Klubow Mistrzostwa Świata w Azji traktowane są niezwykle prestiżowo.
Kibice, piłkarze jak i sama federacja mają świadomość, iż media, oraz kluby na starym kontynencie traktują turniej jak wielki przegląd „Azjatyckiej szafy.”
Federacja od lat walczy o prestiż i szacunek „reszty świata.” Fani również cały rok czekają na KMŚ aby móc swoim kolegom z reszty świata powiedzieć „a nie mówiłem że są dobrzy nie tylko w swoim sosie?”
Za tymi miękkimi stwierdzeniami kryją się potencjalnie duże pieniądze. Piłkarze liczą na to,  że dobra forma zwróci uwagę skautów a ich sława przekroczy granice kontynentu. Prezesi klubu z kolei zacierają ręce myśląc o mamonie, która może wpaść za transfer, w grę wchodzą również nowi inwestorzy, sponsorzy etc.

Tak, więc w Polsce, która pompuje estymę w „grę o koszyki” w lidze narodów a na siłę umniejsza klubowym mistrzostwom świata nie zdają sobie sprawy, iż w Azji podchodzi się do sprawy poważnie.

Jak w 2018 roku wyglądały KMŚ przez pryzmat Azjatów ?
Jak to mówiło kiedyś motto Toyoty – always a better way – w skrócie zawsze można zrobić coś jeszcze lepiej.

W tym roku w KMŚ wystąpiły dwie ekipy z Azji – Jopońska Kashima Antlers oraz Al-Ain, jako reprezentant gospodarzy. Przypomnę, że co roku gospodarz turnieju ma przedstawiciela w postaci ostatniego mistrza swojego kraju.

Obydwa kluby zdobyły w 7 meczach 8 pkt. (2 wygrane, 2 remisy, 3 przegrane) zdobyły 14 goli a straciły 18. Do tego trzeba dodać garść „o mało włosów” oraz tuzin kwintesencji przysłowia „niewykorzystane szanse się mszczą.”

Jeżeli mówimy o zespołach z Azji trzeba pamiętać o haśle „oczekuj nieoczekiwanego.”
Jeżeli pamiętamy finały KMŚ, z 2016 kiedy to Kashima Antlers o mały włos nie „puknęła” Realu Madryt, który potrzebował dogrywki by wyjaśnić sytuacje, to oczekiwać można było, iż Japończycy przynajmniej powtórzą wynik.

Gdzie tam …witajcie w Azji.  To Al Ain z ZEA okazało się największym zwycięzcą turnieju, grali najładniejszą piłkę po Realu, co mecz fundowali piękne akcje, nie kryli się na własnym polu karnym i utarli nosa River Plate.  Oczywiście przed turniejem nikt nie dawał funta kłaków na ekipę „The Boss.”
Irytując dziennikarzy z reszty świata doszli do finału z Królewskimi gdzie nie byli gotowi załamać rzeczywistość i musieli uznać wyższość najlepszego klubu świata ostatnich 3 lat.
Po tym turnieju z pewnością zapamiętamy bohaterską postawę Caio (byłego mistrza J.League z Kashimą Antllers, oraz Rookie of the Year J.league ) z swoim wiernym przyjacielem obrońcą Tsukasą Shiotanim.
Japończyk oszukał system i gdy już każdy zapomniał o jego istnieniu to przypomniał o sobie w najlepszy możliwy sposób grając 4 świetne mecze przeciwko rywalom z najwyższej półki. Jego dwójkowe akcje z Caio, przypominał niegdyś świetny duet PSV Eindhoven – LB – Lee Younb Pyo – AMC – Park Ji Sung.
Do historii przeszedł również bramkarz Khalid Eisa, mierzący ledwie 176 cm 29 latek doczekał się momentu, w którym jego imię będzie pisane złotymi głoskami w kronikach Emirackiej piłki.

001133d8-614.jpg
Wybronił 2 serie rzutów karnych z Team Wellington oraz River Plate irytując naszych myślących po linii prostej komentatorów, twierdzących, że wzrost jest kluczowym czynnikiem przy jedenastkach.
Nie dość, że wybronił karne dzięki wyczuciu, szybkości i skoczności (a nie dzięki temu, że piłka w niego trafiła) to jeszcze dodał do tego elementy wojny psychologicznej i show rodem z WWE.
W żadnym ze spotkań nie dało się odczuć jakichś minusów dla drużyny z powodu jego wzrostu, wszystko retuszował antycypacją i atletycznością – słowem – kolejna świetna postać do zapamiętania z Azjatyckiej ziemi.

Kashima z kolei zaczęła w swoim stylu od kunktatorskiej walki bokserskiej z GUADALAJARĄ.
Jak to bywało dwa lata temu, wyczekała meksykańską ekipę, pozwoliła im się wyszaleć, po czym w drugiej połowie powolutku i cierpliwie zadawała nokautujące ciosy.
Niestety później było tylko gorzej.  Cały turniej grali bez choćby jednego klasycznego napastnika, a ich najlepszy strzelec Yuma Suzuki (11 goli w sezonie + 2 w ACL) i jedyna dziewiątka w zespole doznał kontuzji chwilę po zakończeniu sezonu J.League.

O ile z przegraną w meczu z Realem Madryt można zaakceptować o tyle porażka z River Plate boli przeogromnie. Argentyńczycy nie byli poza zasięgiem Japończyków. „Rogacze” mieli łącznie 13 strzałów na bramkę rywali, w tym 3 celne, które musiał bronić bramkarz German Lux a z pośród 10 niecelnych aż 3 wylądowało na poprzeczce.

Zwycięzca CONMEBOL LIBERTADORES tyleż samo zasłużył na zwycięstwo, co Japończycy na to, aby w świat nie szedł wynik 4-0 który zabija całkowicie prawdziwy przebieg gry. Co mogło to się „posrało” w tej potyczce np. kontuzja lidera mentalnego – bramkarza Kwon Sun Tae już 24 minucie, brak napastników, bramki po rykoszetach, słupki, poprzeczki itd.

O ile z 4 miejscem w klubowych mistrzostwach świata dla Japończyków można się pogodzić o tyle wynik 4-0 będzie mnie, oraz widzów tego spotkania drażnił do końca życia.

Poniżej skróty dzielnie walczących Azjatów w Klubowych Mistrzostwach świata

Al Ain 3 vs  Team Wellington 3 

Mecz otwierający turniej (choć nazywany jest play offami do turnieju) czyli gospodarz vs mistrz strefy Oceanii).
TVP pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie zafundowała name pierwszego meczu bo…NIE. Szkoda, ponieważ obiektywnie trzeba powiedzieć iż był to najlepszy mecz turnieju.
6 pięknych goli, wielki comeback jednej z drużyn, parady bramkarskie, składne akcje, jedynastki, dramaturgia i bam ! Mamy to – najlepsze otwarcie jakie pamiętam KMŚ.

 

Kashima Antlers 3 vs CD GUADALAJARA 2

 

Al Ain 3 vs ES Tunis 0 

Kashima Antlers 1 vs Real Madryt 3 

 

Al Ain 2 vs River Plate 2 (w karnych 5-4) 

 

Same rzuty karne w których to bramkarz Khalid Eisa dodał elementy show i psychologi.  Podsycił publikę aby dodać presji przed strzałem Enzo Perezowi.

 

Kashima Antlers 0 vs River Plate 4

Poniższy mecz to dla Japończyków kwintesencja przysłowia – niewykorzystane szans się mszczą.

Finał 
Al Ain 1 vs Real Madryt 4

 

11 najlepszych zawodników z pośród dwóch uczestników:

lineup (4).png

 

Klubowe mistrzostwa świata w wydaniu Azjatyckich drużyn pokazały, iż tamtejsze ekipy w piłkę potrafią grać i mogą konkurować z najlepszymi.  Aby na konkurowaniu się nie skończyło, muszą popracować nad wieloma aspektami.
Kluby Arabskie dyscyplinę taktyczną, a Japońskie przede wszystkim nad rozsądnym budowaniem drużyny. Nie może, bowiem być takiej sytuacji, gdzie wypada Ci podstawowy napastnik i okazuje się, że nie masz alternatywy na jego miejsce, to samo tyczy się balansu pomiędzy odbiorem piłki a budowaniem akcji – tego Yin Yang jeszcze muszą poszukać w swoim potencjale.

Z ciekawością zobaczymy jak będą wyglądały następne mistrzostwa w wydaniu Azji – lepiej, znaczyłoby zwycięstwo.  Dla fanów lepiej oznacza również – SZACUNEK.
A ten będąc dwukrotnie już w finale KMŚ powinni mieć już zagwarantowany.

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski