Na około godzinę przed meczem wiadomo było, że Hajime Moriyasu da odpocząć kilku podstawowym zawodnikom i postawi na ich zmienników. Mogło to skutkować drobnym zaniepokojeniem oraz obawą, ponieważ rywalem był mocny Uzbekistan, a stawką 1. miejsce w grupie, które pozwalało uniknąć Australii. Doświadczony szkoleniowiec zapowiadał na konferencji prasowej, iż roszady w składzie rzeczywiście nastąpią, więc decyzja nie była zaskoczeniem. W pierwszym składzie Samurajów wystąpiło aż 8. zawodników z J.League:

Schmidt – Vegalta Sendai
Miura – Gamba Osaka
Muroya – FC Tokyo
Sasaki 
Aoyama – Sanfrecce Hiroshima
Makino – Urawa Reds
Ito – Kashiwa Reysol
Kitagawa – Shimizu S-Pulse

Ośmiu zawodników z rodzimej ligi w pierwszym składzie i wygrana z zawsze mocnym i dynamicznym Uzbekistanem. Oczywiście podkreślam ten fakt nie bez powodu. Mamy 2019. rok, a nadal spotkać się można z opiniami, jakoby J.League była ligą „słabą” i „gorszą od ekstraklasy”(!). Są to oczywiście potężne herezje, głoszone przez ludzi, którzy swoje argumenty biorą z kompilacji na „YouTube”, aczkolwiek warto zauważyć obecność i przydatność kadrze Japońskich ligowców. Pierwsza bramka dla Nipponu została przecież wypracowana przez prawego obrońcę FC Tokyo, Muroyę, a jego podanie wykorzystał Mutō, który do Europy powędrował właśnie ze stolicy Japonii. Wspominając grę Mutō w FC Tokyo, na myśl przychodzą od razu derby z Urawą Red Diamonds, które zakończyły się remisem 4-4 i w których Japończyk dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Wróćmy jednak do reprezentacji i trwającego właśnie Pucharu Azji. O sile J.League już było, to teraz pora na wyjaśnienie tytułu. Dlaczego „zmiennicy”, skoro rzeczywiście zagrali zmiennicy? Otóż kadra Japonii jest obecnie tak wyrównana, że bez względu na to, kto zostanie wybrany przez Hajime Moriyasu, będzie wyborem trafionym. Trudno więc wskazać zdecydowanego członka pierwszego składu, bądź właśnie zmiennika. Sytuację tę można porównać do Realu Madryt z sezonu 2016/2017, kiedy to „Królewscy” dokonywali roszad niemal w każdym spotkaniu, mieszali „Real A” z „Realem B” i wygrali LM oraz La Ligę. Wynikało to z jakości i wyrównanego poziomu całej kadry. Taka właśnie sytuacja panuje właśnie w ekipie Samurajów i przed każdym wyborem „jedenastki” meczowej, Moriyasu musi mieć spory ból głowy. Dziś postawił na poniższy skład i jak widzimy z perspektywy czasu, dokonał dobrego wyboru.

Niewątpliwą siłą Japończyków była dzisiaj prawa strona. Ito JunyaMuroya Sei byli nie do zatrzymania i Uzbecy zwyczajnie nie radzili sobie z szybkością zawodników rodem z J.League. Dobre zawody rozegrał też Shiotani, oraz Kitagawa, który dobrze odnajdywał się w środku pola. Solidny występ zaliczył także pełniący rolę kapitana w dzisiejszym spotkaniu Toshihiro Aoyama. Japończycy jednak znów stracili bramkę jako pierwsi. Jest to coś o czym wspominał po meczu z Turkmenistanem były szkoleniowiec Hiroshimy i jest to coś, czego ponownie nie udało się uniknąć. Błąd Makino do spółki z Miurą sprawił, że Shomurodov wyprowadził Uzbeków na prowadzenie.

pulxktg6ixidjf8eoejn
Fot. AFC

Błąd ten mógł kosztować zespół bardzo dużo, ale Samurajowie zdołali zareagować jak należy i odwrócili losy meczu. Obrona jest jednak aspektem, któremu Japonia musi poświęcić więcej uwagi na treningach, bowiem w starciu z silniejszym rywalem strata choć jednego gola może okazać się fatalna w skutkach. Moriyasu ma o czym myśleć przed starciem z Arabią Saudyjską, które zostanie rozegrane już w najbliższy poniedziałek.

 

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM