W samym końcu kwietnia zakończyły się grupowe zmagania w Azjatyckiej Lidze Mistrzów w grupach Azji Zachodniej.
Z powodu różnych obowiązków i napiętego osobistego terminarza nie udało mi się tego artykułu opublikować wcześniej. Zatem do dzieła.

Grupa B grana była w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Szardży.

Pachtakor Taszkent – Al-Quwa Al-Jawiya Bagdad 1:0

Gol: Chołdorchonow 79

Spotkanie porywające nie było ale najważniejsze było, że udało się „Lwom” pożegnać honorowo z pucharami. Największym bohaterem został Pułatchudża Chołdorchonow, zdobywca zwycięskiej bramki. Ten 17-latek zdobył swojego pierwszego gola w pierwszym występie w dorosłej karierze.

Al-Szardża – Tractor Sazi Tebryz 0:2 (0:1)
Otabek Szukurow (Szardża) od 56. minuty (zmienił Abdelrahmana Rabeeha)

Tabela końcowa:


Grupa A zaś grana była w Arabii Saudyjskiej, w Rijadzie.

Istiqlol Duszanbe – AGMK Olmalik 1:2

Gole: Soirow 87-karny – Połwonow 67, Djokić 79

W pierwszej połowie wiele się nie działo, toteż często zaglądałem do równolegle rozgrywanego spotkania Al-Hilal – Shabab Al-Ahli. Tam też było 0:0 do przerwy, co dawało Istiqlolowi pierwsze miejsce w grupie. Jednak była to dość krucha przewaga, gdyż wystarczyłoby, że Istiqlol traci gola a saudyjski gospodarz strzela. Wówczas mistrz Tadżykistanu spadłby na drugie miejsce i musiałby oglądać się na ostatni mecz w grupie C.
Może nie kamień ale malutki głazek z serca mi spadł, gdy otrzymałem informację, iż emiracka ekipa w 54. minucie strzela bramkę. Oznaczało to, że Istiqlol mógł nawet przegrać i tak wygrałby grupę dzięki lepszemu bilansowi starć bezpośrednich z Al-Hilalem. Ale był to tylko jeden gol a gospodarze mogli wyrównać…
Tymczasem w 67. minucie do siatki trafiła ekipa z Uzbekistanu, która wcale nie miała zamiaru podkładać się ziomkom z Azji Centralnej i walczyła o honorowe pożegnanie z azjatyckimi rozgrywkami. Gofurow podał do Komiłowa, ten dośrodkował z lewej flanki i Połwonow głową uprzedził Jatimowa. W drugim meczu wciąż było 0:1…
Minut do końca meczu było coraz mniej. W siedemdziesiątej dziewiątej AGMK trafił na 2:0. Poszło podanie Toszmatowa do Jokicia i przy pewnym strzale Serba Jatimow nie miał szans. Nerwowość wzrastała z każdą minutą, tym bardziej, iż połączona była ze świadomością, że Istiqlolowi numer wywinęłaby inna ekipa z Azji Centralnej…
W saudyjsko-emirackim starciu wciąż było 0:1. Niby dobrze ale jeden gol dla Al-Hilalu zmieniłby całą sytuację. Jeszcze w końcówce Istiqlolowi udało się wywalczyć jedenastkę. Dynamicznie w pole karne poszedł Soirow. Został sfaulowany przez Sulajmonowa po czym arbiter wskazał na wapno. Sam poszkodowany dwukrotnie wykorzystał rzut karny. Przy pierwszej próbie piłkarze za wcześnie wybiegli w pole karne, stąd Soirow musiał strzelać po raz drugi. A i tak się nie pomylił. Wynik do końca spotkania nie uległ zmianie ale za to w drugim spotkaniu grupy w 90. minucie Igor Jesus da Cruz trafił po raz drugi i byłem już znacznie spokojniejszy. Zostało mi zatem już tylko czekać na końcowy gwizdek meczu Istiqlol – AGMK. Wyniki się już nie zmieniły, co oznaczało, że ISTIQLOL AWANSOWAŁ DALEJ!!!

Tabela końcowa grupy:

Al-Hilal Rijad – Shabab Al-Ahli Dubaj 0:2 (0:0)

Zatem dla drużyny, prowadzonej przez duet Mubin Ergaszew-Witalij Lewczenko spotkanie grupy C Al-Duhail – Al-Ahli nie miało znaczenia. A nawet jeśli, to wynik 1:1 w nim osiągnięty dawałby awans Istiqlolowi nawet, gdyby Al-Hilal go w grupie wyprzedził.

Moje przemyślenia po fazie grupowej:

Dość ciekawa formuła „turniejowa”, grania co 3 dni. Choć zdaję sobie sprawę, że taki maraton bywa wyczerpujący jednak mi oglądało się mecze Pachtakora, Istiqlolu i AGMK niczym Euro czy Mundial. Człowiek nie zdążył ochłonąć po jednej kolejce a tu się druga zaczynała. I co ważne, by aż tak nie męczyć zawodników wszystkie drużyny z danej grupy grały swoje mecze w jednym mieście.
Kluby z Azji Centralnej w 18 spotkaniach zanotowały bardzo wyrównany bilans – po 6 zwycięstw, remisów i porażek. Strzeliły 25 goli, straciły 29. Rozczarował Pachtakor – widać, że Pieter Huistra nie poskładał klocków po odejściach Dostonbeka Chamdamowa i Dżałoliddina Maszaripowa, którzy byli istotnymi ogniwami gry ofensywnej mistrza Uzbekistanu. Sardor Raszidow jeszcze nie „wstrzelił” się dobrze w drużynę a ściągnięty z AGMK Chożymat Erkinow jeszcze zbiera doświadczenie. Ponadto w nie najlepszej formie byli obrońcy z Jegorem Krimcem i Anzurem Ismaiłowem na czele. To wszystko spowodowało, że zeszłorocznej kampanii, zakończonej niezłym wynikiem, jakim jest ćwierćfinał nie udało się powtórzyć.
Inny przedstawiciel Uzbekistanu, czyli AGMK jak na debiutanta wypadł całkiem nie najgorzej, gdyż choć grupę zakończył na ostatnim miejscu to te 7 punktów jednak umiał zdobyć. Na półmetku fazy grupowej dawałem im największe szanse na awans z całej naszej trójki. Bywały momenty lepsze i gorsze. Momentami szwankowały skuteczność i koncentracja, brakowało też szczęścia. Aczkolwiek w zawodnikach Mirdżalola Kosimowa widzę pewną nadzieję na przyszłość. Liczę na to, że będą przynajmniej drugą siłą w uzbeckiej piłce, która razem z Pachtakorem będzie godnie reprezentować Uzbekistan w międzynarodowych rozgrywkach. Z takim fachowcem jak Kosimow przy tak mądrze zarządzanym projekcie jest to jak najbardziej możliwe.
Zostaje nam Istiqlol – nasi bohaterowie, którzy wychodząc z grupy już napisali piękną, romantyczną historię swoją oraz całej tadżyckiej piłki. Mistrzowie tego kraju pokazali, że wcale nie muszą mieć dużego posiadania piłki i że mądrą obroną, szybkimi kontrami i zaskakującymi zagraniami można też osiągnąć dobry wynik. W osłupienie obserwatorów azjatyckiej piłki wprawiło lanie 4:1, jakie w 4. kolejce sprawili gospodarzom z Al-Hilal Rijad z Gomisem czy Viettą w składzie. Dodajmy, że saudyjska ekipa 2 lata temu triumfowała w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Nie dziwota, że graczy z Duszanbe przywitano po przylocie do kraju jak bohaterów.

Tu byli na audiencji w Komitecie do spraw Sportu i Młodzieży Tadżyckiej Republiki:

14 września w 1/8 finału ich rywalem będzie irański Persepolis Teheran, finalista poprzedniej edycji Azjatyckiej Ligi Mistrzów, który w ćwierćfinale wyeliminował Pachtakor Taszkent.
Nawet, gdy nie uda im się awansować dalej to i tak wielkie brawa za to, czego dokonali. Bo była to rzecz historyczna.
I kto mi powie, że azjatycka piłka jest nudna, gdy w fazie pucharowej nie ma przedstawicieli Kataru a jest mistrz Tadżykistanu? 🙂

Ale spokojnie, zanim ta połowa września nadejdzie to jeszcze czeka nas połowa maja. W Pucharze AFC czeka nas to, co tygryski takie jak Bobini lubią najbardziej, mianowicie dojdzie do totalnej środkowoazjatyckiej naparzanki w dwóch grupach.

Będzie się działo!

Autor tekstu: Łukasz Bobruk
red_bobini91

Wyświetleń: 116

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze