Kiedy Adrian Mierzejewski trafiał do 13 zespołu Ligi Chińskiej większość kibiców ogłosiło początek, końca Polskiego rozgrywającego. Na domiar złego w pierwszych dwóch spotkaniach nasz bohater nie zagrał, co rozpoczęło falę śmichów chichów typowo cebulowej szydery etc.
W Polsce każdy jest specjalistą od wszystkiego, kiedy Katedra Notre Dame spłonęła w kraju pojawiło się parę milionów specjalistów od ochrony ppoż, w czasie przeróżnych afer pojawiają się biegli sądowi, prokuratorzy i adwokaci w każdym domu.
W przypadku Adriana również tak było (i jest w wielu przypadkach) co pokaże na przykładowym wzorze rozmowy o naszym rodaku w CSL.

Spec: Gdzie gra teraz Mierzej?
Mua: W Chongqing Dangdai Lifan F.C.
Spec: Heheheh że qrna gdzie ?
Mua: Żeby Ci było łatwiej to po prostu Chongqing Siwei (fonetycznie Czongczing Sjułej)
Spec: Hahah jakieś czongkoczongi, a kto tam gra taki.
Mua: No przede wszystkim nasz mistrz asyst, ale jest też i paru fajnych grajków.
Spec: Czekaj sprawdzę na Wikipedii …Ty ja pierdziu, ale to jakaś dziura tam nie gra nikt znany.

No i się zaczyna łykanie nerwosolu i wyrwanie włosów, których nie mam (pewnie z powodu przeprowadzania takich rozmów).

Większość fanów piłki ocenia kluby znajdujące się poza Europejską futbolową mapą na podstawie nazwisk słyszalnych w Teleexpressie, BravoSport czy barze na dzielni.
Zazwyczaj na hasło, nie gra w klubie tam nikt znany odpowiadam – „To sprawdź sobie tego piłkarza, pooglądaj w dwóch, trzech meczach i już będziesz go znać. To, że nie jest znany tobie nie mówi nic o jego piłkarskim poziomie.”

Wszyscy znają Carlosa Teveaza który okazał się kompletnym niewypałem w Chinach, a ile osób zna np. Erana Zahaviego, Izraelskiego autora 69 goli w ostatnich 4 sezonach ?
Brazylijczyków Hulka czy Oscara kojarzy większość miłośników „nogi.” ale już Elkesona naparzającego 120 bramek podczas trwającego już 6 lat pobytu w Państwie środka znają nieliczni.

Zmierzając do brzegu, to że Alan Kardec, Fernardinho oraz Fernando Henrique to nazwiska które wam nic nie mówią, nie oznacza to, że mamy do czynienia z piłkarskim szrotem.
Alan to piłkarz wygrywający Mistrzostwa Ameryki Południowej U-20 w piłce nożnej, Ligę oraz Puchar Portugalii. Filigranowi panowie Fernardinho również nie są piłkarzami z Outletu. Silva to zwycięzca Copa Libertadores 2017 i najlepszy debiutant Ligi Brazylijskiej 2009, CONCEIÇAO z kolei wygrywał, jako młodzian Torneio Octávio Pinto Guimarães oraz Puchar Brazylii.
Z Chińskiego zaciągu z pewnością ciekawą postacią jest reprezentant kraju Peng Xinli dumnie grający z numerem 10 na plecach znalazł nawet uznanie nowego selekcjonera drużyny smoka Fabio Cannavaro.
PHOT9IulT93lTFDmOYG8ku2P190413 (1).jpg
Młodych gniewnych również nie brakuje, ponieważ w kadrach U21 Chin grali lub grają Dilmurat Mawlanyazi (tak to Chińczyk) Congyao Yin (2 lata stażujący w Słowackim AS Trencin) oraz rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie obrońca Shuai Yang.

Tak, więc mimo przerażających zapowiedzi jakoby Adrian Mierzejewski trafiał do drużyny skazanej na ligową nędzę tragedii w personaliach nie ma. Budulec jest jak najbardziej wysokiej, jakości trzeba tylko odpowiedniego artysty, który będzie wstanie urzeźbić z tego jakieś arcydzieło.
Odpowiednią osobą okazuje się legendarny Jordi Cruijff były piłkarz takich anonimowych klubów jak Barcelona czy Manchaster United wystartował w sezonie 2019 lewą nogą.
Po 2 pierwszych kolejkach zajmował 12 pozycję i z bilansem bramek 2:6 wydawało się, że holenderski trener zmierza po kolejny słaby sezon okraszony walką o utrzymanie.

