Skandal, kabaret, żart – to tylko jedne z nielicznych określeń, które padały po niedzielnym meczu Tosu – FC Tokyo i wcale nie chodzi o kolejną porażkę grających o mistrzostwo gości, czy o nieporadność Hasegawy. Zwycięska bramka dla Saganu Tosu padła bowiem po DWÓCH spalonych i po zagraniu ręką w ostatniej fazie akcji. Naruszenie przepisów widział tam absolutnie każdy, włącznie z kibicami gospodarzy, którzy pomimo bramki w ostatnich sekundach nawet specjalnie nie świętowali, bo byli przekonani, że sędzia zaraz bramkę anuluje.

Potężne protesty zawodników FC Tokyo nie zmieniły absolutnie nic i sędzia Sato dumnie wskazał na środek boiska. Skandaliczna decyzja z tego spotkania może kosztować Tokyo nawet mistrzostwo Japonii, bo porażka sprawia, że Kashima ma teraz dwa punkty przewagi nad „gazownikami”.

Iście absurdalna decyzja Sato, ale niestety nie jest to pojedynczy przypadek. W ostatnim czasie byliśmy świadkami nawet bardziej absurdalnych wydarzeń, które przez ligę są regularnie bagatelizowane. Podczas spotkania Urawa Reds – Shonan Bellmare z maja tego roku, goście zostali pozbawieni bramki, która wyraźnie padła. Arbiter w porozumieniu z liniowym bramki nie uznał, co wyraźnie zaskoczyło każdego oglądającego mecz, włącznie z komentatorami japońskiej telewizji.

Na szczęście Shonan bohatersko odwróciło losy meczu i pomimo prowadzenia Urawy, wygrało 3-2 w Saitamie.

Zwykle w takich sytuacjach pojawia się temat VAR’u, który został przez ligę potwierdzony na przyszły sezon. Niestety tutaj też jest się czego obawiać. W tegorocznym pucharze ligi VAR działa, ale… no właśnie ale. „Działa” to zbyt wiele powiedziane. W spotkaniu Gamba – Tokyo byliśmy świadkami tego co może nas czekać w erze VAR’u w Japonii. Pierwszy gol dla Gamby padł po faulu na zawodniku Tokyo, co od razu zasygnalizował arbiter liniowy. Główny, mając dodatkowo do dyspozycji VAR uznał gola gospodarzy. Po przerwie Gamba ponownie trafiła do siatki, ale tym razem jej prawidłowo zdobyty gol nie został uznany, gdyż sędzia po obejrzeniu powtórki na monitorze VAR uznał, że piłka nie przekroczyła linii bramkowej. Ciężko się jednak z tym zgodzić.

Ostatecznie Gamba wyszła na „zero”, ale takie sytuacje nie mają prawa mieć miejsca na tym poziomie. Pomimo nie do końca idealnego działania VAR’u, jest on w Japonii niezbędny. Praktycznie co kolejkę dochodzi bowiem do większych, bądź mniejszych błędów sędziowskich, które tak jak w przypadku spotkania Tosu – Tokyo, potrafią wypaczyć wynik meczu. Miejmy nadzieję, że wprowadzenie systemu VAR zmniejszy częstotliwość ich występowania, gdyż ta wspaniała liga zdecydowanie zasługuje na lepsze sędziowanie.

 

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM