Wczoraj rozegrano mecz o brąz Igrzysk Azjatyckich – pomiędzy Wietnamem którego wspierało 92 miliony rozhisteryzowanych kibiców oraz ZEA – prowadzone przez Polaka Macieja Skorże.
Nasz rodak okazał się wrednym cwaniakiem i „tym złym” w oczach neutralsów, w Emiratach z kolei bohaterem którego będą nosić na rękach.

„Ale co się stanęło” jak to mówi klasyk „internetów.”

Wietnam miał sprostać oczekiwaniom rodaków oraz zakochanych w piłce Azjatyckiej neutralnych kibiców. Drużyna po raz kolejny skradła serca kibiców na całym świecie walką nie tylko z rywalami, ale i własnymi słabościami. Jeśli mówimy o stereotypowych Azjatach – niskich, szczupłych to Olimpijski zespół Wietnamu wpisuje się idealnie.  Na palcach jednej ręki można policzyć zawodników mających 180 i więcej a graczy powyżej 170 również nie znajdziemy za wielu.
Tak więc w każdym pojedynku ich selekcjoner Park Hang-Seo musi wymyślić taktykę, która wykorzystuje ich walory szybkość, technikę, kreatywność a redukować brak warunków fizycznych.

Efekt jest bardzo poetycki – zarówno na styczniowych Mistrzostwach Azji U23 jak i na Igrzyskach Azjatyckich widzimy zaangażowanie piłkarzy wykraczające poza ludzkie pojmowanie, „zużywających swoje baterie” do zera w każdym meczu.  Jeden z komentatorów Bein Sport powiedział, że przeciwko Wietnamowi grasz 11 na 21 ponieważ w każdym miejscu boiska wydaje się że jest ich więcej.
To wynik świetnej asekuracji i dublowania pozycji w każdej strefie aby zniwelować brak wzrostu i masy.
u23vietnam-u23barain11-1131.jpg

Po drugiej stronie mammy Zjednoczone Emiraty Arabskie których sukces to 100 % zasługa naszego rodaka. Nie jest to najbardziej utalentowane pokolenie piłkarzy Emiratów, ba – nie jest to nawet 2-3 pod względem umiejętności patrząc na składy z przeszłości.

Biorą jednak pod uwagę że Maciej Skorża trenował choćby Legię Warszawa a wcześniej uczył się w Warszawskim AWFie to można rzecz – „nie ma cwaniaka nad Warszawiaka.”

„Król Maciuś 1” zrobił rzecz niebywałą na skalę światową.

Jeśli traktować mecze wygrane po karnych jako spotkania zremisowane w regulaminowym czasie gry to Polak poprowadził ZEA do zdobycia brązu wygrywając raz na 7 rozegranych batalii.

Z grupy wyszedł w wątpliwym stylu.
Jako jeden z 4 zespołów z 3 miejsca i to w dodatku z najgorszym wynikiem: 3 pkt, bilans bramkowy 5 zdobytych 4 stracone. Jedyne zwycięstwo nad śmiesznie słabym półamatorskim Timorem Wschodnim i 2 porażki z Chinami i Syrią.
Nie brakowało głosów, iż Emiraty grające tak słabo powinny odstąpić swoje miejsce Myanmarowi, który zdobył punków 4.
Pomijając marzeniowe petycje w stylu Krystyny Pawłowicz (mówiącej o tym by Polacy nie grali już ostatniego na MŚ meczu z Japonią i wracali do domu) nasz trener żegnany już białymi chusteczkami, uśmiechem fortuny przeszedł fazę grupową i postanowił nie zmarnować tej szansy.

Bez litości dla fanów całego świata którzy wspierają słabszych, biedniejszych, sympatyczniejszych postanowił, że nie będzie bawił się w bajki o kopciuszku, w którym to jego drużyna posłuży za tło historyczne.

W 1/16 grająca przepiękną piłkę drużyna Gospodarzy – Indonezja mająca za sobą wsparcie całego Azjatyckiego kontynentu – znów wzbudzała achy i ochy widzów.
Jakże piękne akcje w ich wykonaniu widzieliśmy, ręce same składały się do oklasków.

ZEA pragmatycznie acz skutecznie kontrowała, zadając 2 ciosy przez Alameri Zayed i doprowadziła do wyniku 2-2 oraz rzutów karnych w których to bramkarz Mohamed Alshamsi po raz pierwszy pokazał swój kunszt.
Indonezja out.

W ćwierćfinale spotkali się z Koreą Północną. Narracja meczu? Biedny reżimowy kraj kontra jeden z najbogatszych na świecie. Zawodnicy z Północy nie mają warunków a mimo to grają tak ładną piłkę.
Skorża na to nie wzruszony – „wypad mi z drogi idę dalej.”
Znów ładniej grająca dla oka drużyna po remisie 1-1 została wyeliminowana przez karne w których Alshamsi rządził.
thumbnail_DSC_3904.jpg

W Półfinale trafili na Japonię, na którą talizman szczęścia Macieja Skorży nie podziałał i przegrał 1-0 po meczu tak ekscytującym jak turniej oglądania schnięcia farby na czas.

W Końcu mecz o brąz – Wietnam vs ZEA

ZEA znów pokonała drużynę zdecydowanie lepszą oraz za którą była publika na stadionie jak i przed telewizorami.

Po moim doświadczeniu jakim była współpraca z sztabem szkoleniowym Adama Nawałki, wiem, że nic nie jest dziełem przypadku. Mecz wyglądał jak toczka w toczkę pojedynek Rosji z Hiszpanią na MŚ 2018.
Były mistrz Polski wykonał parę ruchów które mimo przewagi optycznej Wietnamu przyniosły ostatecznie sukces.

  1. Wietnam posiadając w napadzie ledwie jednego zawodnika mającego 180 cm w napadzie, musi liczyć na swoją wersję Tiki Taki, lub szybkie kontrataki gdzie są wstanie każdego rywala przedryblować akcjami 1-1.
    Skorża ustawił więc zespół w niskim pressingu (bez skojarzeń z MŚ) wycofał praktycznie cały zespół na własną połowę. Gdy jeden zawodnik został minięty zza niego wyskakiwało dwóch.
    Gdy czas się kończył dośrodkowania przy tak głęboko cofniętym zespole ZEA nie miały szans odnalezienia atakujących Wietnamu.
    olympic-vit-nam-olympic-uae-tranh-hng-ba-asiad-2018_1vfk64ea7c3p8161o0qny3jyjh.jpg
  2. Kontry były wykonywane góra 3-4 zawodnikami reszta graczy nie angażowało się w atak (tak choćby padła bramka strzelona przez Ahmeda Al Attasa)
    Dla czego? Wietnam niczym Borussia Dortmund Jurgena Klopa słynie z kontr kontry.
    Technika użytkowa i szybkość transmisji z obrony do ataku Wietnamu przy nieudanej kontrze mogłaby pogrążyć ZEA. Polak zadbał o to by zawsze była odpowiednia asekuracja.
  3. Bramkarz Bui Tien Dong to dziś jeden z najlepszych bramkarzy na kontynencie.
    Na Mistrzostwach Azji U23 wybronił 4 rzuty karne, w Wietnamskiej Lidze uchodzi za najlepszego specjalistę w tej dziedzinie.
    Ma jednak 181 wzrostu mimo doskonałego refleksu, ma pewne ograniczenia.
    Polski trener zagrał nie fair w myśl cel uświęca środki i nakazał swoim zawodnikom bez wyjątku strzelać w lewy róg bramki. Widać, iż było to trenowane przed spotkaniem, ponieważ piłkarze bez zastanowienia uderzali pewnie i z precyzją, której nie powstydziłby się David Beckham (tylko nie z meczu EURO 2004)
  4. Wiedział że jego bramkarz Mohamed Alshamsi podbudowany poprzednimi udanymi karnymi ma szanse sprawić nie mały cud. Gra zza podwójnej gardy widać było od początku nastawiona była na doprowadzenie do rzutów karnych.

thumonuae.jpg

Jako neutralny kibic, Wietnamu żal mi niesamowicie, ponieważ był drużyną, która prowadziła grę przez 90 minut. Ich akcja na 1-1 była cudnym pokazem gry zespołowej.
Jednak muszę myśleć obiektywnie.
Geniusz trenera Park Hange-Seo który stał niegdyś za sukcesami Gussa Hiddinka w Korei Południowej zawiódł naprzeciw Polskiemu cwaniactwu Macieja Skorży perfidnie psującemu film o legendzie Wietnamskiej młodzieżówki.

Nie cichną głosy, że wygrał zespół słabszy.

Ale hola hola, czy wielkość i popularność Wietnamu nie pochodzi od bycia wiecznie słabszym zespołem powalającym kolejnych gigantów Azji (Australia, Japonia, Irak etc.). Role pierwszy raz się odwróciły i choć raz mogą się poczuć jak rozczarowani faworyci, których przez ostatni rok zostawiali za plecami.

A Maciej Skorża ?
Tak tworzy się historię o wielkich trenerach. Z zespołem, który umiejętnościami odstawał od reszty stawki osiągnął wielki sukces.
Wielki trener to taki który jest wstanie z niczego zrobić coś wielkiego.
Skorża od dziś do nich się zalicza.

Skrót spotkania:

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski 

Wyświetleń: 182

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze