Za nami dwa mega ciekawe półfinały Azjatyckiej Ligi Mistrzów, gdzie na ma już miejsca na słabe zespoły. Na zachodzie spotkały się potęgi Kataru i Arabii Saudyjskiej na wschodzie Japonii i Chin. Skończyły się żarty zaczęła się piłkarska batalia na całego.

Al Sadd 1 – 4 Al Hilal RiyadhSędzia z Omanu

Mecz, który oglądało się z początku naprawdę przyjemnie dzięki płynności ofensywnej gry obu zespołów został skutecznie „zabity” przez Omańskiego sędziego Ahmeda Al Kafa. Omańczyk w 35 minucie zakukuryczył się bardziej niż sami piłkarze i wyrzucił najlepszego prawego obrońcę Pucharu Azji 2019 Abdelkarimiego z Al Saad.
Niestety powtórki pokazały, iż 26 latek nie faulował Saudyjczyka, po drugie dostał żółtą kartkę za reakcje po usłyszeniu gwizdka a czerwień za…
No właśnie to będzie już dyskutowane przez dniami i nocami przez najstarszych górali do czasu rewanżu 22 października.
Nie ulega jednak wątpliwości, że zachowanie sędziego który narusza nietykalność piłkarzy (zwróćcie uwagę jak odpycha byłego piłkarza Atletico Madryt Gabiego)i tracącego tak szybko cierpliwość w stosunku do uczestników widowiska jest mocno irytująca dla fanów Al Sadd.

Na obronę sędziego trzeba powiedzieć, że Katarczycy są znani z swojego wiecznego płakania, pyskowania i wdawania się w utarczki z sędziami. Możliwe, że uczulony na to jegomość postanowił szybko ustawić sobie krnąbrnych piłkarzy, dając im do zrozumienie, że nie będzie tolerował naddzierania się na jego osobę.

Niefortunnie dla widowiska, Abdulkarim to nie tylko 40% mocy napędowej zespołu i ważne ogniwo układanki w obronie jak i ataku. Bez niego Al Sadd posypało się jak domek z kart a zamiast wyrównanego meczu zaczęliśmy oglądać „krwawe wesele.”

Al Hilal z kolei jest drużyną napakowaną talentem niczym Harlem Globetrotters, jeśli grają z kimś 11 na 10…nie ma szans, wykończą każdego.

Bohaterem meczu został strzelec nietypowego hat-tricka – Francus Bafétimbi Gomis – 2 gole + samobój to rzadkie osiągnięcie. Pozostałe bramki dla Al Hilal strzelili: środkowy obrońca Ali Abdulayhi, klatką piersiową, po czym ukazał cieszynkę ukazującą „zawał serca,”oraz 38 letni weteran Mahmoud Al Shalhoub.

15699505444984.jpg

W barwach Al Sadd najwięcej wiatru robił standardowo 22 latek Akram Afif, jednak jego strzały trafiały w słupki, poprzeczki lub były wybraniane przez bramkarza Abdullaha Al Maioufa.

Xavi został rozbrojony zarówno przez sędziego jak i Lucescu. Inna sprawa, że w momencie straty Abdelkarima powinien pójść po rozum do głowy i przestać grać otwartą grę z klubem, który jest wstanie pozamiatać gdy ma dobry dzień każdy zespół w Azji. Ex Barcelończyk będzie miał szanse pokazać swój kunszt trenerski w rewanżu. Póki co wygląda to tragicznie dla Katarczyków, rewelacyjnie dla „Zaeem.”

Autor tekstu: Adam Błoński

Urawa Red Diamonds 2-0 Guangzhou Evergrande

Absolutny hit tej edycji Azjatyckiej Ligi Mistrzów zapowiadał się naprawdę wybuchowo i trzeba przyznać, że nie zawiódł. W Saitamie zobaczyliśmy świetny futbol w wykonaniu dwóch Azjatyckich gigantów, którzy w przeszłości sięgali już po trofeum Ligi Mistrzów.

Urawa, która w lidze przeżywa katusze i drży przed strefą spadkową, wyjątkowo dobrze weszła w mecz i od pierwszych minut była lepszą ekipą. Oczywiście sporo pomogli jej w tym kibice, którzy dzisiaj byli po prostu fenomenalni.

W 19. minucie Urawa Reds wyszła na prowadzenie, a do siatki przepięknym strzałem trafił Fabricio. Szybko zdobyta bramka dała gospodarzom spokój w grze, a gości zmusiła do nieco odważniejszej gry. Podopieczni trenera Cannavaro również mieli swoje okazje, ale nie byli w stanie ich wykorzystać. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie i nadal to Urawa była stroną przeważającą. Gospodarze stwarzali sobie całkiem niezłe okazje, a najlepszą z nich zmarnował Muto. Urawa nadal szukała swojego drugiego gola w tym spotkaniu i znalazła go w 75. minucie. Do siatki potężnym strzałem z dystansu trafił były zawodnik Ingolstadt i St. Truiden, czyli Takahiro Sekine. Wydawało się, że to koniec emocji, ale Chińczycy w końcu przeprowadzili bardzo ładną akcję, która zakończyła się bramką. Po chwili została jednak anulowana, gdyż na pozycji spalonej znajdował się Shihao Wei. W efekcie Urawa będzie przystępować do rewanżu w całkiem komfortowej sytuacji i nie lada wyzwanie czeka ekipę Guangzhou Evergrande.

autor tekstu: Kamil Gala