20 listopada zakończył się trwający 14 lat rozdział w historii Australijskiej piłki.
Historii pięknej, pełnej sensacji, emocji i niezapomnianych chwil.
Ten rozdział nazywa się TIM CAHIL.
Wojowniczy Samoańczyk to kwintesencja piłki z antypodów. Przy tej okazji nikt lepiej nie powie parę słów o tym wydarzeniu, jak zaprzyjaźniony portal socceroos.pl a konkretniej @tom_mielczarek.

106131-qgrrkkdpoz-1542718178.jpg

Kilka minut przed wtorkową północą Tim Cahill metaforycznie zgasił światło na stadionie ANZ, australijskim Narodowym. Poprzednie dwie godziny spędził na podpisywaniu autografów i pozowaniu do zdjęć z kibicami. Nie odmówił nikomu. Wyszedł ostatni po swoim 108 występie w reprezentacji, której nie odmawiał przez 14 lat. Kolejnego meczu już nie będzie. Australia musi sobie poradzić bez legendy o imponujących statystykach. Cahill zdobył 50 bramek 28 państwom, w których mieszka 3.5 miliarda ludzi. Licząc, że na świecie egzystuje 7.5 miliarda osób, wygląda na to, że o Cahillu słyszało prawie pół globu.
Najsłynniejszy Socceroo mógł nigdy nie założyć złoto-zielonej koszulki. Przed mundialem w 2002 roku Cahill zupełnie poważnie planował przyjąć ofertę od kadry Irlandii. Do uzyskania paszportu wystarczył dziadek pochodzący z Zielonej Wyspy. Plany rozbiły się o występy w wieku 14 lat w młodzieżówce Samoa. Nieistniejące dziś zasady nie pozwalały na zmianę barw zawodnikom, którzy mieli za sobą debiuty w kadrach juniorskich. Rozczarowany 23-latek chciał nawet pozywać całą  FIFA do sądu. Piłka centrala zniosła ten przepis dopiero 2 lat później. Tak zaczęła się historia, w której wydarzyło się 5 słynnych momentów, o których pamięta każdy fan piłki nożnej w Australii.

Ostatnie 10 minut Tima Cahilla z Japonią na mundialu w Niemczech 2006

Powrót Australii na mundial po 32 latach nieobecności mógł skończyć się rozczarowaniem już po pierwszym meczu. Do 84 minuty Socceroos przegrywali 0:1 z Japonią w Kaiserslautern. I wtedy Tim Cahill stał się legendą. Na boisku przebywał od 53 minuty, gdy wszedł z ławki trenera Guusa Hiddinka. W ciągu ostatnich 10 minut meczu Cahill zapisał się na zawsze w historii piłki australijskiej. „To przełomowy moment dla futbolu australijskiego! Tim Cahill strzelił pierwszego gola w historii naszych gier w Mistrzostwach Świata!„. Słowa komentatora Simona Hilla słyszane były z każdego telewizora w Australii. Po pięciu kolejnych minutach australijski Szpakowski na moment stracił głos po ”Cahill. CAHILL! TIM CAHILL ZNOWU TO ZROBIŁ! CO ZA GOL TIMA CAHILLA!’. Po tylu latach nagranie z tamtych chwil wciąż wywołuje ciarki u wielu Australijczyków. Dwa słynne momenty sportu z Antypodów i jeden człowiek w ich centrum.

Tim Cahill zostaje najlepszym strzelcem w historii Socceroos

W marcu 2014 roku Australia spotkała się towarzysko z Ekwadorem na stadionie, który widział już wiele bramek Tima Cahilla. Na murawie The Den, obiektu Evertonu, gdzie Cahill stawał się jedną z legend klubowych, najsłynniejszy Socceroo po pierwszej połowie nie musiał już oglądać się na nikogo. Ścigał się już tylko z historią, gdy wyprzedził dotychczasowego reprezentacyjnego rekordzistę, Damiana Moriego z 29 golami. Australia przegrała z gośćmi z Ameryki Południowej 3:4, ale Cahill wyszedł ze sparingu z 31 bramkami na koncie.

Tim Cahill strzela TEGO gola Holandii w Brazylii 2014

Australia znalazła się w Brazylii w jednej z najsilniejszych grup obok Holandii, Hiszpanii i Chile. Nie zdołała urwać nikomu punktu, ale potrafiła zrzucić atomówkę na jedną z bramek rywali. Świat nie przywykł do takich goli. Autorem trafienia, po którym z wrażenia wstał cały stadion w Porto Alegre, był nie kto inny jak Tim Cahill.  Niecałą minutę po utracie bramki Socceroos odpowiedzieli jednym z najsłynniejszych trafień współczesnych mundiali. Ryan McGowan posłał długą piłkę do Cahilla, a ten z miejsca władował do siatki Cillessena nominację do Nagrody Puskasa za 2014 rok.

Tim Cahill wprowadza przewrotką Australię do półfinału Pucharu Azji 2015

Chiny okazały się twardym orzechem do zgryzienia w ćwierćfinale Pucharu Azji 2015. Socceroos potrzebowali czegoś specjalnego, aby przełamać impas w drugiej połowie.  Tą różnicą okazał się Cahill. Wrzutka głową na pole karne przez Ivana Franjica nie wyglądała tak, jakby miała spowodować jakieś realne problemy dla chińskiej obrony, dopóki Cahill nie wykonał spektakularnej przewrotki, nie patrząc przy tym ani razu w stronę bramki rywali. Kwadrans później ustalił wynik drugim golem, a Australia pokonała kolejną przeszkodę do podniesienia trofeum na ojczystej ziemi.

Tim Cahill przerywa marzenia Syrii o Mistrzostwach Świata

Socceroos długo kazali czekać na siebie wśród grona uczestników mundialu w Rosji 2018. W drodze po bilety musieli przejść dwumecz czwartej rundy eliminacji w strefie AFC, którego wygranie otwierało dostęp do baraży interkontynentalnych. Rywalem była Syria, która po swojej stronie miała chyba wszystkich, którzy nie byli Australijczykami. Kraj pogrążony w wojnie domowej, który ma szansę na udział na Mistrzostwach Świata. Brzmiało jak historia z familijnego filmu z niedzielnego pasma rosołowego na Polsacie. Australia była tutaj czarnym charakterem, której jedynym pechem było to, że była państwem ze szczytów listy najlepiej rozwiniętych miejsc do życia na ziemi. W pierwszym spotkaniu na neutralnym terenie padł remis. Wszystko miało rozstrzygnąć się w Sydney. Zaczęło się od najgorszego możliwego scenariusza, gdy Omar Al Soma już w 6 minucie przybliżył Syrię do Rosji. W składzie Australii był jednak Tim Cahil. Wyrównał po siedmiu minutach, a w dogrywce dodał jedną z najważniejszych bramek w swojej karierze. Oba trafienia wpakował głową, choć nigdy nie wyróżniał się wzrostem. Była to 50 i jednocześnie ostatnia bramka Tima Cahilla w kadrze Australii.

 

Autor tekstu:
@tom_mielczarek
socceroos.pl