W zeszłym tygodniu doszło do wymiany zawodników na linii Vissel Kobe – Gamba Osaka.
Podyktowana ona była bardziej chęcią oczyszczenia szatni z wywrotowców mogących mącić w nowo zbudowanej atmosferze niżeli faktycznej potrzebie znalezienia kolejnego wzmocnienia.
Wymieniono się klasycznymi dziewiątkami, jakich mało w Japońskiej krainie zawodników wszechstronnych, stroniących od specjalizacji na jednej pozycji, mowa tutaj o Kazuma Watanabe z Vissel Kobe oraz Shun Nagasawie z Gamba Osaka.

Pierwszego z nich 32 letniego Kazuma Watanabe śmiało można nazwać jedną z gwiazd J.League, która powoli schodzi z lat swojej świetności.  Karierę rozpoczął w 2009 roku i od razu wtargnął na scenę z przytupem.
Na wszystkich frontach J.League/Puchar Cesarza oraz Puchar J.League zaliczył 45 występów i 21 goli, nic dziwnego, że otrzymał nagrodę J.League Rookie of the Year 2009.

Ledwie rok później zagrał swój jedyny mecz w kadrze jednak szczególny dla historii Japońskiej piłki. Był to, bowiem słynny „Wisdom of Okada” czy „Okada prophecy” zwany tak, ponieważ zagrali tam praktycznie sami debiutanci a nawet zawodnicy 2 ligi czy grający jeszcze na Uniwersytetach.
Wzbudzający śmiech politowania skład przed meczem po latach rozsławił selekcjonera Takeshi Okadę, jako wizjonera potrafiącego wyłapać z tłumu statystów gracza który za parę lat będzie gwiazdą nie tylko w Japonii.

W tym doborowym towarzystwie znaleźli się wówczas zawodnicy dziś znani z Europy jak Maya Yoshida (Southampton) Takashi Inui (Betis) Gotoku Sakai (HSV) czy Yuya Osako (Werder Brema) i wielu innych (Makino, Mu Kanazaki etc).

Co zabawne z całej wówczas 23 osobowej kadry to Watanabe był uznawany za największą gwiazdę i pewniak do zrobienia kariery.  Czas pokazał, że o ile nie można go w żaden sposób nazwać niewypałem o tyle partnerzy z „Wisdom of Okada” mają zdecydowania więcej w CV.

Watanabe owszem, co roku produkuje liczby, faktów nie oszukasz.
Dla 3 drużyn w których grał Yokohama F Marinos, FC. Tokyo, Vissel Kobe od 2009 roku strzelił na wszystkich frontach 130 goli i zaliczył 33 asysty.  Jednak kompletnie zawiódł gdziekolwiek by się nie pojawiał, jako Franchise player – czyli najlepszy zawodnik w zespole wokół którego chce się budować zespół.

Prócz tego, że 3 razy był najlepszym strzelcem swojej drużyny w ciągu tych 10 lat i raz zdobył tytuł króla strzelców pucharu ligi w 2015 to nie doprowadził swoich drużyn do żadnego trofeum.
Jest niczym Charles Barkley w N.B.A każdy o nim słyszał, ale nigdy nie można było o nim powiedzieć „mistrzu.”

Dyskomfort z tego powodu Daigo zaczął jednak odczuwać dopiero po przyjściu do Vissel Kobe Lukasa Podolskiego.  Gdy Niemiec przyszedł do zespołu Watanabe był w nim już kapitanem od 2 lat.
Już po pierwszych paru spotkaniach, co zauważył każdy, kto oglądał J.League widział, że Podolski zamiast zintegrować się z zespołem bardziej wczuł się w role prima donny, która będzie ochrzaniała każdego na prawo i lewo. Częste gestykulacje, pokrzykiwania…słowem agresja w stosunku do kolegów wzbudzało to ogromną antypatię w całej Japonii.
W momencie, gdy po jakimś nieudanym zagraniu Podolski zaczął się nadzierać na własnego kapitana, czyli Watanabe atmosfera na murawie zrobiła się ciężka jak thrillerze psychologicznym.
Od kolejnych spotkań zespół zaczął traktować Podolskiego jak trędowatego.
Gdy zawodnik Kobe miał do wyboru gorzej ustawionego rodak niż doskonale wychodzącego na pozycje chłopaka urodzonego w Gliwicach – to wybierali tego pierwszego.  W Japonii wybaczą Ci każdą głupotę, jest ogromna cierpliwość do obcokrajowców i szacunek do piłkarzy, którzy osiągnęli sukcesy.

Jednak, jeśli ostentacyjnie wielokrotnie kogoś krytykujesz, zamiast nauczycielem stajesz się nadwornym krytykiem i furiatem – zaczną Cię alienować.
Watanabe, jako kapitan, którego jawnie krytykował Podolski na murawie w obecności wielu tysięcy fanów z pewnością był świadomy, a kto wie nawet nadzorował akcję – „uspokój się Pitoku.”

Statystyki Watanabe, bowiem poszły do góry, a Podolskiego stały w miejscu. „Kaziu” zakończył sezon z 12 golami i 3 asystami, Poldi z kolei z 5 golami i 1 asystą.

Pod koniec sezonu Podolski widać było, że zaczął rozumieć otaczającą go rzeczywistość i przyhamował z swoim atakami furii na kolegów.
Gdy sytuacja w Kobe się uspokoiła zrobił jednak coś niezrozumiałego.
W ostatnim ligowym meczu został ściągnięty przed końcowym gwizdkiem.  Tradycją w Japonii jest, iż na zakończenie sezonu cała drużyna wychodzi do kibiców na podziękowanie za ich trud.
Wyszli wszyscy, prócz Niemca, który po prysznicu nie wrócił już do kolegów (media donosiły, że po prostu odjechał samochodem z stadionu).

Watanabe stanął przed niezręczną sytuacją, w której to wypadałoby zdyscyplinować obcokrajowca za to jak potraktował kolegów i kibiców.

Ale….

Spotkało go upokorzenie, po którym ciężko było wrócić do normalności osobom, które to zboku obserwowały a co dopiero komuś, kto przez ostatnie 2 lata był kapitanem zespołu.

Już w trakcie przerwy między sezonowej z klubu wyszedł komunikat, iż kapitanem na sezon 2018 zostanie Lukas Podolski !?   Ż E CO ?

Zaczęto ocieplać wizerunek Polaka z Niemieckim paszportem (albo na odwrót) wysyłając go na przeróżne sesje zdjęciowe z mnichami, z lokalną społecznością etc. Nawet nowo przybyły Tajski obrońca Bunmathan zaraz po transferze obchodząc urodziny, został zaskoczony tortem wręczonym przez Poldiego, co skrzętnie upamiętniono pięknym zdjęciem w mediach społecznościach.

poldidi.jpg

Stało się jasne dla wszystkich, iż Kapitan w Kobe został wybrany nie przez trenera czy głosami szatni, tylko przez włodarzy klubu, którzy dali jasny sygnał.
„Szybciej pozbędziemy się każdego z was niżeli zrezygnujemy z mistrza świata.”

No właśnie, koledzy mogli być za „Kaziem” ale Poldi miał jeden nie zaprzeczalny atutu w rękawie.
Osiągnięcia piłkarskie.  Mistrz Świata 2014, 2x 3 miejsce, do tego mistrzostwa Niemiec czy sukcesy w Turcji. Ciężko dyskutować z włodarzami argumentami piłkarskimi, trzeba było by użyć tekstów rodem z domowego przedszkola : „a my lubimy kogo innego.”

c9550b10d0159482b628Urodziny Watanabe jakoś Lukas nie wręczał torta

Jak zareagował Japoński Piotr Włodarczyk (identyczny styl gry, sztywny, niby drewniany, ale robiący swoje w polu karnym) na taką potwarz ?
Chciał obronić się piłkarsko, strzelił 4 gole (+3 w Pucharach) w kontrze do 3 Poldiego (+2 w Pucharach).  Można rzecz, że szli łeb w łeb, choć gra zespołu ewidentnie bardziej kleiła się z Watanabe niżeli z byłem graczem FC Koln.
Czarę goryczy przelał transfer Iniesty.  Podczas konferencji prasowych, przeróżnych wywiadów Poldi był przedstawiany, jako świetny kandydat na super duet dla Hiszpana.  Rozpływano się nad perspektywą gry dwóch mistrzów świata w jednej drużynie.

Kazu został całkowicie zmarginalizowany do poziomu statysty.
Trener Takuyuki Yoshida oraz klub Kobe doszli do wniosku, iż nowo stworzona dobra chemia pomiędzy mistrzami świata nie może być zniszczona przez potencjalne próby wywrotowe zdetronizowanego kapitana.

Postanowiono na szybko go gdzieś wytransferować.
Tu pojawia się nasz drugi bohater.

Shun Nagasawa
gamba-nagasawa-thumb-550xauto-181422
Wiecznie wschodząca gwiazda J.League którą od lat kontuzje, przypadki losowe czy inne przeciwności losu dzielą od reprezentacji Japonii.
Nagasawa urodził się i wychował w Shizuoce wylęgarni piłkarskich talentów (Hasebe, Kazuyoshi Miura, Shinji Ono etc). Co za tym idzie był wychowankiem „pomarańczowej mocy” czyli Shimizu S-Pulse gdzie stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki.

e3379021
Nie mogąc przebić się przez tłum atakujących w S-Pulse był wypożyczany do drugoligowych zespołów. I tak już w 2011 roku dał się poznać z dobrej strony Japońskim kibicom grając w Roassoo Kumamoto gdzie strzelił 8 bramek i dodał 2 asysty pokazując niesamowite połączenie techniki, szybkości oraz warunków fizycznych.

Nagasawa bowiem jest zaprzeczeniem idiotycznych stereotypów o Japończykach w Polsce i mierzy sobie zaledwie 192 cm oraz 82 kg – słowem „fest chłop.”

Po popisach w swoim pierwszym pełnym sezonie rozpoczęła się długa historia kontuzji Nagasawy która po dziś dzień stanęła na przeszkodzie w zrobieniu kariery na miarę jego nietuzinkowego talentu.  W kolejnym sezonie w Kyoto Sanga 2012 roku Shun zagrał ledwie 14 spotkań (+1 gol)
Odkuł się w roku następny na trzecim już wypożyczeniu w Matsumoto Yamaga podwoił swoją liczbę występów do 32 (3 gole 3 asysty) jednak z powodu ciągłego dochodzenie do zdrowia tylko jedno spotkanie zaliczył w pełnym wymiarze czasowym.

W roku 2014 przyszedł czas kiedy to Irańsko-Amerykański trener S-Pulse Afshin Ghotbi
stwierdził że Nagasawa jest gotów na podbój J.League fizycznie i psychicznie.

Pierwszy sezon na najwyższym możliwym poziomie w Japonii miał rewelacyjny – no dobra, między bogiem a prawdą to ćwierć sezonu. Rozmarzył wszystkich perspektywą wysokiej Japońskiej dziewiątki z prawdziwego zdarzenia demolującą ligę a później obronę rywali na poziomie reprezentacyjnym.  Gdy po zaledwie 7 meczach i zaliczeniu 3 goli i asysty Nagasawa trafił na celownik selekcjonera reprezentacji Japonii Alberto Zaccheroniego,  Shun w swoim niefortunnym stylu doznał kontuzji wykluczającego go na resztę sezonu (w sumie wrócił 2 kolejki przed końcem i zdążył trafić 4 gola).

Ledwie pół roku od dojścia do zdrowia, S-Pulse wkurzyło do zenitu swoich kibiców sprzedając wieżowca do Gamba Osaka wierząc, że za młodzianem z szklanym zdrowiem prócz lekarzy sportowych nikt nie będzie tęsknił.
Jak na złość Nagasawa wkomponował się idealnie w tryby 2 krotnego mistrza Japonii i w ciągu 3 sezonów strzelił 42 gole w 113 spotkaniach do czego dorzucił skromne 6 asyst. Genialny transfer S-Pulse który miał na celu pozbycie się zawodnika spod znaku L4 jest wypominany po dziś zarządowi „pomarańczowych.”

Nie oznacza to, że Nagasawa stał się nagle okazem zdrowia, nadal dokuczały mu mniejsze lub większe urazy – łącznie był kontuzjowany 80 dni tracąc około 23 ligowych spotkań (plus z parę pucharowych).
Fortuna znów okazała się parszywą s..ą dla naszego wyrośniętego samuraja.
W 2016 nazwisko Nagasawy zostało wypowiedziane przez usta Bośniackiego selekcjonera Japonii Vahida Halilhodzića oficjalnie na konferencji prasowej mówiącego o chęci wypróbowania napastnika Gamby Osaka. Gdy przyszło do kulminacyjnego momentu…nasz „hightower” znów się połamał i „Halilulu” powołał w jego miejsce innego debiutanta.

