Puchar Azji 2019 wystartował dokładnie 5 dni temu i w tak krótkim czasie zdążyliśmy doświadczyć wielu zwrotów akcji. Jednym z nich jest wczesne pożegnanie się z dwoma trenerami. Pierwszym z nich jest Milovan Rajevac, który został zwolniony z reprezentacji Tajlandii, po jej wysokiej porażce w Indiami w pierwszym meczu Pucharu Azji. Serb objął stanowisko w kwietniu 2017. roku i miał powalczyć z Tajlandią o jak najwyższe miejsce na turnieju. Prezes Tajskiego Związku Piłki Nożnej Somyot Poompanmoung (Pan po lewej) stwierdził, że jak każdy obywatel Tajlandii jest zawiedziony występem zespołu w 1. meczu i musiał podjąć w związku z tym stosowne kroki.

1e1cd7cc53dba95d550604e9eb7919a2

Cóż, do najbardziej cierpliwych ludzi na ziemi to on z pewnością nie należy. Tajowie zdołali się jednak podnieść i pod wodzą tymczasowego trenera, którym jest Sirisak Yodyardthai, odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w spotkaniu z Bahrajnem.

Drugim zwolnionym szkoleniowcem jest Niemiec Bernd Stange, który po dzisiejszej porażce Syrii z Jordanią, rozstał się z prowadzonym przez siebie zespołem. Niemca na stanowisku zastąpi Ayman Hakeem, który ma prowadzić zespół do końca turnieju. Warto przypomnieć, że Syria aby mieć jakiekolwiek szanse na wyjście z grupy musi pokonać Australię w ostatnim meczu grupy B.
Cytujemy niektóre z pomeczowych wypowiedzi niemieckiego szkoleniowca:

„Trenerzy są zawsze odpowiedzialni za występ zespołu. Jesteśmy jednak jedną drużyną. Wygrywamy razem i przegrywamy razem. Nie ma jednej osoby, która miała dziś zły dzień. Wszyscy razem musimy podnieść naszą drużynę. 

Jesteśmy bardzo zawiedzeni, ponieważ chcieliśmy coś osiągnąć na tym turnieju. Chcieliśmy awansować do następnej rundy po raz pierwszy w naszej historii. 

Nigdy nie obwinię, ani nie zwalę odpowiedzialności na żadnego zawodnika za coś takiego. To oczywiste, że trener jest jedynym odpowiedzialnym.”

Stange był więc świadom swojej sytuacji i raczej nie może być zdziwiony zwolnieniem.

stange
Fot. AFC

W zupełnie innych nastrojach są obecnie Filipińczycy. Podopieczni Svena-Gorana Erikssona przegrali co prawda z Koreą Południową, ale zaprezentowali się z całkiem dobrej strony i zostali docenieni przez szwedzkiego szkoleniowca.

„Grali (Korea – przyp. red.) dobrze. Wygrali i nie możemy na to narzekać, ale jestem bardzo dumny z naszego zespołu. 

Postawiliśmy się im. Mieli piłkę częściej po swojej stronie, ale stwarzaliśmy swoje szanse i z odrobiną szczęścia mogliśmy mieć tutaj zupełnie inny wynik. 

Myślę, że pokazaliśmy ludziom na stadionie i przed telewizorami, że ten kraj potrafi grać w piłkę, ponieważ w moim odczuciu zrobiliśmy tutaj dużo dobrych rzeczy” – mówił 70-letni trener Filipińczyków.

eriksson

Przypomnijmy, że Filipiny uległy Korei Południowej 0-1 i rzeczywiście zagrały dobre spotkanie. Gracze z Półwyspu Koreańskiego musieli włożyć w mecz mnóstwo wysiłku i wygrali dzięki trafieniu niezastąpionego Hwanga Ui-Jo.

110059-jacyolclrw-1546878993

Razem z Koreą pierwsze miejsce w grupie zajmuje reprezentacja Chin, która pokonała ekipę Kirgistanu 2-1. Kapitan Chińczyków, Zheng Zhi twierdzi, że wszyscy wiedzą co mają robić, aby Chiny awansowały do kolejnego etapu.

„Wszyscy byliśmy świadomi jak ważne było, aby wygrać pierwszy mecz i tak jak się spodziewaliśmy, były to ciężkie zawody. Na szczęście zdołaliśmy sięgnąć po 3 punkty. 

Brakuje nam 3. punktów, aby znaleźć się w kolejnej rundzie. To duże źródło motywacji dla zawodników, zwłaszcza, że w drugiej połowie meczu z Kirgistanem zdołaliśmy odwrócić wynik. 

Trener dokonał pewnych roszad w przerwie, co poprawiło naszą grę. Wiemy co mamy robić, aby w tak dobry sposób rozpocząć mecz z Filipinami. 

Powiedział nam (Marcello Lippi – przyp. red.), że to jest Puchar Azji i tutaj nie będzie łatwych meczów. Dodał także, że musimy grać na dużej intensywności przez całe spotkanie i jeżeli zrobimy to także w spotkaniu z Filipinami, to zdobędziemy 3 punkty.” 

zheng
Fot. AFC

Iran pokonał Jemen 5-0, dzięki czemu zaliczył jak dotąd najbardziej efektowne zwycięstwo w tegorocznym Pucharze Azji. Szkoleniowiec „Team Melli” Carlos Queiroz był zadowolony pewnym zwycięstwem swojego zespołu, ale jednocześnie zachowuje chłodną głowę i spokój przed kolejnymi spotkaniami.

„Oczywiście, zawsze jest dobrze wygrywać i notować pozytywne rezultaty, zwłaszcza z taką ilością strzelonych bramek, bo to daje zespołowi pewność siebie i dodatkową motywację. 

Chcę pogratulować moim zawodnikom za ich grę, ale jednocześnie musimy pamiętać, że to dopiero początek i nie chcemy oglądać się na wyniki innych zespołów. 

Widzieliśmy niektóre mecze tego Pucharu Azji i muszę przyznać, że były one świetną lekcją dla Iranu. Powiedziałem zawodnikom, że muszą być ciągle skoncentrowani, gdyż grając bez koncentracji, każdy zespół tutaj (Na Pucharze Azji – przyp. red) może Cię pokonać.

Spotkanie było typowym pierwszym meczem na dużych rozgrywkach, gdyż niektórzy zawodnicy rozpoczęli delikatnie zestresowani. Jednakże uważam, że rozpoczęliśmy mecz z wielką intensywnością i zmuszaliśmy Jemen do popełniania błędów. Na szczęście pierwszy gol padł dość szybko, a to zawsze daje Ci spokój i dużo pewności. Kontrolowaliśmy mecz przez całe 90 minut i byliśmy lepszym zespołem.” 

queiroz

Trudno się nie zgodzić z byłym szkoleniowcem m.in. Realu Madryt i reprezentacji Portugalii. Iran był zespołem lepszym, który totalnie zdominował Jemeńczyków. Słowacki szkoleniowiec Jemenu Jan Kocian nie ma jednak zamiaru się załamywać. Słowak z przeszłością w polskiej ekstraklasie zapewnił, iż Jemen stać tutaj na dużo lepszy występ, o który jego gracze postarają się w następnym spotkaniu. Podziwiamy optymizm.

 

W grupie F, Japończycy mierzyli się z jednym z trzech przedstawicieli Azji Środkowej, Turkmenistanem. Przed spotkaniem większość spodziewała się wysokiego zwycięstwa Japończyków, o czym świadczy chociażby kurs 24,00, jaki mogliśmy znaleźć u pewnego bukmachera. Rzeczywistość okazała się jednak zaskakująca, ponieważ Turkmenistan zagrał całkiem dobre spotkanie. Objął nawet prowadzenie, po bramce, która zapewne będzie się liczyć w walce o miano najładniejszej na turnieju. Bomba z dystansu kapitana „Szmaragdów”, Arslana Amanova nie wystarczyła jednak aby urwać punkty podopiecznym Hajime Moriyasu, którzy zdobyli 3 bramki i wygrali z Turkmenami 3-2. Po spotkaniu głos zabrał były zawodnik Interu, a obecnie Galatasaray, Yuto Nagatomo:

„Straciliśmy bramkę w pierwszej połowie, ale nie było powodów do niepokoju. Powiedziałem kolegom, żeby zachowali pozytywne nastawienie, bo mamy do rozegrania drugie 45 minut i że możemy odwrócić losy rywalizacji. Naprawdę nie było z tym problemu. 

Kluczem do wygranej była zmiana stylu gry w porównaniu do pierwszej połowy. W drugiej połowie ustawialiśmy się szeroko i w ten sposób próbowaliśmy ich atakować. Do tego dołączyliśmy więcej „crossów” i długich piłek.

Pojawiło się jednak sporo problemów, które koniecznie musimy poprawić przed następnymi meczami.” 

nagatomo
Fot. AFC

Z wypowiedzi Yuto można stwierdzić, że Japończycy mieli wszystko pod pełną kontrolą i ich „powrót” był sprawą oczywistą. Oglądając jednak mecz można było odnieść nieco inne wrażenie, gdyż Turkmenistan był groźnym zespołem i zdołał zdobyć bramkę kontaktową, która wyraźnie zaniepokoiła „Niebieskich Samurajów”. Miejmy jednak nadzieję, że Japończycy rzeczywiście są świadomi błędów jakie popełnili i w kolejnych spotkaniach zostaną one zniwelowane.

W grupie F znajduje się jeszcze niesforny Uzbekistan, który postara się uprzykrzyć życie Japończykom i pokonać ich w walce o 1. miejsce w grupie. Uzbecy w swoim pierwszym spotkaniu tegorocznego Pucharu Azji mierzyli się z reprezentacją Omanu i udało im się zdobyć 3 punkty, dzięki bramce Shomurodova w końcówce meczu.

„To był dla nas bardzo trudny mecz, ale to dopiero pierwsze spotkanie na turnieju i w następnych meczach zrobimy co w naszej mocy, aby wygrać i uszczęśliwić naszych kibiców. Następny mecz gramy z Turkmenistanem, który mierzył się z Japonią i przegrał… ale jest dobrym zespołem. Są mocni taktycznie z piłką i bez niej. Mają sporo piłkarzy z jakością” – powiedział po spotkaniu „Uzbecki Ronaldo”, czyli napastnik Sardor Rashidov.

Rashidov.jpg

 

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM