Ventforet Kofu vs Oita Trinita
Kofu - Oita.jpg

„Oita Time” tak zawsze rozpoczynam tweety gdy opisuje wydarzenia dotyczące spotkań
z udziałem Oity Trinita.
Czas Oity to niezależnie czy drużyna wygrywa czy przegrywa show z przepięknymi golami, zaskakującymi zwrotami akcji oraz nieszablonowymi zagraniami.
Dość powiedzieć iż przez cały sezon Oita tylko raz zaliczyła wynik bezbramkowy,
a średnia goli w ich spotkaniach to 3,38.
W ten efekciarski sposób Oita bawiąc i rządząc trafiła na pozycję lidera tabeli J.League 2.

Mimo tego że wiemy czego się spodziewać włączając mecz Oity, to każdy przecierał oczy ze zdumienia oglądając to spotkanie.

Spadkowicz z Kofu zaatakował niczym zbir w ciemnej uliczce, rzucił się na przyjezdnych z Trinity i zaczął okładać leżącego rywala. Gdyby to był bokserski mecz, już dawno rzucono by ręcznik  w celu oszczędzenia zawodnika.
Po 28 minutach Kofu prowadziło 5-0 z liderem J2 ?!
Głównymi sprawcami tego armagedonu byli Kazuki Kozuka (1 gol 3 asysty) Hidetaka Kanazono (1 gol ale to on napoczął rywala) oraz non stop ofensywnie wchodzący
w drugą linie środkowy obrońca Eder Lima.
Kofu grało najbardziej Japońskim ustawieniem ze wszystkich czyli 3-6-1, które tak po prawdzie zaimplementował do trenerskich podręczników Serb Mihailo Petrović.
Już dawno nie widziałem spotkania w którym powyższa taktyka, tak efektownie
i efektywnie zadziałała, wyglądało to jakby Kofu kręciło instruktaż dla przyszłych adeptów piłkarskiego rzemiosła, jak winno się grać w tym ustawieniu.
Bramki nr 4 i 5 strzelali ofensywnie wchodzący środkowi obrońcy Yuta Koide (nr 22) oraz Brazylijczyk Lima (nr 6).
Cieszy powrót do formy rosłej 9 tki Kanazono zwanego „Zono” za czasów kiedy był gwiazdą Jubilo Iwata, był nawet powoływany do reprezentacji Japonii (choć nigdy nie zadebiutował). Przykro było patrzeć na przełomie lat jak gwiazda J1 przez liczne kontuzje odchodzi jeszcze w trakcie kariery w zapomnienie. 3 gole w ostatnich 4 wygranych spotkaniach raz że przypominają o tym uzdolnionym napastniku, a dwa że pokazują iż jest to aktualnie magiczny talizman drużyny.
4 ostatnie mecze Zono w składzie to zwycięstwa, wcześniej gdy zespół grał bez niego, zaliczyli 4 porażki z rzędu – wniosek nasuwa się sam.
Kolejnym graczem wartym zapisania do notatników skauta, to ofensywny pomocnik
Kazuki Kozuka który wyszedł na prowadzenie najlepszych asystentów J2 (na spółkę z Tatsuya Tanaką) z 9 asystami na koncie. W spotkaniu z Oitą zaliczył ich 3, a jakość tych podań była godna La Liga w najlepszym wydaniu.

Wracając do spotkania, „gdzie biją tam wtrąca się Baba”.
Tak było również i w tym przypadku, Kenji Baba strzelił bramkę kontaktową na 5:1 w 38 minucie chcąc obudzić kolegów z zespołu.
Obudził się tylko niezawodny Yusuke Goto (w zeszłym sezonie 17 goli 7 asysty) dopiero w 77 minucie, kiedy to trafił najładniejsza bramkę meczu, jakoby miało to być jedyne osiągnięcie Oity w tym nierównym pojedynku.
Dzieła zniszczenia dopełnił rezerwowy Lins trafiając po rzucie rożnym bramkę ustalającą wynik 6:2.

Oita mimo poważnych ran, nadal chwiejnie utrzymuje się na pozycji lidera tabeli z 31 pkt. Gifu pokazało wszystkim fanom że mają możliwości i chęci wrócić już w tym roku do J1. Obecnie zajmują 9 pozycję z 22 pkt, ale czy po spotkaniu w którym tak „mordują” lidera ktoś ma wątpliwości że będą się liczyć w walce o J.League?

Składy

Ventforet Kofu: Kawata, Matsuhashi, Eder Lima, Yuzawa, Koide, Imazu, Shimakawa, Horigome (58 Y. Tanaka), Kozuka(71 Takano), Sato, Kanazono(83 Lins)

Oita Trinita: Takagi, Tone, Suzuki, Fukumori, Hoshi, Muratani, Matsumoto, Miyasaka (46 Kawanishi), Baba(76 Kiyamoto), Mitsuhira(46 Isa), Goto.

 

Kyoto Sanga FC. vs Yokohama FC

Kyoto - Yokohama.jpg

Kyoto Sanga vs Yokohama FC to starcie drużyn których polityka transferowa irytuje od lat, jeśli zrobią 2 kroki do przodu w kierunku odzyskania pierwszoligowego bytu, masz gwarancję że za chwile wykonają 5 kroków do tyłu.
Kyoto na siłę stawia na młodzież starając się nawiązać do czasów kiedy popularni na całym świecie reprezentanci krajów jak Daisuke Matsui, Park Ji Sung czy ostatnio Yuya Kubo przynosili dumę i pieniądze klubowi.
Nie zważają niestety na fakt iż zawodnicy na których obecnie stawiają w większości prócz imponująco niskiej cyfry w kategorii wiek, nie zachwycają a klub zamiast bić się o awans jest solidnym kandydatem do spadku.
W zeszłym okienku transferowym wyprzedali solidnych grajków.
Ratującego multum razy cztery litery zespołowi w sezonie 2017 GK Takanori Sugeno (Consadole Sapporo) byłego rep. Japonii, snajpera Masashi Oguro (Tochigi) perspektywicznego obrońce Yuji Takahashiego (Sagan Tosu) oraz Koreańczyków Lee Yong-Jae (Fagiano) i Ha Sung-Mina (Gyeongnam).

Yokohama z kolei to  zakład tetryczny, mają aktualnie 11 zawodników w wieku 30 lat lub więcej, w tym że starszy oznacza „starczy”.
W ich składzie gra choćby legendarny Kazuyoshi Miura 51 latek, Daiuske Matsui 38 lat czy Yuta Minami 38 latek, a to i tak proszę mi wierzyć, to odmłodzona wersja Yokohamy FC.

Co do samego spotkania to trzecia od dołu ekipa J2 Kyoto Sanga zaczęła z dużego „C” szukając punktu „G” a skończyła w jeszcze większym „D”
Przez pierwsze 20 minut dominowała ekipa „purpurowych”. Ataki młodych mogły być sfinalizowane przez doświadczonego kapitana Yuta Someya, który po rzucie rożnym strzelił z woleja, jednak piłka poleciała minimalnie obok słupka.
No i tyle dobrego można powiedzieć o ofensywnych zapędach zespołu.
Weterani z Yokohamy z każdą mijającą minutą prezentowali się coraz lepiej, a gole Leondro Dominguesa (MVP J.League 2011) oraz Ibba Laajab’a były tylko tego udokumentowaniem.
Trener Bosko Gjurovski wpuścił legendę J.League Tulio Tanakę, protoplastę gry jako ofensywny środkowy obrońca. Uczestnik MŚ 2010 który wciągnąłby nosem jeszcze nie jednego młokosa (w zeszłym sezonie 15 goli) zajął pozycję wysuniętego napastnika?
Ok. przy jego technice, i strzeleckim nosie jest to do przełknięcia. Ale nie gdy odległość między nim, a kolejnym zawodnikiem Kyoto wynosiła 20 metrów. Czy Macedoński trener nagle zauważył w 37 latku sprintera a’la Samuel Eto’o, jeśli tak, to niech da kontakt do swojego okulisty ponieważ nikt z 8 tyś. 713 osób na stadionie nie mógł zrozumieć co
w tym momencie chce uzyskać Kyoto ?
Co było do przewidzenia Tulio dostawał niezdarnie rzucane piłki na głowę, które jeśli nawet przechwycił to niemiał komu zgrywać, a wsparcia nie było widać.
Była to jedna ze wskazówek w kierunku pytania – czy trener Bosko Gjurovski rzeczywiście będzie zbawcą tej drużyny, czy będzie jednak zatapiał ten statek?

Żenada: W poniższym skrócie zmarnowano czas na pokazanie wejść 51 letniego Kazu Miury który miał 1 kontakt z piłką w meczu, oraz Daiuske Matsui byłego zawodnika Kyoto Sanga w 82 minucie. Imponująca strata czasu antenowego, który można byłoby poświęcić na pokazaniu jeszcze jednej lub dwóch świetnych interwencji 18 latka w bramce Tomoya Wakahara, czy starań skrzydłowych 17 latka Soichiro Kozuki i 19 latka Iwasakiego. Nie mam nic przeciwko Matsuiemu i „Kaziu” Miurze ale bądźmy fair w stosunku do graczy którzy gryzą trawę by ktoś przynajmniej ich wspomniał.

Składy

Kyoto: Wakahara; Honda, Someya, Masukawa, Ishibitsu, Escudero, Shigehiro(62′ Y.Muta)Sento, Kozuki(46 Koyamatsu) Ono(58′ Tulio) Iwasaki

Yokohama FC: Tsuji; Bae, Tadokoro, Jong-A-Pin, Takeda(82’Matsui) Saito(73 Watanabe) Sato, Nomura, Kitazume, Domigues(90 K.Miura)Laajab.

Tochigi SC vs Omiya Ardija

Tochigi - Omiya

Nie można robić na własne gniazdo, ale skróty J.League często budzą niedosyt w człowieku. Poniższy mecz jest tego świetnym przykładem, ponieważ z skrótu wynika że Omiya zaliczyła one way traffic.
Tak naprawdę wiewióry mocno się namęczyły z Tochigi, zarówno w ataku jak i obronie.
Rzut karny z 14 minuty wykorzystany przez byłego zawodnika Fortuny Düsseldorf Genki Omae ustanowił wynik 1-0. Sytuacji z obu stron było wiele, i mecz mógł potoczyć się w każdym kierunku, czego nie widzimy w wideo.
W spotkaniu jednak było parę wartych odnotowania wydarzeń o których warto wspomnieć.
1. W 27 minucie kapitan zespołu, i ostoja obrony Kosuke Kikuchi doznał kontuzji złamania kości strzałkowej. Minimum 3 miesiące drużyna będzie sobie musiała radzić bez najlepszego obrońcy drużyny od 7 lat. Zawsze imponowały mi loty Kikuchiego na metr 10 wzwyż dzięki którym mając ledwie 182cm wzrostu dominuje w powietrzu w każdym spotkaniu. Niestety od lat przy każdym takim wyskoku, zastanawiałem się kiedy wyląduje na czyjejś stopie (częsta kontuzja w NBA), czy przy powietrznej kolizji nie będzie wstanie poprawnie wylądować.

Wykrakałem, po widocznym na zdjęciu poniższym starciu, kiedy to Kikuchi wygrał główkę z Masaya Toshiro zaliczył „awaryjne lądowanie” zakończone katastrofą lotniczą.
Heroicznie niczym samuraj powstał i kontynuował grę przez…3 kroki po czym upadł jak zastrzelony. Każdy pamiętając jakim twardzielem jest kapitan „Wiewiór”, wiedział już że niebyła to symulacja, tylko zakomunikowanie kibicom „ok. czas na szpital”pobrane
Kikuchiemu życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia.

2. Świetna gra Masaya”Tashi”Tashiro
Zawodnik którego oglądam w tym sezonie z przyjemnością, jest promykiem nadziei na twardych, agresywnych środkowych obrońców, a’la Marcin Wasilewski w Japonii.
Ma 25 lat, i w piłkę zawodowo zaczął grać dopiero od 2016 w FC Gifu, wcześniej mało znany Uniwersytet Hosei oraz Bunan High School.  Niech jego postać opiszą 2 wydarzenia – 2 z gry – wstrząs mózgu, a także złamanie kości policzkowej oraz oczodołowej po ostrych interwencjach.
1 spoza boiska, spowodował wypadek po jeździe pod wpływem alkoholu za co został zawieszony w poprzednim klubie.
Tak więc jak widać niezły z niego ananas.

Jego gra to 90% starań, zaangażowania, 10% umiejętności, ale swoją postawą rozświetla mizerię Tochigi.  Warto go wrzucić do notatnika Skauta.

3. Omiya spadła z ligi w 2017 roku, widząc skład zespołu winni momentalnie wrócić do J1. Ze wszystkich kandydatów do awansu których anonsowano przed rozpoczęciem sezonu grają najmniej przekonywająco. To już 16 kolejka a Wiewióry nie pokazują zgrania w obronie i ataku godnego J.League.

4. Czerwona kartka dla doświadczonego reprezentanta Słoweni Nejc’a Pecnik’a w doliczonym czasie gry. Wiem że na całym świecie zawodników zagranicznych sędziowie traktują ostrzej, ale to była sytuacja z gatunku mocno żenujących.
W ostatniej rozpaczliwej akcji Pecnik został powalony przez Akinari Kawazurę który chcąc podkreślić swoją heroiczność jeszcze nawrzucał Słoweńcowi.
Ten z kolei, nie chowany na Japońskich pokłonach skoczył do Japończyka, pokazując „młodemu” że jak ma coś do powiedzenia to nie w plecy, tylko niech stanie jak mężczyzna twarzą w twarz.

Nie było popularnego baranka, plaskaczy, czy poszturchiwania, jak widać na poniższym obrazku, Słoweniec był nawet odseparowywany za wszarz przez graczy Omiyi na oczach sędziego. Sędzia po raz ostatni gwizdnął i udał się na naradę z bocznym.  Pecnik

Piłkarze ułożyli się standardowo w rządku, aby podać sobie pożegnalnie rękę, widać było że zapomniano już o nerwowym incydencie.
Wtedy sędzie gdy już zapanowała sielankowa atmosfera, postanowił dać czerwoną kartkę Pecnikowi.
Kibice obu drużyn byli zniesmaczeni, trzeba wziąć pod uwagę że Pecnik grał 2,5 roku dla Omiyi i fani wiewiór wcale nie chcieli oglądać takich scen z udziałem ich dawnego idola. Na koniec dostał oklaski od fanów obu drużyn, co może dało do myślenia sędziemu który wygrał nagrodę „kasztana” tygodnia.
Poniżej końcówka żenującego zajścia.

Składy

Tochigi SC: Leoni; Hattori, Kan, Tashiro(82 Ushinohama), Henik (70′ Futagawa), Okazaki, Hisadomi (88′ Nukui) Tada, Nishiya, Pecnik, Oguro.

Omiya Ardija:  Kasahara; Kawazura, Kikuchi (27′ Yamakoshi), Komoto, Sakai, Oyama, Mikado, Mateus, Shimada(90+2′ Marcelo), Tomiyama, Omae(88′ Barada)

Skrót meczu:

 

JEF United Chiba vs Roasso Kumamoto

JEF - Kumamoto.jpg

Jef United to kolejny zespół po Oicie Trinita który nie pozwala się widzom nudzić, jeden z klubów założycielskich J.League jak spadł od 2009 roku po dziś dzień nie może się podnieść. Co roku mają zdolnych zawodników mogących poradzić sobie nie tylko z J2 ale i bez problemu w J.League mimo to zawodzą w kulminacyjnym momencie.
Jak było tym razem ?
Zaczęło się w stylu mocnego policzka ze strony byłego zawodnika „żółtych” Byong-Jun An’a który w 13 minucie pokonał Argentyńskiego bramkarza Rodrigueza.
JEF jednak w tym meczu wyglądali jak zespół godny mistrza a nie żałosnego jak na ich ambicję 13 miejsca. W 34 minucie wyrównał środkowy obrońca Tatsuya Masushima, weteran który grał poprzednio 14 lat w J1, strzelił swoją pierwszą drugoligową bramkę.
Masushima bramkę o mało nie przypłacił swoimi cojones.
Koledzy z Roasso krzyczeli do swojego bramkarza „ale jaja piłka przeszła, bierz ją Sato”. Ten niestety usłyszał tylko pierwsza dwa słowa, a interpretacja polecenia skończyła się na tym iż obrońca JEF zwijał się 5 minut, nie mogąc nawet powstać do cieszynki.
Gdy wynik się wyrównał gra stała, się bardziej otwarta, na czym korzystali zawodnicy JEF którzy w swoim składzie mają graczy o potężnym pierwszoligowym doświadczeniu.
Wszystko rozstrzygało się w drugie połowie.
Wpierw na prowadzenie wyprowadził w 49 minucie po dwójkowej akcji dwóch wieżowców Ibusuki (195) Larrivey (185) ten drugi.
A po świetnych zmianach trenera Esnaidera jakimi były wpuszczenie na boisko najlepszego asa ligi Koki Kiyotake, oraz Jorge Salinasa gola przypieczętowującego zwycięstwo strzelił były Legionista z Paragwaju.
Roasso mimo groźnych ataków nie było wstanie odpowiedzieć kolejnymi bramkami.

Istotne fakty:
Seichiro Maki legenda JEF United Ichihara, napastnik który strzelił dla nich 53 bramki w 220 spotkaniach, i był jedynym Japońskim piłkarzem powołanym na mistrzostwa świata z tej drużyny, wszedł na boisko w 59 minucie.
Został przywitany gromkimi brawami przez swoich dawnych fanów.
Masushima Tatsuya to środkowy obrońca mimo 14 lat gdy na poziomie J1 dał się namówić na wypożyczenie do drugiej ligi, ponieważ gra tam Naoya Kondo inny weteran pierwszoligowych boisk i również były zawodnik Kashiwy Reysol.
Tatsuya tworzył tam przez 5 lat linię obrony z Kondo (który grał 14 lat nie przerwanie w słonecznych) wystarczająco skutecznie aby wygrać ligę w 2011, J.League Cup w 2013, Japanese Super Cup w 2012 oraz grać z powodzenie w Lidze Mistrzów czy Klubowych mistrzostwach świata.
Jeśli nie takim duetem defensorów awansować do pierwszej ligi, to jakim ?

Składy:
JEF United Ichihara:Rodriguez; Takagi, Masushima, Kondo, Chajima, Yamamoto, Kumgai, Yada (86’Toriumi), Funayama, Ibusuki, Larrivey
Roasso Kumamoto: Sato; Kotani, Aoki, Yonehara, Nakayama (83′ Sakamoto), Kamimura, Kuroki, Tanaka, Hachikubo, Byong Jun-An (59′ Ito), Minagawa(59′ Maki).

Skrót meczu:

Autor: Adam Błoński
@Adam_Blonski

FC Gifu – Albirex NiigataGifu - Niigata

Godzinę po starcie meczu w Kofu, w oddalonym o dwie prefektury Gifu, miejscowy zespół podejmował gości z Niigaty. Mecz zespołów środka tabeli, którego stawką było odskoczenie/przeskoczenie rywala.

Pierwsze minuty spotkania szczególnie nas nie rozpieszczały. Mieliśmy dużo gry w środku pola i pokaz typowo zachowawczej gry. W 10 minucie spotkania Sachiro Toshima poszedł na przebój, środkiem boiska i oddał strzał, który obronił Victor. Do odbitej piłki dopadł Watanabe, który przyjęciem piłki minął bezradnego już golkipera gospodarzy i skierował piłkę do pustej bramki. W 24 minucie, Niigata była bliska podwyższenia na 2:0. Po rzucie rożnym piłka odbiła się od kolana Toshimy i w ostatnie chwili Victor sparował piłkę na słupek, czego efektem był tylko rzut rożny dla gości. Niecałe 10 minut później, Gifu doprowadziło do wyrównania. Tanaka posłał idealne, mierzone dośrodkowanie, wprost na głowę Kazamy, który, trafiając jeszcze po drodze w obrońcę, wyrównał stan rywalizacji. Strata gola, zadziałała pobudzająco na piłkarzy Niigaty, którzy dość częstymi atakami nękali defensywę Gifu. Nie byli jednak w stanie stworzyć poważniejszego zagrożenia i na przerwę oba zespoły schodziły z jedno bramkowym dorobkiem.

Po przerwie goście próbowali przejąć inicjatywę, ale w 48 minucie, to gospodarze mieli pierwszą dobrą okazję w tej części gry. Yamagishi znalazł się w polu karnym Niigaty i czubkiem buta próbował pokonać bramkarza gości, jednak fatalnie przestrzelił. Gospodarze poważniej zaczęli dochodzić do głosu i często przeprowadzali szybkie ataki na połowie Albirexu, jednak albo brakowało ostatniego podania, albo strzał był blokowany przez obrońcę. W 54 minucie Furuhashi, chciał powtórzyć wyczyn Cristiano Ronaldo z meczu w Turynie i trzeba przyznać, że był bardzo bliski szczęścia, gdyż jego uderzenie przewrotką nieznacznie minęło prawy słupek bramki Victora. W dalszej części meczu, obie ekipy się otworzyły, dochodziło do wymiany ciosów i częstych kontrataków z obu stron. W 64 minucie do piłki wybitej przez Victora, najwyżej wyskoczył Takeda i głową posłał piłkę za linie obrony Niigaty. Tam swoją niesamowitą szybkością, popisał się Furuhashi, który w sytuacji sam na sam, pewnie pokonał bramkarza gości.

Po bramce na 2:1, tempo gry drastycznie spadło. Dopiero w 79 minucie, po błędzie obrony Gifu, w dobrej sytuacji znalazł się Watanabe, ale i tym razem nie trafił nawet w światło bramki. Ostatnią groźną sytuację w tym spotkaniu stworzyli sobie w 92 minucie gospodarze. Precyzyjny strzał Yamagishiego, znów obronił Victor. Wygrana Gifu sprawiła, iż przeskoczyli oni w tabeli Niigatę i zajmują obecnie 9 miejsce. Drużyna gości, spadła na 11 lokatę.

Składy

FC Gifu: Victor; Fukumura, Takeda, Tamori, Abe; Kazama (67’ Mishima), Miyamoto, Ono (83’ Nakashima); Furuhashi, De Vries, Tanaka (34’ Yamagishi)

Albirex Niigata: Muralha; Yasuda, Hirose, Tomisawa, Hara; Takagi (67’ Thalles), Toshima, Kato, Isomura (79’ Tanaka); Watanabe, Yano

Skrót meczu:

 

Tokushima Vortis – Matsumoto Yamaga
Vortis - Yamaga.JPG

Przenosimy się teraz na spokojną wyspę Sikoku, gdzie znajduje się miasto Tokushima. Gospodarze grali o wyrwanie się z przeciętności i awans do pierwszej szóstki w tabeli. Goście natomiast, o awans do top 3.

Spotkanie toczone było w dość spokojnym tempie. Nie obfitowało w multum szybkich ataków, czy bramkowych okazji, a fizyczną walkę w środku pola i dość nieśmiałe, pojedyncze zrywy. Pierwszy taki zryw oglądaliśmy w 12 minucie, kiedy to Yamasaki próbował zaskoczyć golkipera gości, ale nieczysto trafił w piłkę i ta dość wyraźnie minęła bramkę. 8 minut później, po raz pierwszy zaatakowali goście. Dośrodkowanie w pole karne, sprytnym strzałem próbował wykorzystać Maeda, ale błędu nie popełnił Kajikawa. Kilkadziesiąt sekund później znów Maeda stanął przed szansą na pokonanie bramkarza Vortis, ale ten w sytuacji sam na sam, fantastycznie obronił strzał 20-letniego napastnika Yamagi. W 28 minucie, Sisinio znalazł miejsce do oddania strzału i potężnie uderzył zza pola karnego, ale piłka po jego strzale wylądowała na spojeniu słupka z poprzeczką. Na pierwszego gola musieliśmy czekać do 36 minuty. Gości na prowadzenie wyprowadził Maeda, który wykorzystał znakomite, prostopadłe zagranie Serginho. W pierwszej części oglądaliśmy jeszcze jeden wspaniały rajd Serginho, który zakończył mocnym, celnym uderzeniem. Jednak i tym razem Kajikawa był tam gdzie trzeba.

Druga połowa zaczęła się od mocnego naporu gospodarzy, którzy za wszelką cenę dążyli do wyrównania. Efektem, wywalczony rzut karny w 58 minucie, po faulu na Yamasakim. Do piłki podszedł Ken Iwao, który trafił tylko w poprzeczkę i piłkarze Vortis nadal przegrywali 0:1. Piłkarze Matsumoto Yamagi kontynuowali napór i w 79 minucie spotkania, Shimaya, świetnym uderzeniem zza pola karnego doprowadził do wyrównania. Gospodarze szli za ciosem, ale piłka nie chciała wpadać do bramki Matsumoto. Najbliżsi osiągnięcia celu, byli w 95 minucie, kiedy to w zamieszaniu w polu karnym do piłki dopadł Osaki, ale pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów.

Mecz był dość wyrównany, obie strony mogły przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale dzięki dyspozycji bramkarzy i nieskuteczności, spotkanie zakończyło się podziałem punktów.

Składy

Tokushima: Kajikawa; Uchida, Fujiwara (46’ Maekawa), Ishi, Omoto; Shimaya, Sisinio, Iwao, Osaki; Yamasaki, Sugimoto

Yamaga: Morita; Iwama, Hashiuchi, Iida; Serginho (80’ Nakami), Ishihara, Fujita, Paulinho, Iwakami; Takasaki (90+4 ‘ Nagai), Maeda D. (85’ Maeda N.)

Skrót meczu:

 

Mito Hollyhock – Avispa Fukuoka

Mito 0-2 Fukuoka

Niedzielne zmagania rozpoczęły się w Mito, w prefekturze Ibaraki, gdzie miejscowe Mito Hollyhock podejmowało Avispe Fukuoka.

Spotkanie rozpoczęło się mocnym akcentem ze strony ekipy Hollyhock, bowiem już w 30. sekundzie meczu, Takeru Kishimoto znalazł się w doskonałej sytuacji do otworzenia wyniku, ale w ostatniej chwili został zblokowany przez Naokiego Wako. W pierwszych minutach gospodarze sprawiali znacznie lepsze wrażenie i potrafili stwarzać sobie groźne sytuacje. Kolejną doskonałą szansę miał w 7. minucie Kurokawa, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek. W 15 minucie, po szybkiej kontrze, bliski szczęścia był Miyamoto, jednak jego strzał, na rzut rożny sparował Kakoi.  Ataki gospodarzy były dobrze przemyślane i przeprowadzane w dość szybkim tempie, przez co obrońcy Avispy, często się gubili i nie nadążali za przebiegiem akcji. Goście nie potrafili dojść do głosu i wszelkie próby ataków były natychmiast tłumione przez piłkarzy z Mito. Pomimo wyraźnej przewagi gospodarzy, do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis.

Po przerwie goście z Fukuoki, się obudzili. Nie pozwalali już na tyle ataków Hollyhock i sami zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Koji Homme. Efektem bramka w 54 minucie, zdobyta przez Dudu, który wykorzystał błąd obrony i skierował piłkę do niemalże pustej bramki. Gospodarze nie zdążyli się otrząsnąć po stracie bramki, a parę minut później prowadzenie Avispy, strzałem z rzutu wolnego, podwyższył Jun Suzuki. W 70 minucie znów zaatakowali goście, ale tym razem, fantastycznie w bramce spisał się Homma.

O ile pierwsza połowa należała do gospodarzy, o tyle w drugiej części, zawodnicy z Fukuoki, zagrali zupełnie inaczej. Dwa szybko strzelone gole ostudziły zapał ofensywny Mito, które nie stworzyło już poważnego zagrożenia w tym spotkaniu. Końcowy rezultat to 0:2.

Składy:

Mito: Homma; Fukui (80’ Toyama), Hosokawa, Ito, Hamasaki; Kimura, Kojima Hiroyuki, Kurokawa (68’ Tanaka); Kishimoto, Miyamoto (68’ Jefferson)

Avispa: Kakoi; Shinohara, Tsutsumi, Saneto; Wako, Yu, Edamura (75’ Yamase), Suzuki; Dudu (87’ Hisashi), Euller (60’ Morimoto), Matsuda

Skrót meczu:

 

Montedio Yamagata – Zweigen Kanazawa
Yamagata - Zweigen

Przenosimy się teraz do Yamagaty, gdzie Montedio podejmowało Zweigen Kanazawa.

Spotkanie zaczęło się dość leniwie. Oba zespoły nie za bardzo kwapiły się do ataków, a cały mecz, przypominał bardziej partię szachów, aniżeli pojedynek piłkarski. Pierwszą sytuację tego spotkania, miała ekipa gości. W 11 minucie, Yuki Kakita, dostał dobrą piłkę w polu karnym i oddał całkiem niezły strzał, ale za bardzo podniósł piłkę i ta przeleciała kilkadziesiąt centymetrów nad poprzeczką. Rozochoceni stworzeniem sobie sytuacji, piłkarze gości, zaatakowali ponownie, w 14 minucie. Shohei Kiyohara znalazł sprytnym zagraniem Yuki Kakite, a ten pewnym uderzeniem pod poprzeczkę otworzył stan rywalizacji. Zawodnicy Zweigen dążyli do zdobycia drugiej bramki, chcąc wykorzystać swój dobry moment w tym spotkaniu, ale plany pokrzyżowała im czerwona kartka, którą w 28 minucie otrzymał Shoji. Czerwony kartonik był efektem dwóch żółtych kartek, które otrzymał w przeciągu 7. minut.

Osłabienie gości, diametralnie zmieniło sytuacje i podopieczni Masaaki Yanagashity, zaczęli zostawiać gospodarzom coraz więcej przestrzeni, a Ci w końcu zaczęli atakować rywala. Nie zdołali jednak niczego zmienić na tablicy wyników i na przerwę zeszli z jedno-bramkowym deficytem.

Co nie udało się w pierwszej, udało się w drugiej połowie i to już w 47 minucie gry. Nakamura świetnie odnalazł się w polu karnym i precyzyjnym strzałem w dolny róg, pokonał golkipera Kanazawy.

Piłkarze Montedio poczynali sobie coraz śmielej. W 57 minucie Kobayashi stanął oko w oko z bramkarzem, ale fatalnie przestrzelił. W 69 minucie, gospodarze wyszli z kontrą. Kobayashi popędził lewą stroną boiska i dograł do Minamiego, który pokonał Yuto Shiraia. Ostatnią szansą na gola w tym spotkaniu, była okazja Kobayashiego, któremu droge do bramki, genialnym podaniem otworzył Minami, ale ten zamiast strzelać, próbował zagrywać piłkę i w konsekwencji obrońcy Zweigen oddalili zagrożenie.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy 2:1, ale gdyby nie tak wczesna czerwona kartka dla zawodnika Zweigen, wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej.

Składy:

Montedio: Kushibiki; Kumamoto (46’ Yuruki), Kuriyama, Kaga; Yamada, Honda, Nakamura, Miki, Kobayashi, Alves (68’ Nakayama), Minami (89’ Senuma)

Zweigen: Shirai; Numata, Sakuda, Shoji, Mori; Sugiura (58’ Kato), Ohashi, Fujimura, Kiyohara; Quintanilha, Kakita (77’ Sato)

Skrót meczu:

Renofa Yamaguchi – Kamatamare Sanuki

Renofa - Kamatamare.JPG

Kolejne spotkanie, to pojedynek Dawida z Goliatem, a konkretniej mecz zespołu ze ścisłej czołówki z ostatnim w tabeli Kamatamare.

Pierwszy celny strzał oglądaliśmy w 8 minucie meczu, kiedy to Takayuki Mae postanowił sprawdzić formę Kenty Shimizu, strzałem z dystansu. Strzał celny, ale nie na tyle mocny, aby mógł zaskoczyć golkipera gości.  W 14 minucie świetną akcję przeprowadził Hironori Nishi, który świetnie minął obrońcę wypracowując sobie dobrą sytuację strzelecką, ale jego strzał pewnie obronił Fujishima. Mecz wyglądał tak, jak można się było tego spodziewać. Gospodarze nękali defensywę Sanuki, bardzo często, oddając sporo strzałów. Najlepszą okazję, aby wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, miał w 33. minucie Ikegami, który posłał piłkę między nogami bramkarza, ale piłkę, praktycznie z linii bramkowej wybił Takeda.

W 44. Minucie, gospodarze zaatakowali po raz ostatni w tej części gry i… wyszli na prowadzenie po strzale z ostrego kąta, swojego kapitana Hidetoshi Miyukiego.

Po 68. minutach gry, Renofa powinna już prowadzić 2:0. Doskonałym dośrodkowaniem popisał się Mae, ale strzał Takagiego, fenomenalnie obronił Shimizu.

W 81 minucie, znów szczęście uśmiechnęło się do gości, bowiem Ado Onaiwu uderzył głową i trafił tylko w poprzeczkę.

2 minuty później fani w Yamaguchi zamarli, bo wyborną okazję do wyrównania zmarnował najpierw Morikawa, a potem odbitej piłki nie zdążył wepchnąć do siatki Kazuki Hara.

Świetnie dysponowani byli obaj bramkarze i tylko dzięki temu oglądaliśmy w tym spotkaniu tylko jedną bramkę.

Składy:

Renofa: Fujishima; Torikai, Watanabe, Tsuboi, Mae; Osaki (53’ Yamashita), Miyuki, Ikegami (88’ Takayanagi), Onose; Onaiwu, Takagi (77’ Kishida)

Kamatamare: Shimizu; Asada, Okamura, Nakashima, Takeda; Shigematsu (46’ Morikawa), Nagata (46’ Takagi), Watanabe, Nishi (75’ Sasaki); Kijima,  Hara

Skrót meczu:

 

Autor tekstu: Kamila Gala
@TokyoGalson 

Pozostałe spotkania:
Tokyo Verdy 0 – 0 Ehime.