Malezja od pierwszych minut chciała pokazać, że ma szybkość, technikę i zwinność. Jordania stwierdziła, „OK, to sprawdzamy, jak u was z dyscypliną taktyczną”. Jordania zaczęła wykorzystywać naiwną, jak na poziom międzynarodowy, taktykę Malezji polegającą na ogromnej ilości piłkarzy przemieszczających się za linię piłki. W pierwszych 10 minutach Jordan parokrotnie prostymi środkami wypuszczał swoich atakujących na wolne przestrzenie, oszukując linię spalonego. Malezja, nie dość, że potrafiła mieć wszystkich piłkarzy z pola na połowie Jordanii, to jeszcze wyszła trójką obrońców. W ten naiwny sposób Jordania, która posiada równie szybkich, co technicznych piłkarzy w przednich formacjach, bezproblemowo 2-3 podaniami prostopadłymi wychodziła na pozycję strzeleckie.

Co ciekawe, pierwsza bramka w 12. minucie nie padła po tego typu zagraniu, a po przepięknej rakiecie autorstwa Mahmouda Al Mardiego. 30-letni lewy pomocnik uderzył z ostrego kąta sprzed pola karnego – słowem, z miejsca, z którego mało kto by decydował się na taki krok, co tym mocniej zaskoczyło Syihana Hazmiego.
Ledwie minutę później Matthew Davies sfaulował napastnika Katarskiego Al-Ahli, Yazana Al Naimata, który całe spotkanie był niesamowicie aktywny, co rusz znajdując się w innych strefach boiska. Po długiej weryfikacji VAR w 18. minucie na bramkę przyznano rzut karny, zamieniony przez zawodnika francuskiego Montpellier, Musę Al-Taamari. Piłkarz z numerem 10 przez całe spotkanie był prawdziwym liderem drużyny, biorąc na siebie odpowiedzialność za wychodzenie z kontrami, nie tylko dryblingami w stylu Leo Messiego, ale również inteligentnymi prostopadłymi podaniami. W skrócie, było widać na boisku klasę weterana europejskich boisk,
W 25. minucie, po zgrabnej akcji ofensywnego duo Mahmouda Al-Mardi – Ali Olwan, bramkę strzelił ponownie Musa Al-Tamari. Przed kompletnym nokautem uratował Malezję VAR. Malezyjskie Tygrysy nie uczyły się na błędach, i zaledwie 7 minut później „rycerscy” znów jednym podaniem oszukali pułapkę ofsajdową. Piłkę otrzymała dziesiątka zespołu, Al-Tamari, i wypuścił idealnym podaniem wszędobylskiego Al-Naimata, a ten znalazł bohatera meczu, lewego pomocnika – Al-Mardiego, który zamykał akcję na długim słupku. Malezja leżała na łopatkach, i do końca połowy, prócz efektownej róletki à la Zidane’a, Stuarta Wilkina, nie zrobiła nic godnego zapamiętania.

Koreański selekcjoner Kim Pan-gon, bojąc się chyba wykluczenia z trenerskiej diaspory po wstydzie, jaki sobie zafundował tym rozpoznaniem rywala, godnym pożałowania, skorygował ustawienie Malezji i zdecydowanie cofnął zespół. Chwilowo to pomogło, ponieważ Jordan zdecydowanie gorzej czuł się w ataku pozycyjnym niż w kontrach, co nie oznacza, że nie zagrażał bramce Malezji.
Swoje pierwsze konkretne okazje Malezja miała dopiero w 81. minucie. Nastąpiło to po błędzie Jordańczyków w rozegraniu pod własnym polem karnym. Pierwszą sytuację, po której kibice Tygrysów mogły mieć nadzieję na strzelenie bramki, miał Paulo Josué. Dosłownie minutę później oddano kolejny soczysty strzał z dystansu autorstwa Safawi Rasida, jednak bramkarz Saudyjskiego Al-Jabalain – Yazid Abu Layla, obronił pewnie obie próby.
Malezja rozochocona tymi próbami znów niepotrzebnie się otworzyła, za co przypłaciła czwartą bramką w 85. minucie, kiedy to Anas Al Awadat wypuścił do boju drugiego największego bohatera meczu – Al-Tamariego. Były zawodnik cypryjskiego APOEL FC i belgijskiego Oud-Heverlee Leuven zamknął wynik meczu przepięknym lobem zza pola karnego.
Jordania przekazała srogą nauczkę reprezentacji Malezji. Tygrysy robiły mnóstwo wiatru, sztuczek piłkarskich, niepotrzebnych dryblingów, a Jordania pokazała, co to dyscyplina taktyczna i doświadczenie. Mecz ten nastawia pozytywnie piłkarzy Husseina Ammouta przed potyczką z mocną Koreą Południową, z kolei Malezja nie ma czego szukać z tak naiwnym futbolem z półfinalistą Pucharu Zatoki Perskiej, Bahrajnem. Na oba mecze 20 stycznia AzjaGola serdecznie zaprasza.
Autor tekstu: Adam Błoński
Wyświetleń: 369