Za nami drugi tydzień zmagań Koreańskiej K League.
Padajcie narody – świat do góry nogami – Sangju Sangmu na pierwszym miejscu.
Biorąc poprawkę, iż widzimy tabelę ligową po zaledwie dwóch kolejkach, to i tak widok wojskowej mutacji poligonu z drużyną piłkarską na pierwszym miejscu budzi zaskoczenie.

9925DD415C7B4A252C.jpg(zdjęcie z strony klubu Sangju Sangmu)

Chłopaki grając w klubie, który jest przystanią dla piłkarzy odbywających przymusową służbę militarną, mają często poczucie bezsensowności angażowania się w mecze.
Nawet gdyby zdobyli mistrzostwo ligi, to i tak nie mogą przystąpić do pucharów międzynarodowych jak np. Azjatycka Liga Mistrzów – ponieważ jako jednostka militarna nie mają swobody przemieszczania po granicach innych państw.
Do tego dochodzą mecze co 7 dni z powodu wycofania od 2011 roku Sangmu z Pucharów Krajowych. Piłkarze treningi i mecze łączą z wojskową musztrą jak każdy inny szeregowy w kraju. W czasach, gdy rozgrywali spotkania jeszcze w środku tygodnia w Pucharach, piłkarze po 3-4 miesiącach byli już zajechani.
Z jednej strony wyeliminowanie ich z grafiku krajowych pucharu pomogło piłkarzom „przeżyć” z drugiej strony kadra Sangmu jest tak samo szeroka jak każdego innego klubu. Problem w tym, że jeżeli jesteś piłkarzem rezerwowym to możesz naprawdę miesiącami czekać na moment, w którym coach da Ci 5 minut na zaprezentowanie swoich umiejętności.

Ok. wracając na tory przykładnego przeglądu, zacznijmy od sensacji kolejki – meczu Incheon United (Przewidzianego, jako chłopiec do bicia) przeciwko Gyeongnam FC debiutant Azjatyckiej Ligi Mistrzów.

 

INCHEON UNITED VS. GYEONGNAM 2 – 1

Kibice w Incheoen spodziewali się po swoich bohaterach zażartej walki o punkty, ale mało który śmiałek myślał o wygranej biorąc pod uwagę przewagę talentu w szeregach Gyeongnam.
Przewagi tej nie było widać podczas tej zaciętej wojenki, obie drużyny miały wiele okazji do zdobycia bramki i tylko fortuna zdecydowała, iż zwycięsko z tego meczu wyszli „czarnoniebiescy.”
Piłkarze Jona Andersena wyszli na uczestnika Azjatyckiej Ligi Mistrzów zmotywowani jakby miał to być ich ostatni mecz w lidze.

Kapitan „Durumi” Nam Jun-Jae dał sygnał do ataku otwierając wynik w 20 minucie wolejem wykańczającym świetny pass Czarnogórca Mugosy.
Asystent został zdecydowanym bohaterem spotkania strzelając bramkę na 2-0 po podaniu Szweda Irackiego pochodzenia  Jiloana Hamada(albo może Irakijczyka urodzonego w Azerbejdżanie z Szwedzkim paszportem)w 27 minucie.
Gyeongnam walczyło, szarpało, ale jedyne na co ich było stać to gola ich nowego nabytku Park Gi-Donga dopiero w 79 minucie spotkania.
Mierzący 191 cm 30 latek dobił strzał Luca Castoignosa który po paru spotkaniach Gyyongnam mimo doświadczenia w Interze Mediolan cze Twente, nie dorasta do pięt MVP poprzedniego sezonu Marcao. 

Mecz zakończył się zasłużonym wyniki 2-1 dla Neroazzurre. Czyżby Incheon chciało czegoś więcej w tym sezonie niż tylko obrona przed spadkiem ?

Strzelcy bramek
Incheon: Nam Jun-Jae (asysta S.Mugosa) 20min, S.Mugosa (asysta J.Hamad) 27 min.
Gyeongnam: Park Gi-Dong 79 min

 

POHANG STEELERS VS. SANGJU SANGMU 1 – 2

Sangju Sangmu to klub, który musi korzystać z dobrodziejstw losu, nigdy nie wiedzą, kogo mogą się spodziewać w następnym półroczu, jako kadetów w ich koszarach. Przypomnę, że co 6 miesięcy około 15 zawodników przychodzi a 15 odchodzi (czyt. kończy służbę), co każdego trenera wykończyłoby psychicznie.
W tym sezonie pierwszoplanową rolę zaczął odgrywać chłopak, który był dotychczas zmiennikiem w Incheon United – Song Si-Woo.  Mierzący 174cm  25 latek przypomina stylem gry piłkarze Leicester City Shinji Okazakiego za czasów gry w Shimizu S-Pulse.

3341740-01

Chęci i szybkość wyprzedzają głowę i umiejętności, ale ogląda się tego piłkarza z ogromną przyjemnością.  To taki pozytywny narwaniec z ADHD, w którym kibice od razu się rozkochują.
W Incheon zawsze musiał ustępować miejsca zagranicznym napadziorom, w Sangju jest wstanie powąchać w większej mierze murawę i pokazać pełnie swoich umiejętności.

Obecnie rządzi zespołem do spółki z znanymi wszystkim miłośnikom K League twarzami jak reprezentant Korei na ostatnich MŚ – Kim Min Woo oraz debiutant roku 2010 Yoon Bita Garam’em.

Song Si Woo został bohaterem Sangju wyjazdowym meczu z Pohang Steelers,  „wojskowi” wygrali po jego dwóch bramkach.
Mecz zaczął się, co prawda dobrze dla 5 krotnego mistrza kraju, ponieważ bramkę już w 6 minucie strzelił David Silva.  Były gwiazdor i super strzelec ligi Indonezyjskiej wykorzystał karnego wywalczonego, przez Kim Yong Hwana.
Po paru dobrych interwencjach z obu stron dobrze dysponowanych bramkarzy, mecz zakończył się 2 zwycięstwem z rzędu Sangju Sangmu.

Strzelcy bramek
Pohang Steelers: David Silva 6 min
Sangju Sangmu: Song Si-Woo 15 min (asysta Yoon Bit-Garam), 55min (asysta An Jin-Beom)

 

SUWON BLUEWINGS VS. JEONBUK MOTORS 0 – 4

Mecz na szczycie, Jeonbuk Motors vs Suwon Bluewings budzi zawsze ogromne zainteresowanie.
Dwie renomowane ekipy z najwyższego topu historii K League miały stworzyć na Suwon World Cup Stadiom niezapomniane show.
Jednej ekipie to się udało, mowa tutaj o mistrzu K League, który po 22 minutach prowadził już z niebieskoskrzydłymi 3-0.
Dominacja zielonych w lidze, zaczyna być przeraźliwa.
Co można więcej powiedzieć, jeżeli po 45 minutach zespół pozwala sobie na zdjęcie pomocnika Han Gyo-Wona – asystenta przy bramce numer 2 i 3 aby wpuścić z ławki uczestnika MŚ 2018  Moon Seon-Mina– gwiazdę dwóch poprzednich lat Incheon United, który wręcz w pojedynkę ciągnął na plecach swój były klub.
Zespól Jeonbuk zlepiony jest z byłych gwiazd całej plejady Koreańskich klubów K League i K League 2.  Wszystko, co biega i na drzewo nie ucieka a strzeliło więcej niż 7 goli w sezonie zaraz znajduje się na liście płac klubu.
Z samych rezerwowych Jeonbuk można byłoby stworzyć zespół bijący się o mistrzostwo K League, który w finale przegrałby zapewne z nimi.

Sam mecz był tragi komiczny i można powiedzieć, iż grało w nim tylko 4 aktorów ubranych w biało zielone trykoty.
Wpierw w 2 minucie po asyście, Kim Shin Wooka ładnym uderzeniem po ziemi w długi róg bramkę strzela Brazylijska gwiazda Jeonbuk – Ricardo Lopes.
Później asystujący przy pierwszym golu kolos – „Wookie”(198 cm) trafia volleya po podaniu Han Gyo-Wona podwyższając na 2-0.
Wówczas Bluewings kompletnie zgłupiało i chcąc nie stracić twarzy przed własną publicznością rzuciło się do ataku, co przy tak szybkich zawodnikach „zielonych” było samobójstwem.
Niezawodny Han Gyo-Won zaliczył drugą asystę przy golu dobrze bawiącego się Ricardo Lopesa.
W drugiej połowie sześciokrotny mistrz przyjmował już sobie tylko bezradnych Bluewings na własnej połowie skutecznie kontrując zniechęconego już rywala.
Ulubieniec fanów w całej piłkarskiej Korei Moon Seon-Min strzelił bramkę na 4-0 po podaniu…Ricardo Lopesa.
4-0 z odwiecznym rywalem na ich stadionie, dało wyraźny znak całej lidze, iż tylko tytuł interesuje Jeonbuk w sezonie 2019.  Suwon z kolei długo będzie zmazywało to upokorzenie z wspomnień 19 tysięcy kibiców oglądających to jednostronne widowisko.

Strzelcy bramek
Jeonbuk Motors: Ricardo Lopes (asysta Kim Shin-Wook) 2 min, Kim Shin Wook (asysta Han Gyo-Won) 13 min, Ricardo Lopes (asysta Han Gyo-Won), Moon Seon-Min (asysta Ricardo Lopes).

DAEGU VS. JEJU UNITED 2 – 0

DAEGU FC zaczyna być klubem, który rozkochuje w sobie neutralsów. Ekipa, która po wygraniu Korean FA Cup 2018 urosła na duchu, pewności siebie oraz w oczach lekceważących ją przeciwników staje się specjalistą od gry z kontry.
Ich styl gry przypomina upierdliwy do bólu Katar z Pucharu Azji 2019, zespół barykadujący się w 8-9 piłkarzy na własnym polu karnym i przy użyciu zaledwie 2-3 zawodników rozwalający tytanów przewyższających ich kulturą gry.
Daegu robi to w sposób przekonujący i ładny dla oka, ich kontry widać są wyuczone, co do jednego podania, każdy piłkarz wie, w którym momencie i w jakie tempo ma wbiec w „daną uliczkę.”
Jeśli dodamy do tego niezastąpionego bramkarza Cho Hyun-Woo potrafiącego wybronić mecz przeciwko Mistrzom Świata a co dopiero przeciwko rywalom z Koreańskiego podwórka to okazuje się że Jeju miało „przewalone.”

Uczestnik tegorocznej edycji ligi Mistrzów pokonał wyspiarzy 2-0 po przepięknych bramkach wieżowca Edgara Silvy oraz szarpiącego całe spotkania „wariata” Kim Dae-Wona.
Skrót trzeba po prostu pooglądać – nic więcej, nie piszę – po prostu bawcie się dobrze.

Strzelcy bramek
Daegu FC:  Edgar Silva (asysta Kim Dae-Won)77 min, Kim Dae-Won (asysta Cesinha) 85 min.

 

SEONGNAM VS. SEOUL 0 – 1

Dwie drużyny o całkowicie odmiennych nastrojach na starcie sezonu.
Zespół z stolicy FC Seoul po tragicznym sezonie, 2018 kiedy to bili się w barażach o utrzymanie w lidze, zalicza świetny start z dwoma zwycięstwami z rzędu i zgoła inną atrakcyjną dla oka grą.
Seongnam z kolei to pseudo beniaminek, który wszedł do ligi z nie małą dozą wstydu i zażenowania.
Frajersko Awansowali do ligi, mówiąc szczerze niekoniecznie na to zasłużyli (Asan Mugunghwa decyzją ligi mimo mistrzostwa musiało pozostać w K2), to jeszcze są najbardziej utytułowanym klubem w kraju, przez co mówienie na nich beniaminek brzmi tak samo dziwnie jak w przypadku Juventusu w sezonie 2007/2008.
Nie śmierdzące groszem ostatnimi czasy Seongnam, wracając na pierwszoligowe salony więcej topowych zawodników straciło niż zyskało. Najbardziej bolesną stratą było odejście uczestnika MŚ 2018, środkowego obrońcy z meczu Niemcy – Korea – YUN YOUNG-SUN’a który po 8 latach zdecydował się spróbować swoich sił w innym klubie (Ulsan Hyundai). Yun zarządzał obroną lepiej niż dobrze, bez niego defensywa siedmiokrotnego mistrza kraju wygląda jak podgrzana galareta.
Seulczycy wykorzystali jedną z takich niepewności obrony, i strzelili jedyną rozdzielającą zespoły bramkę w doliczonym czasie gry pierwszej połowy autorstwa Ko Yo-Hana. 36 Bramka wszędobylskiego kapitana FC Seoul (12 sezon w klubie) to dobra zapowiedź sezonu 2019 dla FC Seoul, zdecydowania gorsza dla Seongnam FC które od początku skazuje się na walkę o utrzymanie.

 

GANGWON VS. ULSAN 0 – 0

Na koniec mało atrakcyjny wynik 0-0 jednak zabawy w tym spotkaniu było, co niemiara.
Naprawdę warto pooglądać skrót i bawić się dobrze oglądając akcje obu zespołów.
Czego nie trudno się domyśleć bohaterem meczu został jeden z bramkarzy a mianowicie, Kim Ho-Jun z Gangwon FC.
Mierzący 190 cm 34 latek obronił rzut karny, parę setek a w 23 minucie został znokautowany…piłką.
Rzadko spotykana sytuacja, ale Kim wybronił mega mocną bombę TWARZĄ, przez co bramkarzowi wyrosła na policzku druga głowa.  Heroicznie stał na posterunku do końca połowy, jednak niczym w boksie, lekarze nie wypuścili go już na drugą rundę.
Inną komiczną sytuacją, którą zapamiętam był piłkarski balet w wykonaniu grajków Gangwon
W ostatniej minucie pierwszej połowy gospodarze znaleźli się przed szansą strzelenia setki, jednak dwóch piłkarzy jednocześnie chciało zostać bohaterem, co skończyło się wizytą w kronikach komediowych ligi (04:46 na skrócie).

W Chuncheon jedyny podział punktów drugiej kolejki K League.

 

 

Tabela ligowa po dwóch kolejkach.tabela

Zapraszamy serdecznie na śledzenie K League razem z Azja Gola.

Autor tekstu: Adam Błoński
@Adam_Blonski