazawa, Fernandes (80′ Shirai), Chanathip Songkrasin, Arano (79′ Kaneko); Suzuki

 

Jubilo Iwata – Vegalta Sendai

Yamaha stadium Iwata

Jubilo Iwata Krzysztofa Kamińskiego odnosi trzecie ligowe zwycięstwo i awansuje na 12. miejsce. Vegalta natomiast ponosi ósmą porażkę i wygląda na to, że zwycięstwo z Hiroshimą było tylko wypadkiem przy pracy.
Obie bramki padły w pierwszej części spotkania. Najpierw, w 19. minucie wynik otworzył Adailton, a w 34. minucie do siatki trafił Nakayama. Dobre zawody rozegrał bramkarz Vegalty Schmidt, dzięki któremu goście z Sendai nie stracili więcej bramek.

Jubilo – Kamiński; Shinzato, Oi, Takahashi; Ogawa, Yamada, Taguchi, Matsumoto; Araki (68′ Okubo), Adailton (77′ Rodrigues); Nakayama (89′ Ogawa)

Vegalta – Schmidt; Nagato, Tokida, Kim (46′ Oiwa), Hachisuka; Ishihara, Matsushita, Shiihashi, Yoshio (55′ Michibuchi); Ramon, Germain (63′ Nagasawa)

 

Yokohama F. Marinos – Vissel Kobe

Nissan Stadium

Kobe to najbogatszy zespół w lidze, którego zawodnicy zarabiają najwięcej. Pensja samego Iniesty mogłaby pokryć łączne wydatki na pensje wielu zespołów występujących w J.League i zajmujących zdecydowanie wyższe miejsca. To samo Kobe przegrywa swój 7. z rzędu ligowy mecz i nad ostatnim zespołem w tabeli ma już tylko jeden punkt przewagi. Teraz władze Kobe mogą na nowo rozpocząć swoją ulubioną zabawę, czyli zwalnianie i zatrudnianie kolejnych trenerów.
W 31. minucie wynik meczu otworzył Marcos Junior, który trafił do siatki po podaniu Endo. Prowadzenie gospodarzy podwoił w 67. minucie Tadanari Lee, który wykorzystał kolejne świetne dogranie Endo i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Ta akcja perfekcyjnie obnażyła absurdalną obronę Kobe. W 71. minucie na placu gry zameldował się były piłkarz Sapporo Koji Miyoshi. 22-letni Japończyk zaznaczył swoją obecność w najlepszy możliwy sposób. W 83. i 90. minucie pokonywał golkipera Visselu i zgromadził swój pierwszy dublet w barwach Marinos. Jedyną i honorową bramkę dla Kobe zdobył w 92. minucie Wellington.

Marinos – Park; Bunmatan, Hatanaka, Martins, Wada; Ogihara, Kida, Junior (80′ Amano); Endo, Junio (63′ Tadanari Lee), Nakagawa (71′ Miyoshi)

Kobe – Kim; Hashimoto (64′ Ogawa), Miya, Dankler, Osaki (80′ Watanabe); Tanaka (71′ Samper), Yamaguchi, Mita, Nishi; Villa, Wellington

 

Kashima Antlers – Matsumoto Yamaga 

Kashima Stadium

Manita w Kashimie! Antlers nie pozostawili obecnemu mistrzowi J2 złudzeń i aplikując im aż pięć bramek odnieśli swoje 7. zwycięstwo w tym sezonie. Matsumoto ma już tylko 2 punkty przewagi nad strefą spadkową i musi zacząć regularnie punktować.
Wielkie strzelanie rozpoczął w 25. minucie Leo Silva, który delikatnie zabawił się z obroną Yamagi i umieścił piłkę w pustej bramce. W 47. minucie było już 2-0, a na listę strzelców wpisał się Ryohei Shirasaki, dla którego był to pierwszy gol w koszulce Kashimy Antlers. 7 minut później pięknym uderzeniem popisał się Serginho i było już praktycznie po meczu. Gospodarzom to jednak nie wystarczało i w 65. minucie swoje drugie trafienie zanotował Shirasaki, a w 83. minucie do siatki trafił Nakamura. Kashima napina więc mięśnie przed Ligą Mistrzów.

Kashima – Kwon; Anzai, Inukai, Jung, Nagaki; Shirasaki, Leandro, Silva, Misao (62′ Yamamoto); Serginho (83′ Ito), Doi (72′ Nakamura)

Yamaga – Morita; Hashiuchi, Iida, Imai; Maeda (67′ Nagai), Nakami, Miyasaka, Paulinho (59′ Machida), Tanaka; Leandro Pereira (83′ Takasaki), Sugimoto

 

Oita Trinita – Shimizu S-Pulse

Oita_Stadium

Oita, która jest drugim zespołem pod względem straconych bramek tylko remisuje z ostatnim w tabeli S-Pulse. Gracze z Kiusiu mieli szansę wyprzedzić Nagoyę i odskoczyć od Kawasaki, ale remis nieco pokrzyżował im plany. Dla Shimizu z kolei, punkt wywieziony z Oita Stadium jest całkiem dobrym wynikiem.
To goście jako pierwsi trafili do siatki, a uczynił to Douglas, który w 34. minucie wykorzystał rzut karny. Oita wyrównała niemal od razu po zmianie stron, bo już w 47. minucie bramkarza S-Pulse pokonał wychowanek Oity, Tomoki Iwata.

Oita – Takagi; Takahata (38′ Misao), Iwata, Suzuki; Hasegawa, Hoshi (65′ Puangchan), Matsumoto, Shimakawa; Onaiwu, Kozuka (90′ Shoji), Fujimoto

Shimizu – Nishibe; Matsubara, Futami, Hwang, Tatsuta; Nakamura (62′ Nishizawa), Kaneko, Takeuchi, Musaka; Douglas (90+1′ Chong Tae-se), Kitagawa (79′ Iida)

 

Gamba Osaka – Cerezo Osaka

Municipal_Suita_Stadium

Pierwsze Derby Osaki w erze Reiwa dla Gamby! Dzięki tej wygranej, podopieczni trenera Miyamoto opuszczają strefę spadkową i doskakują do Cerezo na 3 punkty.
Oba zespoły miały doskonałe sytuacje do zdobycia bramki, ale w ten pogodny wieczór w Osace zobaczyliśmy tylko jednego gola. Jego autorem był Kurata, który pięknym uderzeniem pokonał bramkarza rywali.

Gamba – Higashiguchi; Fukuda, Takao, Suganuma, Miura; Takae (68′ Meshino), Yajima (81′ Endo), Kurata (73′ Konno), Onose; Hwang Ui-jo, Ademilson

Cerezo – Kim; Jonjić, Maruhashi, Kimoto, Matsuda; Okuno, Kiyotake, Mizunuma (79′ Tanaka), Fujita (70′ Kakitani); Mendes, Takagi (50′ Souza)

 

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM