To niestety nie błąd w tytule, ani żaden rodzaj środka stylistycznego. Grający w Europie od 2011. roku, Takashi Inui, jeszcze niedawno był dla wielu postacią zupełnie anonimową. Jest to co najmniej zadziwiające, gdyż Japończyk grał m.in. w Eintrachcie Frankfurt, czy hiszpańskim Eibar, w barwach którego występował przez 3. sezony i strzelił dwie bramki Barcelonie na Camp Nou. Mimo to, przed mundialem zdawało się słyszeć głosy o „najsłabszej kadrze Japonii od lat„, w której brak klasowych zawodników. Trudno dziwić się takim opiniom, skoro jedynymi znanymi przez te osoby postaciami byli Keisuke Honda, Shinji Kagawa i kapitan Tsubasa. Honda to już jednak nie to „bo gra w jakimś Meksyku„. Kagawa nie ma jeszcze 30. lat, ale „nie jest już młody i w dodatku nie sprawdził się w United„. Tsubasa, „bo dawne odcinki to było coś, teraz to już nie to samo„. Dobrze, że nie oberwało się przy tym cesarzowi Akihito. Co natomiast zdarzało się słyszeć na temat dzisiejszego bohatera? Cóż, było tego wiele i raczej nie napawało optymizmem z perspektywy osoby, która w jakimkolwiek stopniu interesuje się futbolem.

„Inui? Ma już przecież 30 lat.”

„Hah, kto to Inui?”

„Przecież on gra w jakimś Eibar.”

I tak dalej. Jakkolwiek surrealistycznie to brzmi, zaręczam, iż są to autentyczne wypowiedzi z jakimi się spotkałem. Transfer do Betisu absolutnie niczego nie zmienił, bo „to tylko transfer jakiegoś no-name’a jakich wiele„. No ok. Przyszedł mundial i już w pierwszym meczu Japończycy ograli Kolumbię, a potem zremisowali z Senegalem, który pokonał reprezentację Polski. Inui był wyróżniającą się postacią. Z ekipą z Afryki zdobył bramkę, a przy drugiej zaliczył świetną asystę.

Powoli zaczął być „kojarzony”. W oczach tzw. „sportowych Januszy” zyskał jednak dopiero, po kapitalnej bramce strzelonej Belgii. Bramce która dała „Samurajom” dwubramkowe prowadzenie i zmusiła brązowych medalistów mundialu do nie lada wysiłku.

Ale zostawmy mundial. Inui to gracz o nieprzeciętnych umiejętnościach, który tylko potwierdził to na największej międzynarodowej imprezie świata. W dotychczasowej karierze rozegrał 355. spotkań strzelając w nich 67 bramek i zaliczając 63 asysty. Teraz ma być jedną z głównych postaci w mającym wielkie ambicje Realu Betis.

Czas na przybliżenie sylwetki Inuiego.

Urodził się 2. czerwca 1988. roku w Ōmihachiman w prefekturze Shiga.

1

Miasto powstało 31. marca 1954 roku. „Ōmihachiman” znaczy dosłownie „Hachiman w Ōmi”. Wcześniej istniało miasto „Hachiman”, ale w tym samym czasie istniało też miasto „Yahata” w prefekturze Fukuoka. Niby nic nadzwyczajnego, ale oba te miasta miały dokładnie taką samą pisownię w japońskim alfabecie kanji, więc człon „Ōmi (近江国)” został dodany, aby uniknąć nieporozumień. Ōmi to historyczna prowincja Japonii. Hachiman (八幡神) natomiast, to według Shintoistycznych wierzeń, Bóg wojny, bądź inna „Boskość” kojarzona z wojną, która ma wspólne elementy zarówno z Shintoizmem, jak i  Buddyzmem.

Na zdjęciu „Kami Hachiman” przebrany za Buddyjskiego mnicha. Kami () to nic innego jak japońskie pojęcie Boga.

220px-Sōgyō_Hachiman

Spokojnie, już wracam do Inuiego 🙂 Tak więc urodził się w opisanym wyżej mieście. Swoją piłkarską przygodę rozpoczął już w szkole podstawowej, gdzie występował w Saison Football Club, gdzie grał do 2004. roku. W tym właśnie roku poszedł do szkoły średniej, a konkretnie „Yasu High School”, gdzie grał w szkolnej drużynie.

Yasu High School Inui

„Grał” to za mało powiedziane. Inui wywoływał zachwyt w każdym spotkaniu i wprowadził zespół na całkiem inny poziom. Dzięki niemu zespół Yasu High School zdobył jedną z najpiękniejszych bramek w historii „piłki licealnej” w Japonii. Inui przyjął piłkę na skrzydle, dynamicznie zszedł do środka i nieszablonowym zagraniem zmylił obronę, przez co otworzył kolegom drogę do bramki.

Bramka nie sprawiła tyle zachwytu przez samo trafienie, ale przez całą akcję i inteligencje zawodników, którzy mieli przecież wtedy po kilkanaście lat.

W 2006. roku, czyli rok przed ukończeniem szkoły wygrał All Japan High School Soccer Tournament, który jest utworzonym w 1917. roku turniejem zrzeszającym zespoły szkół średnich z całej Japonii. W tym samym roku został też powołany do kadry U-21, gdzie zadebiutował w spotkaniu z rówieśnikami z Korei Południowej.

Występy Takashiego nie mogły przejść bez echa i od razu po zakończeniu szkoły podpisał kontrakt z Yokohamą Marinos.

INUI MARINOSY

W barwach „Marynarzy” Inui zadebiutował 10. marca 2007. roku w derbach z Yokohamą FC.

Nie dostawał jednak zbyt dużo szans w Jokohamie i w 2008. roku został wypożyczony do Cerezo Osaka, która wykupiła go w styczniu 2009. Ten transfer to być może najlepsza decyzja w jego karierze, gdyż mimo, że przechodził do J2, to przechodził do zespołu, który wyciągnął z niego maksimum i mógł pokazać tam swoją najlepszą wersję. Dołączył więc do ekipy Shinji Kagawy i stworzył z nim iście legendarny duet, który wciągnął Cerezo do J.League i załatwił obu Panom transfery do Bundesligi. Cóż to było za duo. W sezonie 2009 ich statystyki prezentowały się następująco:

  • Shinji Kagawa – 44 spotkania – 27 bramek i 16 asyst
  • Takashi Inui – 47 spotkań – 20 bramek i 14 asyst

Obaj Panowie rozumieli się tak, jakby całe życie z nikim innym nie grali. Ich kapitalna współpraca jest wspominana do dziś i na tegorocznym mundialu przyniosła niemałą korzyść kadrze Japonii. W barwach Cerezo, Inui rozegrał 129 spotkań. Zdobył w nich łącznie 40 bramek i zanotował 26 asyst. Kibicom z Osaki, z pewnością zapadnie w pamięci jego świetny występ z Avispą Fukuoka z maja 2009. roku.

W końcu zgłosił się po niego niemiecki Bochum, do którego dołączył w 2011. roku. W Niemczech zadebiutował 12. sierpnia 2011. roku w spotkaniu z St. Pauli. 8 dni później zdobył swoją pierwszą bramkę w 2. Bundeslidze przeciwko Unionowi Berlin. Epizod w Bochum, Inui może uznać za całkiem udany. Zagrał w 32. spotkaniach, strzelił 7 bramek i zaliczył 5 asyst.

Po sezonie przeniósł się do Eintrachtu Frankfurt, występującego klasę wyżej, bo w pierwszej Bundeslidze. Zadebiutował w sierpniu 2012. roku w spotkaniu z Bayerem Leverkusen. Zaliczył asystę, a jego zespół wygrał 2:1.

We wrześniu tego samego roku zaliczył 3 spotkania z rzędu ze strzeloną bramką, wliczając w to debiutanckie trafienie przeciwko HSV. We Frankfurcie został na dłużej niż w Bochum, bo spędził tam 3 sezony, w których trakcie zagrał w 87 meczach. W barwach Eintrachtu zdobył 9 bramek i zaliczył 20 asyst.

W sierpniu 2015. roku, Inui dołączył do Hiszpańskiego Eibar, w którym zadebiutował 23. września w wyjazdowym spotkaniu z Levante. Podobnie jak we Frankfurcie, Inui przywitał się z nowymi kibicami asystą.

W baskijskiej ekipie był zdecydowanie pierwszoplanową postacią. Napsuł krwi takim ekipom jak Real, czy Atletico ale chyba najbardziej Barcelonie, przeciwko której zdobył dwie piękne bramki  i to na jej stadionie.

W ciągu trzech sezonów rozegrał 94. spotkania w których zdobył 11 bramek i zaliczył 12 asyst. Nie są to może porażające statystyki, ale nie da się ukryć, że Inui grał w raczej przeciętnym zespole w najlepszej lidze świata i to nie on miał być głównym goleadorem w drużynie. Nie strzelał bramek zbyt często, ale jak już strzelał, to hiszpańscy komentatorzy głośno wykrzykiwali słynne Golazo!”.

Jeszcze przed Mistrzostwami Świata, jego transfer sfinalizował Real Betis, do którego Inui dołączył na zasadzie wolnego transferu. Przyszedł więc czas na nowy etap w ekipie, której ambicje są znacznie wyższe niż te w Kraju Basków.

Kadra narodowa

W dorosłej kadrze, Inui zadebiutował 20. stycznia 2009. roku w spotkaniu z Jemenem (2:1). Zmienił strzelca bramki, Tatsuye Tanake i spędził na murawie ostatnie 11. minut. Na kolejny występ w kadrze musiał poczekać do stycznia 2010. roku. Znów rywalem Japonii była ekipa Jemenu, a Inui zaliczył asystę w swoim drugim występie w barwach „Niebieskich Samurajów”.

Pierwsze trafienie zaliczył 14. listopada 2014. roku w wygranym 6:0 spotkaniu z Hondurasem. Do debiutanckiego trafienia dołożył wtedy jeszcze jedno.

Do tej pory wystąpił w 31. meczach kadry Japonii i zdobył w nich 6 bramek. Jak już wspomniałem był jedną z głównych postaci Japończyków na mundialu w Rosji, gdzie zdobył dwie bramki i zaliczył jedną asystę.

Autor tekstu: Kamil Gala                                                                                                  @GalsonHM

Wyświetleń: 31

Autor tekstu: Kamil Gala

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze