W 1842 roku traktatem w Nankinie zakończyła się I wojna opiumowa. Jednym z najważniejszych punktów umowy było przejęcie Hong Kongu przez Wielką Brytanię. Przez ponad 150 lat ten niewielki region w delcie Rzeki Perłowej był i wciąż jest drzazgą przypominającą Chińczykom uwłaczający okres, gdy wielkie Państwo Środka stało się niewolnikiem zachodnich mocarstw kolonialnych. W czerwcu 2019 roku rozpoczęły się trwające do dziś protesty mieszkańców Hong Kongu, którzy nie chcą podporządkować się władzom w Pekinie. Konflikt wybiega jednak daleko poza ulice portowego miasta – ta rywalizacja od wielu lat trwa także na boisku.

We wtorek 10 września 2019 roku odbył się mecz eliminacji do Mistrzostw Świata 2022, w którym zmierzył się ze sobą reprezentacje Hong Kongu i Iranu. Kibice ze  Specjalnego Regionu Administracyjnego ChRL postanowili wykorzystać to wydarzenie do przypomnienia światowej opinii publicznej o trwających protestach. Podczas odgrywania hymnu Chin Hongkończycy zaczęli gwizdać i buczeć, wywieszając do tego transparenty „Hong Kong to nie Chiny”. Iran wygrał to spotkanie 2:0. Jednak to nie wynik był w tym meczu ważny. Protestujący po raz kolejny rozwścieczyli władze w Pekinie.

2.png
Kibice Hong Kongu podczas meczu z Iranem mieli ze sobą czarne flagi – symbol trwających protestów

Piłkarsko-polityczna rywalizacja między Hong Kongiem i Chinami zaczęła się znacznie wcześniej, niż trwające od czerwca protesty. Ponieważ region w delcie Rzeki Perłowej był przez długi czas kontrolowany przez Brytyjczyków, futbol dotarł tam już na początku XX wieku. W 1908 roku odbył się pierwszy towarzyski turniej międzyportowy, w którym Hongkończycy zagrali z Szanghajem. Podobne mini-turnieje Hong Kong rozgrywał z drużynami z Makau i Sajgonu. Pierwszym oficjalnie uznawanym meczem opisywanego regionu było spotkanie rozegrane 20 kwietnia 1947 roku przeciwko Wietnamowi Południowemu. Członkostwo w FIFA Hong Kong uzyskał w roku 1954. Można powiedzieć, że zbiegło to się trochę w czasie z opuszczeniem szeregów tej organizacji przez Chińską Republikę Ludową. W 1958 roku komunistyczne władze postanowiły nie grać meczów pod egidą światowej federacji piłkarskiej, ponieważ ta oficjalnie uznała niezależność Republiki Chin (czyli Tajwanu). ChRL przez długie lata, bo aż do lat 70, była białą plamą na piłkarskiej mapie, rozgrywając jedynie mecze towarzyskie z państwami nieuznającymi niepodległości „zbuntowanej prowincji”. Dopiero w 1974 roku Chiny stały się członkiem Azjatyckiej Unii Piłkarskiej, a w 1979 roku wróciły także do FIFY. Od tego momentu można było już myśleć o oficjalnych meczach z przeciwnikami z całego świata, także z tymi „niewygodnymi politycznie”.

Historyczne, pierwsze spotkanie między Chinami i Hong Kongiem miało miejsce 7 lutego 1978 roku. Być może dla kogoś to tylko sucha data, dlatego warto podkreślić, o jakich czasach mówimy. Minęło zaledwie 1,5 roku od śmierci Mao Zedonga; Hong Kong wciąż był terytorium zależnym od Wielkiej Brytanii, a dopiero w 1982 roku zaczęły się oficjalne rozmowy między chińskim i brytyjskim rządem w sprawie przyszłości regionu; ostatecznie obie strony podpisały odpowiednie dokumenty w sprawie Hong Kongu w 1984 roku. Mecz w roku 1978 był zatem czymś przełomowym – można nawet powiedzieć, że było to ważne historyczne wydarzenie. Chiny potraktowały to spotkanie bardzo poważnie. Nie mogły sobie pozwolić na wpadkę, bo jak zareagowałaby opinia publiczna, gdyby wielkie państwo nie wygrało z niewielkim, kolonialnym terytorium? Zgodnie z przewidywaniami wygrała reprezentacja Smoków w stosunku 4:1.

3.png
Reprezentacja Chin z sezonu 1980. W tym roku Smoki zagrały z Hong Kongiem w eliminacjach do MŚ.

Los sprawił, że obydwie reprezentacje spotkały się już w grudniu 1980 roku w eliminacjach do Mistrzostw Świata 1982. Te dwa  mecze okazał się jednak znacznie bardziej wymagający dla Chińczyków. Co prawda wygrali, ale tylko minimalnie – 21 grudnia spotkanie zakończyło się wynikiem 1:0, a 31 grudnia rozstrzygnięcie zapadło dopiero po serii rzutów karnych, w których Chińczycy również okazali się lepsi.

W 1985 roku Chiny i Hong Kong ponownie zmierzyły się w eliminacjach do MŚ, tym razem w grupie. Do kolejnej rundy miała awansować tylko jedna drużyna. 17 lutego spotkanie zakończyło się remisem 0:0. Dzięki zwycięstwom nad Brunei i Macau obydwie drużyny miały na swoim koncie 4 wygrane i 1 remis, dlatego decydujący mecz miał być rozegrany 25 maja 1985 na Stadionie Robotniczym w Pekinie właśnie pomiędzy Chinami i Hong Kongiem. Dzięki lepszemu bilansowi bramek Smoki były w korzystnej sytuacji – do awansu potrzebowały tylko remisu. Mecz cieszył się dużym zainteresowaniem, ponieważ tego dnia bilety kupiło aż 60 tysięcy kibiców. Doszło jednak to katastrofy dla miejscowych – Hong Kong wygrał to spotkanie 2:1 i uzyskał przepustkę do gry w kolejne rundzie. Publiczność była tak zszokowana i wściekła, że duża grupa chińskich kibiców zaczęła zamieszki, blokując wyjazd reprezentacji regionu z delty Rzeki Perłowej. 40 osób zostało rannych, zdemolowano lub spalono ponad 25 samochodów. Rozróby trwały aż do następnego dnia – w sumie aresztowano 127 osób. Te wydarzenia są uważane za pierwszy przejaw chuligaństwa stadionowego w Chinach. Z kolei dla Hong Kongu zwycięstwo to  pozostaje jednym z najważniejszych w historii reprezentacji.

4.png
Przywitanie kapitanów Chin i Hong Kongu. Względnie spokojna sytuacja przed meczem….
5.png
… i zamieszki po 90 minutach, gdy Chińczycy przegrali 1:2.

W 2003 roku Chiny ponownie zostały wylosowane razem z Hong Kongiem do gry w eliminacjach do Mundialu. Rok wcześniej Smoki po raz pierwszy w swojej historii zagrali na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii, jednak zajęli tam ostatnie miejsce w grupie przegrywając wszystkie 3 mecze i nie strzelając żadnej bramki. Potem jednak w Chinach został rozegrany Puchar Azji, w którym gospodarze zdobyli srebrny medal. Po tym sukcesie apetyty kibiców były bardzo duże. Wydawało się, że Smoki zakwalifikują się na Mundial w Niemczech i tym razem uda im się wygrać przynajmniej jeden mecz. Najpierw jednak trzeba było zagrać w grupie eliminacyjnej, w której oprócz Chin i Hong Kongu znalazły się także Kuwejt i Malezja. Zaczęło się bardzo dobrze dla reprezentacji z Państwa Środka – 4 zwycięstwa z rzędu, w tym jedno z Hong Kongiem 1:0. W piątym meczu lepszy okazał się jednak Kuwejt. Sytuacja w tabeli bardzo się Chińczykom skomplikowała – w ostatnim spotkaniu z Hong Kongiem musieli wygrać różnicą aż 8 bramek. Po 19 latach znów spotkanie dwóch zwaśnionych terytoriów miało okazać się decydujące dla awansu do kolejnej rundy….

17 listopada 2004 roku  na Tianhe Stadium w Kantonie pojawiło się 20 tysięcy kibiców. Starsi kibice pamiętali wciąż wydarzenia z Pekinu z 1985 roku. Atmosfera była bardzo napięta. Chińczycy potrzebowali cudu – w żadnym z poprzednich 16 meczów z Hong Kongiem nie strzelili więcej niż 4 gole. Początek spotkania nie był specjalnie optymistyczny. Co prawda już w 7 minucie Smoki objęły prowadzenie po bramce Li Jinyu w 7 minucie, ale na następnego gola czekali ponad pół godziny. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 3:0. Po przerwie Chiny zaatakowały jeszcze mocniej, czując w powietrzu możliwość wygrania meczu wystarczającą liczbą bramek. W 47 minucie wynik podwyższył ponownie Li Jinyu, a dwie minuty później było już 5:0 za sprawą Xu Yunlonga. Zostało ponad 40 minut na zdobycie 3 goli… Kolejna bramka padła dopiero w 88 minucie. Brakowało czasu, w doliczonym czasie jeszcze jedno trafienie dorzucił Li Weifeng, ale to było za mało o jednego gola. Gola, którego mógł strzelić w drugiej połowie Zheng Zhi z rzutu karnego – lepszy okazał się bramkarz Fan Chun Yip. Drugi raz w historii maleńki Hong Kong wyeliminował wielkie Chiny! Golkiper został uznany bohaterem, a lokalne gazety nazwały go „Zmorą Chin” – nikt nie przejmował o tym, że Hong Kong przegrał to spotkanie aż 7:0. Najważniejsze było to, że Smoki nie zagrają na mundialu.

Historia znów zatoczyła koło i ponownie Chiny wylądowały w grupie eliminacyjnej z Hong Kongiem – tym razem drużyny te walczyły o awans na Mundial w Rosji w 2018 roku. Chińska Federacja Piłkarska przed pierwszym meczem w Shenzhen opublikowała zapowiedź spotkania, w którym nazwała swojego rywala „Hong Kong, Chiny”, a także napisała: „W tym zespole występują zawodnicy rasy czarnej, żółtej i białej. Trzeba uważać na tę wielokolorową drużynę”. Jak można było się spodziewać, to rasistowskie zachowanie bardzo nie spodobało się mieszkańcom portowego miasta. Napięcie przed pierwszym gwizdkiem było bardzo duże – przed stadionem widać było wielu uzbrojonych policjantów. Skończyło się bez większych incydentów, jedynie kibice Hong Kongu wygwizdali chiński hymn, czego rezultatem była kara od FIFY w wysokości 40 tysięcy dolarów hongkońskich dla lokalnej federacji. Po 90 minutach wynik końcowy brzmiał 0:0.

Podobnie sytuacja wyglądała podczas rewanżowego meczu na stadionie Mong Kong. Grupa 500 kibiców z Chin była eskortowana przez duże siły policji od samej granicy aż na wejście na trybunę, a podczas przemarszu nie obyło się bez obraźliwych wyzwisk w kierunku Chińczyków z ust fanów z Hong Kongu. Na stadionie było obecnych 1300 policjantów – na 5 kibiców przypadał aż 1 mundurowy. Chińscy fani wywiesili czerwone flagi i zaczęli śpiewać komunistyczne pieśni. Lokalna widownia odpowiedziała skandowaniem haseł  takich jak „Hong Kong to nie Chiny”. Nie obyło się także bez wygwizdania i wybuczenia chińskiego hymnu. Tym razem kara od FIFY wyniosła 78 tysięcy dolarów hongkońskich. Znów wynik meczu nie był ważny – 0:0 na boisku zostało przyćmione po raz kolejny przez wydarzenia na trybunach. Najbardziej niezadowolony musiał być selekcjoner Chin Alain Perrin,   który po tym spotkaniu został zwolniony.

6.png
Duża część meczów Hong Kongu z Chinami kończyła się bezbramkowym remisem. Znacznie większe emocje związane były z aktualną sytuacją polityczną.

Kontrowersje wywoływały nie tylko mecze, ale także poszczególni zawodnicy. Nie można nie napisać w tym miejscu o Tsun Dai’u, hongkońskim pomocniku występującym na co dzień w drużynie młodzieżowej Wolverhampton Wanderers. Co ciekawe, jest synem byłego reprezentanta Hong Kongu. Treningi zaczął już w wieku 4 lat, a jedną z jego pierwszych szkółek była Hong Kong Barcelona Football Academy. Ze swoją drużyną przyjeżdżał nawet na turnieje rozgrywane w Polsce i Anglii. Ostatecznie wylądował w juniorskim zespole Reading, a potem występował w Bury. W międzyczasie był wielokrotnie powoływany do młodzieżowych reprezentacji Hong Kongu. We wrześniu ubiegłego roku znalazł się na liście seniorskiej kadry, jednak nie stawił się na zgrupowanie z powodu rzekomej kontuzji. Okazało się jednak, że pojechał na obóz reprezentacji Chin u-21, który prowadził Guus Hiddink w Amsterdamie. 2 tygodnie później znów dostał jednak powołanie do reprezentacji Hong Kongu. Miejscowi kibice byli wściekli na zachowanie młodego zawodnika, zaczęto wyzywać go od zdrajców, a niektórzy fani zabronili mu nawet wracać do miasta. Ówczesny selekcjoner Hong Kongu, dobrze nam znany Gary White, nie skreślił co prawda Tsun Dai’a. Powiedział, że będzie nadal śledził jego postępy, ponieważ chce, by w jego drużynie grali możliwie najlepsi zawodnicy. Dodał jednak, że „jeśli ktoś nie chce przyjechać na zgrupowanie, to na nie przyjedzie”. Pomocnik dał znać osobie ponownie podczas tegorocznych protestów, kiedy to na Facebooku opublikował post, w którym wyraźnie stanął po stronie lokalnej policji. Zachowanie to ponownie nie spotkało się z dobrym przyjęciem ze strony mieszkańców Hong Kongu i po fali krytyki, jaka spadła na Tsun Dai’a, postanowił on usunąć feralny post. Niesmak jednak pozostał.

7.png

Obecna sytuacja w Hong Kongu wygląda, jakby coraz bardziej wymykała się spod kontroli. Bezpośrednim powodem do wszczęcia protestów był projekt ustawy, w ramach której obywatele tego regionu mogliby być ekstradowani przez chińskie władze. Lokalni mieszkańcy obawiali się, że Pekin może to wykorzystać do nękania i zastraszania niewygodnych biznesmenów itp. To nie jest oczywiście jedyny powód. Od 2012 roku Xi Jiping zaczął w coraz większym stopniu ingerować w autonomię Hong Kongu, która ma obowiązywać przecież do 2047 roku – mimo to dochodziło już do naruszania swobód obywatelskich regionu. Mimo faktu, że ustawa została już oficjalnie odrzucona w lipcu, to protesty wcale nie ucichły, wręcz przeciwnie – sytuacja jest coraz gorsza. 1 października, a więc w dniu 70 rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej, policja po raz pierwszy otworzyła ogień do demonstrantów.

8.png

Jak będą wyglądały kolejne miesiące w Hong Kongu, tego nikt nie wie. Niestety jest mało prawdopodobne, że ten wielowiekowy konflikt o niewielki region w delcie Rzeki Perłowej zakończy się w sposób pokojowy. Również w piłce nożnej od samego początku pojedynków na linii Chiny – Hong Kong było widać duże napięcie, co kończyło się nawet zamieszkami. W sumie odbyło się 20 takich meczów. Górą 13 razy były Chiny, 5 razy pojedynki te kończyły się remisami, a 2 razy wygrał Hong Kong. Dla mieszkańców 7-milionowego miasta spotkania były tak ważne, że świętowano nawet odpadnięcie Chin z eliminacji do MŚ, mimo, że Hong Kong przegrał w tym meczu aż 7:0, a bramkarz, który puścił tak dużą liczbę goli został uznany bohaterem i „Zmorą Chin”. Gdyby Ryszard Kapuściński opisał historie związane z tymi meczami, mogłaby z tego wyjść kolejna część „Wojny futbolowej”. Jako, że taka książka jednak nie powstała, dlatego fakty te postanowiłem opisać ja, Maciek Łoś. Pomimo dużej ilości materiałów z dotychczasowych zmagań chińsko-hongkońskich mam jednak nadzieję, że w przyszłości mecze te będą odbywać się w pokojowej atmosferze, a sytuacja na ulicach portowego miasta  uspokoi się na dobre.

Autor tekstu: Maciej Łoś