Japonia pokonała Indonezję w ostatnim meczu fazy grupowej i wyszła z grupy z drugiego miejsca. Indonezja także nie straciła szans na awans, ale musi nerwowo spoglądać na klasyfikację trzecich miejsc.

Tak prezentowały się podstawowe jedenastki.

Już w 6. minucie Japonia wyszła na prowadzenie. W polu karnym powalony został Ayase Ueda i sam poszkodowany podszedł do „jedenastki”. Napastnik Feyenoordu bardzo pewnie wykonał rzut karny i Japonia od pierwszych minut była w komfortowej sytuacji.

Japonia dominowała w sposób absolutny. Piłka niemalże nie opuszczała połowy Indonezji, a najaktywniejszy zdawał się być Takefusa Kubo, który wykorzystywał swoją przewagę techniczną do chwilami zabawy z piłką. Japonia miała wiele okazji w pierwszej części, aby podwyższyć rezultat. Jedną z okazji zmarnował Keito Nakamura, który strzałem w słupek wykończył kapitalną akcję Kubo i Nakayamy. Japonia dominowała, ale też nie grała na 100%. Jej ataki nie były szaleńcze, lecz spokojne i przemyślane. Samurai Blue woleli niekiedy popisywać się sztuczkami technicznymi, niż pchać akcje do przodu, co bardzo podobało się zgromadzonej na stadionie publice.

Po przerwie obraz gry ani trochę się nie zmienił. Nadal Japonia dominowała i ponownie kilka minut po starcie połowy trafiła do siatki. Drugą bramkę w tym spotkaniu strzelił Ayase Ueda, który wyrasta na podstawową „9” kadry Samurai Blue. Asystę przy jego trafieniu zanotował Ritsu Doan, który po otrzymaniu piłki od Nakamury na lewej stronie posłał piłkę wzdłuż pola karnego prosto pod nogi napastnika z Holandii.

2 minuty później Japonia miała kolejną doskonałą sytuację do podwyższenia prowadzenia, ale asystent z poprzedniej akcji, Ritsu Doan, spudłował. Zawodnik Freiburga miał więcej sytuacji po których powinien paść gol, ale jego nieskuteczność była dziś niestety bardzo widoczna. Na szczęście dziś nie miało to dla Japonii żadnych konsekwencji, bo pod koniec meczu Ayase Ueda trafił ponownie. Japończykowi nie zapisano jednak trafienia i nie mógł cieszyć się z hat-tricka, bowiem trafienie uznano za samobójcze.

W doliczonym czasie gry Indonezji udało się zdobyć honorowe trafienie, a jego autorem był Walsh. Niestety ponownie główne zasługi należy oddać bramkarzowi Japonii, Zionowi Suzuki, który miał obowiązek ten strzał obronić. Na szczęście dla Nipponu ta bramka nie miała już znaczenia i Japonia wychodzi z grupy z drugiego miejsca.

Wyświetleń: 374

Autor tekstu: Kamil Gala

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze

Odkryj więcej z AzjaGola

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej