Jeszcze rok temu niewielu chciało, by ta historia miała szczęśliwe zakończenie.

Sezon 2025 w J2 League upływał pod znakiem walki o utrzymanie, w której Kataller Toyama była drużyną najmniej „atrakcyjną” dla postronnych kibiców. Zespół grał topornie, schematycznie, często pozbawiony jakości w ofensywie. W przeciwieństwie do nich Roasso Kumamoto imponowało płynną, kombinacyjną grą, a Renofa Yamaguchi przyciągała uwagę odważnym, dynamicznym stylem. Neutralni obserwatorzy nie mieli wątpliwości – jeśli ktoś miał spaść, powinna to być Toyama.

Futbol po raz kolejny napisał jednak scenariusz, którego nikt się nie spodziewał.

To Kumamoto i Yamaguchi pożegnały się z ligą. Kataller Toyama – przez niemal cały sezon znajdująca się w strefie spadkowej – utrzymała się rzutem na taśmę. A kluczową rolę w tej historii odegrał zawodnik, który na pierwszy rzut oka w ogóle nie pasował do realiów zawodowego futbolu.

Ayumu Kameda  (亀田 歩夢).

Na co dzień – cichy, skromny, niemal wycofany. Rozmówcy podkreślają, że trzeba niemal nachylić się, by usłyszeć jego odpowiedzi. Introwertyk, który nie szuka rozgłosu i nie buduje wizerunku w mediach społecznościowych – jego profile pozostają praktycznie puste. A jednak to właśnie jego koszulka stała się jednym z najlepiej sprzedających się produktów klubowych w Toyamie.

Bo kiedy wychodzi na boisko, zmienia się nie do poznania.

Już jego debiut w profesjonalnej piłce był zapowiedzią tego, co miało nadejść. Drobny, niepozorny chłopak grał z bezczelnością, której trudno było się spodziewać. Dryblingi, zabawa piłką, luz w pojedynkach jeden na jednego. A gdy przyszło do serii rzutów karnych – podszedł do piłki i wykonał panenkę. Spokojny introwertyk poza boiskiem, prowokator i artysta na nim.

@cxfootball88

【ゴールデン高卒ルーキー現る】 #ルヴァンカップ 1stラウンド2回戦 1月の高校サッカー選手権で全国を沸かせた #カターレ富山 高卒ルーキーの #亀田歩夢 が見せた予測不能なプレーに 王者 #名古屋グランパス もタジタジ😅 #ジャイアントキリング に繋がった PK前のリフティングにループで決めたPK弾と何から何まで予測不能👀 これだから熱狂してしまう ゴールデンルーキーのプレーを堪能せよ🫵🏻 3回戦は5月21日に開催されます⚽️ #予測不能だから熱狂ルヴァンカップ

♬ オリジナル楽曲 – 【公式】フジテレビサッカー – 【公式】フジテレビサッカー

Desperacki ruch, który zmienił sezon

Na sześć kolejek przed końcem sezonu 2025 trener Ryo Adachi podjął decyzję, którą wielu uznało za akt desperacji. Kataller Toyama zajmowała wówczas przedostatnie miejsce w tabeli i traciła cztery punkty do bezpiecznej pozycji. Szanse na utrzymanie wydawały się iluzoryczne.

Wtedy do gry wszedł 18-latek ważący zaledwie 58 kilogramów.

Zawodnik, który fizycznie odstawał nawet od niektórych kibiców siedzących na trybunach.

A jednak ci najbardziej oddani fani mieli dziwne przeczucie. Skądś go znali. Coś im świtało – ruchy, balans ciała, sposób prowadzenia piłki. I rzeczywiście, jego historia zaczęła się dużo wcześniej, na szkolnych boiskach.

To tam po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę całej Japonii.

Gwiazda szkolnego futbolu

Podczas finału 103. Ogólnokrajowych Mistrzostw Szkół Średnich Ayumu Kameda – wówczas zawodnik Ryutsu Keizai Kashiwa – zachwycił ponad 58 tysięcy kibiców zgromadzonych na Stadionie Narodowym. Jego gol, zdobyty po dynamicznym dryblingu i precyzyjnym uderzeniu w dolny róg bramki, wywołał niemal ogłuszający szum na trybunach.

Przez cały turniej imponował techniką, lekkością poruszania się i zdolnością do mijania rywali w ciasnych przestrzeniach. Był jednym z najczęściej komentowanych zawodników zawodów, a jego nazwisko zaczęło pojawiać się w kontekście profesjonalnej kariery.

Mimo to jego wybór po ukończeniu szkoły zaskoczył wielu.

Zamiast kierować się do J1 lub nawet stabilnego klubu J2, zdecydował się na Kataller Toyama – wówczas jeszcze zespół J3. Jak sam podkreślał, nie przywiązywał wagi do poziomu ligi. Liczyła się możliwość rozwoju, nawet jeśli oznaczało to rozpoczęcie drogi od niższego szczebla.

Ta decyzja była konsekwencją jego charakteru i drogi, jaką przeszedł.

Futsal jako szkoła przetrwania

Co ciekawe, źródeł stylu Kamedy nie należy szukać wyłącznie w szkolnej piłce. Jego największą szkołą przetrwania był futsal. I wbrew pozorom nie dlatego, że pozwalał ukrywać braki fizyczne.

Przez długi czas zmagał się z ograniczeniami fizycznymi – jako nastolatek mierzył zaledwie 148 centymetrów. Zamiast traktować to jako przeszkodę, uczynił z tego motywację do pracy nad detalami.

Sam Kameda wielokrotnie podkreślał, że było dokładnie odwrotnie. Grając na małym boisku jako najniższy i najlżejszy zawodnik, praktycznie w każdej akcji musiał walczyć o przetrwanie. Nieustannie szukał sposobów na wyjście spod pressingu, utrzymanie się przy piłce i radzenie sobie z naporem znacznie silniejszych rywali.

To właśnie tam nauczył się błyskawicznego podejmowania decyzji, gry pod presją i krótkiego prowadzenia piłki, które dziś są jego znakiem rozpoznawczym. Kameda wspominał, że od najmłodszych lat wyobrażał sobie, jak pokonywać większych od siebie przeciwników. Nie chciał uciekać od swoich ograniczeń. Wręcz przeciwnie – świadomie szedł w środowisko, które codziennie zmuszało go do konfrontacji z własnym strachem.

Dla wielu chłopak ważący niespełna 60 kilogramów powinien szukać łatwiejszej drogi. On wybrał futsal, bo uważał, że jeśli przetrwa tam, gdzie różnice fizyczne są najbardziej odczuwalne, to później nie będzie miał powodów, by bać się kogokolwiek na pełnowymiarowym boisku.

Patrząc dziś na jego rajdy między rosłymi obrońcami J2 League, trudno nie odnieść wrażenia, że była to jedna z najlepszych decyzji w jego życiu. Dużo ciekawsze od samej techniki jest bowiem to, że futsal stał się dla niego psychologiczną walką z kompleksem własnych warunków fizycznych.

Ayuma grający w Futsal – zdjęcie z jfn_futsal

Kiedy trafił do wymagającego środowiska Ryutsu Keizai Kashiwa, musiał nauczyć się funkcjonować w realiach, w których sama technika nie wystarczała. Różnice fizyczne były ogromne, ale to właśnie wtedy wypracował styl, który dziś stanowi jego największą broń.

Zderzenie z profesjonalnym futbolem było dla niego kolejną lekcją. Treningi z zawodnikami Vissel Kobe uświadomiły mu, jak wiele jeszcze musi poprawić – zwłaszcza w podstawowych elementach, takich jak przyjęcie piłki i szybkość podejmowania decyzji.

Nie zniechęciło go to.

Wręcz przeciwnie – utwierdziło w przekonaniu, że jego droga musi prowadzić „od dołu”.

Bohater ostatniej akcji

I właśnie ten „cichy ogień” eksplodował w Toyamie.

Wchodząc z ławki, Kameda wnosił coś, czego tej drużynie brakowało przez cały sezon – nieprzewidywalność. Każde jego wejście powodowało chaos w szeregach przeciwnika. Dryblingi, zwody, nagłe przyspieszenia sprawiały, że rywale tracili kontrolę, a trybuny reagowały coraz większym entuzjazmem.

Zespół, który jeszcze chwilę wcześniej wyglądał na pogodzonego ze spadkiem, nagle odzyskał wiarę.

Efekt był spektakularny: remis i trzy zwycięstwa w ostatnich czterech kolejkach sezonu.

A potem przyszedł mecz decydujący.

Przed ostatnią kolejką Kataller Toyama wciąż znajdowała się w strefie spadkowej. Co gorsza, nie wszystko zależało od niej. Równolegle rozgrywane były spotkania Renofy Yamaguchi i Roasso Kumamoto – dwóch drużyn, które przez większość sezonu prezentowały lepszy futbol i znajdowały się przed Toyamą w tabeli.

Miejsce Klub Punkty Bilans bramek
15 Oita Trinita 38 -17
16 Roasso Kumamoto 37 ok. -15
17 Renofa Yamaguchi 36 ok. -10
18 Kataller Toyama 34 -18

Toyama musiała wygrać. To był warunek konieczny.

Pierwszy cel został osiągnięty stosunkowo szybko. Gdy na innych stadionach zaczęły napływać korzystne wyniki, zespół z Toyamy wyprzedził Renofę. Problem polegał na tym, że wciąż za plecami pozostawało Roasso Kumamoto.

O losach utrzymania miał zadecydować bilans bramkowy.

Toyama potrzebowała kolejnych goli.

Wynik 3:1 nie wystarczał.

Potrzebna była czwarta bramka.

Minuty uciekały, a na stadionie rosło napięcie. Każda kolejna wrzutka w pole karne kończyła się wybiciem piłki. Kolejne długie podania, kolejne dośrodkowania i kolejne nieudane próby sprawiały, że euforia powoli ustępowała bezradności.

Kibice zaczynali rozumieć, że mogą być świadkami najbardziej okrutnego scenariusza. Byli tak blisko. Przez kilka minut mieli utrzymanie na wyciągnięcie ręki. Teraz wszystko zaczynało wymykać się spod kontroli.

Na trybunach pojawiły się łzy.

Wtedy piłka trafiła pod nogi Ayumu Kamedy.

Mijała już 93. minuta spotkania.

Osiemnastolatek zrobił to, co przez ostatnie tygodnie robił najlepiej. Wziął odpowiedzialność na siebie. Ruszył z piłką. Minął pierwszego rywala. Potem drugiego. Następnie kolejnego. Obrońcy wyglądali przy nim jak tyczki rozstawione na treningu dryblingu.

Kiedy znalazł sobie odrobinę miejsca, oddał strzał.

Piłka wpadła do siatki.

Stadion eksplodował.

Toyama zdobyła bramkę, której potrzebowała do utrzymania.

Nie po stałym fragmencie gry. Nie po przypadkowym rykoszecie. Nie po desperackiej wrzutce.

Po indywidualnej akcji osiemnastolatka ważącego zaledwie 58 kilogramów.

Kilka minut później było już po wszystkim.

Kataller Toyama przetrwała.

Renofa Yamaguchi i Roasso Kumamoto spadły do J3 League.

Dwie drużyny, które przez większą część sezonu grały atrakcyjniej i zbierały więcej pochwał, musiały pogodzić się z degradacją. Toyama została uratowana przez chłopaka, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był gwiazdą szkolnego futbolu.

Właśnie wtedy narodził się bohater ostatniej akcji sezonu 2025.

Miasto ogarnęła euforia, a Kameda – podrzucany przez kolegów – stał się symbolem utrzymania.

Od walki o utrzymanie do walki o mistrzostwo

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Sezon 2026 przyniósł nową narrację. Kataller Toyama, jeszcze niedawno skazywana na spadek, stała się jedną z największych niespodzianek rozgrywek. Drużyna gra z większą pewnością siebie, a jej morale – odbudowane w końcówce poprzedniego sezonu – przekłada się na wyniki.

Centralną postacią tej przemiany pozostaje Kameda.

Choć jego statystyki – 6 bramek i 2 asysty – nie wydają się imponujące, nie oddają one jego rzeczywistego wpływu na grę. To zawodnik, dla którego kibice przychodzą na stadion. Każdy jego kontakt z piłką niesie ze sobą obietnicę czegoś nieprzewidywalnego.

Najlepszym tego przykładem była jego bramka w meczu z FC Imabari – indywidualna akcja zakończona trafieniem, które zostało uznane za gola miesiąca.

Mimo wciąż widocznych ograniczeń fizycznych, częstych fauli i kontrolowanego czasu gry, jego znaczenie dla zespołu systematycznie rośnie.

Jeszcze niedawno nikt nie chciał oglądać Kataller Toyama w J2.

Dziś wielu przychodzi na stadion właśnie dla niego.

Ayumu Kameda – cichy chłopak, który na boisku mówi najgłośniej ze wszystkich – nie tylko uratował swój klub przed spadkiem. Sprawił również, że jego obecność w lidze stała się wartością samą w sobie.

Dziś bowiem Kataller Toyama znajduje się w miejscu, którego jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie brał pod uwagę. Drużyna skazywana przez większość ekspertów na spadek do J3 nie tylko utrzymała się w lidze, ale już w sobotę stanie przed szansą wygrania J2 League, mierząc się z Vegaltą Sendai.

Choć w kadrze są zawodnicy z lepszymi statystykami, trudno oprzeć się wrażeniu, że jednym z symboli tej przemiany jest właśnie Ayumu Kameda. To dla niego kibice przychodzą dziś na stadion. Bo kiedy zapisuje przy swoim nazwisku bramkę lub asystę, niemal zawsze stoi za tym akcja, którą można oglądać wielokrotnie w skrótach. Jest zdecydowanie najbardziej efektownym zawodnikiem zespołu, a jego umiejętność wygrywania pojedynków jeden na jednego sprawia, że pozostali gracze Toyamy mają więcej miejsca i swobody w ofensywie.

@j_league

【踊るようなドリブル】ディフェンスを完全に翻弄!亀田歩夢が得意のドリブルから今季5得点目💫 #カターレ富山 Jリーグ 明治安田Jリーグ #DAZN独占

♬ オリジナル楽曲 – Jリーグ公式TikTok – Jリーグ公式TikTok

Jeśli w sobotę Toyama sięgnie po zwycięstwo, będzie to kolejny rozdział jednej z najpiękniejszych historii ostatnich miesięcy w japońskim futbolu. Historii chłopaka, który jeszcze niedawno ratował klub przed spadkiem w ostatniej kolejce sezonu. Bohatera ostatniej akcji 2025 roku.

A kto wie, może tym razem ostatnia akcja Ayumu Kamedy okaże się warta nie utrzymania, lecz podniesienia trofeum za triumf w J2/J3 100 Year Vision League.

Wyświetleń: 7

Autor tekstu: azjagola

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej