To był  dla mnie wymarzony początek piłkarskiego tripu po Japonii, a raczej okolicach Tokyo.

7-go kwietnia wybrałem się po raz pierwszy na Ajinomoto Stadium. Właśnie na tym obiekcie swoje mecze domowe rozgrywają dwaj lokalni rywale: Tokyo Verdy oraz FC Tokyo. Dzisiaj będzie o tych pierwszych i to dosłownie, bowiem na start przygody obrałem wizytację u pierwszego mistrza swojego kraju.
Niestety, fajerwerki zostawiam na później, jedziemy oglądać drugą ligę…
Ale zanim się tam znajdziemy, przybliżmy pokrótce niezwykle elektryzującą  historię tego klubu.
Jak to się stało, że Verdy to dziś upadły hegemon, który od równo dekady nie potrafi przebić się przez zaplecze J1? W czym upatrywana jest nadzieja na powrót do elity? Zapraszam do tekstu.
pobrane

 Zdążyłem przyjść na ten świat, nim wystartowała profesjonalna liga piłkarska
w Japonii.  25-letnia historia ligi to przy europejskich potentatach jeszcze krótki epizod, jednak każdy pisze legendę na swój unikalny sposób. To także wystarczający czas, aby totalnie obrócić bieg zdarzeń i z piedestału okrytego sławą  znaleźć się na wyżynach bezradności. Właśnie takich turbulencji doświadczyła ekipa Verdy Kawasaki ( dopiero od 2000 roku Tokyo Verdy 1969), która triumfowała w pierwszych dwóch sezonach ligowych J1 – 1993,1994. Rok później w 95’ udało się osiągnąć wicemistrzostwo kraju. To był okres gdzie łupili praktycznie wszystko, łącznie z pucharem ligi (Nabisco) zdobytym trzykrotnie w latach 92-94’. Grali skutecznie i pięknie dla oka.

Nikt chyba wtedy nie przypuszczał, że na przestrzeni dekady zajdą tak gwałtowne zmiany w hierarchii. Sukcesy przysłoniły oczy właścicielom (firma Yomiuri), którzy zbyt łapczywie spoglądali w przyszłość. Nie wystarczyła im już lokalna społeczność kibicowska. Chcieli być na czele ogólnokrajowego projektu i nadać swojej drużynie status „drużyny Japonii”. Nie ma przypadku w tym działaniu, podobnie było z Yomiuri Giants (główny klub właścicieli), który jest gigantem w baseballu. Okazało się jednak, że społeczności kibicowskie tych dwóch dyscyplin są z goła odmienne, a samo zaniedbanie lokalnych fanów doprowadziło do znaczącego spadku sprzedaży biletów.

verdy

Problemy były jednak jeszcze większe. Verdy Kawasaki stawiało na piłkarzy o wysokiej renomie, także na krajowych reprezentantów. Kontrakty piłkarzy były później na tyle przepłacane, że w 1996 r. klub popadł w spiralę długów.
Później bywało różnie. Fatalne występy w lidze jak w 1998 r. (17 miejsce na 18 zespołów) przeplatane były dobrymi rundami, jak w pierwszej części sezonu 99’ (pozbyto się weteranów i postawiono na obiecujących graczy).
Pod koniec tego roku miała miejsce poważna w skutkach decyzja. Sprzedaż biletów topniała kosztem rywali zza miedzy, Kawasaki Frontale. Klub podjął decyzję o przeniesieniu swojej siedziby do Tokyo, by tam poszukać większego wsparcia wśród kibiców. Na ich nieszczęście był to kolejny duży błąd. FC Tokyo zdołało już przyciągnąć rzeszę kibiców z zachodniej części miasta, Verdy natomiast musiało pogodzić się z silną konkurencją. Dodatkowo spłynęła na nich fala niechęci. Kibice FC Tokyo jasno wyrażają swoje poczucie pierwszeństwa w stolicy, choćbym znanym transparentem „The REAL Tokyo FC”.

Kolejne lata, kolejne wahania. Verdy szukało stabilnej strategii, jak się okazało na dłuższą metę – bezskutecznie. Przełomowy okazał się dopiero 2004 rok. „Greenboys” wygrali  Puchar Cesarza, podobnie jak mecz promujący  nadchodzący sezon czyli Xerox Super Cup. Powiem tak, Verdy grało wówczas tak, jak muzyka rozbrzmiewająca w poniższym klipie „So nice”.

Szybkie dwa triumfy okazały się być początkiem tragedii.
Verdy w kompromitującym stylu spadło z ligi, nie raz zbierając potężne lanie. Jednak to nie koniec paradoksu na ten rok. W lipcu swoje tourne po Azji miał sławetny Real Madryt. UWAGA, ekipa z Tokyo pokonała „Królewskich” 3-0 (!) przy owacji ponad 30 tysięcy kibiców.

http://www.nicovideo.jp/watch/sm14497356

Strzelam w ciemno, że takiego popie*dolonego  lipca, nie miał żaden klub na tej planecie. Zresztą oceńcie sami:

02/07 G-Osaka – Verdy 7-1

06/07 Verdy – Urawa 0-7

09/07 FC Tokyo – Verdy 0-0

13/07 Verdy – Kobe 3-3

17/07 Iwata – Verdy 6-0

23/07 Hiroshima – Verdy 3-0

25/07 VERDY – REAL MADRID  3-0

Po prostu, NIE DO WIARY!!!