CSL po 2 kolejkach

Wtem do akcji wkroczył Mr Azja – Adrian Mierzejewski.
Polski Carlos Valderrama pojawił się w 3 kolejce Chińskiej Super Ligi w meczu z Shenzen.
Było to prawdziwe wejście smoka…Wawelskiego w tym przypadku z racji narodowości.
Od pierwszych minut widać było, że to stary dobry „Mierzej” z czasów, kiedy bawił się w one man show w Changhun Yatai czy Sydney FC. Piłka mu nie dość, że nie przeszkadzała to z pewnością rywalom przeszkadzało, kiedy Polak ją miał przy nodze.
Już po 20 minutach debiutu strzelił bramkę na wagę zwycięstwa po akcji rodem z Harlem Globtroter.
Jako, że mecz odbywał się na własnym stadionie w Chongqing to była idealna okazja, aby się prawidłowo przedstawić lokalnym fanom, których z miejsca zadurzył w sobie Polski pomocnik.
W debiucie były reprezentant Polski ( z powodu przyszłego byłego selekcjonera) pokazał wszystkim, że ma cojones do dalszej walki z najlepszymi w CSL. Był w tym tak przekonujący, iż piłkarz rywali uznał, że najlepiej pozbawić tego atrybutu naszego bohatera. Chiński mistrz urywania wora Jajami O’Matę (znany również pod imieniem Ge Zhen) przypomniał Adrianowi, dlaczego bezkontaktowe granie w Azji to bujda na resorach.
jajami o mate.gif
1 gol, który okazał się na miarę pierwszych 3 punktów w sezonie Chongqing i zarówno trener Jordi Cruijff jak i kibice nie wyobrażają sobie już funkcjonowania machiny bez udziału „Mierza.”

W kolejce numer 4 Adrianaldo spotkał się z kwintesencją komercyjności CSL czy Shanghai SIPG w szeregach, których grają największe gwiazdy Chińskiej ligi Hulk, Oscar oraz Elkeson.
Oglądając mecze SIPG od paru lat, zauważyłem, że u każdego swojego rywala powodują przyrost adrenaliny i motywacji. Słowem, każdy chce im przypiepszyć za całokształt niczym przez lata w NBA L.A Lakers czy New York Knicks.  Trochę na zasadzie „staram się dniami, tygodniami, miesiącami a i tak pieprzą tylko o was, czekajcie no niech was tylko dorwę Hollywoody jedne.”
Nie inaczej było w tym przypadku.

Choć Hulk sieknął bramkę, za którą powinien siedzieć w kryminale (jakby trafił bramkarza, zabiłby na miejscu) to bohaterem meczu został nasz skromny Olsztynianin.
Wpierw sfinalizował trójkową akcje (Alen Kardec->Fernardinho Conceicao-> Mierzej) strzelając bramkę na 1-0 a w końcówce meczu, kiedy większość Januszy oczekiwało dominacji SIPG zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce prawego obrońcy Mawlanyaza Dilmurata. Będąc bohaterem ostatniej akcji Adrian pokazał, dlaczego jest uznawany za mistrza ostatnich i przedostatnich podań w CSL, piłka do Ujgura była przepiękna.  Dwa mecz z Polakiem w jedenastce = 6 punktów.

Kolejnymi rywalami Chongqing Siwei było Hebei CFFC mające na liście płac słynnego Argentyńczyka Javiera Mascherano. Problemu zero, biorąc pod uwagę fakt, że Adrian w barwach Changchun Yatai w zeszłym sezonie robił, co chciał (gol i asysta) naprzeciwko dwukrotnego zwycięscy Europejskiej Ligi Mistrzów. Dobra forma w starciach z zasłużonym celebrytą została potrzymana.
Asysta palce lizać do Fernardinho Silvy otworzyła wynik spotkania , które zakończyło się 3 zwycięstwem Chongqing z rzędu.  Ostatnią taką serię klub z sześciomilionowego miasta miał w lipcu 2017 roku. Jak widać był potrzebny dopiero „Bōlán” aby móc powtórzyć wynik.

W 6 kolejce CSL nadszedł czas na zemstę nad Dalian Yifang, sprawcy zaskakującego niczym znalezienie kości zamiast ości w rybce kapitana Iglo spadku Changchun Yatai w zeszłym sezonie.
Gdyby nie Carrasco, Zhou Ting i paczka to Adrian Mierzejewski nadal cieszyłby się z gry w barwach byłego mistrzu kraju z Changchun obok Odiona Ighalo, z którym tworzył jeden z lepszych duetów jakich Chińczycy na „oki” widzieli.
Zemścić się powiedzieć łatwo, zrobić gorzej, biorąc po uwagę, że ich trenerem jest legendarny Choi Kang-Hee (super duper trener z Korei który wygrał w Azji wszystko i nawet więcej)a Hamsik i Carrasco do ułomków też nie należą.
Wpierw Belg przypomniał koszmar z zeszłego roku strzelając swoją 4 bramkę w sezonie, na szczęście chwilę później Adrian pokazał, że nie ma zamiaru drugi raz być „bitym” przez ekipę z Dalian i wrzucił 3 bieg.
Wywalczył rzut karny zamieniony na bramkę wyrównującą przez jednego z panów „F” i ostatecznie dającą punkt z traumatycznym rywalem. Był to oczywiście 4 mecz bez porażki dzięki „akcjom polskiego patronatu imienia Adriana Mierzejewskiego.”

Jako, że naszemu Polakom w piłce nożnej prędzej czy później zawsze sfajda się coś na kołderkę szczęścia po serii bohaterskich wyczynów przyszedł czas spotkanie z wielkim złym „jebadłem” ligi Chińskiej – Guangzhou Evergrande.
Na przełomie ostatnich 8 lat klub ten zdobył siedmiokrotnie mistrza Super Ligi, dwukrotnie zwyciężył Azjatycką Ligę Mistrzów oraz Pucharu ligi plus trzykrotnie triumfował w Super Pucharze.
Wystarczy chyba, aby powiedzieć sobie przed spotkaniem „o ja pier…. będzie ciężko.”
Ale co tam, flaga Polski na głowę i do boju!

Już w 3 minucie były zawodnik Polonii Warszawa zaskoczył rywali swoim sprintem strusia pędziwiatra przechwytując futbolówkę ikonie Chińskiej piłki Zheng Zhi był bliski pokonania bramkarza Liu Dianzuo. 38 letni Chińczyk później zemści się za tą potwarz, ale póki, co nie obdarzony umiejętnością przewidywania przyszłości nasz fighter walczył dalej. W 19 minucie popisał się indywidualną akcją, podczas której znów upokorzył Zhenga i po minięciu dwóch rywali niczym tyczki wyłożył piłkę Fernandinho Conceiçao do strzału.
Między 23 a 28 minutą „Mierzej” dwukrotnie zagrażał bramce wielokrotnego mistrza stając się najaktywniejszym piłkarzem pierwszej połowy w szeregach obu ekip.
Niestety niedane było schodzić Polakowi do szatni z zadowoloną miną, ponieważ w 46 minucie wspomniany wcześniej weteran Zheng Zhi, wpienił się i zapodał piłkę stadiony świata do idealnie korzystającego z takich serwisów Talisci. Była to jedyna bramka meczu, a Chongqing mimo szarpania i nie pękania poznało wartość przysłowia „Syzyfowe Prace.” Pierwsza porażka z Adrianem w jedenastce stała się faktem.

W kolejce numer 8 z Tianjin Tianhai byliśmy świadkami najlepszego widowiska z dotychczasowych spotkań naszego herosa w tym sezonie. Świetna wizytówka CSL, gdzie bohaterami nie byli wcale piłkarze za grube miliony tylko Chińska diaspora, (która podobno w piłkę grać nie umie) wspierana przez tkwiących od wielu lat w Azji piłkarzy zagranicznych – słowem „swoich.”
Choć oficjalnie Adrian nie zaliczył asysty to dwukrotnie wykreował gole swoim a’la Valderrama przedostatnim podaniem. Po raz enty zabawił się w animatora boiskowych wydarzeń.
Oprócz jego zacnej persony na uwagę zasługiwał również piłkarz z numerem 7 Feng Jin popisujący się zagraniami w stylu Kuby Błaszczykowskiego za swoich najlepszych czasów. Nic tylko oglądać w kółko to piłkarskie show.

Ostatni siódmy, więc już z nazwy nawet szczęśliwy mecz „Arrdirjan” jak to często kometatorzy wypowiadają rozegrał z czerwoną latarnią Chińskiej CSL.
W potyczce tej Polak nie błyszczał tak jak w poprzednich starciach z tytanami ligi, co jeszcze raz udowadnia tezę, iż czym większy „ligowy potwór” tym na większych obrotach zasuwa.
Changqing pewnie pokonuje 2-0 Beijing Renhe, między innymi po bramce wspomnianego na początku artykułu bocznego obrońcy Mawlanyaza Dilmurata.

Podsumowując tą epopeje pod tytułem „przygód kilka Mierzejewskiego świrka”…
Ok. Uwaga werble !

Z pełną świadomością można powiedzieć Adrian Mierzejewski zmienił oblicze oraz losy klubu Chongqing Siwei.  W siedmiu spotkaniach zaliczył nie tylko to, co widać w statystykach 2 bramki oraz 2 asysty, ale mnóstwo małych i wielkich rzeczy, które nie są odnotowywane przez dwie najprostsze kategorie.  Nie mówię tutaj tylko o wspomnianych już hokejowych asystach, ale o braniu ciężaru gry na własne zmordowane barki, żyłce lidera, mentora i motywatora.
4 wygrane 2 remisy i 1 porażka to wynik już wiemy po początku sezonu, nie osiągalny bez osoby Polaka w składzie.  Klub z 12 pozycji wskoczył na 4.

tabela 9 kolejkach

Najlepszy wynik klubu w historii występów w CSL, czyli 4 lokata może być nie tylko wyrównany, ale i pobity przy podtrzymaniu obecnej formy.
Jest to na razie myślenie mocno życzeniowe biorąc pod uwagę, że klub dopiero w ostatniej kolejce sezonu 2018 wybronił się przed spadkiem.  Ale jedna z niewielu zmian w klubie, czyli czynnik X, jakim jest Adrian Mierzejewski swoimi poczynaniami na boisku napawa kibiców Chongqing nadzieją na lepsze jutro.

Póki, co, AzjaGola będzie dawać znać, co tam u naszego Mr Azji słychać w Chińskiej Super Lidze.
Trzymajcie za niego kciuki, bo coś czuje, że szybko takiego formatu grajka z naszego „piknego” kraju nie zobaczymy.

Jia You Adrian!

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski