Niestety, Iran złamał serca wszystkim tym, którzy solidaryzowali się z Palestyną, nie tylko z powodów sympatii politycznych, ale również jako kibice kopciuszka Pucharu Azji. Ci, którzy pomylili sympatię z oceną umiejętności, czekali na bolesne rozczarowanie, ponieważ „Rycerze”, jak sami siebie nazywają piłkarze Palestyny, szybko przekonali się, że w tej bajce raczej nie będzie szczęśliwego zakończenia.
Iran na wstępie zaskoczył nie tylko piłkarską wydajnością, ale także szlachetnym gestem, oddając hołd ofiarom konfliktu Palestyny z Izraelem minutą ciszy przed meczem. Po oddaniu honorów już w 2. minucie Ansarifard z Omonii Nikozja strzelił bramkę po podaniu defensywnego pomocnika Samana Ghoddosa, zawodnika angielskiego Brentfordu.

Zanim ekipa Makraba Dabbouba się ocknęła po tym ciosie, została znokautowana kolejnym uderzeniem w 12. minucie. Środkowy obrońca Yaser Hamed kompletnie nie upilnował swojego odpowiednika w drużynie przeciwnika, Shojae Khalilzadeha. 34-letni obrońca Perskiego Tractor S.C., mimo ledwie 177 cm, zawsze dobrze czuł się w polu karnym rywali i tym razem również wykorzystał gapiostwo przeciwnika, strzelając swoją drugą bramkę w kadrze. Ponownie asystą, tym razem po kąśliwym dośrodkowaniu z rzutu wolnego, był Ghoddos.

https://x.com/ITACHIOCHIHA66/status/1746595324443988061?s=20
Palestyna była liczona, jednak próbowała dojść do siebie, zanim Team Melli, czyli reprezentacja Iranu, popisała się najlepszą akcją zespołową w dotychczasowych spotkaniach. Piękną kontrę sfinalizował lewoskrzydłowy Mehdi Ghayedi, wykorzystując błysk geniuszu byłego króla strzelców ligi holenderskiej, Alireza Jahanbakhsha, który przerzucił całą linię obrony Palestyny dokładnym podaniem. Przy okazji trzeba wspomnieć, że 25-letni zawodnik grający na co dzień w emirackim Ittihad Kalba cały mecz robił przewagę na swojej lewej stronie i śmiało mógłby zostać uznany za zawodnika meczu, gdyby nie doskonałe zarządzanie zespołem przez Ghoddosa. Zawodnik Brentford zaliczył 2 asysty, 92 procentową skuteczność podań, 100% udanych dryblingów i 4/4 celne długie piłki (wow).
Palestynie, która po 38 minutach przegrywała już 3:0, los przyniósł nieoczekiwaną pomoc w postaci kontuzji najlepszego do tego momentu obrońcy na boisku, Shojae Khalilzadeha. Najlepszy do tego momentu na boisku (świetnie rozgrywał od tyłu, dominował w pojedynkach 1-1, plus bramka) zawodnik zszedł w 44. minucie spotkania. Jego zmiennik Hosseini z tureckiego Kayserisporu zanim zdążył przyzwyczaić się do murawy, sprokurował rzut wolny dla Palestyny, który nieoczekiwanie został zamieniony na bramkę strzeloną przez Tamera Seyama. Dziewiątka tajskiego Prachuap wykorzystała również niefortunny kiks doświadczonego defensywnego pomocnika Saeida Ezatolahiego, który idealnie asystował piłkę Tamerowi.
Jeśli bramka wzbudziła nadzieję w sercach fanów palestyńskiej drużyny, to szybko musiała umrzeć po tym, jak ujrzeliśmy nastawienie „żołnierzy” selekcjonera Amira Ghaloneoi. Persowie rzucili się od razu do ataku, tłamsząc zapał zespołu Palestyny. Owocem tej bezkompromisowej postawy była bramka Sardara Azmouna w 55. minucie. Napastnik Romy dołożył tylko nogę po zamieszaniu, jakie spowodował rajd prawego obrońcy Dynama Zagrzeb, Sadegha Moharramiego.
W opinii ekspertów Iran w następnych minutach robił coś całkowicie niepotrzebnego w kontekście zarządzania siłami drużyny podczas turnieju, czyli dalej atakował do ostatnich minut meczu. Takie złe zarządzanie siłami kluczowych zawodników może odbić się na drużynie w dalszych etapach długiego turnieju. Piłkarskie porzekadło mówi, że turnieju nie wygrywa się po pierwszych 45 minutach, o czym trener Iranu chyba zapomniał. Dopiero w ostatnich minutach meczu Iran delikatnie odpuścił, dzięki czemu Lwy Canaan mogły zrobić trochę wiatru pod bramką rywali. Niestety prócz paru dryblingów niezakończonych sukcesem i sygnalizowanych strzałów nie doszło do niczego groźnego. Jedyną sytuację, gdzie publiczność poderwała się na równe nogi, miała miejsce w 75. minucie. Jednak dwukrotnie Kanaanizadegan heroicznie blokował strzały Palestyńczyków, ratując zespół przed stratą bramki w sytuacji, wydającej się już beznadziejnej.
Ciekawą sytuację mieliśmy w 90. minucie, gdzie sędzia cofnął wcześniej wręczoną czerwoną kartkę dla obrońcy Mohammeda Saleha, który wyciął równo z ziemią Azmouna. Sędzia Abdulrahman Al Jassim potrafił jednak przyznać się do błędu i po pokazie pięknych wzajemnych uprzejmości dokończyliśmy mecz w komplecie.

Podsumowując, Iran zdeklasował Palestynę, a wyrok mógłby być jeszcze wyższy, gdyby Persowie lepiej wykorzystali kilka sytuacji. Zawsze trzeba kibicować słabszym, ale w tym spotkaniu widać było, że drużyny dzieli 78 miejsc w rankingu FIFA.
W następnym spotkaniu Iran zmierzy się 14 stycznia z Hongkongiem, a Palestyna 18 stycznia z ZEA. AzjaGola oczywiście będzie dla naszych czytelników przedstawiać sytuacje z powyższych potyczek.
Autor tekstu: Adam Błoński
Wyświetleń: 360