(Powyżej Kazuyuki Toda wówczas czyścił wszystko w środku pola Tokyo Verdy)

xin_200702252203296190969

Wielki rewanż Verdy na gwiazdach „Galacticos”. Rok wcześniej Real wygrał 4-0.

Po dwuletniej nieobecności „zieloni” wrócili do J1. To właśnie w 2008 roku doszło do prawdziwego kuriozum. Na dwie kolejki przed końcem ligi włodarze klubu ogłosili, że tuż po sezonie rozwiążą kontrakt z m.in. kilkoma graczami pierwszego składu. To był potężny cios w morale zespołu… walczącego o utrzymanie. Do tego doszła dezercja ich pierwszego strzelca, dziś znanego na całym świecie Brazylijczyka Hulka, który w połowie sezonu dał dyla do FC Porto.
Dwie porażki doprowadziły do drugiego w historii klubu spadku.  Jak do tej pory Tokyo Verdy nie było w stanie skutecznie się podnieść i od dekady toczy boje w drugiej lidze. Choć ostatnio zgłasza swoją kandydaturę do awansu to jak zwykle brakuje powtarzalności wyników. Ogromne wahania, chimeryczność, to wszystko przylgnęło do zespołu już kilkanaście lat temu, dobry sezon przeplatany jest fatalnym i tak w kółko. Spójrzmy na klasyfikacje końcową Verdy w ostatnich pięciu latach, trudno to racjonalnie wytłumaczyć:

2013 – 13 miejsce

2014 – 20 miejsce

2015 – 8 miejsce

2016 – 18 miejsce

2017 – 5 miejsce (najwyższa lokata od 2011 r.- wtedy również 5)

(Tegoroczne nastroje opisałem przy relacji meczowej)

Nadzieja tkwi w młodych zawodnikach, którzy nie wyfrunęli jeszcze z gniazda.
Niestety kiepskie finanse klubu często nie są w stanie zatrzymać perspektywicznych graczy, którzy wyciągani są przez zamożniejsze zespoły. Na przestrzeni kilku lat Verdy stało się iście eksportowym zakątkiem Japonii.

Tutaj paru zawodników wspomni może kolega Adam Błoński:

„Tokyo Verdy to jedna z najlepszych produkcji talentów w całej Japonii, jeśli nawet kogoś nie wychowali od podstaw, to przynajmniej ich skauting dał możliwość wypromowania danego zawodnika.
Przedstawię poniżej listę zawodników którzy wyszli z pod skrzydeł Tokyo w świat.

Hulk  – Brazylijczyk – 47 krotny reprezentant kraju, uczestnik MŚ 2014, były zawodnik Porto oraz Zenit Saint Petersburg. Zawodnik tak popularny, że aż szkoda czasu na łamach tego artykułu się nad rozwodzić. 
Shoya Nakajima – filigranowy skrzydłowy, uczestnik olimpiady w Rio, obecnie zawodnik portugalskiego Portimonense – sezon 17/18 zakończył z 10 bramkami i 12 asystami.
Ostatnio hucznie zadebiutował w kadrze, strzelając bramkę w towarzyskim meczu przeciwko Mali.
Kenyu Sugimoto – 25 letni napastnik Cerezo Osaka który strzelił w sezonie 2017 aż 22 gole, dzięki czemu zdążył już pięciokrotnie zagrać w reprezentacji Nipponu.
Yuki Kobayashi – defensywny pomocnik który już 2 lata gra w Holenderskim Heerenveen. 4x zagrał dla niebieskich samurajów.
Kenta Misao – mistrz J.League z sezonu 2016 z Kashimą Antlers, oraz zdobywca 2 miejsca na klubowych mistrzostwach świata. Został powołany na MŚ 2018 przez Akihiro Nishino.
Takayuki Morimoto – najmłodszy debiutant w historii J.League miał zaledwie 15 lat i 10 miesięcy i 6 dni (później rekord pobity przez Takafuse Kubo z FC Tokyo). Później ten silny jak tur napastnik spędził aż 7 lat w Włoskiej Seria A. Był również uczestnikiem mistrzostwa świata 2010.
Washington – kolejny Brazylijczyk który zdominował ligę bardziej niż popularniejszy Hulk. Gracz który gdyby nie operacja ratująca jego życie (chore serce) byłby bez problemu gwiazdą również w Europie. J.League na niego postawiło i się nie zawiodło.
Zdobył 88 goli w zaledwie 3 sezony, zdobył mistrzostwo J.League oraz Azjatycką Ligę Mistrzów. 9 razy wystąpił w reprezentacji kraju kawy, zdobywał również w tamtejszej lidze mistrzostwo kraju i dwukrotnie był królem strzelców.