Poniżej kwintesencja całej sytuacji:

W 2018 roku Nagasawa rozpoczyna jeden z najgorszych sezonów w historii Gamby Osaka o dziwo bardzo najlepiej jak może napastnik – czyli od strzelenia gola.

Były to miłe złego początki.
Brazylijski trener Levir Culpi stawiał na kolosa, jednak zespół przegrał pierwsze 5 z 7 spotkań. Wówczas przyszedł „stały fragmenty gry życia Nagasawy” czyli kontuzja wykluczająca go na 5 spotkań.
Po powrocie do zdrowia zespół był już tak poprzestawiany na potrzebę ratowania się przed spadkiem, że Shun po wejściu na murawę wyglądał jak zawodnik świeżo po transferze – obce ciało w organizmie.

Po zmianie trenera na legendę klubu Tsuneyasu Miyamoto filozofia prowadzenie zespołu zmieniła się diametralnie. Według Miyamoto klub przed upokarzającym spadkiem uratują zawodnicy związani emocjonalnie z miastem czyt. Wychowankowie, młodzież.

W składzie zaczęli pojawiać się zawodnicy którzy mówiąc szczerze to jeszcze nie pokazali żadnej przewagi nad Nagasawą który był pierwsza „Japońską” strzelbą ostatnich lat – ale byli promowani za swoją metrykę. W taki sposób w składzie pojawiali się wychowankowie jak 20 letni Kazunari Ichimi (0 goli)Leo Takae (0 goli) Ryotaro Meshino czy sprowadzony 25 latek Kosuke Onose (0 goli).
Większość z nich to ofensywni pomocnicy lub skrzydłowi ale kosztem upartego wprowadzania młodych do składu – Nagasawa czuł że jego minuty w klubie są policzone.
Dosłownie i w przenośni w ostatnich 5 meczach dla Gamby grał średnio 20 minut na mecz.
Jego sytuacji nie pomógł fakt iż świetnie zaczął się dogadywać duet Hwang Ui-Jo – Ademilson duet na który ewidentnie stawia trener Miyamoto.

Tak więc chłopak który pomógł wywalczyć Puchar Cesarza w 2015 bywał noszony na rękach po tym jak wygrał MVP sierpnia 2016, rok później w 2017 strzelił dla klubu 15 goli – nagle stał się nie pasującym do obrazka puzzlem.

Na ratunek organizacji przybył Vissel Kobe które miało podobną sytuacje z Kazuma Watanabe.
Nie chcąc prowokować losu chcieli się pozbyć najmniej zadowolonego człowieka z filozofii Miyamoto.

W piłce nożnej nikt nie gra za kombatanctwo – nawet w Japonii w której tak gloryfikowana jest lojalność kluby potrafią bez mrugnięcia oka pozbyć się Ciebie kiedy nie pasujesz do koncepcji mimo tego że wcześniej zyskiwali benefity z twojej gry.

Jak nasi bohaterzy zadebiutowali w swoich nowych klubach ?

Doskonale – całą złość i brudną krew którą nagromadzili w ostatnich miesiącach spożytkowali na pokłady energii których nie widzieliśmy w ich wydaniu od paru dobrych tygodni.

Nagasawa trafił w doborowe towarzystwo jak Podolski oraz Iniesta, ale to on asystował przy bramce numer 1 Hirotake Mita otwierającej wynik zwycięskiego meczu z Shonan Bellmare umiejętnie wykorzystując swoje 192 cm.


Kazuma Watanabe z kolei strzelił już nawet bramkę w swoim pragmatycznym stylu „Pana Piłkarza.”


Podsumowując faktem jest iż piłkarze zostali niezbyt fajnie wypchani z drużyn w których oddali swoje serducho. Jak widać nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Obaj panowie zaliczyli udane debiuty a ich nowi trenerzy są zadowoleni z ich usług.
Paradoksalnie wymiana między klubami niechcianych zawodników sprawiła że obie czarne owce poczuły się już od pierwszych minut docenione i bardzo potrzebne (90 minut każdy).

Azja Gola będzie obserwować jak odbudowują się Ci zasłużeni napastnicy którzy zasłużyli po ciężkich chwilach na powrót do blasku.

Kazuma – Shun – Ganbare !

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski

Wyświetleń: 110

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze