Reprezentacja Iranu rozpoczęła mundial od remisu 2:2 z Nową Zelandią. Sam wynik można uznać za rozczarowanie, bo Persowie dwukrotnie musieli odrabiać straty z najniżej notowaną drużyną całego turnieju. Jednak aby uczciwie ocenić ten występ, trzeba spojrzeć szerzej na wszystko, co działo się wokół irańskiej kadry w ostatnich dniach.
Od momentu przyjazdu do Ameryki Północnej irańscy piłkarze funkcjonują w wyjątkowo napiętej atmosferze. Wokół spotkania organizowano protesty części irańskiej diaspory sprzeciwiającej się władzom w Teheranie. Gdy autokar reprezentacji przyjeżdżał pod stadion, zawodnikom towarzyszyły okrzyki polityczne, gwizdy
i obraźliwe hasła. Na trybunach również nie brakowało napięcia.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem dużo mówiło się także o sporze dotyczącym historycznych irańskich flag z symbolem lwa i słońca. Ostatecznie takie flagi były widoczne na stadionie, mimo wcześniejszych doniesień o możliwych ograniczeniach.
W skrócie flaga z lwem i słońcem była oficjalną flagą Iranu przed rewolucją islamską w 1979 roku. Dziś dla wielu Irańczyków mieszkających na emigracji jest symbolem sprzeciwu wobec obecnych władz w Teheranie, dlatego jej pojawienie się na stadionach często ma polityczny wydźwięk. Dla jednych to po prostu historyczny symbol Persji, dla innych wyraźna manifestacja przeciwko Islamskiej Republice Iranu. Irańska diaspora, specjalnie jeszcze prowokowała, pokazując flagę, która dla nich jest symbolem dawnej świetności i łącząc ją z flagą Izraela i USA. Dla piłkarzy Iranu nie było to najprzyjemniejsze uczucie, gdzie ktoś macha Ci przed oczami flagami o znaczeniu
„1. Poczekajcie obalimy wasze rządy 2 i 3 tak to my was mordujemy i jesteśmy Tu.”

Dodatkowym ciosem był moment odgrywania hymnu Iranu. Z trybun dało się usłyszeć gwizdy, które zagłuszały część stadionowego nagłośnienia. Niezależnie od poglądów politycznych trudno uznać taki moment za neutralny dla psychiki zawodników. Mundial ma być świętem piłki, tymczasem Irańczycy od pierwszych minut turnieju znaleźli się w atmosferze przypominającej bardziej polityczną demonstrację niż sportowe wydarzenie.
Warto również zauważyć, że trudno znaleźć w historii mistrzostw świata podobną sytuację, w której gospodarzem turnieju byłby kraj pozostający w tak głębokim
i otwartym konflikcie politycznym z jednym z uczestników imprezy. Od lat argumentowano przecież, że względy bezpieczeństwa i napięcia polityczne są jednym z powodów, dla których Izrael rywalizuje w strefie europejskiej, a nie azjatyckiej. Tymczasem reprezentacja Iranu została wysłana na mundial, gdzie zamiast przewagi kibicowskiej czy choćby neutralnej atmosfery, często mierzy się z otwarą wrogością.
Na trybunach dominowali przedstawiciele irańskiej diaspory mieszkającej w Ameryce Północnej, często już drugiego lub trzeciego pokolenia. Dla wielu z nich mundial stał się okazją do manifestowania swoich poglądów politycznych. Problem polega na tym, że adresatami tych emocji stają się piłkarze.
Bo trudno nie zauważyć pewnego paradoksu. Czy naprawdę ktoś uważa, że Mehdi Taremi z Olympiakosu, Alireza Jahanbakhsh z Dender, Mohammad Mohebbi z Rostowa, czy Saman Ghoddos z Kalmar FF mają jakikolwiek wpływ na geopolitykę Bliskiego Wschodu? Patrząc na pytania zadawane podczas konferencji prasowych można czasem odnieść wrażenie, że od napastnika, skrzydłowego i pomocnika oczekuje się odpowiedzialności za wydarzenia, na które nie mają najmniejszego wpływu.
Gdyby słuchać niektórych komentatorów, można by pomyśleć, że zamiast przygotowywać się do meczu z Nową Zelandią, zawodnicy Iranu między treningami planują operacje wojskowe i wyznaczają kierunki polityki zagranicznej swojego państwa.
Nic więc dziwnego, że frustracja w irańskim obozie narasta. A gdy do tego doda się ciągłe protesty, polityczne pytania, gwizdy podczas hymnu i atmosferę nieustannego napięcia, łatwiej zrozumieć, dlaczego niektóre reakcje zawodników po bramkach bywają bardziej emocjonalne niż podczas zwykłego meczu piłkarskiego.
Do tego dochodzą konferencje prasowe, podczas których piłkarze regularnie odpowiadają na pytania dotyczące polityki, konfliktów międzynarodowych czy sytuacji w Iranie. Mehdi Taremi podczas jednej z ostatnich konferencji nie krył już irytacji.
– Nie zadaliście mi ani jednego pytania o bardzo dobrze grającą w piłkę Nową Zelandię. Może powinniście pójść na jakąś konferencję polityczną, a nie piłkarską – stwierdził napastnik.
Trudno nie odnieść wrażenia, że dla irańskich zawodników jest to dodatkowe obciążenie mentalne. I być może właśnie dlatego po wyrównującej bramce Mohammada Mohebiego zobaczyliśmy jedną z bardziej kontrowersyjnych cieszynek początku mundialu. Skrzydłowy wykonał gest przypominający strzelanie w kierunku trybun. Trudno jednoznacznie interpretować jego zachowanie, ale frustracja i napięcie narastające wokół reprezentacji od wielu dni są faktem.
Na boisku Iran od początku ruszył do ataku. Już w pierwszych minutach groźnie uderzał Arya Yousefi, ale Max Crocombe zachował czujność.
Pierwszy cios zadali jednak Nowozelandczycy. W 9. minucie Chris Wood świetnie opanował długie podanie, a następnie wyłożył piłkę Elijahowi Justowi. Skrzydłowy wykończył akcję efektownym półwolejem i dał swojej drużynie prowadzenie.
Był to historyczny moment. Just został pierwszym zawodnikiem klubu Motherwell, który zdobył bramkę na męskim mundialu.
Iran długo odpowiadał nieskutecznie. Mehdi Taremi obił słupek, a kilka kolejnych okazji nie zakończyło się golem. Wreszcie w 34. minucie Persowie doprowadzili do wyrównania. Shahriyar Moghanlou nie zdołał oddać skutecznego strzału, ale przy piłce znalazł się Ramin Rezaeian, który technicznym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy pokonał Crocombe’a.
Jeszcze przed przerwą Iran trafił do siatki po raz drugi, jednak gol Alego Nematiego został anulowany z powodu spalonego.
Po zmianie stron Iran nadal częściej utrzymywał się przy piłce, ale ponownie dał się zaskoczyć.
W 57. minucie Chris Wood po raz drugi idealnie obsłużył Elijaha Justa. Skrzydłowy Nowej Zelandii wykorzystał podanie kapitana i płaskim strzałem zdobył swoją drugą bramkę w meczu.
Tym samym przeszedł do historii jako pierwszy piłkarz Nowej Zelandii, który zdobył więcej niż jednego gola w meczu mistrzostw świata.
Wood również zapisał się w kronikach futbolu. Dwie asysty sprawiły, że został pierwszym Nowozelandczykiem z więcej niż jednym ostatnim podaniem w spotkaniu mundialowym.
Iran nie zamierzał jednak odpuszczać. W 65. minucie Ramin Rezaeian posłał idealne dośrodkowanie z prawego skrzydła, a Mohammad Mohebbi precyzyjnym strzałem głową przy słupku doprowadził do remisu 2:2.
Dla Rezaeiana był to wyjątkowy wieczór. Do gola dołożył asystę i został pierwszym reprezentantem Iranu, który w jednym meczu mistrzostw świata jednocześnie strzelił bramkę i zanotował asystę.
Ramin Rezaeian otarł się o perfekcję. Na dzień 16.06.2026 jego występ przeciwko Nowej Zelandii jest drugim najwyżej ocenionym indywidualnym występem całego mundialu.
🥇 Vozinha (Republika Zielonego Przylądka) – 9.70
🥈 Ramin Rezaeian (Iran) – 9.20
A mówimy o… 36-letnim prawym obrońcy.
📊 Statystyki Rezaeiana:
🔹 73 kontakty z piłką
🔹 10 podań do ostatniej tercji boiska
🔹 7 wygranych pojedynków
🔹 7/12 celnych długich podań
🔹 5 odzyskanych piłek
🔹 4 celne dośrodkowania z 11 prób
🔹 3 odbiory
🔹 3 wykreowane sytuacje
🔹 1 wykreowana stuprocentowa okazja
🔹 2 wywalczone faule
🔹 1/1 udany drybling
🔹 1 asysta
🔹 1 gol
Gol, asysta, kreacja gry, odbiory, odzyskiwanie piłki i ciągłe napędzanie ataków przez 90 minut. Jak na 36-letniego prawego obrońcę są to wręcz fenomenalne liczby.
To właśnie dzięki niemu Iran wrócił do meczu i uratował remis 2:2 z Nową Zelandią.
Końcówka należała już głównie do Persów. Taremi kilkukrotnie był bliski zdobycia zwycięskiego gola, a Nowozelandczycy coraz głębiej cofali się pod własne pole karne.
Ostatecznie jednak sensacja stała się faktem. Drużyna z Oceanii wywalczyła cenny punkt przeciwko jednemu z faworytów grupy.
Co ciekawe, Nowa Zelandia nadal pozostaje bez zwycięstwa w historii występów na mistrzostwach świata. Ma już siedem rozegranych spotkań mundialowych bez wygranej. Gorszy bilans mają jedynie Honduras i Egipt.
Po pierwszej kolejce grupa G jest całkowicie otwarta. Iran, Nowa Zelandia, Belgia i Egipt mają po jednym punkcie. Dla Persów oznacza to jedno – jeśli chcą myśleć o awansie, w kolejnych spotkaniach muszą pokazać znacznie więcej niż przeciwko ambitnym, ale teoretycznie słabszym Nowozelandczykom.
A przede wszystkim muszą spróbować odciąć się od wszystkiego, co dzieje się poza boiskiem. Bo już po pierwszym meczu można odnieść wrażenie, że największym rywalem Iranu na tym mundialu nie są wcale przeciwnicy z grupy.
Wyświetleń: 53