5 marca 2011. Zawodnicy FC Tokyo, meczem z Sagan Tosu zaczynają sezon w drugiej lidze. Nie mają jeszcze pojęcia, że sezon później zagrają w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. Jak to możliwe? A no tak, że zwycięzca Pucharu Japonii ma zagwarantowane miejsce w rozgrywkach Azjatyckiej Ligi Mistrzów, ale o tym za chwilę.

Po fatalnym sezonie 2010, Tokyo spada do drugiej ligi. Można było się spodziewać, że w klubie dojdzie do prawdziwej rewolucji i połowa składu po prostu odejdzie, najpewniej do zespołów z J.League. Czy tak się stało? Absolutnie nie. Zawodnicy tacy jak Morishige, Hashimoto, Takahashi, Ishikawa, rozchwytywany Lucas, czy Yasuyuki Konno, zdecydowali się pozostać w klubie i pomóc mu w powrocie do Japońskiej elity.

Oczywiście z takim składem o powrót było zdecydowanie łatwiej i na papierze, wygrana drugiej ligi była po prostu obowiązkiem. Tak też się stało.

Jednak dla „gazowników”, było to za mało. Poza dominacją w lidze, wzięli sobie za cel Puchar Japonii, czyli Emperor’s Cup.

Od 2001 roku zwycięzca tych rozgrywek dostaje automatyczną kwalifikację do Azjatyckiej Ligi Mistrzów, tak więc zdecydowanie było o co walczyć. Po drodze Tokyo eliminowało takie zespoły jak Urawa Reds, czy Cerezo Osaka, a w finale 4:2 pokonało zespół Kyoto Sanga. Jedną z bramek zdobył jeden z bohaterów Tokyo. Człowiek, który będąc piłkarzem wybitnym, który miał oferty z klubów występujących w J.League, reprezentant Japonii, Yasuyuki Konno, zdecydował, że razem z resztą zespołu, zostanie w klubie i powalczy o przywrócenie go tam, gdzie jego miejsce.

Multipozycyjność Konno to była niezwykle przydatna cecha. Potrafił zatrzymać atak rywala, ale też sam był w stanie wyprowadzić kontrę, która przyniosła zespołowi gola. Przykładem mecz reprezentacji Japonii z Francją, gdzie to właśnie on wyszedł z szybką kontrą z własnej połowy.

93. krotny reprezentant Japonii, uczestnik piłkarskich Mistrzostw Świata i legenda dwóch wielkich klubów, FC Tokyo i Gamby Osaka. W barwach tych pierwszych wystąpił w 271. spotkaniach i zdobył 32 bramki. Był też mentorem i wzorem dla Masato Morishige, czy Hideto Takahashiego. Genialny defensywny pomocnik, który dziś, w wieku 35 lat, może już nie jest tym piłkarzem co dawniej, ale nadal gra w najwyższej klasie rozgrywkowej w Japonii, reprezentując barwy Gamby Osaka, w której rozegrał 257 spotkań, strzelając 23 gole. Nadal jest także reprezentantem Japonii, choć do Rosji nie pojechał.

Sezon 2011, który miał być prawdziwą katastrofą (bo jak inaczej wyobrażać sobie grę w J2, takiego klubu jak Tokyo), okazał się całkiem udany. Poza tak przekonującą wygraną rozgrywek drugiej ligi, klub ze stolicy sięgnął po pierwszy w swojej historii po Puchar Cesarza i zakwalifikował się do Azjatyckiej Ligi Mistrzów. Niebagatelne osiągnięcie spadkowicza z J.League. Oczywiście, jak już wspomniałem niebywała w tym zasługa zawodników tak zasłużonych jak Panowie wyżej wymienieni, którzy poczuli się współodpowiedzialni za spadek, do tego stopnia, że stawiając swoje kariery na szali, postanowili pozostać i grać w drugiej lidze.

Mistrzostwo zaplecza J.League, Puchar Japonii i awans do Ligi Mistrzów. Całkiem nieźle, jak na totalną katastrofę, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej.

Emperor'sCup2011CHAMPION000 (2)

 

Autor tekstu: Kamil Gala                                                                                                  @GalsonHM