Każdy lubi historie o kopciuszku lub tzw. underdog story (to to samo, tylko ż po Angielsku brzmi mniej ciapciowato) Krajowe puchary w Japonii i Korei Południowej to najlepszy przykład jak dzięki ambicji i czynnikom wolicjonalnym można zgubić przewagę wielki pieniędzy czy samego talentu piłkarskiego.

Jesteś piłkarze 3-4 ligowym, uniwersyteckim marzysz o wielkiej piłce i spotykasz na swojej drodze renomowaną firmę – spuszczasz głowę i czekasz na najmniejszy wymiar kary.
NIE! W Azji wychodzimy na boisko z nastawieniem, czym rywal mocniej mnie przewyższa tym większe trofeum dla mnie i drużyny.  Po meczu krzyczymy „zabiłem byka – krew z niego sika.”

Co roku Azjaci zaskakują swoimi meczami pucharowymi gdzie, co rusz udowadniają, że zdroworozsądkowe kalkulowanie, kto wygra a kto nie, można wsadzić sobie między bajki.

W Korei Południowej nagrodą za wygranie FA Cup (Pucharu Ligi) jest uczestnictwo w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Wyniki ćwierćfinałów ułożyły się jednak w taki sposób, iż tylko jeden z półfinalistów jest upoważniony do gry w rozgrywkach międzypaństwowych.

FA CUP.jpg
Mowa tu o Suwon Bluewings, który męczył się nie miłosiernie z Gyeongju HNP czyli…3 ligowym zespołem.  Wielokrotni mistrzowie K League potrzebowali karnych, aby pokazać wyższość nad pół amatorską drużyną.
Drugi zespół K League z pary półfinalistów to Sangju Sangmu czyli tzw. wojskowi.
Jako, że jest to drużyna złożona z piłkarzy, którzy właśnie przechodzą obowiązkową służbę wojskową to są uznawani przez prawo międzynarodowe, jako…jednostka militarna.
Nie mogą swobodnie przemieszczać się, jako zespół między granicami różnych krajów, ponieważ podlegają nie tylko pod federację piłkarską Korei, ale pod Ministerstwo Obrony Narodowej.
ssfsfsf.jpg
W skrócie jak wygrają to podniosą trofeum i „dowidzenia babciu Gienia” i w Lidze Mistrzów nie zagrają (chyba, że zmienią prawo).
Pozostali dwaj półfinaliści to Hwaseong FC z ligi K3 Daejeon Korail FC z Korea National League – czyli odpowiednio klub 4 ligowy i 3 ligowy.
Tak dobrze przeczytaliście w Korei Południowej drabinka hierarchii lig jest następujący – K  League 1, K League 2,  Korea National League i K3 League Advanced i K3 League Basic.
Dzieci lepiej niech nie uczą się ani geografii na podstawie piłki nożnej (Izrael w Europie, Australia w Azji, Japonia i Katar na Mistrzostwach Ameryki Południowej) ani liczenia (w Polsce druga liga to trzecia, pierwsza to druga itd.)
Hwaseong FC to prawdziwy bajerant – przyjechali w roli gości do uczestnika obecnej edycji ligi mistrzów, drugiego zespołu zeszłego sezonu i wygrali wprowadzając w osłupienie wszystkich „pseudo” znawców.

No dobra przyznaje się bez bicia – mnie też.

Mało zabawny jest również fakt iż obie drużyny grają na przeogromnych stadionach – Hwaseong FC na Hwaseong Stadium o pojemności 35 tysięcy a dużo mniej bo trzecio ligowy Daejeon Korail ma zaledwie 17,371.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Przyznacie, obiekty ładne jak na dolne strefy piłkarskiego egzystowania.

Co władze ligi zrobią jeśli do finału dojdą dwie pół amatorskie drużyny ???
Nie mogę się już doczekać półfinałów.

Studencki walc!

JAPONIA – kraj samurajów – i tak jak legendarni wojownicy – tak i piłkarze niższych lig, ba nawet nie zawodowych lig a studenci z uniwersytetów powalczyli na tyle skutecznie, iż niektórzy zawodowcy najedli się wstydu na całe życie.

Rozegrano właśnie drugą rundę Pucharu Cesarza czyli najstarszych rozgrywek w Japonii mających swój początek w 1921 roku. Puchar ten pozbawiony jest Apartheidu w postaci zespołów 2-3 ligowych zespołów, amatorskich, profesjonalnych etc.
Występują tutaj zespoły począwszy od szkół średnich przez uniwersyteckie, lig regionalnych po półprofesjonalne i profesjonalne.

To turniej wyłaniający najlepszą drużynę piłkarską w Japonii a nie najlepszy klub J.League. Tak więc slogan „wygrać może każdy” nie jest pozbawiony sensu w kraju kwitnącej wiśni.

Jak wyglądały wyniki ?
Voilà!
Puchar Cesarza

Vanraure Hachinohe – z J3 pokonało pierwszoligowe Motnedio Yamaga – zaskakujące ale można to przeżyć. Ale już kolejne wyniki jak Veertien Mie z ligi JFL (czwarty poziom rozgrywkowy, tzw. najwyższa liga amatorów w Japonii) rozwalające pierwszoligowy Shonan Bellmare 4-0 to już symbol szczęścia jednych rozpaczy drugich.
No ok. było jeszcze żałośniej ponieważ N.I.F.S. Kanoya (National Institute of Fitness and Sports Kanoya) pokonała 3-0 pierwszoligowca Nagoya Grampus i to jeszcze na ich stadionie!

Zespół Uniwersytecki wart ledwie 50 tysięcy euro wygrał z drużyną wartą 22 miliony euro.

tenor.gif

Consadole Sapporo kolejny zespół J.League po zaciekłej walce, wręcz heroicznej acz przegranej został pokonany wynikiem 2 do 4 przez Honda FC czyli kolejny zespół JFL
tenor (1).gif

Nawet drużyny które wygrywały często męczyły się z zespołami o 5-6 półek na papierze niższych, co pokazuje jak w Japonii duch walki potrafi zniwelować różnice poziomów.
Np. mistrz ostatnich dwóch lat J.League Kawasaki Frontale męczyło się i wygrało ledwie 1-0 z Meiji Uniwersity. Kandydat na obecnego mistrza – FC Tokyo ledwo, ledwo wymordowało 1-0 z Uniwersytetem Toin. Triumfator Azjatyckiej Ligi Mistrzów Urawa Reds doczłapali zwycięstwo 2-1 nad Ryutsu Keizai University.
Mistrz zeszłorocznej edycji LM w Azji Kashima Antlers musiała skupić się by pokonać dzieciaków z Uniwersytetu Hokuriku.

Tak więc, starania studentów z pewnością doceniane przez zawodowców, może i rozśmieszały i były urocze dla tytanów J.League ale na koniec z żalem mówili im NIE!!
giphy.gif
Bo któż chce się tak zbłaźnić jak np. mistrz J.League anno domini 2010 – Nagoya Grampus.

Wiadomo zespoły na tak wczesnym etapie, puszczały do walki w 50% rezerwowych, piłkarzy często wracających po kontuzjach, próbowały młodych itd. bla bla bla.

Ale finalnie, przegrywali – nikt ich nie zmuszał do takich czy innych decyzji personalnych. Plus nie oszukujmy się, znam karuzele w Azji od lat.
Dziś student wpierdzielił zespołowi J.League jutro jest już w nagrodę jego zawodnikiem, aby za rok dostać w jego barwach od innego amatora.

Nie zmienia to faktu, że następnym razem jak ktoś popatrzy w kadrę Japonii czy Korei Południowej na Mistrzostwa Świata U20 czy U18 i nie zrobią na nim wrażenia przynależność klubowe widząc tam zespoły szkół średnich czy uniwersytetów…zastanówcie się dwa razy.

W Azji klub przy twoim nazwisku to nie znak równości twojego poziomu umiejętności.
Zapytajcie np. Argentynę na ostatnich dwóch mundialach U20 :>giphy (1).gif

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski