Filmowa historia od zera do bohatera. Mający 29 lat piłkarz grający swój pierwszy sezon w J.League (rok temu debiutował w J2, a wcześniej borykał się na półzawodowych kontraktach w JFL czy J3) zdobywa nagrodę MVP Marca 2019 J.League.
Noriaki odznacza się w tym sezonie niesamowitą skutecznością zdobywając 6 bramek oddając zaledwie 14 strzałów. Wymusił również jednego samobója, którego wielu liczy mu, jako asystę lub bramkę.

Fujimoto daję tysiącom piłkarzy w całej Japonii nadzieję, iż nawet tułając się do późnego wieku po zapomnianych przez Boga piłkarskich zakątkach, walcząc odpowiednio długo los może zrekompensować wysiłek.
Wielu uprawiających tą dyscyplinę sportu amatorów lub dorabiających na drugim etacie piłkarzy lig regionalnych za swojego herosa nie uważa Shinji Kagawę czy Keisuke Hondę – tylko Noriakiego Fujimoto.

Fujimoto, kiedy przychodził rok temu do Oity był anonimem, a jego wyczyny w JFL czy J3 nie robiły nawet na własnych kibicach wrażenia. Wielu podejrzewało uszkodzenie mózgu, kiedy to trener Tomohiro Katanosaka przydzielił 29 latkowi numer 10 na koszulce.
Do czerwca 2018 uważano go za smutny żart włodarzy klubu, piłkarz nie grał i nawet nie był brany pod uwagę przy dobieraniu meczowej osiemnastki.
Jednak, gdy zaczął już strzelanie 6 czerwca 2018 (w ostatnich 23 meczach 11 goli i 4 asysty) zatkał usta kasztanom oceniającym piłkarzy tylko przez CV i walnie przyczynił się do powrotu Oity Trinta do J.League.
Kiedy klub po 6 latach awansował do pierwszej ligi dziennikarze przed meczami przypominali historie 29 letniego debiutanta bardziej, jako ciekawostkę niżeli zapowiedź przyszłej gwiazdy sezonu.

Nikt o zdrowych zmysłach (prócz AzjaGola, co przewidywaliśmy w artykule  Człowiek znikąd) nie przypuszczał, iż urodzony w Osace grajek w ogóle nie poczuje przeskoku poziomów z J2 na J.League.
Wbił się w ligę niczym taran rozstawiając sobie rywali po kątach.
Grając na pozycji jedynego wysuniętego napastnika pomógł beniaminkowi zająć 3 miejsce po 7 kolejkach.

Fani Oity nie pamiętają takiej pozycji w tabeli od czasów, kiedy w ich zespole grał Hiroshi Kyotake, Akihiro Ienaga, Mu Kanazaki, Shusaku Nishikawa czy Daiki Takamatsu.
Co zabawne ma ogromną szansę dostać się do 11 sezonu J.League a uhonorowanie dobrej postawy mogłoby być powołanie do reprezentacji Niebieskich Samurajów.
Jeśli doszłoby do tego – Japończycy mogliby się pochwalić historią w stylu American Dream w własnej wersji (mieliby swojego Grzegorza Piechnę).

Redakcja Azja Gola trzyma kciuki, aby historia walczaka z piłkarskich peryferii zawstydzającego gwiazdy za miliony trwała nadal.

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski