Dziś finał Azjatyckiej Ligi Mistrzów (AFC Champions League) pomiędzy Japońskim klubem Urawa Red Diamonds a Saudyjskim Al Hilal. Choć komercyjność Japońskich klubów bije na głowę jakiekolwiek kluby z bliskiego wschodu w Europie to jednak przed finałowym meczem ocena potencjału drużyn musi być poparta historycznymi faktami.

To Urawa podchodzi do tego spotkania, jako kopciuszek, który heroicznie w każdym swoim poprzednim pojedynku pokonywał przeszkody w postaci nabitych kasą i talentami drużyny takie jak Shanghai SIPG, Guangzhou Evergrande czy Ulsan Hyundai. Dwukrotnie wygrali Azjatycką Ligę Mistrzów w 2007 roku (era Tulio, Hasebe, Nobu Yamady, Tsuzukiego & Suzukiego i Tsuboia) oraz 2017 gdzie bijąc się o przetrwanie w rodzimej lidze sensacyjnie wygrali finał…właśnie z Al Hilal (era Makino, Kashiwagi, Nishikawy).
W lidze mimo największych środków finansowych, ze wszystkich klubów Japońskich zdobyli przez wszystkie lata swego egzystowania ledwie jedno mistrzostwo J.League co po dziś dzień jest uznawane za sprawę z gatunku archiwum X.
Urawa.jpg
Inna sprawa, że prócz ultrasów Urawy to większości piłkarskich fanów w Japonii uważa  klub z Saitamy jako „zło” które powinno wrócić na swoje miejsce, czyli do J2.
Jest to reakcja alergiczna na megalomanie i wręcz inwazyjne podejście kibiców Urawy najeżdżających tysiącami miasta swoich rywali.

Wydarzenie z poprzedniego finału były bliźniacze do obecnego, drużyna ledwo dychała w J.League już po wyjściu z grupy ACL zmieniono trenera z Mihailo Petrovića na Takufumi Horiego a skład wydawał się za skromny na dźwignięcie takiego sukcesu. Mimo to sprostali każdej przeciwności losu i dzięki monolitowi, zespołowości i taktycznej dyscyplinie, – czyli cechom, nad którymi czuwają weterani jak Tomoaki Makino, Yuki Abe oraz Shusaku Nishikawa. Obecnie mające większość składu z przed dwóch lat, znów borykając się z utrzymaniem w J.League a także z trenerem Tsuyoshi Otsukim, który przejął stery ledwie 29 maja tego roku nic nie stoi im na przeszkodzie powtórzyć sukces.

Legendarni fani Urawy:

Saudyjczycy z kolei to prawdziwi tytani ostatnich lat w swojej lidze oraz uznana marka na rynku Azjatyckim na długo przed tym zanim Japońska Urawa zaczęła funkcjonować w świadomości kibiców.
Piętnaście Zwycięstw z lidze dwa w Azjatyckiej Lidze Mistrzów na 6 finałów, w których się zdołali znaleźć! Ogólnie skolekcjonowali 58 różnych tytułów więc nawet jako organizacja mają ogromne doświadczenie nie tylko w tym jak zwyciężać, ale jak i podnosić się po porażkach by móc zrewanżować się za swoje niepowodzenia.

Al Hilal.png

„Generał” Răzvan Lucescu to trener roku 2018 w Rumunii, który skutecznie kolekcjonuje trofea gdziekolwiek by się nie znalazł. Podnosił puchary w ojczyźnie, Grecji i Katarze – co wyraźnie pokazuje, że posiada potrzebne know how do sukcesu.  Jego drużyny grały skutecznie, a kibice zawsze doceniali też tzw. Lucescu effect – czyli ładny dla oka ofensywny styl gry. Mając do dyspozycji nie tylko stranieri jak Gomis, Giovinco,  Carrillo czy piłkarz Azji 2017 Kharbin ale i najlepszych lokalsów jak Al-Dawsari, Al-Shalhoub oraz Abdullah Otayf może śmiało myśleć o wprowadzeniu hegemonii zarówno na Saudyjskiej jak i kontynentalnej płaszczyźnie.

 

Mówi się, że cuda nie zdarzają się dwa razy – jeśli popatrzymy na finał z przed dwóch lat, to Urawa tam przez 90 % czasu broniła się i była nastawiona na kontry. Al Hilal miało ogromną przewagę w akcjach podbramkowych.  Jednak gra dowodzonych przez Makino i spółkę ekipy nie była przypadkową „obroną Częstochowy” tylko świetnie egzekwowanym planem taktycznym niczym Grecja 2004.
Urawa wówczas obrała taką taktykę nie dlatego iż nie było innej możliwości, tylko dla tego iż był to najlepszy pomysł na hura ofensywę Saudów.

Saudyjczycy 2 lata pałali chęcią zemsty za niefortunne obrót spraw, a po pierwszym meczu finału 2019 prowadzą w dwumeczu 1-0.
Samurajowie z Saitamy odwracali już takie sytuacje na swoją korzyść, jak choćby w meczu z 1/8 z Ulsan Hyundai gdzie po pierwszym meczu przegrywali już 2-1 a w kolejnym spotkaniu odgryźli się z nawiązką 3-0.

Problemem będzie otworzenie się na grę, pójście do przodu, czego Urawa w Azjatyckich pucharach nie lubi. Przy sile ofensywnej Al Hial może to być woda na młyn zgubna dla Japończyków.

Cóż, mówimy o piłce Azjatyckiej – „oczekuj nieoczekiwanego” – na zdrowy rozum tu można tylko przewidzieć termin meczu czy to, iż nie łączy się Araku z Sake.
Będzie się działo – finał obowiązkowy dla każdego fana Azjatyckiej piłki.

 

Autor tekstu: Adam Błoński