Druga kolejka podzieliła Azję. Na wschodzie panują dobre nastroje po dwóch wygranych, a na zachodzie wręcz przeciwnie po kolejnych porażkach Kataru i Arabii Saudyjskiej.

 

Meksyk 0-3 Japonia  

Gdyby ktoś się zastanawiał czy Japonia naprawdę była w tym meczu tak dobra, czy po prostu miała dużo szczęścia, to powiemy szczerą prawdę. Japonia była w tym meczu kapitalna i zupełnie poza zasięgiem Meksykanów, którzy i tak mają szczęście, że Azjaci nie zaaplikowali im więcej bramek. Kapitan Japończyków, Mitsuki Saito zagrał jak na kapitana przystało. Statystycy zapewne nie byli pod wielkim wrażeniem jego występu, ale w piłce nie chodzi tylko o liczby. Saito stale podrywał kolegów do walki. Motywował, gestykulował i sam niebywale pracował „zarówno w ofensywie, jak i defensywie”. Subtelne taktyczne faule, które w żaden sposób nie pozwalały Meksykanom się rozpędzać były „truskawką na torcie” w jego odpowiedzialnej grze. Bardzo dobre zawody zagrał także golkiper Kyoto Sangi, Tomoya Wakahara, autor dwóch asyst Kanya Fujimoto, oraz zdobywca bardzo ważnego dubletu, Taisei Miyashiro. Szczególnie cieszy jednak trafienie z 52. minuty autorstwa Kyosuke Tagawy. Napastnik FC Tokyo zdobył ładną bramkę głową, czym zrehabilitował się za trafienie samobójcze z pierwszego meczu. Japończycy wyglądali w tym meczu wyśmienicie. W ich grze działało niemal wszystko i jeżeli Samurajowie taką grę utrzymają to mogą powalczyć o zostanie czarnym koniem turnieju.

 

Katar 0-1 Ukraina

Katar notuje dużo lepszy występ niż w spotkaniu z Nigerią, ale Katar znów przegrywa i staje przed bardzo trudnym zadaniem, w kontekście walki o awans z grupy D. Podopieczni trenera Pinheiro nie popełniali już tak śmiesznych błędów w obronie, a i w ataku bardziej przypominali drużynę zamiast zlepka indywidualności. Ekipa z bliskiego wschodu wyglądała całkiem dobrze na tle Ukraińców, aż do 59. minuty i bramki Popova. Po stracie gola, gra Katarczyków przestała się „kleić”, a nasi wschodni sąsiedzi grali spokojniej mając korzystny rezultat. Dowieźli więc swoje skromne prowadzenie do końca, a Katar nadal zajmuje ostatnie miejsce z dorobkiem 0 punktów. Bezradność Katarczyków idealnie oddaje czerwona kartka, jaką w 85. minucie obejrzał Peer.

 

RPA 0-1 Korea Południowa

Trener Chung nauczony po porażce z Portugalią, wystawił od początku tego meczu, mierzącego 193 cm napastnika Oh Se-huna, który stworzył parę napastników z młodym piłkarzem Valencii Kanginem Lee. Zmienił także taktykę, porzucając 5-3-2 z poprzedniej kolejki. Gra Koreańczyków nadal była jednak troszkę… naiwna. Gracze z Azji szukali Se-huna przy każdej możliwej okazji i nie zważając na miejsce w jakim się znajdują, próbowali posyłać długie piłki w kierunku swojego rosłego napastnika. Z kolei przy atakach skrzydłami, zamiast szukać swojej dziewiątki, na siłę próbowali posyłać piłkę na dłuższy czy krótszy słupek nie zważając uwagi na brak partnerów w tych miejscach.
Taka taktyka była jednak mało skuteczna i Korea biła głową w mur (i poprzeczkę). W końcu jednak udało się trafić do siatki, co Koreańczycy uczynili w 69. minucie za sprawą bramki Kima Hyuna-woo, który na co dzień występuje w rezerwach Dinamo Zagrzeb.

 

Arabia Saudyjska 3-4 Mali

Świetne spotkanie obejrzeliśmy w Gdyni. Inne zdanie mają zapewne kibice Arabii Saudyjskiej, która podobnie jak Katar, zagrała dobrze ale przegrała. Saudyjczycy prowadzili do przerwy po bramkach Al-Buraikana i Al-Tambaktiego, który wykorzystał rzut karny. W 36. minucie bramkę dla Mali po fatalnym błędzie bramkarza Arabii zdobył Koita. Po przerwie Koita zaliczył asystę, a na listę strzelów wpisał się Kone, który w 54. minucie doprowadził do wyrównania. W 63. minucie Arabia Saudyjska znów wyszła na prowadzenie, a do siatki pięknym strzałem trafił Al-Ghannam. Wydawało się, iż dobrze grający Saudyjczycy utrzymają ten wynik, albo przynajmniej nie przegrają. Niestety tak się nie stało. Mali „poczuło krew” i usilnie szukało kolejnych bramek. W 70. minucie wyrównał Traore, a w 90. minucie decydujące trafienie zanotował Camara, który wykorzystał duży błąd całej defensywy Saudyjczyków. Dobra gra z przodu w wykonaniu Arabii Saudyjskiej została więc przykryta przez fatalny występ w defensywie.

 

 

Autor tekstu: Kamil Gala
@GalsonHM