Można tak wymieniać w nieskończoność, lista jest naprawdę przeogromna. 
Tutaj lista z zaprzyjaźnionej strony.”
https://www.transfermarkt.pl/tokyo-verdy/weristwo/verein/3734/plus/1

 

Znajdujemy się na stacji Tobitakyu (Ajinomoto Stadium). Jest to nieliczny przykład, gdzie do nazwy stacji dodano nazwę obiektu sportowego, sugerując jego rangę oraz ułatwiając dotarcie.  Zaryzykuję tezę, że umiejscowienie Ajinomoto Stadium pozostawia wiele do życzenia. Nie leży bowiem w samym Tokyo, a w Chofu, mieście przynależnym do Metropolii Tokyo. Z samego serca stolicy do stadionu mamy 25 kilometrów. Nieźle. Na dotarcie tam komunikacją miejską trzeba przeznaczyć prawie godzinę i to z centrum Tokyo! Łatwo się domyśleć, że z wielu okręgów czas przyjazdu będzie dłuższy. Na potwierdzenie moich słów zamieszczam wymowną grafikę:

Gdzie leży stadion FC Tokyo/Verdy w porównaniu do lokacji stadionów londyńskich klubów?NISI20130612_0008313436_webNadal jesteśmy na stacji Tobitakyu. Trudno bowiem przeoczyć pierwsze klubowe akcenty, usytuowane po obu stronach holu. Mogę śmiało powiedzieć, że tego typu zabiegi są niezwykle atrakcyjną normą w Japonii. Szacunek do rywala jest tutaj nadrzędną wartością, a wszelkie dekoracje, pomniki, malowidła i inne nadają kolorytu całej sportowej otoczce. Inaczej mówiąc, sportowy duch obecny jest już na długo przed pojawieniem się na stadionie.

Mizionnn.jpg

Tuż przed wyjściem z dworca zaliczam jeszcze szybki look na horyzont. Tak, widać już stadion! Bartek 2Tobitakyu Station (zdjęcie zrobione kilka dni później podczas drugiej wizyty)

 Wchodzimy na ostatnią prostą do stadionu. Właśnie tutaj dostajemy sygnał, która ekipa rządzi w Tokyo. Nagle zanikają barwy zieleni i bieli, a cała ulica podporządkowana jest tylko jednemu klubowi – FC Tokyo!

1.jpg                       Cała aleja w plakatach zawodników i obwarowaniach FC Tokyo
2.jpg                                               
Przy okazji piękne kwietnienie wiśni

3
                                                 Automat z napojami w barwach klubowych

Ale zaraz, zaraz… miało być o Verdy. Właśnie do tego zmierzam. Początkowo byłem zdziwiony taką dominacją „gazowników” przed wspólnym stadionem, uznałem nawet te zagrywki za tendencyjne. Oczywiście obie drużyny dzieli klasa rozgrywkowa, co za tym idzie budżet, spectrum możliwości. Ale najważniejszą odpowiedź dał łyk historii już po przylocie do Polski. Jak wcześniej pisałem, na przełomie 1999/2000 roku władze Verdy postanowiły jeszcze bardziej dobić klub i przenieść siedzibę z Kawasaki do stolicy.
Nie przypuszczali chyba, że uderzają do dobrze wyeksploatowanego miasta przez FC Tokyo. Zaryzykowali i przegrali tworząc wokół siebie jeszcze większą niechęć. Oczywiście „zieloni” napisali kawał historii, są bardziej utytułowani, ale ich prawdziwe „JA” kreśliło się poza stolicą. Nie dziwi mnie już zatem różnica popularności obu klubów.

Tymczasem w końcu dochodzimy do stadionu, jest bardzo wietrznie.

IMAG1077 (1).jpg
Poczułem się zobowiązany by w tym uroczystym dniu kupić szalik Verdy 😀

Swoją drogą zakup średni- brak loga, czegokolwiek. Równie dobrze mógłbym tak wjechać na Lechię Gdańsk czy Olimpię Grudziądz? Egzemplarz broni się jakością.

LECIMY DALEJ! Bilet zakupiony za 2900 JPY, czyli koło 95 złotych. Oczywiście prawie najtańszy z możliwych, w grę wchodziła tylko trybuna ultrasów gospodarzy (tak wjeżdżałem na każdy mecz). Duży plus, że tam gdzie chciałem płaciłem najmniej, choć i tak relatywnie drogo? Na drugą ligę? Jednak nie do końca, bo różnica w zarobkach to mocna weryfikacja.

Koniec części pierwszej.

CDN.
Cześć druga już nie długo…

 Tekst napisał: Bartek Duda
 @bobisimons