Niestety. Kolejny mecz z rzędu jesteśmy nieskuteczni i tylko remisujemy z Saganem Tosu 0:0. Była dobra gra, były sytuacje, a ostatecznie, mamy trzeci z rzędu mecz bez zdobytej bramki. Czyżby wróciły demony z początku sezonu?

Początek meczu był dość chaotyczny. Ani jedni ani drudzy nie bardzo wiedzieli jak się zabrać za zaatakowanie rywala. Dopiero w 11 minucie, pierwszą okazję meczu mieli gospodarze. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, niefrasobliwe zachowanie obrońców Tokyo mogło doprowadzić do straty bramki, ale świetnie w bramce zachował się Hayashi.

Dwukrotnie w ciągu paru minut uderzał Diego Oliviera, ale dwukrotnie niecelnie i dość daleko od bramki. Mecz był dość twardy, było dużo walki i niepotrzebnych przepychanek między zawodnikami, których prowodyrem był najpierw Victor Ibarbo, potem Yuji Ono. W pierwszej części oglądaliśmy jeszcze ładny strzał Oty, ale sparowany przez, będącego w wyśmienitej formie w tym spotkaniu, Shuichi Gonde.

Druga połowa zaczęła się od mocnego naporu Tokyo, które nie chciało opuszczać Best Amenity Stadium bez 3pkt. W 49 minucie bramkę zdobył Keigo Higashi, ale znajdował się na pozycji spalonej, co dobrze wychwycił arbiter. Trzy minuty później, „gazownicy” przeprowadzili najładniejszą akcję tego spotkania. Muroya zszedł z piłką do środka, zagrał na jeden kontakt z Higashim i zagrał do Nagaiego, który zagraniem piętą otworzył prawemu obrońcy drogę do bramki, jednak jego mocny strzał pod poprzeczkę, kapitalnie obronił Gonda. Kilka minut później mieliśmy niemal kopię tej sytuacji. Diego Oliveira zszedł do środka, zagrał świetną, prostopadłą piłkę do Omoriego, który stanął oko w oko z bramkarzem, ale znów zwycięsko z pojedynku z zawodnikiem Tokyo wyszedł Gonda.

Gra się zaostrzała, zawodnicy z Tosu zaczęli brutalnie faulować, z czym nie potrafił poradzić sobie sędzia. Najlepiej pokazał to moment, kiedy Kim Min-Hyeok, w chamski sposób uderzył Muroyę, za co powinien był obejrzeć czerwony kartonik, ale… obaj piłkarze dostali po żółtej kartce.

W 76 minucie przeżyliśmy deja vu. Ponownie w znakomitej sytuacji, Gonda ratuje Tosu przed utratą bramki, broniąc mocny strzał głową z bliskiej odległości Sotana Tanabe . Nie tylko Gonda stawał nam na drodze do zdobycia bramki. Parę minut później Diego Oliveira trafił w słupek, również z bliskiej odległości. W 95 minucie piłkę meczową miał Ryoichi Maeda, ale oczywiście, w sytuacji sam na sam, kapitalnie obronił były golkiper Tokyo.
news_245253_1.jpg
Absolutna dominacja, zamknięcie Saganu w ich własnym polu karnym, mnóstwo strzałów na bramkę i multum sytuacji. Nie zdało się to na nic, bo rezultat na tablicy wyników, pozostał bez zmian. Na nasze szczęście Hiroshima i Sapporo przegrały swoje spotkania i dzięki przegranej ekipy z Hokkaido, nadal zajmujemy drugie miejsce w lidze.

Autor tekstu: Kamil Gala
@TokyoGalson