Ahoj! Przerwa wakacyjna dobiegła końca, czas zrobić znów trochę zamieszania. Dzisiaj zabieram Was prosto do Yokohamy, na derby prefektury Kanagawy, które miałem przyjemność obserwować ponad 3 miesiące temu. Będziecie pod wrażeniem, to był najlepszy mecz na jakim kiedykolwiek byłem. Zapraszam na pierwszą część potężnej relacji w której nie zabraknie masy zdjęć oraz filmów!

Jest 8 kwietnia, niedziela. Prosto z Shibuyi jadę do Yokohamy. Niesamowite jest to, że z samego serca Tokyo w krótkim czasie możesz znaleźć się na meczach absolutnej czołówki kraju. Jeśli chcesz pojawić się na stadionach takich gigantów jak: Urawa Red Diamonds, Kawasaki Frontale, FC Tokyo czy Yokohama F. Marinos – wszystko masz to w zasięgu 30 kilometrów z groszem. Niemożliwe? Witamy w The Greater Tokyo Area.

OK, wracamy do naszego spektaklu. Derby Kanagawy to pojedynek między zwaśnionymi drużynami, Yokohama F. Marinos i Kawasaki Frontale. Dwa wielkie kluby, tradycje azjatyckiej piłki, dwa wielkie miasta (odpowiednio 2. i 8. pod względem ludności), 11 kilometrów różnicy, walka o dominację w prefekturze. Można by rzec mamy idealne podłoże do konfliktów kibicowskich, napiętej atmosfery. Wszędzie, ale nie w tym kraju!

Tuż przed Yokohamą dostaję liścia w pysk… Obok siebie kibice tych dwóch klubów razem jadą pociągiem na mecz. Nikt nie ma z tym żadnego problemu. Sport to sport, ale najważniejszy jest wzajemny szacunek i poszanowanie dla drugiego człowieka. Niebywałe jakie to oczywiste. Teraz wyobraźcie sobie takie sytuacje w Polsce… no nie jesteście w stanie – mówimy tu o klubach, które delikatnie mówiąc za sobą nie przepadają. W Japonii nie ma to większego znaczenia. Kultura osobista na najwyższym poziomie.

Mecz planowo o 16:00 (w Polsce 9 rano). Półtorej godziny przed meczem melduję się w Yokohamie. Pierwszy zderzenie z tym miastem wygląda mniej więcej tak:

Standardowo przed każdym meczykiem zaliczam małą „konsumpcję”. Przy samym stadionie mamy wyborne miejsce na mały plenerek.

IMAG1102

IMAG1106

OK, docieramy do samego obiektu. Mam wrażenie, że wchodzę od mało popularnej strony – co okazało się prawdą 😉

DSC01536DSC01532

Kiedy myślałem, że już nic więcej mnie nie zaskoczy, dostałem kolejny strzał. Tym razem aż osłupiałem z niedowierzenia. Zanim pojawiłem się w strefie w której zgromadzeni byli kibice, na piętrze wypatrzyłem… mały sklepik przeznaczony dla sympatyków gości. Tak, Kawasaki prowadziło tutaj swój własny utarg, na stadionie, podobno największego rywala w okolicy. Niebywałe 😉

DSC01540

Płynnie przechodzimy na strefę gdzie już powoli można było odczuć atmosferę derbowego święta. Coraz więcej ludzi pod stadionem, coraz mniej czasu do rozpoczęcia spotkania.

DSC01542DSC01550DSC01544 DSC01552

Uprzedzając fakty, tego niedzielnego popołudnia na trybunach zasiadło ponad 37 tysięcy kibiców! Dotychczasowa średnia na meczach „Marynarzy” u siebie w tym sezonie to nieco ponad 20 tysięcy. Myślę, że jest to wystarczający argument na podkreślenie atrakcyjności tego hitowego starcia. Jak to na każdym meczu, pojawiłem się wśród sympatyków gospodarzy, ale zawsze wybierałem sektor tych najbardziej zagorzałych fanów. No to lecimy na trybuny!!!

Pierwsze co zobaczyłem po wejściu to ogromną ekipę fanów Kawasaki Frontale i wielki napis „FORZA KAWASAKI”. Był to też faworyt tego pojedynku, kursy na gości wynosiły około 1.90. Nic dziwnego, mówimy tutaj o obrońcach tytułu. Była to 6. kolejka spotkań, Yokohama miała w dorobku 7 punktów, natomiast Kawasaki zgromadziło do tej pory 10.

DSC01560DSC01570

Przechodzimy już do gospodarzy, bo to na nich skoncentrowałem swoją uwagę będąc po ich stronie „mocy”. Absolutnie się nie zawiodłem, doświadczyłem przy nich najlepszego święta kibicowskiego na jakim byłem… po prostu „Tricolore Pride”.

Ale zanim będą fanfary to lecimy po kolei… wszystko zaczyna się od prezentacji jedenastki, która wybiegnie na murawę.

Chwilę później zostaje odśpiewany uroczysty hymn… do teraz głowię się czy to oficjalna pieśń sympatyków „Marynarzy” czy może hymn miasta Yokohamy lub jeszcze coś innego? Nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie, być może będzie mi to kiedyś dane 😉 Nie ulega wątpliwości, że był to jeden z najbardziej podniosłych momentów tego spotkania.

Zanim sędzia rozpoczął grę, kibice z Yokohamy dali mi kolejny zastrzyk adrenaliny. Doskonale pamiętam, że przyśpiewka „Pride ni Kakete” wywołała u mnie największe ciary! Pojawia się ona zawsze w momencie wejścia „Marynarzy” na boisko.

DSC01563DSC01569

Specjalnie dla pasjonatów trybun wrzucam jeszcze trzy, mega charakterystyczne przyśpiewki kibiców „trójkolorowych” z pierwszej połowy spotkania – „Yokohama Ore”, „Vamos F-Marinos” oraz „Tatakae! Yokohama”. Sprawdźcie te brzmienia.

Do przerwy mamy bezbramkowy remis 0-0. Typowe derbowe starcie: nieustępliwość, walka o prymat w regionie. Póki co lekka przewaga gości którzy stworzyli sobie więcej sytuacji podbramkowych. Trybuny rozgrzane do czerwoności, stopień zaangażowania kibiców na najwyższym poziomie… także wtedy, gdy trzeba poprzeszkadzać rywalom w konstruowaniu akcji 😉

W tym momencie kończymy pierwszą część relacji prosto z Nissan Stadium w Yokohamie. Czego możemy spodziewać się w drugiej?

Jeśli chodzi o aspekty boiskowe, w drugiej połowie działo się znacznie, znacznie więcej. Mieliśmy chociażby bramkę 40-letniego weterana ligowych boisk Yuji Nakazawy (radość kibiców uwieczniona filmem) czy też „skandaliczne” wejście na boisko byłej już legendy Marinos – Manabu Kaito, który przeniósł się z Yokohamy… do Kawasaki (oj było piekielnie gorąco na trybunach). Opowiem także o aspektach pozaboiskowych, choćby o nawiązanej znajomości z… Indonezyjskimi kibicami Marinos, mieszkającymi na codzień w Yoko. Jak zwykle nie zabraknie sporej dawki multimediów. Zatem już teraz serdecznie zapraszam na drugą część.

Wstrząśnięty ostatnimi wydarzeniami w 日本 : STAY STRONG JAPAN!

8691a7c2fc45402009b596dbd9e3cbda-d3bpzbo

BD.

Wyświetleń: 162

Autor tekstu: bobisimons

Social media

Strefa sponsorowana

Hensfort

Lwowski Baciar

Pewniaczek.pl

Azjagola na Twitterze

Obserwuj mnie na Twitterze