W środę na NOEVIR stadium w Kobe rozegraliśmy mecz w ramach 12 kolejki J.League, z miejscowym Visselem. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0.

Gospodarze od pierwszych minut starali się narzucić swoje tempo i na początku dyktowali warunki gry. Niewiele jednak z tego wynikało, bo poza dwoma, niegroźnymi strzałami Podolskiego, nie byli oni w stanie zagrozić bramce Aki Hayashiego. Na domiar złego dla miejscowych, w 31 minucie meczu, Lukas Podolski doznał kontuzji mięśniowej w lewej łydce i musiał opuścić boisko. Wtedy do głosu doszli zawodnicy ze stolicy Japonii. Uderzać próbował najpierw Nagai, a potem Oliveira. Jednak w przerwie tablica wyników nadal wskazywała bezbramkowy remis. Po przerwie działo się stosunkowo niewiele, zawodnicy byli wyraźnie zmęczeni, co pokazała zmiana Diego Oliveiry już w 56 minucie. Pomimo tego, Tokyo miało swoją znakomitą szansę na zdobycie bramki. Wszystko za sprawą Kensuke Nagaiego, który pokazał swoją szybkość, gubiąc obrońców, ale niestety jego strzał sparował Kim Seung-Gyu. Gospodarze odpowiedzieli groźnym strzałem Leandro, który kapitalnie obronił Hayashi. Poza tym Kobe stać było na jeszcze jeden zryw, w końcówce meczu, po którym bliski bramki dającej Kobe 3pkt, był Wellington, jednak fatalnie przestrzelił z bliskiej odległości.

Można powiedzieć, że punkt wywieziony z tego dość trudnego terenu, jest dobrym wynikiem, gdyż wyniki pozostałych spotkań ułożyły się dla Tokyo wyjątkowo korzystnie i ten jeden punkt sprawił, że odskoczyliśmy od Kawasaki, które spadło na miejsce czwarte za sprawą zwycięstwa Sapporo, na 2 punkty.

Kontuzja Lukasa Podolskiego, o której mowa wcześniej, wyklucza Niemca na przynajmniej 8 tygodni. Urodzony w Gliwicach zawodnik, przebywa obecnie w Kolonii, gdzie rozpoczął rehabilitację.

Poldi

Skład Tokyo:

Hayashi; Muroya, Morishige, Maruyama, Ogawa; Omori, Hashimoto, Takahagi (83’ Togashi), Higashi; Nagai (69’ Yonemoto), Oliveira (56’ Maeda).

Komentarz od Adama Błońskiego:
„Kiedy zobaczyłem w jednym meczu na boisku łysinę Kunie Kitamoto, Brazylijczyka Leandro bad guy’a Daisuke Nasu z Vissela Kobe, oraz Ryuichi Maedę i defensywnego pomocnika Takuji Yonemoto z FC Tokyo poczułem się jak filmie powrót do przeszłości.
Retro J.League, zawsze miło pooglądać.
Zawodnicy którzy są już legendami J.League, dziś z ich formy dużo nie zostało, ale łezka w oku się zakręci gdy na myśl przychodzą fantastyczne mecze z ich udziałem w przeszłości.”
Poniżej skrót do meczu:

Autor tekstu : Kamil Gala
@TokyoGalson 

Wyświetleń: 26

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze