Gdy ludzie słyszą nazwisko „Kazuyoshi Miura„, kojarzą je z najstarszym czynnym piłkarzem na świecie, który coś tam, gdzieś tam gra. Kazuyoshi Miura znaczy coś zdecydowanie więcej. To żywa legenda i symbol. Symbol, który przez lata był wzorem i nadzieją dla Japońskich zawodników, marzących o wielkiej karierze i wyjeździe za granicę. Pierwsze lody przełamał w 1977. roku Yasuhito Okudera, który został pierwszym profesjonalnym Japońskim piłkarzem, kiedy to dołączył do niemieckiego FC Köln. Parę lat później, Kazu przeszedł do historii i został pierwszym Japończykiem w Serie A.

Kazu we Włoszech
Kazu w Genoi – sezon 1994/1995

Kazuyoshi Miura to także symbol rozkwitu J.League i piłkarski symbol ery Heisei (okres od 1989 do kwietnia 2019 – panowanie cesarza Akihito).

Kazu Miura kibica

Początki Miury nie były usłane różami. W czasach, gdy zaczynał przygodę z futbolem, piłka w Japonii nie stała na wysokim poziomie. Kluby reprezentujące poszczególne korporacje grały na zaniedbanych boiskach, a interesowała się nimi zaledwie garstka ludzi. W 1982. roku Kazuyoshi Miura opuścił liceum do którego uczęszczał (Shizuoka Gakuen High School) i… poleciał do Brazylii, gdzie w wieku 15. lat dołączył do akademii Sao Paulo CA Juventus. W tamtych czasach „Japończyk” był synonimem „kogoś słabego w futbolu” (do dzisiaj wielu niedoinformowanych osobników w naszym kraju tak uważa), a on pojechał do Ameryki Południowej bez znajomości języka. Miura miał problem z dostosowaniem się do życia w Brazylii, a koledzy nie podawali mu piłki na treningach, z powodu łatki jaką posiadał, z racji bycia Japończykiem. Młody Kazu był również okradany przez rówieśników w akademiku i niemal każdy dzień był dla niego wyzwaniem.

kazu_gallery_p_001_b
Kazu za czasów gry w Coritibie

Wtedy Miura pokazał jakim jest człowiekiem i jaki jest jego cel. Zamiast poddać się zwątpieniu i pod wpływem trudnych chwil powrócić do kraju z podwiniętym ogonem, ten dołączył do drużyny futsalowej, aby „poprawić swoje techniczne umiejętności”. Niesamowity upór, ale i ciężka praca doprowadziły go do miejsca, w którym obecnie się znajduje. W 1986. roku, tuż przed swoimi 19. urodzinami, podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt z Santosem. Stamtąd był wypożyczany m.in. do Palmeiras, czy Coritiby, a w 1990 roku powrócił do klubu. Miura stawał się gwiazdą w Brazylii i zdobył status „stałego mieszkańca”.

KAZU MIURA SANTOS

Po udanym pobycie w Brazylii, Kazu powrócił do Japonii w 1990 roku. Dołączył wtedy do Yomiuri SC, które w końcu stało się drużyną o nazwie „Verdy Kawasaki”. W 1992. roku dostał powołanie do reprezentacji Samurai Blue na Puchar Azji, który Japończycy rozgrywali u siebie i który też wygrali.

cefbmnyyhe64f4xoofzj

Sam Miura zdobył bramkę w wygranym 1-0 spotkaniu z Iranem i otrzymał nagrodę MVP całego turnieju.

36771-1516805595-800

J.League dopiero się kształtowała i swoją pierwszą edycję miała w 1993. roku. Verdy zdominowali rozgrywki i wygrali dwie pierwsze edycje.

315129_gallery

Miura powrócił z Brazylii z wyrobioną reputacją, ale Japońscy dziennikarze nie byli co do niego specjalnie przekonani. Dopiero, gdy udowodnił swoją jakość wygranymi trofeami, ich nastawienie uległo zmianie. Kazu był wtedy absolutnie czołową postacią Japońskiej piłki. Był celebrytą, ale i jednym z najlepszych zawodników w kraju. Jego wspaniały drybling, kontrola piłki, szybkość z piłką przy nodze i uderzenie na bramkę, są do dzisiaj pamiętane przez starszych sympatyków ligi.

Kazu Miura dribbleds

Nasz bohater niesamowicie dbał o fryzurę, nosił krzykliwe garnitury i emanował swoją osobowością gwiazdy. Te cechy, wraz z jego występami na boisku, były idealnym połączeniem, które zrobiło z niego „reprezentanta” J.League.

W 1994. roku Miura przeszedł do włoskiej Genoi i został pierwszym Japończykiem, który podpisał kontrakt we Włoszech. Spędził tam jeden sezon i strzelił bramkę w derbowym spotkaniu z Sampdorią.

Po roku wrócił do Verdy Kawasaki, gdzie spędził kolejne 4 sezony. Wracając do Japonii miał już status celebryty. Szalały za nim tłumy i rozpoczęła się prawdziwa Kazu mania.

fot. Kyodo

Dobrą grą zasłużył na kolejny transfer za granicę. Tym razem padło na Dinamo Zagrzeb, gdzie spędził zaledwie pół roku, ale zdołał wygrać ligę chorwacką.

Chorwacja

Po powrocie do Japonii zahaczył się o Kyoto Sangę i Vissel Kobe, a następnie dołączył do Yokohamy FC, w której gra do dzisiaj.

Kazu Miura 2

3 miesiące po przejściu do prefektury Kanagawa, został wypożyczony do FC Sydney, gdzie spędził „aż” 3 miesiące i powrócił do Yoko. Do Australii przeszedł właściwie tylko po to, aby zaliczyć występ na Klubowych Mistrzostwach Świata. Udało mu się to. Zagrał bowiem w obu spotkaniach Australijczyków na turnieju.

563939-22441052-1600-900

Miura zawsze będzie pamiętany za wkład dla nowo powstałej ligi, ale niestety będzie też pamiętany za brak występu na mundialu. Najbliżej był w 1998. roku, kiedy to Japonia zdołała awansować na swój pierwszy w historii turniej. Niestety, kontuzja której doznał sprawiła, że Miura stracił formę i razem z Kitazawą, czy Ichikawą nie pojechał do Francji. Po latach, ówczesny selekcjoner Takeshi Okada tłumaczył swoją decyzję w następujący sposób:

„Nie widziałem dla Miury miejsca w składzie. Wydaje się, że mógłbym znaleźć jakiś sposób, aby go zmieścić w kadrze, ale miałem wtedy 41 lat i brakowało mi doświadczenia, więc nie potrafiłem tego sposobu znaleźć”

Jak już zdążyliście zauważyć, Kazuyoshi Miura jest człowiekiem upartym (w dobrym tego słowa znaczeniu) i zawsze stara się osiągnąć wyznaczone cele. Nie udało mu się reprezentować Japonii na normalnym mundialu, więc… zrobił to w 2012 roku na MŚ w futsalu.

32706303160_52744abed9_b

Kluczem Japończyka do piłkarskiej długowieczności jest bez wątpienia jego fanatyczne pilnowanie diety i zamiłowanie do treningu. Oczywiście nie jest tak, że życie Kazu polega tylko na pilnowaniu diety i treningach. Zawodnik zdaje sobie sprawę ze swojego wieku i podchodzi do futbolu niezwykle profesjonalnie, ale też nie odmawia sobie niczego i potrafi poimprezować, co zauważali jego koledzy z drużyny.

„Maskotka” ligi

W wywiadzie, którego Miura udzielił w 2016. roku, nazwał siebie Pandą, która zainspirowała inne generacje do bycia kimś więcej niż tylko niedźwiadkiem. Jednocześnie wyraźnie dał do zrozumienia, iż jest świadom swojej roli „maskotki” w dzisiejszej J.League.

„Ludzie nie przyjdą Cię oglądać, jeżeli nie jesteś pandą. Jestem dumny z tej roli. Jeżeli mam być „tylko” pandą, ale przyciągnę tłum, to mi to nie przeszkadza. Ludzie nie przyjdą oglądać zwykłego misia.”

Kazu Miura ktoś w rodzaju celebryty
Kazu celebrujący swoje urodziny

Styl Miury godnie odtwarza dzisiaj Tomoaki Makino, który niedawno przyznał, że wzorował się na swoim starszym koledze po fachu.

„Kazuyoshi Miura pokazał mi jak niezwykły może być piłkarz i dał mi powód do marzeń. Kiedy tylko go zobaczyłem zapragnąłem zostać piłkarzem w J.League. Zainspirował mnie do zostania takim piłkarzem jakim jestem dzisiaj.”

Tomoaki+Makino+Kazuyoshi+Miura+J+League+Kick+6rwutEMHTePl

Kiedyś Kazuyoshi Miura był wspaniałym piłkarzem i symbolem nadziei dla wszystkich młodych chłopaków kopiących piłkę. Dziś, jest ikoną J.League, która bardziej znana jest z występów w programach telewizyjnych i reklamach, a także eventach promujących sponsorów ligi. W 2013. roku przeprowadził nawet „wywiad” z Neymarem w języku Portugalskim.

Kazu Miura to Kapitan Tsubasa w prawdziwym życiu. To bohater, jakiego Japonia w latach 80 i 90 potrzebowała. Niejednokrotnie słyszymy, że ta fikcyjna postać była wzorowana na „Królu”, ale Kapitan Tsubasa powstał zanim Miura zaczął być znanym piłkarzem. Oczywiście to długi serial i niektóre wątki mogły zostać zaczerpnięte z barwnej kariery zawodnika, o czym Japończycy często wspominają.

Tsubasa

Zapytałem mojego kolegę Kokiego, który jest Japończykiem, co ludzie w kraju wchodzącego słońca myślą o „Królu Kazu”.

„”King Kazu” jest bardzo znany. Znają go chyba wszyscy Japończycy. W Japońskim sporcie są trzy najbardziej rozpoznawalne legendy. Ichiro (baseball), Noriaki Kasai (skoki narciarskie) i właśnie Kazu Miura. Jest szanowany nie tylko jako dobry piłkarz, ale i dobra osoba.”

Sukcesy

Można o nim powiedzieć wiele, ale Kazuyoshi Miura z pewnością zasłużył na szacunek jakim jest dzisiaj darzony. Był gwiazdą nowo powstałej ligi, której dwie pierwsze edycje wygrał. Wygrał pierwszy w historii Puchar Azji dla swojego kraju i razem z Yasuhito Okuderą przetarł szlaki dla Japońskich zawodników marzących o grze w Europie. Jeżeli już mowa o jego osiągnięciach to najprościej będzie je po prostu wymienić:

  • 1990/1991 – Mistrzostwo (jeszcze)amatorskiej ligi japońskiej z Yomiuri SC
  • 1991/1992 – obrona tytułu z tym samym klubem, ale już pod nazwą Verdy Kawasaki
  • 1991/1992 – król strzelców J.League Cup
  • 1992 – MVP ligi i Piłkarz roku w Japonii
  • 1992 – Zdobywca Pucharu ligi japońskiej
  • 1992 – Zdobywca Pucharu Azji z reprezentacją Japonii
  • 1993 – Mistrz Japonii
  • 1993 – Zdobywca Pucharu ligi japońskiej
  • 1993 – Piłkarz roku w Japonii
  • 1994 – Mistrz Japonii
  • 1994 – Zdobywca Pucharu ligi japońskiej
  • 1994 – Zdobywca Superpucharu Japonii
  • 1995 – Zdobywca Superpucharu Japonii
  • 1995 – Król strzelców J.League
  • 1996 – Król strzelców J.League
  • 1996 – Zdobywca Emperor’s Cup
  • 1998/1999 – Mistrz Chorwacji
  • 2006 – Mistrz J2

Całkiem imponujący dorobek „Króla Kazu”. W reprezentacji Japonii też zostawił po sobie niemałą spuściznę. W 89. meczach zdobył aż 55 bramek, co czyni go drugim najlepszym strzelcem w historii Samurai Blue.

Jedną z bramek, Miura strzelił reprezentacji Polski w pamiętnym, wygranym przez Japończyków aż 5-0 spotkaniu towarzyskim w 1996. roku.

Obecnie Kazu nadal gra w drugoligowej Yokohamie FC, z którą przedłużył niedawno kontrakt o kolejny rok. W 2017. roku zdobył bramkę w wygranym 1-0 spotkaniu z Thespakusatsu Gunmą. Miał wtedy 50 lat i został najstarszym profesjonalnym piłkarzem świata, który trafił do siatki.

Poza wszystkim powyższym, do historii J.League przeszła także jego cieszynka, „Kazu Dance”.

26. lutego Miura skończył 52 lata. Pożyczyłbym mu spóźnionych stu lat, ale w jego przypadku ta liczba brzmiałaby co najmniej niegrzecznie. Pozostaje więc życzyć dwustu lat i dalszej tak fantastycznej kondycji fizycznej.

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz